Dodaj do ulubionych

Kolezanki belferki

28.08.05, 17:24
Witajcie, juz udalo mi sie namierzyc 2 inne kolezanki po fachu, uczace w
Polsce angielskiego. BTW blue_jay, dzieki za wiadomosc smile Czy jeszcze sa tu
inne przedstawicielki naszego pieknego zawodu, niekoniecznie jezykowcy? Czy
troche tesknicie za szkola i naszymi milusinskimi? Ja troche tak, ale nie
bardzo wink
Obserwuj wątek
    • ponponka1 Re: Kolezanki belferki 28.08.05, 20:35
      Mialam czteromiesieczny epizod w szkole podstawowej....i dobrze, ze tylko tyle.
      Bylo za krotko i nie mialam okazji za bardzo wsiaknac i dzieci nie zdolaly mi za
      bardzo zalezc za skore....dlatego chyba bym z checia pouczyla - ot tak na
      czastke etatu smile

      Cmok (jaki smok?)
    • tora99 Re: Kolezanki belferki 28.08.05, 20:58
      :o))
      pedagogika specjalna i terapia ped. pracowalam w klasie integracyjnej i
      prowadzilam grupy socjoterapeutyczne dla dzieciakow z rodzin zagrozonych
      patologia. urodzilam i marta nie dawala mi czasu na tesknote za szkola wink
      ale zdaje sie ze cos sie niedlugo zmieni.... (nie bede zapeszac) i moze wroce
      do pracy?
      • malpka108 Re: Kolezanki belferki 28.08.05, 21:42
        Witaj Tora, ja tez uczylam w klasach integracyjnych, ale w gimnazjum. Bardzo to
        lubilam i co roku wychowawczynie klas integracyjnych suszyly glowe dyrektorowi,
        zebym to ja je dostala, co zreszta sie dochodzilo do skutku, bo rodzice i
        dzieci byli bardzo zadowoleni. Musze przyznac, ze zawsze udawalo mi sie znalezc
        wspolny jezyk z dziecmi bardzo niekontaktowymi i takimi, ktore mialy problemy
        autystyczne we wczesnym dziecinstwie. To bylo bardzo ciekawe doswiadczenie.
        • blue_jay Re: Kolezanki belferki 28.08.05, 22:36
          4 lata w szkole podstawowej, na dzien dobry wlepiono mi wszystkie 8 klasy, z
          ktorymi nikt sobie nie dawal rady i tak zostalam nauczycielem na 2 etaty, bo
          klas od groma, a inne panie od ang. baly sie uczyc w siodmych i osmych
          klasach..
          Trinia> mnie rowniez scigano za nieudekorowane wnetrza, a kiedy prosilam o
          kolorowy papier, to szkola nie miala budzetu.
          Poznalam J., miedzy nami wszystko sie pieknie rozkrecalo, kiedy bylo wiadomo
          juz, ze wyjezdzam, zlozylam wypowiedzenie, na co dyrekcja: a co malo to chlopow
          w Polsce? i odmowila podpisania obiegowki.. na co ja cieplym wciaz glosem, czy
          pani dyrektor to rozumie czy nie, czy pani podpisze czy nie, mnie w przyszlym
          roku tu nie bedziewink
          Dyrekcji nie mialam dobrej, ale uczniow jak najbardziej.. teraz tutaj wciaz
          ucze, ale ludzi doroslych juz, nie musze prosic o cisze, scigac za zadania
          domowe hehe, jak nie odrobi, to sobie na poczcie nie poradzi i juz..
          • jan.kran Re: Kolezanki belferki 29.08.05, 01:13
            Jestem nauczycielką. W PL miałam tylko praktykę w czasie studiów.
            W Norge próbowałam tego szczytnego zawodu.
            I wolę kamienie tłuc niz uczyć młodzież norweską ..
            Dorosłych Norwegów uczyłam i było fajnie ale na razie mnie na to nie stać...
            Może kiedyś...
            Kran
    • triskell Re: Kolezanki belferki 28.08.05, 22:04
      Dopisuję się do listy. Co prawda w ostatnich latach przed wyjazdem uczyłam
      jedynie w prywatnej szkole i na korepetycjach, ale wcześniej miałam dwa epizody
      w szkołach średnich. Jeden trwał ok. 5 lat, to było zaraz po studiach i
      przynajmniej przy tak minimalnej różnicy wieku, jaka zachodziła wówczas pomiędzy
      mną a moimi uczniami, nie bylo to chyba dla mnie za dobre. Zaprzyjaźniłam się z
      wieloma z moich uczniów (w trakcie tych pięciu lat miałam półroczną przerwę na
      wyjazd do Finlandii - z kilkorgiem uczniów wtedy korespondowałam), zaczęli
      przychodzić do mnie ze swoimi problemami rodzinnymi, uczuciowymi itp. - i po
      jakimś czasie zauważyłam, że ja zaczynam żyć ich życiem. Czasami potrafiłam nie
      móc wieczorem zasnąć, bo martwiłam się, czy ta uczennica, której nie stać na
      stancję a jest spoza Wrocławia, dostanie miejsce w internacie, jak sobie radzi
      ten chłopak, którego wczoraj rzuciła dziewczyna, czy agresywny ojciec innej
      uczennicy nie wrócił znowu pijany... W pewnym momencie było tych problemów
      _za_dużo_ jak na jedną Trinię. Do tego doszedł fakt, że nie podobała mi się
      szkolna biurokracja, konieczność siedzenia na radach pedagogicznych, na których
      nic i tak nie miałam do powiedzenia, uzupelniania mnóstwa rubryczek w
      dziennikach... Szala przeważyła się, gdy pewnego dnia dyrektorka podeszła do
      mnie na korytarzu i zapytała mnie, dlaczego mój gabinet nie jest udekorowany. na
      to mialam jedna odpowiedź: "Bo widzi pani, ja jestem nauczycielem, nie
      dekoratorem wnętrz" Kilka dni później poszłam z jakąś klasą do kina na Thelmę i
      Louise. I do dziś mam sentyment do tego filmu, bo właśnie gdy go oglądałam
      podjęłam decyzję, że zostawiam tą pracę w cholerę. I poczułam się tak, jakby
      stukilogramowy kamień spadł mi z serca. Z uczniami z mojej ulubionej klasy długo
      jeszcze utrzymywałam kontakt, jedna dziewczyna (właśnie ta od agresywnego
      tatusia) mieszkała u mnie przez całe wakacje gdy zaraz po maturze uciekła z domu.

      Drugi epizod był krótszy, od razu z założenia zastępstwo na pół roku za
      nauczycielkę, która wyjechała na staż za granicę. Było mi łatwiej, bo byłam
      świadoma, że sytuacja jest tymczasowa.
      • asia9111 Re: Kolezanki belferki 29.08.05, 01:57
        tak sie sklada, ze ja mam tu 'epizod' kilkunastoletni juz, na uniwerku-z
        podpisanym cyrografem, ze ani przyjazni, milosci, czy seksu--z podwladnymi,
        wspolpracownikami, no i studentami... Tak wiec zwierzaja mi sie tylko i
        wylacznie wtedu kiedy jako administrator mam ich ze szkoly usunac i wtedy
        leci 'the dog ate my homework." Co do studentow, hm, chyba wolalam tych z NYC i
        z innych krajow, gdzie studia traktuje sie powaznie. Floryda ma nadal chyba
        taka mentalnosc poludniowych USA i jak zauwazylam, KAZDA wymowka jest dobra aby
        rzucic semestr w cholere-albo jest za goraco, albo za zimno, albo guma w aucie,
        albo... czasmi rece opadaja. Rece tez opadaj na temat biurokracji i audytow na
        U. Moje biuro tonie w papierach!
        • mulinka Re: Kolezanki belferki 29.08.05, 04:26
          he,he - to i ja sie dopisze smile
          Robilam w zyciu rozne dziwne rzeczy, ale...swoja prace zawodowa zaczynalam od
          (nieudanej zreszta) kariery pani od polskiego w...."tamtych" czasach.
          Zaczelam od tego, ze wytlumaczylam moim uczniom, ze sa lepsi autorzy od Wandzi
          Wasilewskiej i...proponuje podyskutowac o "Ferdydurke"...
          Po pol roku musialam zmienic szkole....i...zaczelam uczyc...historii(!) - taki
          to byl dziwny swiat.
          Zblizal sie koniec roku i....1 Maja! A zbuntowana wowczas Mulinka tlumaczyla
          mlodziezy, ze to jest "manifestacja", wiec jak sama nazwa wskazuje...i dziemy
          dobrowolnie, przymusu nie ma i....sa rozne pochody...
          Sama udzialu w pochodzie odmowilam, tlumaczac Panu Dyrektorowi, ze jestem "A-
          polityczna", co moze by i przelknal, bo...lubil mnie chyba, ale ja madralinska
          musialam to powiedziec w nieco wiekszym gronie.
          No....i wyladowalam z tzw.czarnym biletem i informacja, ze na prace w Oswiacie
          nie mam co liczyc.
          Co nie okazalo sie zreszta prawda, bo (no...w innym wojewodztwie)w pewnej
          szkole pilnie potrzebowali polonisty i Pani Dyrektor prosila tylko, zebym nie
          wspominala o swoich "przygodach" kolezankom w pokoju.
          Pamietam jak w tym pokoju dostalam poteznego kopa pod stolem, bo weszla "ta",
          przy ktorej lepiej nic nie mowic..., ale widocznie jednak mowilam za duzo, bo
          panowie w czarnych plaszczach bardzo chcieli sie pozniej dowiedziec, co mowilam
          mlodziezy na lekcjach i robili dziwne miny, kiedy im spokojnie tlumaczylam, ze
          mowilam PRAWDE.
          A mlodziez wspominam bardzo cieplo, lubilam sie z nimi. Zawsze wybieralam
          najwiekszego rozrabiake w klasie i prosilam go o pilnowanie porzadku -
          skutkowalo
          smile)
          • malpka108 Re: Kolezanki belferki 29.08.05, 17:44
            Swietna relacja mulinko, czyta sie z zapartym tchem. Chapeau bas za odwage,
            Ferdydurke zamiast Wandi, no no smile Panowie w czsrnych plaszczach tez chyba
            musieli z tego zglupiec.
            Ja tez dobrze wspominam szkole, mialam dobry kontakt z mlodzieza. Uczylam w
            gimnazjum i liceum. Tutaj to jesli bym miala uczyc, to tylko doroslych. Zreszta
            doroslych tez troche uczylam w Polsce w prywatnej szkole.
            Ciesze sie, ze jest nas tu tyle, bo jednak troche sentymentu zostalo i tak
            sobie siedze i mysle o kolezankach i kolegach szykujacych sie do Rady
            Pedagogicznej i poczatku roku.
            Buziaki
    • yatzekalexander Re: Kolezanki belferki 29.08.05, 17:52
      nie jestem nauczycilka, ale moja mama byla
      klaniam sie nisko doceniam wszystkich co pomagaja mi uczyc i chowac moje
      pociechy
      ciezki to zawod..
      • malpka108 Re: Kolezanki belferki 29.08.05, 18:23
        Dzieki, ale wiesz to ciekawe. W Polace wiele osob uwazalo, ze jak pensum to 18
        godzin (i tak wiekszosc miala wiecej, ja np mialam zawsze 26 do 30 godzin bo
        brakowalo anglistow) to zanczy ze my mamy rajskie zycie i nic nie robimy sad
        Tylko osoby, ktore mialy kogos w rodzinie pracujacego w tym zawodzie dobrze
        wiedzialy, ze to tak z pozoru wyglada. Ze swojej strony musze powiedziec, ze
        nigdy nie mialam tak malo czasu dla siebie jak przez te kilka lat, kiedy
        pracowalam w szkole. A wczesniej pracowalam w galerii sztuki do godziny 18 i
        zawsze mialam umyte okna i ugotowany obiad, mimo ze mieszkalam sam (mam dwa
        fakultety stad rozne zawody winkjak wiele z nas ) same jednak wiecie, ze szybko
        zaczyna sie zyc sprawami szkoly i uczniow. A walke o dekoracje w sali tez
        dobrze znam smile i niewyobrazalna ilosc kretynskich papierow, ktore gubia sens
        tego zawodu sad
        Buziaki dla wszystkich
    • st0krotka Re: Kolezanki belferki 29.08.05, 19:13
      uczylam angielskiego przez rok. w szkole sredniej, mialam lekcje z 16-sto i 18-
      sto latkami. swietnie sie rozumielismy, chociaz czasem z dyscyplina mialam
      problemy, bo traktowali mnie jak kolezanke. czesto robilam im kartkowki ze
      slowek, bylam ostra (wbrew pozoromsmile i mam nadzieje, duzo ich przez ten rok
      nauczylam,bo mimo swojej niepowaznej natury (mialam wtedy 22 lata) do lekcji
      podchodzilam bardzo powaznie. och, fajny to byl rok, ale.... dobrze, ze tylko
      rok. ciezka to praca, potrzeba tyle energii!!
    • abere8 Re: Kolezanki belferki 30.08.05, 11:21
      Ja tez jestem nauczycielka. W Polsce w czasie studiow uczylam angielskiego na
      korepetycjach i w szkolach jezykowych, bo musialam odrobic panszczyzne, czyli
      praktyki pedagogiczne. Uczylam zawsze doroslych, dlatego teraz jest mi tak
      ciezko z dzieciakami, ktore ucze polskiego. Gdybym byla w Polsce, to pewnie
      pracowalabym teraz w jakiejs prywatnej szkole w Warszawie i probowala sie
      przebic jako tlumaczka, bo jednak to lubie najbardziej. I na koniec jeszcze
      powiem jedno - angielskiego jest duuuzo latwiej uczyc, niz polskiego smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka