Nie wiem, czy już kiedyś taki wątek był, nie za mojej kadencji...
Jak miałam 8 lat, pojechałam na pierwsze w życiu kolonie. Rodzice do tej pory
przechowują pierwszy list, który do nich napisałam i śmieją się z jednego
cytatu: "Mam tu bardzo wesołe koleżanki. Wieczorem siadamy i śpiewamy smutne
piosenki".
Pamiętacie? Piosenki o zbrodniach, nieszczęśliwej miłości, najlepiej obu
naraz. Im smutniejsze, tym lepiej. Jakie śpiewało się za Waszych czasów, w
Waszej części Polski. Jeśli pamiętacie tekst, to zaśpiewajcie nam tu, bo
ciekawa jestem, czy znamy różne wersje.
No to ja odchrząkuję i zaczynam:
Cztery mile za Warszawą (każdą linjkę powtarzamy 2x):
Cztery mile za Warszawą
wydał ojciec córkę za mąż.
Wydał ci ją za Hendryka*,
za wielkiego rozbójnika.
On po górach, on po lasach,
ona sama w tych szałasach.
Raz jej przyniósł chustkę białą,
całą we krwi umazaną.
Żono, żono, wypierz mi ją,
na słoneczku wysusz mi ją.
Żona prała i płakała,
bo tę chustkę poznawała.
To jest chustka brata mego,
dzisiaj w nocy zabitego.
Hendryk nie spał, wszystko słyszał
i ze złości ledwo dyszał.
Żono, żono, weź swe szaty,
to pójdziemy na przechaty.
Wyprowadził ją na łączkę
i wyłamał białą rączkę,
Śliczne oczka powyjmował
i tej nocy ją pochował.
O północy dzwony grają,
to Hendryka powieszają.
* - koniecznie _Hendryk_, nie Henryk. A "przechaty" i "powieszają" to dla mnie
do tej pory klasyka