asica74
28.10.05, 23:09
W srodowy wieczor, bedac w owej "wyczesanej" restauracji, cieszac sie
wieczorem, i jedzac pyszne jedzonko rozejrzalam sie wokol i ... obok nas
siedziala sobie Bardzo Dostojna Pani i jadla kolacje. Butelka wina,
przystawki, jedno z najdrozych dan z menu. Byla sama. Rozejrzalam sie jeszcze
dokladniej i ku mamu zdziwieniu/ zaskoczeniu zauwazylam, ze bylo ich wiecej.
Byla tez Pani w Dosc Podeszlym Wieku, Z Ktora Czas Nie Obszedl Sie Zbyt
Dobrze, byta tez Calkiem Ladna Dziewczyna, przy dosc odleglym stoliku
siedzial Samotny Pan. Wszyscy byli bardzo zajeci patrzeniem w talerz,
przegladaniem dzisiejszej gazety lub wysylaniem wiadomosci. I tylko moze Pani
w Podeszlym Wieku patrzyla smetnie wokol. A ja myslalam o tym, jaka radosc
moze przyniesc samotny wieczor spedzony w miejscu, ktore jest wrecz stworzone
do swietowania we dwoje?
O samotnosci pisze sie wiele. O ludziach, ktorzy poswiecaja sie karierze. O
ludziach ktorzy zyja razem a jednak osobno. O tych, ktorzy na starosc
umieraja opuszczeni przez dzieci i Boga. O spoleczenstwie, ktore jest coraz
bardziej nuklearne. O powszechnie dostepnych w sklepach posilkach For One (in
front of TV).
Wlasnie wrocilismy z zakupow w supermarkecie (wiem, wiem jest piatek i moze
powinnam nawiazywac jakies nowe znajomosci w pubie), gdzie kasjer, brzydki,
szczerbaty czlowiek w olbrzymich okularach, opowiedzial nam cale swoje zycie.
Ze mieszka sam. Ze nie ma nikogo. A przeciez go nie znam. Widzialam go
pierwszy i chyba ostatni raz w zyciu.
Dotknelam roznych samotnosci w moim zyciu. Kiedys mialam wizje, umre sama w
domu i moze po kilku latach odkryja moj szkielet. Bo nikogo nie bedzie. Potem
bedac z Kims, doswiadczylam samotnosci we dwoje i jej zabojczego jadu.
Ostatnio odejscie Mego Pierwszego Dziecka, pokazalo mi jeszcze jedna strone
samotnosci, gdzie nawet moj M nie mogl ze mna pojsc. Uderzylam w szklana
szybe bolu i bezradnosci, i poczulam sie naprawde sama. A przeciez tyle ludzi
bylo ze mna. Tyle cieplych slow.
Ktos w tych dniach mi powiedzial, ze zycie jest nieobliczalne i
nieprzewidywalne. I dodalabym jeszcze, ze jest bardzo kruche. I mysle, ze
wciaz o tym wiemy za malo. Na codzien trudno to dostrzec, ale to
doswiadcznenie uchylilo mi taka strone zycia jakiej jeszcze nie widzialam.
Teraz juz zyje normalnie, choc mysle, o tym caly czas. Ale nie czuje sie,
tak jakby sie zawalil caly moj swiat. Moze dlatego, ze w tych ciemnych dniach
przekonalam sie ze jest ze mna ktos, kto mnie bezgranicznie kocha? I skupiam
sie na tej stronie zycia, ktora jest jasna i pelna. I mam nadzieje, ze kiedys
juz nie bedziemy sami.
w piatkowy wieczor pozdrawiam was serdecznie
Asica