Gość: antyk
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.02.05, 12:26
Nareszcie „Gazeta Wyborcza” znalazła właściwe sobie zastosowanie. Po
pojawieniu się „listyWildsteina” zajęła postawę służebną, z której w swoim
czasie zasłynął Tadeusz Mazowiecki. Służy mianowicie do podcierania oczu i to
nie tylko dawnym konfidentom, ale również bohaterom podziemia. Bowiem nawet
taki twardziel, jak Bogdan Borusewicz, kiedy widzi konfidenta „Rejtana”, co
to przyszedł do niego po słowa przebaczenia, przecież nie wytrzymuje
napięcia „kuli się i zaczyna szlochać”. Aż strach pomyśleć, co mogłoby stać
się dalej, gdyby na miejscu nie było przedstawicieli „Gazety”. Zaraz podtarli
mu łzy i dzięki temu wszystko zakończyło się, jeśli nawet nie wesołym
oberkiem, to przecież dobrą radą, żeby „Rejtan” jak najszybciej przedstawił
własną wersję dzieciom, zanim od kogoś innego usłyszą wersję prawdziwą. To
właśnie jest najważniejsze; prekursorem tej metody była Małgorzata
Niezabitowska, drukując w „Rzeczpospolitej” wzruszający artykuł „Prawdy jak
chleba”, no ale miała pecha, bo przezorny gen. Kiszczak porobił mikrofilmy,
zanim niektóre teczki wydał na spalenie. Po tym wszystkim zrozumieliśmy, że
pan red. Michnik, nazywając gen. Kiszczaka „człowiekiem honoru” nie tyle
stwierdzał fakt, co pytał: kim pan jest, generale Kiszczak? Czy człowiekiem
honoru? Ale jak przestrzega poeta: „ten się błaźni, co policjanta zaufa
przyjaźni”, a cóż dopiero takiego oberpolicmajstra, jak generał? Toteż red.
Michnik powrócił do kraju, najwyraźniej zaniepokojony, że teczkami zajęły się
osoby nieprzeszkolone: jakiś Warzecha, Jerzyna, Perzyna - i Semka. Co red.
Michnik ma przeciwko Semce - czyżby za granicą zaraził się antysem(k)ityzmem?
Więc kiedy okazało się, że „Gazeta” znakomicie nadaje się do podcierania łez,
dwie siostry miłosierdzia, panie Anna Bikont i Joanna Szczęsna, ruszyły w
Polskę, by już podcierać ludzi z listy hurtowo. Każdy z nich puszcza
wzruszającą wersję, w której widać jak na dłoni, że po prostu przechytrzali
głupich ubeków na wyścigi, więc tamci umieścili ich w ewidencji przez złość i
zem-stę. Skoro tak, to po co w ogóle do tych teczek zaglądać? Jasne, że nie
ma po co i Konstanty Gebert daje do zrozumienia, że najlepszym sposobem
wybrnięcia z kłopotliwej sytuacji jest zachowanie wyniosłego milczenia.
Ludzie z listy będą teraz wyniośle milczeli, a „Gazeta Wyborcza” nie tylko
podetrze im łzy, ale wszystkich tych „Warzechów, Jerzynów, Perzynów” i innych
gojów, a nawet i Semków zwyczajnie przytłoczy autorytetem i rozsmaruje na
podłodze. Na tym w końcu polega organizatorska funkcja prasy, tego przecież
uczył Lenin, a nawet Leszek Kołakowski, zanim jeszcze nie popadł w
religianctwo.
Skoro tedy na odcinku propagandowym sprawa jako tako została wstępnie
opanowana, to wypadało też pomyśleć i o odcinku politycznym. Tu sprawa jest
bardziej skomplikowana z tego przede wszystkim względu, że w tym sezonie jest
rozkaz, by społeczeństwo odwróciło się od partii politycznych ku działaczom
bezpartyjnym. Działaczy bezpartyjnych ci u nas dostatek, ale chodzi przecież
nie tylko o to, by to byli towarzysze bezpartyjni, ale i sprawdzeni w różnych
sytuacjach. Tym właśnie tłumaczę sobie reaktywację mumii Tadeusza
Mazowieckiego, można powiedzieć - prekursora „postawy służebnej”, którą
potrafił z wdziękiem prezentować podczas wszystkich „etapów” PRL. Pan
Mazowiecki już oświadczył się był przeciwko lustracji, zwłaszcza „dzikiej”,
więc można znowu rzucić go na odcinek polityczny z pełnym zaufaniem, że obok
prof. Belki, prof. Hausnera, Marka Borowskiego, Andrzeja Olechowskiego, a być
może również Dariusza Rosatiego, własną piersią ochroni nie tylko wszystkie
fałszywe legendy i mity założycielskie III Rzeczypospolitej, ale zapewni
następne 15 lat dobrego fartu. W obliczu takiej perspektywy ożywił się
szalenie prof. Marian Filar z Torunia. Na tamtejszym uniwersytecie, który
zdaje się musi być niezłym parkiem jurajskim, powstała już komisja
wystawiająca certyfikaty moralności, taka sama, jaką dla KUL-u wyznaczył Jego
Ekscelencja. Toteż prof. Filar powiada, że podział na komuchów i antykomuchów
nie ma już sensu. Ano, skoro wszyscy są na liście - to rzeczywiście. „Stalin
wszystkich bojów naszą chwałą, Stalin to młodości naszej brat...!”. To
znaczy - oczywiście nie żaden Stalin, uchowaj Boże, apage, co by na to
powiedziała w Waszyngtonie Kondoliza. Młodości naszej drugiej patronują
zombie w kopalnej postaci Tadeusza Mazowieckiego, który w ramach słynnej
postawy służebnej podżyruje czek bez pokrycia Aleksandrowi Kwaśniewskiemu,
żeby po 50 latach od bolesnego zerwania wreszcie doszedł do skutku
historyczny kompromis „Chamów” z „Żydami”.
Ale, jak uczył Lenin, przecież nie Tadeusz Mazowiecki, nie Marek Borowski,
nie Marek Belka, nie „charyzmatyczny” Jerzy Buzek ani nawet nie Andrzej
Olechowski z „wywiadu gospodarczego” decyduje o sile partii, jaka by ona
była - czy centrolewicowa, czy nawet centroprawicowa. O sile partii, owszem,
decydują kadry, ale w tym właśnie mylił się Stalin, że myślał, iż „o
wszystkim”. Tymczasem Lenin uczył, że „o wszystkim”, a więc i o sile partii
decyduje więź z masami. Jak partia utrzymuje więź z masami, to wszystko jest
w jak najlepszym porządku, Jak tylko traci więź z masami, to zaraz zaczynają
się kłopoty. A zatem, czy inicjatywa partii centroprawicowolewicowej z
udziałem Janusza Steinhofa, Tadeusza Mazowieckiego i Unii Wolności nie
mogłaby nawiązać więzi z masami? Gdybym był consigliore prezydenta Aleksandra
Kwaśniewskiego, to bym doradzał jedno: Krzyknąć - LUSTRACJĘ ZATRZYMAM! Jestem
pewien, że już następnego dnia centroprawicowolewicowa partia prezydenta
Kwaśniewskiego miałaby milion gorliwych członków, a pozostałe 200 tysięcy z
listy dołączyłoby w najbliższym tygodniu. Wsparcie medialne
zapewniłaby „Gazeta Wyborcza”, bo w przeciwnym razie po co red. Michnik
wracałby z ciepłych krajów? Nie tylko podcierałaby łzy, nie tylko podziwiała
heroizm wzgardliwego milczenia Konstantego Geberta, ale wszystkim „Warzechom,
Jerzynom, Perzynom” i innym gojom pokazałaby ruski miesiąc. Masy zobaczyłyby
wreszcie, że znów ktoś myśli o państwie i zrozumiały, że jak jest taki
rozkaz - to próżno wierzgać przeciwko ościeniowi. Zresztą w razie wątpliwości
pewnie i Ekscelencja poćwiczyłby trochę postawę służebną, wypuszczając jeden
czy drugi list pasterski. Krótko mówiąc, jedność moralno-polityczna narodu
zostałaby przywrócona, dzięki czemu - kto wie - może dałoby się wytargować w
gestapo jakieś znośniejsze warunki praktykowania postawy służebnej w Unii
Europejskiej?
Stanislaw Michalkiewicz