amakowicz
27.10.04, 18:38
Wstajemy rano do pracy, która nam nic nie daje (prócz pieniędzy). Pracujemy
kilkanaście godzin po to żeby stworzyć wielkie nic. Później wracamy do domu i
siadamy przed telewizorem, ponieważ jesteśmy tak bardzo zmęczeni, że nie mamy
na nic już siły. W pracy nawiązujemy płytkie kontakty z innymi ludźmi, stają
się dla nas tłem pracy. Szef staje się postrachem, który motywuje do pracy.
Idziemy spać tylko po to żeby rano znowu wstać. Czemu nie widzę do diabła
ciężkiego sensu w tym wszystkim? I czemu zaczynam pisać głupoty?