Dodaj do ulubionych

przelamujac fale

13.02.06, 00:37
Wielokrotnie mi sie zdarza, iz zycie mi sie dzieli na etapy. Rzecz jasna, sa
to czasami okresy wyznaczane pewnymi ramami, jak na przyklad studia, ect. Ale
tez przychodzi taki czas, ze czuje, iz zamyka sie pewiem etap, cos przemija,
nadchodzi cos nowego, lub tez czuje, ze do czegos doroslam, badz tez, ze cos
bezpowrotnie minelo. Dla przykladu napisze, ze do dzis pamietam dzien, kiedy
postanowilam, ze nikomu nigdy wiecej nie pozwole na mnie krzyczec. Moze sie
to komus wydawac smieszne, ale dla mnie byl to ogromny krok. Przelamalam
jakas niepojeta dla mnie fale.

Innym wydarzeniem bylo spotkanie z kims, kto notorycznie wykorzystywal moja
osobe, do wywyzszania siebie. I przyszedl taki moment, gdy postanowilam, ze
nigdy wiecej nie pozwole nikomu mnie w taki sposob traktowac. I jak grzyby po
deszczu wyrosly obok mnie osoby, z ktorymi sie dobrze czuje, i ktore zaczynam
lubiec i szanowac.

Obecnie wciaz zadziwia mnie osiaganie doroslosci. Widze to w pokonywaniu tych
przeciwnosci losu, ktore niegdys wydawaly mi sie nie do przejscia. Ostatnie
wydarzenia w mym zyciu, strata Dziecka, o obecnie wlamanie do naszego
mieszkania, pomogly wykielkowac wewnetrzemu przekonaniu, iz sie nie poddam.
Ze bedzie trzeba o wiele wiecej, by mnie zlamac.

A czy w waszym zyciu sa/byly takie momenty? Ktore was uksztaltowaly,
skierowaly na droge do bycia osoba, ktora teraz jestescie?
Obserwuj wątek
    • gherarddottir Re: przelamujac fale 13.02.06, 01:06
      mialam kilka takich "przelamanych fali" w swoim zyciu.
      Pierwsza gdy chodzialm do przedszkola i stojac kiedys przed lustrem
      uswiadomilam sobie, ze to cialo, ktore mam bede miala juz do konca.
      Druga fala - gdy umarl moj ojciec, kolejne przychodzily falami wlasnie....
      Co mnie nie zabije to mnie wzmocni - mocno w to wierze.
    • jan.kran Re: przelamujac fale 13.02.06, 02:25
      Asico , mocno Cie przytulam i podziwiam. Za odwage , szczerosc i sile.
      Pomysle nad moimi falami.
      Na pewno smierc taty , wyjazd z PL ... ale najwiekszym przelomem bylo pozbycie
      sie czlowieka ktory niszczyl moje zycie a jak sie niedawno okazalo nie tylko
      moje.
      Sciskam mocno.
      Kran
    • tamsin Re: przelamujac fale 13.02.06, 03:09
      Kochana Asica, to jest piekne co napisalas o osiaganiu doroslosci, dla mnie
      takim momentem bylo, gdy przestalam obawiac sie zadawac pytan. Zadawanie pytan
      samej sobie bylo dla mnie chyba najwazniejszym stepem w
      osiagnieciu 'doroslosci'.
    • robina Re: przelamujac fale 13.02.06, 06:06
      Asico, jestes wielka. Moja fala bylo na pozor niewazne wydarzenie, kiedy to
      poszlam na moja pierwsza powazna rozmowe kwalifikacyjna w sprawie pracy, przed
      tym wydarzeniem wydawalo mi sie ze jestem bardzo wstydliwa, niesmiala, po tym
      spotkaniu przekonalam sie ze jestem odwazna i to bardzo poprawilo moj 'self
      esteem', od tamtej pory moge nawet 'przemawiac' przed tlumami. Najwazniejszym
      jednak przelomem byla choroba mojej mamy, teraz moje zycie dzieli sie
      na 'przed' i 'po'.
    • zodiakalny_kot Re: przelamujac fale 13.02.06, 06:46
      Asku,
      Bardzo, bardzo mi sie podoba to, co napisalas, bo ja tez w pewnym momencie
      zycia zaczelam zauwazac, to o czym piszesz. Bardzo czesto zastanawialam sie,
      nad tym, co wlasciwie "sprawia", ze w pewnym momencie jakos cos "dostrzegamy" ,
      i juz dalej nie dajemy sie a to wykorzystywac, jako dobre przyjaciolki z
      pogwalceniem samych siebie, a to dla tzw. "dobra" ogolnego, itp. co sprawia, ze
      w pewnym momencie jakos tam "otwieraja sie nam oczy". Jak mowisz, sa to wlasnie
      momenty przelomowe. Przelamywanie fal - bardzo ladnie ujete.
      Ja bardzo chcialabym o tym moc porozmawiac, bo to wazne - niezwykle. Kiedys
      nawet przymierzalam sie do napisania watku pod tytulem: "Slowa (oczywiscie
      bardzo szeroko pojete), ktore zmienily moje zycie" - ja mialam takich kilka,
      ktore literalnie zmienily moje patrzenie na zycie. I co za tym idzie - wrecz
      zmienily moje zycie...
      Ale ja, to nadal czajnik jestem - boje sie wszystkiego, etc.
      Nie mniej temat jest super - mam wielka nadzieje, czegos sie dowiedziec - od
      osob tak bardzo madrzejszych ode mnie.

    • sylwek07 Re: przelamujac fale 13.02.06, 08:58
      Asiu gratuluje Ci ze umiesz dorastac ,mi narazie to roznie bywa.
    • triskell Re: przelamujac fale 13.02.06, 09:36
      Asiczko, przede wszystkim dziękuję Ci za tak piękny i szczery post. smile

      A jeśli chodzi o mnie... Trzy takie momenty przychodzą mi do głowy:
      1. Pobyt w Finlandii, kiedy to miałam dużo czasu spędzanego sam na sam z
      przyrodą, wiele rzeczy sobie przemyślałam, zrozumiałam, w co wierzę, jak wygląda
      moja ścieżka duchowa, w którą stronę chcę się rozwijać. Wcześniej byłam
      ateistką, która nie miała właściwie żadnych konkretnych wyobrażeń o tym, jak
      widzi siebie i swój związek z resztą wszechświata. Zrozumienie swojego miejsca w
      Naturze, nauczenie się rozumienia jej cykli i rozpoznawania ich w swoim własnym
      życiu, bardzo mnie ukształtowało.
      2. Moment, gdy rzuciłam pracę (uczenie w szkole) przez którą zaczynałam robić
      sie zgorzkniała i zgaszona (a właściwie to moment parę dni wcześniej, gdy
      obejrzałam "Telmę i Louise" i podjęłam decyzję o rzuceniu ww. pracy)
      3. Zdanie sobie sprawy, podczas gdy byłam w udanym związku z kobietą, że jestem
      jednak osobą heteroseksualną i potrzebuję być z mężczyzną. To wywaliło moje
      ówczesne życie do góry nogami a to, że teraz jestem tutaj i jestem mężatką było
      przecież konsekwencją tego momentu.

      A, no i jeszcze powinnam chyba dodać moment, gdy zaczęłam tańczyć, bez czego
      trudno mi sobie teraz wyobrazić swoje życie. A było to zaledwie 5-6 lat temu.

      Mnóstwo fal mam jeszcze do przełamania. Ale powalczę z nimi smile.
      • maja92 Re: przelamujac fale 13.02.06, 12:01
        A ja dorosla to chyba jestem cale moje pokrecone zycie...
        Moze to zasluga bycia wychowywanym przez Dziadkow - spokojne i dojrzale
        podejscie do zycia...
        Ale mialam moment dwa/trzy lata temu, gdy przekroczylam jeden z punktow
        doroslosci, ktorego myslalam ze nigdy nie zalicze - cierpliwosci do innych...
        • wdrodze Re: przelamujac fale 13.02.06, 14:59
          A moje najwazniejsze momenty to:
          11 lat-zaczelam tracic wiare (jestem ochrzczona katoliczka)
          21lat-wyprowadzilam sie od rodzicow,poznalam co to znaczy zyc samodzielnie
          23lata-pierwszy powazny zawod milosny
          27lat-ostatni przed moim mezem zawod milosny
          29lat-wyjazd z Polski,poznanie przyszlego meza,zajscie w ciaze,slub(wszystko
          wydarzylo sie w ciagu jednego roku)
          30 lat-urodzilam coreczke i co dalej?
          • azja1974 Re: przelamujac fale 13.02.06, 21:42
            hmm, a ja na razie to widze same fale, ktore mna miotaja i z ktorymi walcze,
            ale przelamac jakos nie moge. czasem mi sie wydaje, ze "idzie ku lepszemu" i ze
            posuwam sie do przodu, a potem widze, ze jakies kroczki malutkie drobie,
            przychodzi trudniejszy moment i juhuuu, spadam razem z fala... czesto sie
            zastanawiam, czy naprawde mozna sie zmienic. brakuje mi wlasnie takiego momentu
            przelomowego, zebym poczula, ze naprawde cos sie zmienilo i juz nie bedzie tak
            samo jak przedtem. jedyne, co mi przychodzi do glowy to zmiany negatywne - np.
            kiedy bylam swiezo na emigracji i kiedy przezywalam b.wazne momenty w swoim
            zyciu, kiedy tez czulam sie b. samotna, to wiele kontaktow z "przyjaciolmi"
            zaczelo sie rozluzniac. i byl taki moment, kiedy moja najlepsza przyjaciolka
            nie odpowiadala na moje rozpaczliwe maile, smsy itd, i wtedy poczulam, ze nasza
            relacja sie zmienila, ze juz nigdy nie bedzie tak samo, ze juz nie jestesmy
            przyjaciolkami tylko kolezankami. i faktycznie - spotykamy sie, kiedy
            przyjezdzam do pl, ale niczego juz od niej nie oczekuje. to zawsze ja dzwonie
            pierwsza, inicjuje spotkania, wspolne wyjazdy, ale to juz nigdy nie bedzie, tak
            jak kiedys. oj, chyba troche skrecilam watek, za co przepraszam.
            • mon101 Re: przelamujac fale 13.02.06, 21:47
              A mnie sie aktualnie wydaje, ze stoje na desce, fala gna pode mna i pelno mam
              wody w oczach, uszach, nosiecrying
              • blaubeeree Re: przelamujac fale 13.02.06, 22:08
                Asiu,dziekuje Ci za ten post.Przeczytalam go wczoraj,zaraz po tym,jak go
                napisalas..i poszlam spac.Polozylam sie i to wlasnie Twoje slowa mialam caly
                czas w glowie.Zaczelam sie zastanawiac,jakie ja mam fale do przelamaniasmile
                Moje fale,hmm.Jedna z wazniejszych to czas po maturze,kiedy studiowalam u mnie
                w czestochowie.Jezdzilam codziennie na zajecia,mieszkalam z rodzicami i powoli
                zaczynalam miec dosc,bo przeciez zawsze chcialam studiowac zagranica.I wtedy
                wlasnie postanowilam "cos" zrobic.no i studiuje tutaj.To taka jedna fala,ktora
                musialam pokonac.Przekonac siebie i wszystkich w okolo,ze potrafie,ze mi sie
                uda,ze dam rade samasmile
                Druga wazna,kiedy po raz kolejny plakalam przez kogos,kto mnie po raz kolejny
                skrzywdzil.Powiedzialam sobie,ze to ostatni raz placze przez kogos,kto tak
                naprawde nie zasluguje na moje uczucie a juz absolutnie nie pozwole sobie siebie
                tak traktowac,niszczyc.Nie chce juz plakac przez mezczyzne..
                A teraz jestem na takiej jednej fali,ktora mnie caly czas ze soba niesie i nie
                pozwala z niej zejsc i zaufac innej osobie,z ktora moglabym byc szczesliwa.Ta
                fala nazywa sie wielki_strach_przed_zaufaniem.Moze kiedys uda mi sie ja
                pokonac,ale na razie nie jestem w stanie nawet z nia walczycsad
                Dziekuje Asiu za to,ze pomoglas mi przemyslec i stawic sie pewnym problemom,o
                ktorych nie chcialam od dosc dawna myslec.
                • annie_laurie_starr Re: przelamujac fale 13.02.06, 22:22
                  Nigdy nie widzialam swego zycia jako przelmywania fal...Nie bylo jakichs
                  wielkich zwrotow i wielkich zmian. Ok, byly - ale nic nie byla az takim
                  wielkim dramatycznym wydarzeniem.
                  Ja bardziej widze swoje zycie jako wyznaczanie sobie celow i ich osiaganie.
                  Oczywiscie nic nie przychodzi mi latwo - czasem bardzo zazdroszcze ludziom,
                  ktorym zycie podaje wszystko na tacy- ja zawsze niezle sie napracuje zanim cos
                  osiagne. Ale potem mam satysfakcje.

                  Zdarzalo sie tez w moim zyciu, ze nie bardzo wiedzialam czeo wlasciwie chce,
                  ale wiedzialam jak to zdobyc. Jak w piosence Sex Pistols.
                  • mulinka Re: przelamujac fale 13.02.06, 22:46
                    Asiczko,
                    jestem z Ciebie bardzo dumna
                    Mulinka - mamuska smile
                    p.s.hmmm, zycie, jego urok to ciagle przelamywanie fal
                  • gherarddottir Re: przelamujac fale 13.02.06, 22:50
                    Jeszcze mi sie tak przypominalo: najwieksza chyba "fala" w moim zyciu byl
                    moment, gdy uzmyslowilam sobie, ze nie moge wybrac drogi, ale moge wybrac
                    strone drogi po ktorej krocze.
                    Zawsze takze kazda smierc bliskiej mi osoby, najpierw ta pierwsza wielka taty,
                    potem kolejna wielka i niewybaczalna, z ktora do dzis sie nie
                    pogodzilam..Pamietam jak wtedy sie do mnie "przykleil" wers z Baczynskiego i w
                    kolka powtarzalam: "jakem w czasie dorosla".
    • bietka1 Re: przelamujac fale 13.02.06, 23:07
      Niestety w moim zyciu nie bylo przelamujacych fal. W kazdym razie trudno mi je okreslic.
      Jakiekolwiek zmiany odbywaja sie we mnie ewolucyjnie. Ucze sie tylko z wlasnych doswiadczen.
      A czas leczy rany. Moze dlatego tak dlugo to trwa...
      Ech, moze sie od was czegos naucze smile
    • frankie36 Re: przelamujac fale 14.02.06, 03:15
      Przeczytalam ten watek z samego ranca i nie moglam o nim zapomniec,zastanowilam
      sie nad moim zyciem do tej pory.Podobnie jak ty przechodzialm etapy i to tak
      rozne,ze czasami nie wydaje sie mozliwe ze to ja ,ta sama ,bo moje zycie tak
      sie w nich roznilo.

      Prawie 13 lat smierc ojca,na poczatku udawalam ze tak wlasciwie nic si enie
      zmienilo,nie cierpialam pytan sasiadek :No to jak wy sobi eteraz bez taty
      radzicie?Zaciskalam zeby w nowej szkole jak nauczycielka po chamsku i
      niedelikatnie kazala wstawac polsierotom i sierotom.Nauczylam sie zabijac
      karpia na wigilie, w koncu ni epotrzeba do tego faceta.Nauczylam sie usmiechac
      przez lzy i nie narzekac.Dopiero w wieku ok.20 lat umialam zaplakac po ojcu i o
      nim mowic.

      W tym czasie wplatalam sie w nastepny etap,studia,przyjaznie ktore trwaja do
      dzis i bardzo trujacy zwiazek.Wlasciwie moj poprzedni etap mnie na ten zwiazek
      przygotowal,bylam zahartowana,usmiech na buzi mimo ze do smiechu mi nie bylo.Ze
      z tego wszystkiego wyszlam jako tako do tej pory sie dziwie ,gdzies to tam
      jeszcze siedzi gleboko upchniete,zasypane,czasami uwiera,nie czesto ale czasami.

      Pozniej w miare spokojnie,wychodze za maz za wspanialego czlowieka,ktory ma na
      tyle cierpliwosci do mnie ,ze moja hardosc i dzikosc ustepuje miejsca
      delikatniejszym emocjom.Wyjazd za granice,otwieraja mi sie oczy,poza Polska tez
      jest swiat i ludzie wszedzie tacy sami.Ucze sie tej innosci,opadaja
      bariery,chyba robie sie wiecej toleracyjna.W tym czasie rodza sie moje
      dzieci,nowe przyjaznie,po kilku latach czuje sie dobrze,wierze w siebie.

      Kolejny wyjazd za granice,ciezkie poczatki,szukanie nowych drog,wszystko sie
      uklada nawet niezle,coraz lepiej,wydaje mi sie ze nic mnie juz nie
      zaskoczy,dzieci w szkole,praca,urzadzanie domu i wtedy jak grom z jasnego
      nieba,choroba dziecka.O przyszlosci za wiele nie mysle,usmiecham sie wieczorem
      po dobrym dniu,pierdolami sie nie przejmuje,chyba jestem bardziej
      wyciszona,wsluchana w siebie i innych.Mam potrzebe glebszego zrozumienia calego
      tego majdanu zwanego zyciem
      • elagrubabela Re: przelamujac fale 14.02.06, 16:54
        Zyje w poczuciu powolnego pelzniecia pod gore. Nie jest to specjalnie stroma
        gora ale taki niekonczacy sie podjazd. Kto jezdzi na wozku lub na rowerze wie,
        ze takie dlugie, niestrome podjazdy sa duzo bardziej meczace i wyczerpujace niz
        krotki, stromy odcinek. No wiec ja jade wciaz pod gore. Upadkow nie licze w
        ogole, bo juz je kiedys wkalkulowalam w pokonywanie podjazdu. Kresu nie znam i
        nie chce znac choc moge sie spodziewac, ze bedzie coraz trudniej, bo
        moi "wspolcierpietnicy" w pozniejszych latach zycia zaczynaja wracac do
        klopotow z poczatkow walki z choroba. Kto zainteresowany, niech czyta (wybralam
        strone po polsku, bo pewnie nie wszyscy znaja angielski):
        www.idn.org.pl/polio-pl/ Tak wiec istnieje prawdopodobienstwo, ze
        moje przelamanie fali dopiero nastapi. Ze dopelzne do jakiejs wyrwy czy dziury
        i bede musiala pogodzic sie z faktem, ze nie jest lepiej a jest i bedzie
        gorzej. Narazie tylko teoretyzuje i wciaz licze na cud - ha ha ha smile
        Mimo lat, ktore mam za soba wciaz najtrudniej jest sie pogodzic i samej
        przelamac w kwestii proszenia o pomoc, polegania na innych. Jesli kiedys uda mi
        sie z tym pogodzic do konca, ze to jest w porzadku, ze opieram sie na innych to
        bedzie pewnie ta moja przelamana fala. Ale narazie nie jestem na to gotowa w
        zadnym stopniu. Elka
        • azja1974 Re: przelamujac fale 14.02.06, 21:31
          ela, z ta nichecia do polegania na innych czy proszenia kogokolwiek o pomoc
          doskonale cie rozumiem, chociaz ty pewnie masz wiecej "okazji" do potrzebowania
          pomocy. ja tez, czy to w ciazy, czy przy zepsutym kolanie wolalam doczolgac sie
          do kuchni niz ciagle o cos prosic. to pewnie wada wrodzona, ze wszystko bym
          chciala sama. gdyby nie bylo wsrod nas samo, i gdybym na to przedtem wpadla, to
          tez wybralabym nick samo - swoja droga ciekawe, czy to wlasciwa entymologia
          naszej samo(si)smile
          • samo Re: przelamujac fale 15.02.06, 07:55
            Samo- bo wszystko najchetniej robiloby samo, takie samotne samopomocowe
            samo :o) Nick wlasciwie jest pseudonimem Basquiat'a, jednego z moich ulubionych
            malarzy:
            www.basquiat.com/images/mug_basquiat3.jpg
            ale pasowal i pasuje w sam raz, jak dobrze skrojone rajtuzy ;o)

            Poplakalam sie na waszych wypowiedziach, wiedzialam juz jak Asica watek
            zaczela, ze beda ryki.

            Moje przelamane fale to pierwszy wyjazd do ojca za granice i przezyty szok i
            koszmar, potem drugi i ostatni (w miedzyczasie bywal w Polsce, ale mial dla
            mnie malo czasu, poza tym nigdy nie ujawnil prawdziwego,psychotycznego
            oblicza). Kolejna fala to decyzja o zamieszkaniu w USA i cala zmiana w moim
            zyciu z tym zwiazana,Dorosle Zycie Dla Idiotow 101.
            W miedzyczasie udowadnianie sobie za kazdym razem, ze jestem cos warta- matura
            na 5.0,zdawanie na 2 oblegane kierunki, koszmarny stres przy sesjach konczacy
            sie szokiem, ze znowu tak dobrze poszlo. Hiperambicja- tak nazwalabym chyba
            siebie podczas bierzmowania, gdybym do niego podeszla. Przeklenstwo w
            polaczeniu z brakiem wiary we wlasne mozliwosci.
            • nataasza Re: przelamujac fale 15.02.06, 12:31
              Tak sobie od wczoraj mysle o tych moich falach. Pewnie bylo ich kilka,ale te
              najwazniejsze dotycza moich relacji z innymi. Pamietam, taki moment, kiedy moj
              tata poraz kolejny probowal zranic i upokorzyc. I nagle uswiadomilam sobie, ze
              to co mowi, odbija sie ode mnie, ze nie boli. Przelamalam fale.

              Jest jeszcze przyjazd do Holandii. Tyle, ze ta fale ciagle jeszcze przelamuje.
              Mam uczucie, jakby ktos zamknal mnie w akwarium, a ja wale we wszystkie szybki,
              zeby sie ratowac. Ale nikt tego nie widzi i nie slysze i z mojej szamotaniny
              nic nie wynika. Mam uczucie, ze taj fali nie przelamie. Ze sie utopie.

              Dziekuje Wam wszystkim za ten watek.
              natasza

            • cobaea Re: przelamujac fale 15.02.06, 13:10
              W sumie to sporo tych fal bylo w moim zyciu.Najwazniejsze:
              W jakims sensie szybko doroslam, zdalam sobie sprawe, ze moge liczyc tylko na
              siebie, zawsze i wszedzie, oduczylam sie prosic o pomoc, nauczylam sie, ze sama
              dam sobie rade!
              Dawno temu zrozumialam tez, ze milosc oznacza tez zgode na odejscie owego kogos
              z naszego zycia.ni eda sei nikogo zatrzymac na sile.
              Duzo pozniej zrozumialam tez, ze zwiazek , w ktorym bylam, ciagnie mnie w dol,
              ze ta cala szarpanina nie przynosi niczego dobrego, wrecz odwrotnie. Ze
              pomylilismy przyjaazn i jakies tam przyciaganie z miloscia, ze w sumie
              krzywdzilismy sie nawzajem. Byly proby powrotow, z obu stron, w koncu udalo mi
              sie uwolnic, podjac decyzje, ze to juz definitywny koniec i kropka, rozdzial
              zamkniety, ze zasluguje na milosc, a nie jakis tam substytut, ze nie pozwole sei
              juz wiecej ranic i nie bede juz plakac przez faceta.
              Bylo warto, bo teraz jestem z kims, kocham i jestem kochana, pozwolilam tez
              sobie pierwszy raz pomoc, juz nie jestem totalna Zosia-Samosia. smileNauczylam sei
              brac, co jest wazne tak samo, jak dawanie.

              I nie boje sie juz smierci. Swojej . Oswoilam ja dawno temu, kiedy diagnoza
              lekarza nie dawala szans. Jak widac lekarze sa omylni. Nie potrafie sie jednakze
              pogodzic ze smierca najblizszych. za kazdym razem jest to szok. I bol.

              Inie jestem za stara na nic. Na studia tutaj tez nie. Do cholery, mam dopiero 30
              lat, wiele drzwi stoi otworem, to tylko inni wmawiali mi, ze sa dla mnie
              nieodwolalnie zamkniete.
              pare osob na tym forum bylo dla mnie taka inspiracja, ze jednak wiele moznasmile
              Dzieki

              I zrozumialam jak wazne dla mnie jest zamykanie rozdzialow. Niewazne, czy dobry
              , czy zly koniec, ale zawsze to koniec, a nie zycie w zawieszeniu, bo to nie
              pozwalalo mi pojsc do przodu!
              • blue_jay Re: przelamujac fale 15.02.06, 15:47
                Kilka lat temu, kiedy jezdzilam pociagiem na uczelnie i oczywisice na nikogo
                nei zwracalam uwagi, bo najwazniejsza byla muzyka w uszach, ot tak po prostu
                wysiadly mi baterie i skonczyla sie muzyka. Zawsze nosilam kilka zapasowych w
                torbie, wiec sluchawki z uszu na chwilke tylko wyciagnelam,gdy starszy pan
                siedzacy na przeciwko mnie zaczal mowic o swojej zonie, o jej sukience, o
                cieplym letnim dniu, pokazal mi jej 2 zdjecia, jedno na ktorym byla bardzo
                mloda i drugie gdy byla juz bardzo schorowana. Na koniec mrygnal okiem i
                powiedzial, ze to drugie zdjecie wlasciwie sie nie liczy, bo ona nigdy nei
                pzrestala byc dla niego ta piekna kobieta z olsniewajacym usmiechem w sukience
                w grochy. Staruszek wysiadl na nastepnym przystanku. Nie wlozylam juz sluchawek
                do uszu, a do pzredzialu wszedl mezczyzna, na oko 40 kilka lat, jechal tylko
                kila stacji, mowil o swoim zmarnowanym zyciu i jak bardzo chcialby naprawic
                wszystkie swoje bledy, teraz, kiedy wie po diagnozie lekarskiej, ze mu zostalo
                malo czasu. Potem do pzredzialu weszla stateczna dama, ktora jechala na
                uniwersytet 3 wieku i z ktora udalo mi sie porozmawiac o gonieniu marzen i
                niebycie czegos takiego jak "jest juz za pozno".
                Czasem mam wrazenie, ze nei stalo sie to przez przypadek, czasem mysle, ze tych
                ludzi nigdy nie bylo. Ale ja wiem, co mi zostalo po tych rozmowach, a wlasciwie
                ich monologach. Nie zakladam juz sluchawek, nie slucham muzyki w wiekszym
                skupisku ludzi.
                Portugalia to nastepny rozdzial zyciowy, krotki, ale nauczyl mnei duzo
                tolerancji i odkrylam u siebie zaciecie lingwistycznewink
                Przeprowadzka do innego kraju, poszukiwania pracy, powrot na studia, zmiana
                sposobu myslenia, wciaz nie jest tak, jak bym chciala, ale wyciszylam sie, nie
                tluke glowa w sciany juz. A teraz zwiewam, bo mnie moja profesorka od
                japonskiego zatlucze za spoznieniewink Mam 30 lat i nigdy na nic nie jest za
                pozno, nawet na japonski dla przyjemnosciwink
                • jan.kran Re: przelamujac fale 15.02.06, 18:56
                  Ja tylko powiem że jak słyszę tekst :
                  Mam trzydzieści lat i na nic nie jest za późno to mnie zazdrość zżeratongue_outPP
                  Ja mam sporo wiecej i muszę nadal zaczynać od nowa...
                  Pięknie piszecie , tak mi ciepło koło sercasmile))
                  Kran Starszy smile))
                  • bietka1 Re: przelamujac fale 15.02.06, 22:15
                    jan.kran napisała:

                    > Ja tylko powiem że jak słyszę tekst :
                    > Mam trzydzieści lat i na nic nie jest za późno to mnie zazdrość zżeratongue_outPP
                    > Ja mam sporo wiecej i muszę nadal zaczynać od nowa...
                    > Pięknie piszecie , tak mi ciepło koło sercasmile))
                    > Kran Starszy smile))

                    Wiesz Kranie, ok ja mam 35, ale pomyslalam podobnie smile
                    • azja1974 Re: przelamujac fale 16.02.06, 10:10
                      a ja mam 31 i wydaje mi sie, ze prawie na wszystko jest juz za pozno... wiec to
                      nie kwestia wieku, tylko wiary, no i moze zalezy, co dla kogo
                      znaczy "wszystko". chociaz z tym walcze (z poczuciem niemocy)i probuje
                      koncentrowac sie na tym, na co jeszcze nie jest za pozno, to jednak ciagle, jak
                      zgrana plyta, co sie zaciela, powracaja do mnie mysli, ze tyle rzeczy zrobilam
                      nie tak a teraz juz nie moge inaczej. jedyne pocieszenie, ze doszlam do tego,
                      ze nawet gdybym zrobila inaczej, i tak nie bylabym zadowolona, bo to kwestia
                      charakteru badz nastawienia do swiata, a nie tego, co sie w rzeczywistosci
                      robi. po prostu jestem malkontentka i nic mi nie pasuje... w tym szacownym
                      gronie laduje baterie i tylko mam nadzieje, ze nie za bardzo zatruwam atmosfere
                      pewymistycznymi postami.
                      • kornikuno Re: przelamujac fale 16.02.06, 14:48
                        Piekny ten watek!
                        Napisze pozniej, bo troche tych fal bylo/jest: warte przemyslenia!
                        Pozdrawiam
                        IzaBella
    • cuciolo Re: przelamujac fale 16.02.06, 15:31
      O raju duzo bylo tych fal i jeszcze pewnie niejedna bedzie. Pierwsza to
      studiowanie tego czego chcialam. Druga to podroze autostopem po Europie na
      przekor ostrzezeniom rodzicow typu wezme cie za prostytutke, ktore wspominam
      jako jedne z najpiekniejszych przezyc. Trzecia to jedna wielka: nieustanne
      mowienie "nie" mojemu kochanemu tacie ktory by chcial mnie zabezpieczyc i
      zamknac w sejfie na cale zycie zeby mi sie krzywda nie stala.
      I ta ostatnia najwieksza: zwiazek i wyjazd zagranice na przekor calej
      rodzinie. Don kichotowska walka z wiatrakami o poszanowanie mojego prawa do
      szczescia
      Przede mna prawo jazdy i koejna batalia o odnalezenie sie we wloszech od
      wrzesnia jak mala pojdzie do przedszkola. Nie znam za dobrze jezyka wloskeigo
      ale wiem jedno: niezalenzie od zdobytego wyksztalcenia i zapewnionego mi bytu ,
      nie dam rady spedzic reszty zycia w domu. Juz sie trzese
    • monika_a_b Re: przelamujac fale 17.02.06, 18:51
      Dziewczyny, piękne są wasze wypowiedzi... Pokazały mi, że mimo wileu różnic
      mięzy nami, tak naprawdę mamy dość podobne życiorysy... Podobne problemy...

      Ja mam 31 lat... Całe życie płynę pod prąd... Nie wiem czemu tak jest, ale taka
      jest prawda, niestety... Fal było bez liku, nie sposób je zliczyć, niektóre
      łatwiejsze do pokonania, inne nie... Czasami brak mi już tchu i sił, chcę
      spokoju... Jako zodiakalna waga ciągle dążę do harmonii, jednak zawsze coś jest
      nie tak, jak być powinno... Ostatnio zastanawiałam się, czy nie po prostu
      jakieś fatum?

      Na chwilę obecną czuję się jak marionetka w szklanej klatce... A dlaczego
      marionetka? Pieprzeni urzędnicy robią ze mną, co chcą - historyjka z
      poprzedniego tygodnia: 1. kwietnia mija ważność mojej wizy TD: w rzędzie USCIS
      pani powiedziała, że mogę ją przedłużyć na granicy z Kanadą -trzykrotnie ją o
      to pytałam, co za niedoinformowana idiotka jedna -, mojego męża coś tknęło i
      zadzwonił na granicę, a tam mu powiedziano, że jako że nie jestem Kanadyjką,
      muszę jechać do ambasady USA - następne wolne terminy w jakiejkolwiek
      ambasadzie przy granicy z USA, w Kanadzie lub Meksyku, są wolne dopiero na
      maj/czerwiec, więc musiałabym jechać po tą pieprzoną wizę do Niemiec, czy wy to
      sobie wyobrażacie??? Na całe szczęście mój mąż codziennie sprawdzał w
      internecie, czy się zwolniły jakieś miejsca w Vancouverze - i jest!!! na 30
      marca! Ale ile nerwów, siwych włosów i nieprzespanych nocy znów mnie to
      kosztowało, to moje... Ot, komuś na górze sprawia sadystyczną przyjemność
      pociągania raz w tą, raz w siamtą za te sznureczki...
      Szklana klatka dlatego, że ja NIE MAM PRAWA (sic!) zmienić mój status tutaj,
      tak tak, I am not allowed to change my status... A więc szukam pracy z nikłą
      nadzieją na znalezienie sponsora... Jestem w trakcie rozmów z jednym takim, ale
      nie jestem pewna, czy coś z tego wyjdzie... Czuję się podle...
      Z drugiej strony mój mąż nalega na swojego szefa o wystąpienie o zieloną kartę
      dla nas, bo nam samym starać się o to oczywiście nie wolno, tylko pracodawca ma
      do tego prawo... Pieprzone przepisy... Traktują nas jak jakichś szczeniaków...
      I jak tu planować przyszłość? Chciałam się dalej szkolić, pracować, mieć kiedyś
      dzieci... A tak czuję się zawieszona w przestrzeni bez prawa do decydowania o
      swoim losie... Podłe to...
      Ciężko mi wam o tym pisać, bo nie chcę zasmucać tego forum, dlatego wolę
      czasami zamilknąć na jakiś czas...
      • mon101 Re: przelamujac fale 17.02.06, 20:21
        Pierwsza fale przelamalam gdy po kilkuletnich szarpaniach sie, odchodzeniach i
        powrotach zostalam sama i zrozumialam, ze to wcale nie jest tak zle (byc sama).
        Okazalo sie, ze daje sobie rade mimo obcego kraju i marnego doswiadczenia (wiek
        23). Z niesmialego, "przepraszam ze zyje" dziewczecia stawalam sie powoli,
        pelna wiary w siebie, otwarta na swiat kobieta. Wnioslam to doswiadczenie i
        szacunek do siebie w nastepny zwiazek, zbudowany na wzajemnym szacunku i
        przekonaniu,ze odejscie i samotnosc nie musi byc tragedia.
      • charlize79 Re: przelamujac fale 17.02.06, 20:24
        Ja czuje, ze stoje wlasnie przed kolejnym waznym etapem w moim zyciu. Jeszcze
        rok temu nie wszystko tak dobrze sie ukladalo. Samotnosc, brak zrozumienia,
        brak perspektyw. Dzis moge powiedziec, ze na dobre zaaklimatyzowalam sie w moim
        nowym kraju, koncze wlasnie studia, ktore po przerwaniu w Polsce postanowilam
        tu kontynuowac, niedlugo czeka mnie wlasne wesele, mam tez nadzieje na dobra
        prace smile Ostatnie 2 lata byly bardzo intensywne. Wydaje sie, jakby przybylo mi
        dziesiec lat madrosci. To wlasnie teraz zrozumialam, ze potega tkwi w spokoju.
        Jestem siebie bardziej pewna, wiem czego chce i smialo daze do zrealizowania
        moich marzen. Wiem, ze przede mna jeszcze mnostwo ciekawych przezyc i jestem
        pewna, ze za pare lat 30-tka nie bedzie dla mnie zadnym problemem. Aby stac sie
        taka osoba jaka teraz jestem, tez musialam pozegnac sie z wieloma rzeczami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka