Dodaj do ulubionych

o samotnosci...

28.10.05, 23:09
W srodowy wieczor, bedac w owej "wyczesanej" restauracji, cieszac sie
wieczorem, i jedzac pyszne jedzonko rozejrzalam sie wokol i ... obok nas
siedziala sobie Bardzo Dostojna Pani i jadla kolacje. Butelka wina,
przystawki, jedno z najdrozych dan z menu. Byla sama. Rozejrzalam sie jeszcze
dokladniej i ku mamu zdziwieniu/ zaskoczeniu zauwazylam, ze bylo ich wiecej.
Byla tez Pani w Dosc Podeszlym Wieku, Z Ktora Czas Nie Obszedl Sie Zbyt
Dobrze, byta tez Calkiem Ladna Dziewczyna, przy dosc odleglym stoliku
siedzial Samotny Pan. Wszyscy byli bardzo zajeci patrzeniem w talerz,
przegladaniem dzisiejszej gazety lub wysylaniem wiadomosci. I tylko moze Pani
w Podeszlym Wieku patrzyla smetnie wokol. A ja myslalam o tym, jaka radosc
moze przyniesc samotny wieczor spedzony w miejscu, ktore jest wrecz stworzone
do swietowania we dwoje?

O samotnosci pisze sie wiele. O ludziach, ktorzy poswiecaja sie karierze. O
ludziach ktorzy zyja razem a jednak osobno. O tych, ktorzy na starosc
umieraja opuszczeni przez dzieci i Boga. O spoleczenstwie, ktore jest coraz
bardziej nuklearne. O powszechnie dostepnych w sklepach posilkach For One (in
front of TV).

Wlasnie wrocilismy z zakupow w supermarkecie (wiem, wiem jest piatek i moze
powinnam nawiazywac jakies nowe znajomosci w pubie), gdzie kasjer, brzydki,
szczerbaty czlowiek w olbrzymich okularach, opowiedzial nam cale swoje zycie.
Ze mieszka sam. Ze nie ma nikogo. A przeciez go nie znam. Widzialam go
pierwszy i chyba ostatni raz w zyciu.

Dotknelam roznych samotnosci w moim zyciu. Kiedys mialam wizje, umre sama w
domu i moze po kilku latach odkryja moj szkielet. Bo nikogo nie bedzie. Potem
bedac z Kims, doswiadczylam samotnosci we dwoje i jej zabojczego jadu.
Ostatnio odejscie Mego Pierwszego Dziecka, pokazalo mi jeszcze jedna strone
samotnosci, gdzie nawet moj M nie mogl ze mna pojsc. Uderzylam w szklana
szybe bolu i bezradnosci, i poczulam sie naprawde sama. A przeciez tyle ludzi
bylo ze mna. Tyle cieplych slow.

Ktos w tych dniach mi powiedzial, ze zycie jest nieobliczalne i
nieprzewidywalne. I dodalabym jeszcze, ze jest bardzo kruche. I mysle, ze
wciaz o tym wiemy za malo. Na codzien trudno to dostrzec, ale to
doswiadcznenie uchylilo mi taka strone zycia jakiej jeszcze nie widzialam.

Teraz juz zyje normalnie, choc mysle, o tym caly czas. Ale nie czuje sie,
tak jakby sie zawalil caly moj swiat. Moze dlatego, ze w tych ciemnych dniach
przekonalam sie ze jest ze mna ktos, kto mnie bezgranicznie kocha? I skupiam
sie na tej stronie zycia, ktora jest jasna i pelna. I mam nadzieje, ze kiedys
juz nie bedziemy sami.

w piatkowy wieczor pozdrawiam was serdecznie

Asica
Obserwuj wątek
    • cuciolo Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:18
      Bardzo ladne to co napisalas. Mysle ze kazdy z nas doswiadczy smaotnosci. Ja
      dlugo bylam sama i sama wszedzie lazilam i do kina i do teatru i na piwo tylko
      ze za dnia zeby nie byc narazona na zaczepki. I zawsze powtarzalam ze jestem
      sama ale nie samotna. Ale to zupelnie nie byla prawda, ot taka wymuszona,
      ambicjonalnie. Teraz tez czesto bywam samotna z problemami dnia codziennego, z
      dala od bliskich, ale zawsze sobie powtarzam ze to minie. Ze przyjdzie wieczor
      wroci maz i choc chwilke pobedziemy razem. Czesto mysle o moich rodzicach
      ktorzy sa razem a czuja sie tak samotni bo jestesmy daleko. Eh duzych jest tych
      chwil, ale one mijaja. dobranoc
      • marta_midwest Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:19
        A ja nic nie napisze, bo lzy zaslaniaja mi klawiature,
        przytule Cie tylko mocno Asiu...
        • asia.sthm Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:24
          Asiu, kochany Jarzabku, czy ty wiesz ,ze nie jestes juz malym chlopcem ale
          dojrzala kobieta ?
          Nie wiesz ? to ja ci to mowie.
          Bardzo mnie rozcieplil taki post. No kurcze, znowu beda lzy.
    • a.polonia Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:25
      Ech, Asico, pieknie napisalas....
      Poruszylas tak, ze az cos szarpnelo...
      Jesli chodzi o to, ze "zycie jest kruche" i o to, ze "spieszmy sie kochac ludzi
      tak szybko odchodza", to niestety, zwlaszcza to drugie brzmi czesto jak pusty
      frazes. Czlowiek sie budzi tylko na chwile, jak ma miejsce tragedia, pozniej
      wszystko wraca do "normy", ped i nieogladanie sie za siebie, na innych.
      Tak jakos ostatnio....pesymistycznie. Jesien?
      I z tymi slowami udaje sie w strone wanny pelnej piany i bede rozmyslac o tym,
      co napisalas. I o ludziach, wogole.
      Zawsze zaluje, ze na Wszystkich Swietych nie moge byc w Polsce sad
      Pola
      PS. Nie cierpie jesc sama, nawet w stolowce uniwersyteckiej, wkladam nos w
      jakas gazete, albo wysylam sms'y...
      • asica74 Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:32
        och dziewczyny nie placzcie, bo mialo byc optymistycznie!
        • asia.sthm Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:50
          no wiem ze mialo smile))
          jakos nie umiem sobie siebie wyobrazic samotnej.
          Raczej widze siebie jako babcie Asie taka troche odganiajaca sie od nadmiaru
          atrakcji.
          No ale nic nigdy nie wiadomo smile))
        • h2so43 Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:54
          Samotność nie jest zła. Tylko w samotności można w pełni rozwinąć niektóre
          talenty. Niektórym ludziom trudno jest być z kimś, niekiedy pod wpływem
          działania tłumu i zgiełku człowiek ucieka w samotność. Niekiedy ludzie nas
          rozczarowują i już nie mamy ochoty ich lepiej poznawać. Pędzący świat nie
          zostawia nam wyboru- musimy ciąge biec, czegoś nowego się uczyć, za czymś
          nadążać. Ciągle jesteśmy w jakimś sensie oceniani i przez to coraz bardziej
          skłonni chować sie w samotność. Ciągle gubimy naszych przyjaciół i znajomych,
          poznajemy nowych, ale tylko pobieżnie, bo nie mamy czasu, bo zanim kogos
          dobrze poznamy to już zmieniliśmy pracę, wyjechaliśmy czy też ktoś zniknął nam
          z oczu. Ja odbieram samotnosć jako znak naszych czasów. Czymś zupełnie innym
          jest samotnosc po stracie kogoś bliskiego - wtedy powstaje pustka. Taka jakby
          dziura w niebie. I choć może to się wydawać dziwne i trudne, to ta pustka daje
          się zapełnić, czego Tobie Asico, życzę.
        • ania_2000 Re: o samotnosci... 28.10.05, 23:54
          hmm...ile ludzi tyle pojec samotnosci. bo mi sie wydaje, ze kazdy odbiera ja w
          inny sposob - osobiscie. dla jednych samotnosc jest niewyobrazalna, jest
          powodem do lez, do smutku - dla innych jest czyms niepowtarzalnie jedynym i
          czyms do czego daza.. wiem, ludzie to zwierzeta "stadne" i powinny siedziec i
          zyc w kupie - jednak wielu sie z tego stada wylamuje i jest bardzo szczesliwym
          bedac samym lub samotnym.
          dla mnie nie jest mozliwe bycie samotnej - od kiedy pamietam, od samego
          dziecinstwa zawsze "z kims" bylam - z przyjaciolkami, przyjacielami, tym
          jedynym - nigdy nie bylam samotna - zawsze bylam co najmniej w "parze". Ale
          taka mam nature - inaczej nie potrafie.
          Jednak lubie czasem byc sama. Dobrze mi samej z sobasmile)
          i chociaz nie jest to bycie sama za czeste - to cenie ten czas. i wcale wtedy
          nie jestem smutna!
          zauwazylam tez u siebie coraz wieksze rozwijanie jedenej cechy - coraz bardziej
          nie lubie tlumu, zamieszania, krzyku, wrzasku itp...lubie spokojne wieczory,
          spacery - ale wcale nie jestem nostaligczna albo cosmile po prostu lubie cisze.
    • marta_midwest Re: o samotnosci... 29.10.05, 00:01
      Lzy troche obeslchy, wiec wracajac do samotnosci - tak sobie mysle ze chyba
      jeden z gorszych rodzajow to samotnosc we dwoje...
      • samo Re: o samotnosci... 29.10.05, 00:41
        Mi tez pociekly. Moze dlatego, ze dopiero niedawno otrzasnelam sie z depresji
        jaka mnie ogarnela poprzedniej zimy. Nigdy nie bylo tak zle.
        Czas leczy rany, jakkolwiek banalnie by to nie brzmialo. Pierwsze miesiace
        tutaj to byl wielki kop. Mialam chyba wszystkie objawy Post Traumatic Disorder,
        przy czym ta trauma byla emigracja. Co za bzdura, prawda?Kolezanki mnie
        ochrzanialy tak, jak my teraz ochrzaniamy Monike, ale ja zapadalam sie w
        sobie.Decydujac sie na pozostanie tutaj zerwalam z dotychczasowym stadnym
        zyciem i skazalam sie na samotnosc jakiej nigdy wczesniej, bedac jak Ania
        otoczona ludzmi, nie mialam okazji doswiadczyc. Chodzilam i plakalam. Czasami
        wcale nie wstawalam z lozka caly dzien, dusilo mnie cos i lezalam godzinami
        wpatrujac sie w sufit.
        Po okresie wewnetrznej szarpaniny i cierpienia pojawil sie spokoj. Zmeczona
        sama soba zaczelam wychodzic z domu, paletalam sie po alejkach nad rzeka i po
        pustych chodnikach ciagnacych sie kilometrami. Ogladalam fasady domkow i
        myslalam o tym,jakie zycia maja ludzie, ktorzy w nich mieszkaja.Probowalam
        wyobrazac ich sobie po tym, co moglam dostrzec w ogrodach, na werandach, po
        obrazkach i witrazykach... Nie bylo w tym nic ze wscibskosci. Potrzebowalam
        tylko poczuc, ze nie jestem tak kompletnie sama i inna od nich wszystkich.
        Zaczelam powoli czuc sie jakby moj pobyt tutaj mial byc jakims czasem
        wewnetrznej przemiany, buddyjskiego uspokojenia po mojej burzliwej wczesnej
        mlodosci, kiedy pochlonieta "zewnetrzem" zapomnialam o tym, co w srodku.
        Uwazalam siebie zawsze za strasznie towarzyska osobe, tak wygladalo moje zycie-
        nigdy w pojedynke. Teraz nauczylam sie robic duzo rzeczy sama. Moze sie wam to
        wydac smieszne, ale naprawde ciezko jest nie czekajac na innych isc codziennie
        na spacer, jezdzic na rowerze, zapisac sie na cwiczenia, chodzic do bibliotek,
        kina czy wypozyczac filmy o ktorych nie bedzie z kim rozmawiac.Ale znalazlam
        towarzysza w sobie. Wyciszylam sie.Nie to,ze uszla ze mnie para,po prostu po
        waleniu glowa w niewidoczny mur dotarlo do mnie, ze taka jest kolej rzeczy i
        teraz nadszedl ten cichy okres w moim zyciu. Co bedzie dalej, czas pokaze.
        • asia.sthm Re: o samotnosci... 29.10.05, 00:50
          Znowu cholera pociekly smile)
          Uwielbiam widziec jak ludzie dojrzewaja.
          Wiecie co? bez bolu sie nie dojrzeje.
          Samo, jestes poeta....w paru dziedzinach.
          smile))
          • samo Re: o samotnosci... 29.10.05, 00:51
            Buzka, Asiu :o))
            • asica74 Re: o samotnosci... 29.10.05, 00:54
              tez tak pomyslalam, ze pieuknie napisalas o tych wloczeniu sie po pustych
              ulicach... chlip chlip...

              I jeszcze jedno: niedawno usyszlam cos takiego o uczeniu sie zycia: Jezeli sie
              czegos nie nauczysz przez swoja inteligencje, to nauczyc sie przez bol.
            • ania_2000 Re: o samotnosci... 29.10.05, 00:54
              no to ja teraz rycze.

              a jestem w pracy!

              ech samoooo....
            • asia.sthm Re: o samotnosci... 29.10.05, 00:54
              nawzajem prosze :o)
              • a.polonia Re: o samotnosci... 29.10.05, 01:05
                samo, z tym wloczeniem sie po ulicach mialam to SAMO wink
                jakies dwa lata temu, tylko na mnie dzialalo to odwrotnie
                wloczylam sie, zagladajac w ogromne okna (kto byl w Holandii, wie o czym
                mowietongue_out), cieple swiatlo i ludzie przy stole i nie wierzylam w to, ze ja
                kiedykolwiek bede to miala - swoje miejsce, swoj dom, i to mnie jeszcze
                bardziej ciagnelo w dol.
                I wiecie co, marzenia sie spelniaja, ups, ale to nie ten watek wink
                • ania_2000 Re: o samotnosci... 29.10.05, 01:11
                  no wlasnie - marzenia sie spelniaja...

                  wiecie ze trzeba 5 lat zeby sie poczuc na nowym miejscu jak u siebie???

                  no - wiem to z doswiadczenia. tylko kurde, zawsze po 5-6 latach przeprowadzalam
                  sie w nowe miejsce...i wszystko od nowa.
                  moze dlatego juz sie przestalam przejmowacsmile
              • samo Re: o samotnosci... 29.10.05, 01:21
                Koniec rykow! Ja przez Asice, teraz wy przeze mnie... Toz napisalam ze juz sie
                podzwignelam!

                Wspolnota doswiadczen- mysle ze kazda z nas przeszla przez cos podobnego po
                wyjezdzie za granice. Chocbysmy nie wiem ile wyrzekaly na Polske, to i tak ckli
                sie za krajem. W sasiednim watku nostalgia za kiszonkami, w innym za ponurym
                przeciez, zimnym i mokrym Dniem Zmarlych. Nie ma bata, jak sie czlowiek za
                mlodu Mickiewicza naczytal... Ksiegi zbojeckie :o)

                Ja sie ciesze,ze nie ucieklam w alkohol. Mam, a raczej mialam sklonnosci,
                jeszcze w Polsce. A tutaj jakos tak sie balam,ze popadne w alkoholizm, ze juz
                prawie wcale nie pije, poza jakims winkiem czasami. A pamietam jak niecaly rok
                temu wstalam o 9 rano, poszlam do sklepu, kupilam sobie butelke szampana,
                siadlam do stolu, wypilam i sie poryczalam. Kiedys nie moglam zrozumiec, jak
                ludzie zaczynaja pic w Stanach.Myslalam,ze to dlatego,ze tutaj alkohol jest
                tani jak barszcz. Ale nie. Ile razy na poczatku mialam ochote upic sie tak,zeby
                moc zesztywniec, nic nie czuc i zasnac...

                Tak, chyba dojrzalam dzieki temu bolowi. Wlasciwie to mam 23 lata, ale ponad
                rok pobytu tutaj dodal mi chyba psychiczna dyche.I dobrze. Nie marudze juz, nie
                mam jakichs tozsamosciowych watpliwosci, wiem czego chce, a czego nie. Tak mi
                dobrze, tak radosnie, bo mam siebie... ;o))
                (to z reklamy Merci)
                • gherarddottir Re: o samotnosci... 29.10.05, 02:02
                  Asico bardzo ladnie napisane to co w sercu gra.
                  Samotni w jakiejs tam czastce siebie jestesmy zawsze i bedziemy - to jest chyba
                  ta zawilosc i nieprzewidywalnosc zycia i smiem twierdzic iz takze jego uroda.
                  Samotnosci sa rozne i te z wyboru i te, ktore sa naszymi jedynymi przyjaciolmi
                  (nomen omen)
                  Mysle, ze sztuka zycia polega na akceptacji zdarzen miedzy innymi - czasami to
                  bardzo, bardzo trudne, okrutnie niemozliwe sie wydaje... czasami odsuwamy
                  to "zrozumienie i akceptowanie" rzeczy od siebie bo nie chcemy, nie potrafimy
                  ich wziac i przyjac, sa zbyt bolesne czujemy sie wtedy czesto samotni - ze
                  soba, "bo mialo byc inaczej", "bo on jest inny", " bo przeciez to nie powinno
                  sie zdarzyc mnie". Wybieramy tez sami samotnosc przewrotnie od niej uciekajac -
                  jestesmy wtedy z kims i stajemy sie samotni "we dwoje".

                  Ja lubie swoje samotnosci, wybieram czasami ja swiadomie jest wtedy moja
                  przyjaciolka, ktora w cichy sposob dopinguje mnie do przemyslenia spraw,
                  pobycia ze soba i rozliczenia sie z czegos w co sie czlowiek zaplatal. Nigdy
                  nie balam sie samotnosci.
                  Moze dlatego, ze bardzo siebie lubie smile i lubie po prostu ze soba byc.
                  Sa takie dni, ze jedyna osoba z ktora rozmawiam jest moj maz - czasami sa to
                  zdawkowe jakies krotkie zdania wieczorem, czasami obydwoje zajeci swoim
                  sprawami kazdy w swoim pokoju, zasypiamy o roznych porach w sumie sie nie
                  widzac. Szanuje Go , a On szanuje mnie - moze dlatego tak zgodnym jestesmy
                  malzenstwem - kazde z nas na swoj sposob tego bycia troszke w samotnosci
                  potrzebuje. Dla mnie to normalne - ja lubie swoja samotnosc tego rodzjau, ja
                  jestem pewnie taka Pania Starsza w restauracji za wiele lat - bo lubie wyjsc
                  sama, do restauracji, kina, kawiarni.I moze ktos kiedys na mnie popatrzy i
                  pomysli o samotnosci - ale pewnie ta Starsza Pani w Restauracji, ktora bede zje
                  samotnie obiad, a na kolacje wroci do domu i zje ja z mezem i moze wnukami.
    • frankie36 Re: o samotnosci... 29.10.05, 03:35
      kazdy przezywa sytuacje,gdzie jest tylko on-jako czlowiek,mimo ze moze otaczac
      cie gromada ludzi.Po twoim poscie od razu przyszla mi do glowy samotnosc
      rodzenia,tak wlasnie doswiadczylam przy porodach moich dzieci,mimo
      M,poloznej ,lekarzy.Nie mowie ze byla to smutna samotnosc,ale taka naprawde
      gleboka,poczucie ze mimo pomocy ludzi naokolo ,to w tym bolu jestem tak
      naprawde sama.

      I powiem wam,ze na poczatku patrzylam ze zloscia na swojego M ,ktory walczyl ze
      snem,co chwila mu glowa leciala,ja w tym czasie zmagalam sie z wlasnym cialem i
      troche siebie zalowalam.Ale po jakims czasie skupilam sie tylko na sobie,na
      mojej samotnosci rodzenia ...
    • triskell Re: o samotnosci... 29.10.05, 04:44
      Po pierwsze - też bardzo się wzruszyłam, czytając Wasze posty.

      Po drugie jednakowoż - z tymi ludźmi w restauracji to wcale nie musiało byc tak,
      że oni doświadczają samotności czy smutku jakiegokolwiek rodzaju. Zważywszy, że
      to Londyn, mogli to być po prostu turyści, albo ktoś, kogo wieczór zastał w
      centrum, albo po prostu ktoś, kto miał ochotę być sam w jeden wieczór.

      Mieszkając kilkanaście lat temu przez pół roku w Finlandii nauczyłam się
      samotnie podróżować, chodzić na imprezy, do knajp. Zauważyłam wtedy, że
      podróżując samotnie jestem w stanie więcej zobaczyć, usłyszeć, zauważyć, bo moja
      uwaga nie jest rozproszona. Żadna jej część nie jest skierowana na dzielenie się
      spostrzeżeniami - wszystkie spostrzeżenia wędrują "do środka". W jakiś sposób
      odczuwam takie podróże głębiej. Szczególnie lubię chodzić sama po zupełnie mi
      nie znanych dużych miastach, kierując się tylko i wyłącznie wyglądem ulic i
      zgodnie z nim skręcając w prawo czy w lewo - tam, gdzie mnie oczy niosą a dusza
      ciągnie. Wchodzić do sklepów, galerii, kafejek... obserwować... odczuwać... a
      potem iść dalej, w nieznane, które dzięki temu robi się znane i "moje". Jakoś
      tak w przypadku podróży samotnych bardziej niż podróżując z kimś mam wrażenie,
      że ja te miejsca "odkrywam", że juz na zawsze będą "moje".

      Takich ludzi, którzy przychodzą sami do restauracji, nie jest mi szkoda. Już
      raczej szkoda byłoby mi takich, którzy nie mając z kim dzielić wieczora
      zdecydowali się spędzickolejny samotny wieczór w domu, bo nie odważyli się sami
      pójść do restauracji.
      • jan.kran Re: o samotnosci... 29.10.05, 06:50
        Ja pobrałam pierwszą lekcję samotności bardzo dawno temu jak miałam kilkanaście
        lat. Nie umiałam nigdzie pójść sama ani do kina ani do muzeum ani na spacer.
        Moja przyjaciółka Dżoanna smile była takim dzikim samotnym zwierzątkiem i Ona mnie
        nauczyła odwagi przebywania samej ze sobą.
        Bardzo mi się to w życiu przydało.
        Potem jak bylam sama w Paryżu czy w Monachium bo ex ciągle gdzieś indziej bywał
        niż ja zwiedziłam masę muzeów , chodziłam do kina , do knajp , było super.

        Marta napisała że chyba najgorszym rodzajem samotności jest samotność we dwoje.
        Ja dodam z doświadczenia że nie chyba a napewno.
        Nie chcę się nad tym rozwodzić , bo jeszcze nie doszłam do siebie po wielu
        latach takiej samotności.

        Myślę że gdyby nie moje doświadczenia życiowe to bym sobie w łeb strzeliła w
        tym Oslo.
        Nie znam tu kompletnie nikogo choć mam fajnego znajomego , starszego Pana ale
        spotykamy się rzadko bo On mimo wieku bardzo jest zajęy pracą i swoją Rodziną.

        Jednak myślę że fakt cieszenia się każdą chwilą samotności jeżeli o mnie chodzi
        to wypadkowa moich przeżyć życiowych i mojej zwariowanej pracy.
        Pracę mam szybką , nerwową , odpowiedzialną. Musze pamiętać tysiąc rzeczy
        równocześnie , rozmawiać na raz z kilkoma osobami i w języku w ktorym wciąż nie
        czuję się pewnie.
        Czasem się martwię czy nie przekazałam mojego ulubienia samotności moim dzieciom.
        Oni zawsze najchętniej są ze mną, takie trzy sowy razem ale osobno.
        Nos w książkę albo w komp i każdy w swoim kąciesmile
        Moje dzieci nie nawiązują łatwo kontaktów z rówieśnikami , wolą siedzieć za mną
        w domu.
        Ale trochę się uspokoiłam jak Młoda pojechała do Monachium. Ciągle łazi na
        jakieś imprezy, opowiada o nowo poznanych ludziach a nawet już zdążyła wziąść
        udział w akcji protestacyjnejsmile)))

        Nie wiem co będzie ze mną za pare lat jak Junior pojdzie w świat.
        Na razie łazimy razem do kina, idziemy niedługo na koncert , robimy razem zakupy.
        On to bardzo lubi , bo mam mało czasu dla Niego i cieszy się jak możemy być razem.
        Jednak kiedyś nadejdzie taki moment ze zostnę naprawdę sama i przygotowuję się
        do tego już teraz.
        Myślę tez że na stare lata wyląduję w jakimś sympatycznym Domu Swawolnej
        Starości i będą wesołą samotną staruszką ze swoim kompem , muzyczką i książkami
        smile)))))))
        K

        P.S Też bardzo mne Wasze wpisy wzruszyły....
        • gherarddottir Re: o samotnosci... 29.10.05, 22:42
          Kranie jak to nie znasz a MY MY MY!!!!!smile))
      • asica74 Re: o samotnosci...- do naszej Trinii:-) 30.10.05, 00:32
        Triskell, ach wiem, ze z tymi ludzmi w restauracji nie musialo byc tak, ze
        musieli byc samotni smile W pierwotnej wersji postu wtracilam takie zdanie: "moze
        wyciagam pochopne wnioski, bla bla", ale by oszczedzic wam najdluzszego
        przysmutnawego postu w moim zyciu, wyrzucilam co sie dalo.
    • sylwek07 Re: o samotnosci... 29.10.05, 08:14
      ehhsad(
    • st0krotka Re: o samotnosci... 29.10.05, 23:14
      jak jestem sama, nie czuje sie samotna, czesto jednak, przebywajac w
      towarzystwie nagle ogarnia mnie poczucie samotnosci. moze to jakies dziwne, nie
      wiem. czesto wydaje mi sie, ze odbieram na innych falach niz ludzie, ktorzy sa
      wokol mnie. dla mnie dlatego samotnosc to bycie niezrozumianym. na szczescie
      jest kilka osob, z ktorymi doskonale sie rozumiemy. mam nadzieje, bedzie ich
      wiecej, ale teraz ciesze sie z tych, ktore mam.

      ja podziwiam osoby, ktore same chodza do teatru, kina, restauracji. mysle, ze
      trzeba duzo odwagi i, tak jak napisala Dorka, bardzo lubic siebie, zeby byc w
      stanie cieszyc sie samotnym wyjsciem do kina czy restauracji.
      • mon101 Re: o samotnosci... 29.10.05, 23:58
        Siorbnelam nosem pare razy, to smutny temat.Ja czesto czuje sie samotnie wsrod
        ludzi, zwlaszcza w duzych towarzystwach, w co pewnie nikt by nie uwierzyl bo
        mam opinie bardzo towarzyskiej i pewnej siebie. Ale to tylko rola ktora
        nauczylam sie grac, zmusilo mnie do tego zycie i instynkt
        samozachowawczy.Chetnie przebywam sama ze soba, nie jest to jednak samotnosc,
        bo mam kilka bliskich mi osob, chociazby mame i chlopakow. Dlatego trudno mi
        sobie wyobrazic jakby to bylo gdybym byla zupelnie sama na swiecie, bo jak mowi
        przyslowie "syty nie zrozumie glodnego"
      • ulkaa Re: o samotnosci... 30.10.05, 00:13
        Stokrotko , czesto czuje to samo , co ty.
        Pamietam, jak rozmawialysmy w styczniu
        w tej knajpce o samotnosci w tlumie.
        Usmialam sie wtedy, ze mamy te same znaki zodiaku
        i powiedzialysmy dokladnie to samo smile))
        Ja czasami lubie byc takim troche " samutkiem ",
        jak to fajnie nazywal moj kolega z lat szkolnych.
        Slysze wtedy wlasne mysli i moge je sobie spokojnie poukladac w glowie.
        Z tych samych powodow bardzo lubie jesienne spacery , nawet, gdy pada.
        Po takich przemysleniach dostaje jakby "powera" do dzialania
        i chce mi sie intensywnie zyc.

        A teraz troszke z innej beczki, piekny wiersz Ks. J.Twardowskiego:

        "Różne samotnosci"

        Przyszedłem Ci podziękować
        za samotnosci różne
        Za taką, gdy nie ma nikogo
        lub gdy się razem płacze
        i taką, że niby dobrze,
        ale zupełnie inaczej
        Za najbliższą, kiedy nic nie wiadomo
        i taką, że wiem po cichu, ale nie powiem nikomu
        Za taką, kiedy się kocha i taką, kiedy się wierzy,
        że szczęście się połamało, bo mnie się nie należy
        Jest samotnością wiadomość,
        list, dworzec pusty, milczenie,
        pieniądz genialnie chory,
        minuty jak ciężkie kamienie
        Czas zawsze szczery, bo każe iść dalej i prędzej
        Mogą być nawet nią włosy,
        których dotknęły ręce

        Są samotności różne,
        na ziemi, w piekle, w niebie
        Tak rozmaite, że jedna, ta
        co prowadzi do Ciebie

        ks. Jan Twardowski




    • nataasza Re: o samotnosci... 30.10.05, 00:12
      Wzruszajaco piszecie dziewczyny...
      Samotnosci sie boje.Boje sie pustki, ktora wedlug mnie samotnosc ze soba niesie.
      Sa takie momenty w zyciu, kiedy wlasnie taka pustka sie pojawia. Nie lubie ich,
      ale dane sa nam chyba po to by spojrzec na zycie inaczej, by podniesc sie i
      kroczyc dalej.
      Asiu moj Aniolek, tez odszedl. Nawet nie wiedzialam, ze ze mna byl.
      Pewnie bede sie jeszcze dlugo zastanawiac czy tak wybrala natura czy w swojej
      nieswiadomosci zrobilam cos " nie tak" I to sa wlasnie te " puste" zyciowe
      momenty.
      natasza
    • gianka Re: o samotnosci... 30.10.05, 00:24
      Oj Foremki, ale was iscie jesienny nastroj ogarnal...
      Melancholie i smutek czuje czytajac Wasze przemyslenia.
      Smutno, ze komus innemu na drugim koncu swiata tez smutno.
      Tylko moze wtedy przestajemy byc samotni w odczuciach, jesli kilka osob naraz
      czuje to samo, i jeszcze sie tym dzieli.

      Samotnosc jest ostatnimi czasy choroba spoleczna. Niestety, w dobie internetu,
      zatacza coraz szersze kregi, do czego sie siec niewatpliwie przyczynia.
      Wylaczasz komputer, ktory najczesciej (nie mowie zawsze) jest namiastka naszego
      swiata i nagle w nieoswietlonych czterech scianach nie masz nikogo na
      wyciagniecie reki, do przytulenia, poglaskania, przelamania dreczacej,
      wibrujacej w uszach ciszy.
      Mieszkajac w Wiedniu, wieczorami, gdzy czulam sie samotna bralam auto i
      jezdzilam po miescie patrzac z zawiscia i wyciem w oswietlone okna.
      A jednak dzis mysle, ze tamta samotnosc mnie podbudowala, wzmocnila. Choc tak
      trudno bylo mi przez nia przejsc.
      Za kazda chmura czai sie slonce.

      "Czasem jest pełno ludzi po to
      aby głębsza była samotność
      tak bardzo jestem sama
      że nawet mnie ze mną nie ma.

      Anna Kamieńska
      • gherarddottir Re: o samotnosci... 30.10.05, 00:39
        to i ja cos dorzucamsmile
        "Samotność mędrców mistrzyni." Adam Mickiewicz

        • kaja7 Re: o samotnosci... 30.10.05, 09:24
          Slawni ludzie o samotnosci:

          www.tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=1540
          • asia.sthm Re: o samotnosci... 30.10.05, 17:36
            Kaja , znakomita stronka ! Dzieki.


            Kto posiada kota, nie musi się obawiać samotności.
            Daniel Defoe

            Kto posiada conajmniej dwa koty, nie musi obawiac sie nudy.
            asia.sthm
            • viki2lav Re: o samotnosci... 30.10.05, 22:48
              a je sie wlasnie poddalam samotnosci, sama jestem sobie winna! cos jest nie tak
              ale nie wiem dokladnie co, nie potrafie znalezc nowych przyjaciol, po przyjciu
              z pracy, dzien, a raczej resztka dnia ucieka tak szybko, ze wydaje sie ze nie
              ma czasu na nic i dla nikogo, przerazajace, ale jeszce bardziej przeraza mnie
              ta pustka wokol, ten milczacy telefon, ten brak mozliwosci wymiany kilku slow,
              a jesli juz to jest to rzeczywiscie zdawkowe minimum.zaczynam zyc praca,
              naszymi pacjentami, ich zyciem, czy to normalne? wydaje mi sie ze tak bardzo
              chce dziecka zeby wypelnic pustke w zyciu, a z drugiej strony mysle ze nie dam
              sobie rady wlasnie dlatego ze jestem sama.
              • gianka Re: o samotnosci... 30.10.05, 23:59
                Oj Viki, chyba w innym watku palnelam gafe! Scusa!

                www.osamotnieni.republika.pl/index1.html - zerknijcie tu...

                Asica - a co do kotów znasz to:
                Człowiek, by mógl zachować równowage w życiu, powinien posiadac zarówno psa i
                kota:
                - psa, by go ktoś bezgranicznie kochał,
                - i kota, który by go nieustannie ignorował.

                Dziewczyny, lebki do góry! Słonce jutro wzejdzie ponownie.
    • sylwek07 Dzem-Whisky ........ 30.10.05, 09:48
      Whisky - moja żono - jednak tyś najlepszą z dam
      Już mnie nie opuścisz nie nie będę sam
      Mówią - chisky to nie wszystko, można bez niej żyć
      Lecz nie wiedzą o tym, że - że najgorzej to
      To samotnym być, to samotnym być - nie
      Nie chcę już samotnym być - nie...
      • blue_jay Re: Dzem-Whisky ........ 30.10.05, 17:02
        Samotnosc towarzyszy mi czasem bardziej, czasem mniej, ale wciaz jest ze mna,
        pod roznymi postaciami. Ucze sie byc z ludzmi, choc inni pukaja sie w czolo, bo
        ja podobno taka towarzyska jestem, kto wie, moze Oscara bym dostalaza
        to "granie".. Wrocilam z gor dzisiaj, a tak bardzo chcialam zostac.. samotne,
        dostojne drzewa poubierane w cieple jesienne kolory, ktore stapialy sie w jedna
        wielka barwna plame na pierwszym planie, po to by zginac w blekicie mgiel..
        pieknosci..
      • elagrubabela Sila samotnosci 30.10.05, 17:06
        To ja troszke inaczej - dopoki bylam kompletnie samotna, czulam sie bardzo
        silna. Pamietacie bajke Andersena "Krolowa Sniegu", gdy Kaj mowi "mam serce z
        lodu, nie kocham nikogo"? Tak bylo ze mna. Dosc dlugo. Owszem, mialam jakies
        zwiazki blizsze-dalsze ale nie dopuszczalam zadnej prawdziwej bliskosci. Nawet
        od rodzicow sie "odcielam", bo wydawalo mi sie, ze Ich tym sposobem "uwolnie"
        od siebie. Coz za idiotka!!! I bylam samotna, i na dodatek mowilam sobie jaka
        jestem z siebie dumna, bo taka bylam bez zobowiazan, bo bylam sama dla siebie -
        nikt mnie nie potrzebowal (tak mi sie zdawalo), ja nie potrzebowalam nikogo
        (czysta naiwnosc). Gdy umarla moja mama i tata zostal sam, cos sie powoli we
        mnie zaczelo budzic i powoli cos zaczelo do mnie docierac. Dlugo to trwalo,
        wstyd sie przyznac. Ja wciaz jestem bardzo najezona ale juz mi coraz latwiej
        zaakceptowac czulosc i lagodnosc kochanych i kochajacych ludzi. Wraz z tym
        coraz mniej potrzebuje samotnosci. Nie boje sie jej ani jej nie przeklinam ale
        chyba rozumiem juz jak bardzo potrafi niszczyc nawet jesli teaoretycznie jest
        to samotnosc na wlasne zyczenie. Elka
        • myszka888 Re: Sila samotnosci 31.10.05, 03:22
          Nie napisze, czym dla mnie jest samotnosc,
          bo w kazdym z powyzszych watkow znalazlam czastke swojej.
          Poza tym, jakos tak przez lzy nie umiem nic dodac.
          A chcialam podziekowac za ten watek,
          I Ulcii za ten wiersz-
          bardzo sie w nim odnajduje...
          • mulinka Re: Sila samotnosci 31.10.05, 03:30
            Myszeczko - dlaczego przez lzy?
            a wiersz Twoj ulubiony... piekny
            nie jestes mam nadzieje samotna (?)
            masz wspanialego, kochajacego Meza
            i wiele osob, ktore Cie bardzo lubia
            ja Cie bardzo lubie smile)
            i posylam najserdeczniejszego z mozliwych buziaczka
            smile
            • myszka888 Re: Sila samotnosci 31.10.05, 03:58
              Mulineczko,
              tak sie rozczulilam czytajac wypowiedzi KUPaczek.
              I tyle w tym znalazlam swoich malych odniesien.
              Czasem jestem samotna.
              Meza mam cudownego i bardzo z tego powodu jestem szczesliwa.
              A samotnosc jakos tak czasem i do mnie zaglada.
              I dziekuje bardzo za Twe mile slowasmile)


              I- oczywiscie- nie mam nic przeciwko, jesli chodzi o stronke.smile)
              Czuje sie wrecz zaszczyconasmile)
              • mulinka Re: Sila samotnosci 31.10.05, 04:17
                Myszko, ona do kazdego czasem zaglada....
                probuje zagoscic na stale
                trzeba byc czasem w zyciu brutalnym i...przeganiac takiego goscia
                wiem, ze to nie latwe, ale...
                nasze mysli sa nasze
                my nimi rzadzimy
                i my mozemy je zmieniac
                smile

                • jan.kran Re: Sila samotnosci 31.10.05, 09:19
                  mulinka napisała:

                  > nasze mysli sa nasze
                  > my nimi rzadzimy
                  > i my mozemy je zmieniac
                  > smile

                  Bardzo mi dziś trafiłaś do serca tymi słowamismile Nie jestem zwolennikiem
                  pozytywnego myslenia , raczej pozytywnych czynów ale czasami łatwo własną
                  sytucję zasmucić i pogorszyć ponurymi myślami.
                  A szklanka zawsze jest w połowie pełna a nie w połowie pusta , prawdasmile)))) ?
                  K
                  • triskell Re: Sila samotnosci 31.10.05, 09:24
                    jan.kran napisała:
                    > A szklanka zawsze jest w połowie pełna a nie w połowie pusta , prawdasmile)))) ?

                    Ja zawsze mówię, że ona jest "prawie pełna" smile
                    • sylwek07 Re: Sila samotnosci 31.10.05, 09:39
                      a te pare procent co brakuje do pelna to tzw dobra osoba kolo Nas smile
                  • gherarddottir Re: Sila samotnosci 31.10.05, 15:00
                    to o d nas i tylko do nas zalezy czy czujemy sie szczesliwe - wiem, ze to
                    dziwne, ale tak jest.
                  • mon101 Re: Sila samotnosci 31.10.05, 20:33
                    Kraniku, ja jestem zwolenniczka pozytywnego myslenia, bo wierze, ze pozytywne
                    myslenie przechodzi w pozytywne czyny. Wieczny optymizm mojej mamy potrafil
                    mnie wielokrotnie doprowadzic do szalu, ale dzis gdy ja widze w wieku lat 80+,
                    z energia i wygladem szescdzisieciolatki, wydaje mi sie ze moze cos w tym jest.
                    • jan.kran Re: Sila samotnosci 31.10.05, 20:38
                      mon101 napisała:

                      > Kraniku, ja jestem zwolenniczka pozytywnego myslenia, bo wierze, ze pozytywne
                      > myslenie przechodzi w pozytywne czyny. Wieczny optymizm mojej mamy potrafil
                      > mnie wielokrotnie doprowadzic do szalu, ale dzis gdy ja widze w wieku lat 80+,
                      > z energia i wygladem szescdzisieciolatki, wydaje mi sie ze moze cos w tym jest.

                      Mnie chodzi o pozytywne pasywne myślenie , bardzo modne ostatnio.
                      Mantra : będzie dobrze , wszytstko się ułoży będzie dobrze...
                      I nic nie robienie smile))
                      Ja też czasem sobie powtarzam że będzie dobrze ale jeszcze sporo wysiłku w to
                      wkłądam żeby tak rzeczywiście było...

                      A Mamy zazdroszczę , pozdrów Ją ode mnie smile))
                      K
    • sylwek07 Re: o samotnosci... 31.10.05, 08:37
      czasami potrzebna jest samotnosc aby moc potem docenic drugiego czlowieka ktory
      jest kolo Nas ,druga sprawa ze wiele osob po skonczonych zwiazkach potrzebuje
      samotnosci aby moc zastanowic sie nad dalszym swoim zyciem i wybrac odpowiednia
      droge ...
      • gianka Re: o samotnosci... 31.10.05, 11:46
        Powiadają, "ze czasem trzeba sie skutecznie oddalic, aby moc wszystko na nowo
        ocenic".
        Moze samotnosc to wlasnie takie oddalenie? Inwentaryzacja uczuc i znajomosci?
        PRzeglad wojsk?
        • gherarddottir Re: o samotnosci... 31.10.05, 15:01
          poza tym czesto tutaj w postach czytam, ze oceniacie samotnosc jako cos
          negatywnego, ale samotnosc moze tez miec wydzwiek bardzo pozytywny, sklaniac do
          kreacji, dzialac jak katharsis - to znowu zalezy do nas...Pozdrawiam
          • viki2lav Re: o samotnosci... 31.10.05, 15:39
            poczatkowo rzeczywiscie jest wspaniala, jak wszystko, ale co za duzo to nie
            zdrowo, uuups zaczynam miec dola!
            • gianka Re: o samotnosci... 31.10.05, 16:05
              Viki - ciagniemy Cie za uszy do góry smile
          • ania_2000 Re: o samotnosci... 31.10.05, 19:06
            > poza tym czesto tutaj w postach czytam, ze oceniacie samotnosc jako cos
            > negatywnego, ale samotnosc moze tez miec wydzwiek bardzo pozytywny, sklaniac
            do
            >
            > kreacji, dzialac jak katharsis -

            dottir - samotnosc jest w sumie smutna, wiec nic dziwnego, ze wiekszosc z nas
            ja tak traktuje..jako cos negatywnego..
            co innego "swiety spokoj" - ten rodzaj "samotnosci" na pewno przez wiele jest
            wygladana od czasu do czasusmile
    • sylwek07 Re: o samotnosci... 31.10.05, 17:12
      viki2lav tez tak sadze ze co za duzo to nie zdrowo ...
      • jan.kran Re: o samotnosci... 31.10.05, 18:15
        sylwek07 napisał:

        > viki2lav tez tak sadze ze co za duzo to nie zdrowo ...

        Trzymaj się Viki smile))
        Ja teoretycznie jestem bardzo samotna ale w praktyce to jak mam książki ,
        muzykę, świadomość posiadania wielu ludzi którzy mnie kochają , których ja
        kocham to nigdy nie czuję się sama.
        No i oczywiście Młodzież...

        Mimo wszystkich przeciwności losu czuję się jakbym wygrała los na loteriismile)))

        To od nas i tylko do nas zalezy czy czujemy sie szczesliwe - wiem, ze to
        dziwne, ale tak jest...
        ... napisała Gherarddottir.

        Nie jest tak do końca ale bardzo dużo od nas zależy. Od tego co przeżyliśmy ,
        czego oczekujemy ...
        Ja czułąm się samotna w okresie dojrzewania, na początku emigracji.
        Teraz umiem docenić samotność i korzystam z niej.
        K
    • a.polonia Re: a ja lubie jesien.... 31.10.05, 20:39
      Wlasnie za takie wieczory jak dzis. Poszlam na spacer, cieplutko i sucho,
      liscie szeleszcza pod stopami, sesja "samotnicza" oczywiscie z zagladaniem do
      okien. Mozg przewietrzylam, kilka rzeczy przemyslalam, dzieciaki poprzebierane
      widzialam (Halloween czy cus?tongue_out).
      Taka samotnosc lubie, spacerujecie czasem? Ja baaardzo rzadko, musze czesciej
      praktykowac, zwlaszcza jak pogoda taka cudna.
      • gherarddottir Re: a ja lubie jesien.... 31.10.05, 22:10
        Wielu ludzi narzeka na to, ze sa samotni, ale nie robia nic aby to zmienic. Nie
        mowie, ze wszyscy. Jak przeprowadzilam sie do nowego kraju nie znalam nikogo.
        Rodzina meza rozsiana po Norwegii, Szwecji i Finalndii. Przez pierwsze dwa
        miesiace prawie nikogo oprocz swego jeszcze wtedy partnera nie widzialam.
        Pomyslalam, ze fajnie by bylo od czasu do czasu z kims innym pogadac. Upieklam
        ciasto i zaprosilam sasiadke na kawe - przyszla, rozmawialysmy itd. Potem ona
        zaprosila mnie. Zrobilam tak z kilkoma osobami, ktore spotkalam przy roznych
        okolicznosciach. Spotkala sie z Gosia, ktora znalam przez internet, zaprosilam
        do siebie kolege, ktorego znalam jeszcze bedac w zwiazku z kims innym, przed
        moim mezem - jednym slowem odnowilam znajomosc, ktora przerodzila sie w
        przyjazn, i moj maz zyskla takze nowego kolege. Mamy kontakt do dzis z tymi
        osobami, z jednymi czestszy z innymi rzadszy. Wsrod tych osob sa ludzi w roznym
        wieku, sytuacji zyciowej, statusie, rasie itd. Od nas naprawde duzo zalezy.
        Ludzie nie maja umiejetnosci czytania w naszych myslach - przynajmniej
        wiekszosc. Oni nie wiedza, ze my nie chcemy spedzac kazdego popoludnia sami, ze
        ich potrzebujemy..Ktos musi zrobic ten krok. To tak jak ze zlym poczuciem
        dotyczacym wlasnego ciala - myslimy " nie lubie i nie podoba mi sie to, ze moja
        kondycja z roku na rok jest coraz gorsza" ale czy cos robimy, tak z reka na
        sercu, zeby te kondycje poprawic?????czy po prostu latwiej jest mowic, ze nam
        sie to nie podoba?
        Nie mowie tu o samotnosci takiej, w ktorej znalezlismy sie bo ludzie ktorzy nas
        otaczaja po prostu nie chca miec z nami do czynienia. Osobiscie nigdy o czyms
        tak skrajnym nie slyszalam - no chyba, ze zrobilismy cos lub powiedzielismy cos
        co jest nie do przyjecia i wybaczenia przez te dana grupe ludzi lub nasza
        postawa zdradza niechec. To banal - ale usmiechnij sie do swiata, a swiat -
        przynajmniej jedna czesc usmiechnie sie do Ciebie.
        Czasami to przyslowiowe zaproszenie kogos na kawe gdy lakniemy czyjegos
        towarzystwa jest trudne i mozemy uslyszec "nie", ale przeciez na swiecie
        istnieje wiecej niz jedna osoba. To, ze ktos odpowie "nie" nie znaczy, ze cos z
        nami nie tak. Uslyszalam "nie" od niejednej osoby i jedyne co mi przychodzi do
        glowy - ta osoba cos traci..nie ja!
        A samotne spacery jak najbardziej cenie. Wlasnie z takiego wrocilam -
        niedaleko, ale sie przeszlam.smile))Zagladanie w okna to moje hobby - zawsze sie
        zastanawiam i mysle, ciekawe kto tam mieszka i ile radosci, ale tez smutku
        miesci takie jedno okienko - bo gdybym myslalam, ze tylko radosci w porownaniu
        do tego co ja mam bylabym utopistkasmile
        Pozdrawiam Was serdecznie
        • mon101 Re: a ja lubie jesien.... 31.10.05, 22:34
          Lubie samotne spacery i te jesienne i wiosenne, letnie i zimowe. Kazda pora
          roku ma swoj urok, nie wyobrazam sobie zycia na dlugo w kraju, w ktorym nie ma
          por roku , trudno jet wtedy docenic skrzypienie sniegu pod nogami, czerwien i
          zloto jesiennych lisci, zapach bzu i czeremchy.Spacery najlepsze sa samotne, bo
          wtedy to wszystko sie dostrzega, ja przynajmniej, gdy jestem w towarzystwie
          knocentruje sie na rozmowie i mozna mnie wyprowadzic na manowce
      • samo Re: a ja lubie jesien.... 01.11.05, 01:04
        Ja lubie samotne spacery, a ostatnio bardzo polubilam sama jezdzic na rowerze
        ze sluchawkami w uszach i podziwiac jesienne widoki. Samotna jazda na rowerze
        ma niezaprzeczalna zalete- nie trzeba dostosowywac do nikogo predkosci ani
        kierunku jazdy. Wlasciwie mozna to samo przelozyc na spacerowanie, a przy
        odrobinie dobrej woli rowniez na cale zycie- w pojedynke mozna robic wiele
        rzeczy, ktorych np. juz majac rodzine sie za czesto nie robi- podrozowac na
        przyklad. Ale to dzisiaj mam lepszy humor. Wkurza mnie ta zmiana czasu i ze juz
        jest ciemno, chociaz wczesnie jeszcze. Wlasnie wrocilam z poobiedniego
        spaceru :o)
    • sylwek07 Re: o samotnosci... 31.10.05, 23:07
      mialem cos napisac ale nie potrafie juz mowic ani tez wyrazac co mam sercu i
      duszy.......
      • mulinka Re: o samotnosci... 31.10.05, 23:20
        Sylwek - potrafisz! i to swietnie potrafisz
        pisz! pisz to, co myslisz smile
      • mon101 Re: o samotnosci... 31.10.05, 23:20
        Sylwku, bardzo to smutno zabrzmialo. Czy to jesienna chandra, ogarnia wielu
        ludzi...
    • sylwek07 Re: o samotnosci... 01.11.05, 08:54
      mon101 a no wlasnie ta jesien i dzien zmarlych ..
      Mulinka sprobuje pisac ...
      • viki2lav Re: o samotnosci... 01.11.05, 19:17
        to ze ludzie nie czytaja w naszych myslach to rzczywiscie prawdasmile dobrze ze
        mi przypomnialas. Ja z usposobienia nie potrzebuje jednak przypomonac sobie
        zeby sie do kogos usmiechnac, ja prawie zawsze sie usmiecham jesli sie do kogos
        zwracam i w ogole.
        Chodzilismy dzis z Olkiem (slubny) po rzymskim cmentarzu, kupilam 3 peki
        kwiatow i kladlam na zapomniane groby, kobietom, z sprzed dwu stuleci. Warto!
        • gherarddottir Re: o samotnosci... 01.11.05, 19:37
          viki2lav napisała:

          > to ze ludzie nie czytaja w naszych myslach to rzczywiscie prawdasmile dobrze ze
          > mi przypomnialas. Ja z usposobienia nie potrzebuje jednak przypomonac sobie
          > zeby sie do kogos usmiechnac, ja prawie zawsze sie usmiecham jesli sie do
          kogos zwracam i w ogole. (...)

          skoro tak to napewno ten smutek, o ktorym pisalas " (...)ale nie wiem dokladnie
          co, nie potrafie znalezc nowych przyjaciol, po przyjciu
          z pracy, dzien, a raczej resztka dnia ucieka tak szybko, ze wydaje sie ze nie
          ma czasu na nic i dla nikogo, przerazajace, ale jeszce bardziej przeraza mnie
          ta pustka wokol, ten milczacy telefon, ten brak mozliwosci wymiany kilku slow
          (..)" jest tylko typowym jak dla kazdego z nas obnizeniem nastroju spowodowanym
          pora roku.
          Ja niestety nie bylam dzis na cmentarzu, myslalam o swoich bliskich, ktorzy
          odeszli, gdy zamykalam oczy widzialam ich usmiechajacych sie do mnie - ale nie
          mialam szansy byc na ich grobach. Sylwek - nasz rodzynek zapalil symboliczna
          lampke w moim imieniu - dziekuje Ci Sylwku!!!!!Pozdrawiam serdecznie!
          • monhann2 Re: o samotnosci... 01.11.05, 21:08
            > Ja niestety nie bylam dzis na cmentarzu, myslalam o swoich bliskich, ktorzy
            > odeszli, gdy zamykalam oczy widzialam ich usmiechajacych sie do mnie - ale
            nie
            > mialam szansy byc na ich grobach.

            Ja, jak wiesz tez nie bylam na grobie(ach). Mysle o tym caly dzien, jak to dzis
            w Polsce jest, jak rodzina zbiera sie, pali lampki. Dorko, ja tez widze
            usmiech, a nawet slysze glos.....

            A listopad w ogole napawa mnie zawsze smutkiem, jakims takim brakiem motywacji
            do czegokolwiek, taka troszke stagnacja. Ale pocieszam sie, bo juz za 8 dni mam
            tu znow moja mame!
            • gherarddottir Re: o samotnosci... 01.11.05, 21:38
              Monia kochana myslalam ja i dzis o Tobie, czy dostalas w koncu tego maila?
              usciski
              • monhann2 Re: o samotnosci... 01.11.05, 22:12
                Sorki ale nic nie ma!!!!
                • gherarddottir Re: o samotnosci... 01.11.05, 22:24
                  pisze od nowa w taki razie bo nie mam go w wyslanych! czy Wamsie tez cos
                  takiego zdarza z gazeta???
                  Wyslalam do Monhanni do mojej siostry tego samego dnia maile i zadna ich nie
                  dostala jakis blad systemu po wyslaniu sie wyswietlil, ale myslalam ze
                  doszlo..ech ta gazeta
                  • sylwek07 Re: o samotnosci... 05.11.05, 17:01
                    Wolny rynek domaga się samotnych, bo oni łatwiej poddają się jego dyktatowi.

                    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3001530.html
                    • gherarddottir Re: o samotnosci... 06.11.05, 00:57
                      Sylwku dobry artykul..Ja obserwowalam blisko te dziewczyny ktore "za wszelka
                      cene chca zrobic kariere w duzym miescie bez wzgledu na wszystko" jakby
                      posiadanie szczesliwej banalnie rodziny i mieszkanie w swoim miescie czy
                      wiosce, w ktorym mozna by rowniez sie realizowac, bys kims - bo soba - bylo
                      czyms gorszym, spychanym na margines ... Zal mi ich ...potem placa kupe kasy za
                      terapie, ktorej sie nie poddaja, bo nie potrafia w wiekszosci same myslec, bo
                      sa trybikiem w jakiejs machinie, bo zgubily sie dawno, dawno i juz nie potrafia
                      sie odnalzec, bo nie maja zadnej struktury wartosci tak naprawde...Bo juz nie
                      wiedza czego chca i kim sa.. Z drugiej strony kazde duze miasto ma te
                      pesudo"ambitne" bo praca w agencji reklamowej czy byciem "pania z laptopem pod
                      pacha i w nowym garniturze prady" wydaje sie dla niektorych szczytem marzen,
                      ale to przeciez jeszcze za malo, zeby stanowilo o wartosci zycia i czlowieka,
                      to sa jakies atrybuty wyniesione przez niektore filmy i magazyny kobiece do
                      rangi symboli szczescia w zyciu...
                      Wszystko dla ludzi: i pozycje i apanaze, tylko musi w tym byc balans i trzeba
                      miec zdrowy stosunek do siebie i zycia. Praca w korporacji moze wiele nauczyc -
                      ale korporacja nie moze stac sie erzacem milosci, relacji miedzyludzkich,
                      ciepla, domu itd. Pracowalam w miedzynarodowej korporacji 6 lat - napatrzylam
                      sie na facetow i kobiety dokladnie opisanych w tym artykule. Zgubili sie.
                      • tiffany7 Re: o samotnosci... 06.11.05, 01:39
                        Wlasnie wrocilam z polskiego wieczorku u Asicy gdzie razem z
                        Jennnifer "zaliczylysmy" sobie polski mini-maraton filmowy. Obejrzalysmy "Duze
                        zwierze", a na deser byla "Cisza-naznaczeni", film pokazujacy wlasnie
                        dziewczyne podobna do tej z artykulu. Jej antidotum na samotnosc byly imprezy
                        techno i jazda na haju. Sporo ostatnio takich filmow w polskiej
                        kinomatografii...
                        • sylwek07 Samotne z wyboru? 07.02.06, 18:40
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=36247469
    • greentea2 Re: o samotnosci... 07.02.06, 19:44
      Ja czesto jestem taka samotna pania w restauracji.
      Mam meza i tyle. On niestety czesto wyjezdza na kilka dni lub dluzej, a ja sie zabawiam pojsciem na
      jakies dobre zarcie. Dzisiaj tez tak zrobilam, najpierw samotny lunch, pozniej samotne lody.
      Szkoda tylko, ze sama ze soba nie potrafie rozmawiac, zreszta nie mialabym o czymsmile

      Tez mam takie obawy, ze jak cos mi stanie, na przyklad zachoruje nie mam nawet do kogo zadzwonic z
      prosba o pomoc.
      Ale chyba juz przywyklam do tego bycia z sama soba i to pewnie az za bardzo.



      • tamsin Re: o samotnosci... 07.02.06, 20:55
        Greentea, mam wyjscie na twoje samotne lunche, jezeli oczywiscie lubisz
        japonskie jedzenie! Idz do knajpy gdzie maja stoly "hibachi", usadza cie z
        wieloma osobami, moze jakos sie zgadasz z nimi? Ile razy bylismy w takiej
        knajpie, jakos sama rozmowa sie rozkrecala przy CALYM stole a chyba tam z 12
        osob da sie upchac!
        • greentea2 Re: o samotnosci... 07.02.06, 21:01
          Tamsin, ja w Brukseli mieszkamsmile Na pewno jest tu cos japonskiego, ale nie sadze, ze w tym stylu.
          Ale za to odkrylam, ze chinskie zarelko tutaj jest znakomite, bardzo mila niespodzianka.

          Poza tym chyba lepiej z nikim nie rozmawiac, bo cos mi sie wydaje ze chlopy tu bardzo zaczepnesmile
          • tamsin Re: o samotnosci... 07.02.06, 21:05
            to na wszelki wypadek jakiegos kamienia do torebki wloz, jakbys musiala ktoremu
            przez leb zdzielic! A czy brukselki/belgijki sa ladne czy maszkarony?
            • greentea2 Re: o samotnosci... 07.02.06, 21:07
              Trudno powiedziec, widzialam ladne, ale maszkaronow jeszcze wiecejsmile
              • gherarddottir Re: o samotnosci... 07.02.06, 23:12
                moje jedyne wspomnienia z Brukseli (bylam pare razu sluzbowo i dwa prywatnie)
                pelno plazacych sie przystojnych facetow w garniturach i dosyc duzo smieci w
                centrum..niezla mieszkanka. Bab widzialam malo - jakos wybiorczo zdaje sie
                patrzylam PP
                • gherarddottir Re: o samotnosci... 07.02.06, 23:13
                  plączacych sie mialo byc
                  • mulinka Re: o samotnosci... 07.02.06, 23:21
                    "Tez mam takie obawy, ze jak cos mi stanie, na przyklad zachoruje nie mam nawet
                    do kogo zadzwonic z prosba o pomoc."

                    mam rodzine w Brukseli
                    maz pracuje, kuzynka w domu z dwojka dzieci (jedno malunkie, w grudniu sie
                    urodzilo)
                    masz ochote nawiazac kontakt?
                    • greentea2 Re: o samotnosci... 07.02.06, 23:23
                      Mulinko dziekismile
                      Ja ochote zawsze mam, ale czy oni maja?
                      • mulinka Re: o samotnosci... 08.02.06, 00:27
                        to juz pisze do nich smile
                        i do Ciebie na gazete
                        buziak i raz jeszcze gratulacje, berdzo sie z Toba ciesze
                • greentea2 Re: o samotnosci... 07.02.06, 23:17
                  Faceci sa tu bardziej atrakcyjni, dlatego wybiorczo patrzylassmile
                  Ze smieciami to tu istny cyrk. Wszystko trzeba segregowac, jak nie to pewnie w areszcie zamykaja, a z
                  drugiej strony syf w niektorych miejscach i pelno psich gowien na chodnikach.
    • monika388 Re: o samotnosci... 10.02.06, 23:22
      Kto mialby ochote nawiazac kontakt z rowniez bardzo samotna i osamotniona
      Monika z Australii ???
      • sylwek07 Re: o samotnosci... 10.02.06, 23:27
        Monika a mozesz napisac gdzie jestes w ktorej czesci? bo pisza dziewczyny z
        Australii
      • sylwek07 witaj 10.02.06, 23:27
        hej monika388 smile
        • monika388 Re: witaj 11.02.06, 05:23
          Mieszkam w Brisbane
          • robina Re: witaj 11.02.06, 12:22
            Hej Monika, jestem po drugiej stronie w Perth. Pozdrawiam
    • monika388 Re: o samotnosci... 11.02.06, 22:20
      Robina...czy mozesz do mnie napisac na priv prosze?
    • sylwek07 Re: o samotnosci... 12.02.06, 18:25
      greentea2 zobacz na liste obecnosci ,juz nie jestes sama w Belgii smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka