Gość: czyterap
IP: *.chello.pl
24.09.09, 11:13
Trochę o korzyściach bycia profesorem -literatem.I nie tylko.
Jeszcze teoretykiem literatury, feministką, krytyczką literacką , naczelną
pisma literackiego.
Czytelnik po prostu rzucany jest na kolana i zmuszany do słuchania, notowania,
przyswajania sobie prawd uniwersalnych , naukowych , pewnie
jakoś dowiedzionych.Po chwili zaczyna sobie jednak zadawać pytania.
Na przykład :
Profesorka twierdzi , że wszystkiemu winien PRL, był nawet powodem
alkoholizmu Jasia.A na przykład w PRL-u profesorowie twierdzili ,ze
są to smutne pozostałości po kapitalistach, zaborcach, okupantach.
Poza tym ,dlaczego autorka Iwasiów coś opowiada, a uczona i teoretyczka
literatury natychmiast to objasnia ciemnemu czytelnikowi
i zmusza do przyjęcia prawdy o autorce Iwasiów ,a nawet występuje
/znowu /jako głosiciel prawd ogólnych.
Dobrze, ze nie zaryzykowała twierdzenia, iż to z powodu przesolonej
zupy.
Pisarka, uczona pisze z perspektywy feministycznej .Musi to oznaczać
nieszczęsliwe małżeństwo, eksploatowanie dziewcząt przez jakiegoś
bezdusznego samca.
Autorka pisze, profesorka zatwierdza.
A nie wszystkie feministki tak myslą , a często takie postawy wobec
małżeństwa, seksu widzi się u kobiet wykorzystywanych w dzieciństwie lub po
tzw.przejściach .Wiele kobiet zaliczających romanse z zonatymi
nasłuchało sie o tym , ze tylko z obowiązku , ze względu..itd muszą
tkwić przy zonach .
Profesorka wie jednak swoje.
Autorka pisze, ze w Szczecinie ludzie są smutni. Profesorka
przedstawia to jako prawdę naukową.No i niech ktoś spróbuje powiedziec,że nie.
-Szukanie tożsamości , małżeństwa mieszane to droga do porażki.
Profesorka wygłasza to jako pogląd .No i spróbuj się człowieku
kłócić!
Można kontynuować.Ale po co? Po co czytać książkę pisarki Iwasiów,
skoro profesorka Iwasiów wszystko już nam wyłożyła ex catedra?