Gość: Falanga1
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.04.05, 09:04
Piszę to w sobotę - 9 Kwietnia 2005 r. Dzisiaj pożegnaliśmy, naszego
ukochanego Papieża, Jana Pawła II.
Ten tydzień od pamiętnej soboty 2 kwietnia, kiedy zmarł Ojciec Święty, był
dla mnie, i myślę dla nas wszystkich, okresem ciężkim, okresem smutku, żalu,
wielu wylanych łez. Był również, okresem próby, jak zachowamy się, w obliczu
śmierci osoby tak bliskiej naszemu sercu. To wszystko, co się przez ten
tydzień wydarzyło, napawa mnie dumą za nas wszystkich, dumą, że jestem synem
tego Narodu. Pokazaliśmy całemu światu, że Polacy są Narodem niezłomnej wiary
i wielkiego serca. Narodem, który potrafi się zorganizować wokół spraw
ważnych, zapominając o codziennych utarczkach i zwadach.
Przykre jedynie, że głowa naszego państwa, a raczej pan, który jeszcze
sprawuje urząd prezydenta naszego kraju, nie potrafił stanąć na wysokości
zadania. Nie potrafił nawet w takim momencie, przeprosić Ojca Świętego i nas
wszystkich, za swoje pamiętne zachowanie na lotnisku w Kaliszu. Nie potrafił
powiedzieć nic od siebie, potrafił tylko odczytać z karteczki kilka niewiele
mówiących zdań. Pocieszające jest to, że ten pan już niedługo - nie
będzie „Naszym” prezydentem.
Działy się, przez te dni rzeczy niesłychane, jednoczący się kibice
wrogich drużyn, byki ogolone na łyso, klęczący i modlący się na stadionach i
płaczący jak małe dzieci. Przepełnione od świtu do nocy kościoły, setki
tysięcy, o ile nie miliony w pielgrzymce do Watykanu, aby na miejscu pożegnać
Ojca Świętego. Serce mi rosło, gdy widziałem setki tysięcy, rozmodlonych
ludzi na placu Piłsudskiego. Serce rosło, gdy widziałem rozświetloną
milionami światełek, Aleję Jana Pawła II. On nas szukał, a my przyszliśmy do
Niego.
Otuchą i wiarą w przyszłość, napawał widok jednoczących się ludzi na
modlitwie, w białych marszach, na mszach organizowanych w kościołach i na
placach. Jak również, zwykła ludzka życzliwość, którą dostrzegaliśmy na
każdym kroku. Ostatni raz spotkałem się z czymś takim, jeszcze za komuny,
kiedy jednoczyliśmy się pod znakiem Krzyża i Solidarności. Bardzo chciałbym,
żeby tak jak wtedy, tak i teraz nasza jedność przyniosła widoczne rezultaty.
Czas pokaże czy tak się stanie.
To nie jest tak, że zboże zasiane, od razu wydaje plon, trzeba do tego czasu.
On o tym wiedział, dlatego niezłomnie jeździł po świecie, również do Nas - i
siał. Widać gołym okiem, że jego praca nie poszła na marne. Mam wrażenie, że
w tych dniach, zstąpił na naszą ziemię Duch Święty, który, mam nadzieję, już
na zawsze odmieni jej oblicze. Myślę, że sporo z tego, czego nas nauczał
Ojciec Święty; dobroci i miłości dla bliźniego, miłości do Ojczyzny i
poczucia obowiązku, jest i zostanie w każdym z nas. Zapewne znajdą się tacy,
którzy będą ten fakt bagatelizować, umniejszać lub wyśmiewać, którym bardzo
nie na rękę jest to co się wydarzyło, to że zadaliśmy kłam lansowanej przez
nich opinii, że Polacy potrafią się tylko kłócić, okradać jeden drugiego i
nie są zdolni do żadnego konstruktywnego działania.
Pewne jest, że godnie i mądrze pożegnaliśmy, umiłowanego przez Nas
wszystkich, papieża Jana Pawła II, Największego w historii Polaka i
Największego Papieża.
Za to drodzy rodacy, serdecznie z całego serca, Bóg Wam zapłać.
Falanga1