07.07.05, 17:11
Władze Izraela chcą, by Stany Zjednoczone zapłaciły za wycofanie żydowskich
osiedli ze Strefy Gazy i likwidację 4 osad na Zachodnim Brzegu Jordanu.
Koszty tej operacji rząd Ariela Szarona oszacował na 2 mld USD.
Na rozmowy do Waszyngtonu w tej sprawie mają się udać w przyszłym tygodniu
przedstawiciele izraelskiego rządu - poinformowała wczoraj Agencja Associated
Press. Żydzi uważają, że władze USA powinny zapłacić za przeniesienie
izraelskich baz wojskowych i stworzenie warunków do wzniesienia osiedli na
Pustyni Negew, gdzie ma trafić większość z 9 tys. osadników ewakuowanych ze
Strefy Gazy. Ewakuację Izraela z tej przyszłej palestyńskiej enklawy ma
zabezpieczać 45 tys. żołnierzy i policjantów.
Izrael obawia się podczas tej operacji ataków ze strony palestyńskich
radykalnych organizacji. Jak na razie ma jednak większy problem z żydowskimi
osadnikami, z których część toczy niemal uliczne bitwy z żołnierzami,
sprzeciwiając się opuszczeniu Gazy.
Państwo żydowskie zobowiązało się w ubiegłym roku do oddania jej Autonomii
Palestyńskiej. Przygotowania do tej operacji trwają od dłuższego czasu.
Władze palestyńskie szkolą specjalne oddziały policji, które mają przejąć
kontrolę w tej enklawie i zapobiegać atakom na terytoria izraelskie
Obserwuj wątek
    • Gość: Ariel Re: Usrael IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.05, 20:40
      Jak to się dzieje że ambasada Izraela była ostrzezona o ataku na Londyn.
      Dlaczego tylko ta?
      • Gość: sredni4 Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.05, 20:49
        tak samo było z atakiem 11.09.01. Wniosek kto te ataki inspiruje i korzysta z
        nich?
        • Gość: Ariel Re: Usrael IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.05, 21:53
          Nasuwające sie wnioski są oczywiste, zbyt oczywiste .Czy świat może być tak
          zakłamany?
    • Gość: marek Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.05, 11:26
      EPIDEMIA TERRORU I JEJ SIEWCY



      Terror, jako forma głośnego (i zazwyczaj krwawego) protestu przeciwko światu,
      którego wielu nienawidzi, jest stary jak sama cywilizacja, zwłaszcza ta, która
      zaczęła wytwarzać coraz to skuteczniejsze środki wybuchowe. W Szwajcarii (i po
      części we Francji), w latach 1970tych byłem dwukrotnie świadkiem eko-terroru,
      kiedy niezidentyfikowani obrońcy przyrody wysadzili w powietrze kolejki linowe
      w La Grave w Parku Narodowym Vanoise, a potem na Aiguille du Midi w Chamonix.

      Sekretne nabycie materiałów wybuchowych nie jest bynajmniej rzeczą łatwą i
      odpowiednie, tajne służby państwowe, jeśli tylko chcą, bez większych trudności
      są w stanie namierzyć handlarzy, czy też wytwórców-amatorów takich środków. Z
      tego powodu, powtarzający swe akcje terrorysta, skazany jest praktycznie na
      samotność, jak to było w sławnej przed kilkunastu laty historii amerykańskiego
      unabombera, Teda Kaczynskiego. Tego matematyka, “wroga nowoczesnej techniki”,
      zdradził w końcu, za nagrodę miliona dolarów, własny brat. Rozpoznał on bowiem
      literacki styl “listów rozpaczy”, jakie terrorysta, pod groźbą użycia bomb
      domowej roboty, drukował w wielkonakładowych amerykańskich gazetach.

      Agentom bezpieczeństwa łatwo jest przeniknąć w wąskie kręgi ludzi, decydujących
      się wymuszać swe prawa za pomocą eksplozji. Akcje terroru, zwłaszcza te na
      większą skalę, muszą więc mieć przynajmniej cichą zgodę odpowiednich służb
      państwa. W przypadku zatem większych i powtarzających się eksplozji,
      automatycznie zaczyna się podejrzewać tajne służby krajów, gdzie pojawiają się
      ogniska terroru. Tak było w przypadku serii bardzo krwawych wybuchów w Rosji,
      pod koniec roku 1995, kiedy to, np. w bloku mieszkalnym w Wołgodoniecku,
      zginęło jrdnoczesnie aż 300 osób. O akcje te oficjalnie oskarżono Czeczeńców.
      Natomiast, jak pisze rosyjsko-izraelski dysydent-dziennikarz, Israel Adam
      Shamir, zbiegły z Rosji miliarder Borys Bierezowski oskarża o te czyny innego
      wpływowego żydo-rosyjskiego miliardera,
      Anatolija Czubajsa. Ten “Wielki Prywatyzator” Rosji, za pomocą bomb
      podkładanych przez kierowane przez niego podówczas rosyjskie służby specjalne,
      skutecznie ugruntował w Rosji ustrój demokratycznego autorytaryzmu, firmowanego
      przez prezydenta Putina.

      Jeszcze bardziej otwarte oskarżenie o rządowe wsparcie podziemnego terroru,
      doszlo do nas z post-radzieckiego Uzbekistanu. Pod koniec marca br., w
      Taszkencie wybuchło kilka bomb, zabijając blisko 50 osób. Posiadający pewne
      dojścia do światowych środków masowego przekazu, lokalny przywódca talibów,
      Jakub, ogłosił: Akty teroru w Taszkencie są dziełem samych władz Uzbekistanu i
      służb specjalnych. Rząd Uzbekistanu zdecydował się na ten krok, aby pokazać
      społeczności narodowej, że musi walczyć z terroryzmem, a zatem nie może sobie
      pozwolić na luksus (poprawiających byt ludności) reform (“Przegląd”,
      15.4.2004). Jak pisze “Przegląd”, silnie pro-amerykański prezydent Uzbekistanu,
      Karaimow, dzięki tym ostatnim wybuchom w Taszkencie, z pewnością umocni swą
      słabnącą władzę. Warto przypomnieć w tym
      kontekście, żedzięki wydarzeniom 11 września 2001 w Nowym Jorku,, USA uzyskało
      na terenie Uzbekistanu pretekst do pokojowego przejęcia wielkiej, post-
      radzieckiej bazy wojskowej w Chanabadzie, w pobliżu nie tylko Afganistanu, ale
      i Chin.

      • Gość: marek Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.05, 11:28
        Zniewolić Europę bombami

        Oczywiście opinie, czy to zbiegłego z Rosji miliardera, Bierezowskiego, czy
        uzbeckich talibów, czy nawet polskiego dziennikarza z “Przeglądu”, nie są
        miarodajne. Formalne potwierdzenie tajnego zaangażowania się największych
        państw Zachodu w akcje terrorystyczne, mające na celu utrzymanie władzy przez
        rządzące w tych krajach “demokratyczne mafie”, przyszło z samego Zachodu.
        Włochy nawiedziła fala terroru już w latach 1970tych, kojarzona podówczas w
        szczególności z maoistycznymi Czerwonymi Brygadami. Dzięki
        kompletnemu “załamaniu się” włoskich organów bezpieczeństwa pod koniec lat
        1980tych, bardziej odważnym dziennikarzom, w ramach akcji mani pulliti (czyste
        ręce), udało się dotrzeć do tajnych akt policji.

        Wyszły, na krótko nagłośnione, bardzo szczegółowe dane, kto tak naprawdę stał
        za zamordowaniem premiera Aldo Moro i za innymi okrutnymi aktami terroru, np.
        za podobnym do niedawnego w Madrycie, zamachem bombowym w 1980 roku, na dworcu
        w Bolonii, w trakcie którego śmierć poniosło 86 przypadkowych osób. Wtedy o
        morderstwo to oskarżono włoskich narodowców i skazano ich na wysokie wyroki.
        Dane o terrorze lat 1970 opublikował angielski publicysta, Philip Willan, w
        książce “Puppetmasters – The political Use of Terrorism in Italy”, (Constable,
        London, 1991; Manipulatorzy marionetek – polityczne pożytki z terroryzmu we
        Włoszech). Pozwolę sobie przytoczyć kilka wyjątków z recenzji tej
        trudnodostępnej książki, napisanej przez Petera Drewa i wydrukowanej przez
        angielski kwartalnik “Perspectives” (nr
        3/1993). Recenzja ta nosi bardzo wymowny tytuł: “USA bombardują Europę by ją
        sobie podporządkować”:

        Mistrzowska praca Philpa Willana bada w sposób szczegółowy i wart pochwały
        okres terroru we Włoszech, którego interpretacja w ostatnich latach podległa
        radykalnej, wymuszonej zmianie. Najrozmaitsze zakręty i zwroty są dostatecznie
        skomplikowane, by wypełnić 358 stron, ale przebija się prze nie główna idea, że
        terroryzm, w ciągu dwóch dekad od 1969 roku, był kontrolowany przez państwo, w
        ramach “strategii napięcia”, aby odstraszyć wyborców od tak zwanych
        partii “ekstremistycznych”, głównie komunistów, które miały podówczas szanse
        zdobycia władzy. Uwidocznionymi w tytule książki “Manipulatorami marionetek”
        szybko okazują się Amerykanie, zdecydowani, by utrzymać pro-amerykańskie i pro-
        NATO-wskie elementy u szcztu władz włoskiego państwa (...)

        Strategia napięcia

        Autor wyszczególnia, w jaki sposób w celu realizacji “strategii napięcia”
        osiągnięto tajny poziom współpracy służb wywiadowczych pomiędzy Włochami i
        Stanami Zjednoczonymi i odkrywa elementy wskazujące na tę współpracę –
        włączając w to wewnętrzne memoranda CIA. W konkluzji pisze on: Nie ma powodów
        by wątpić, że gros odpowiedzialności za to, co się działo jako wynik “strategii
        napięcia”, spoczywa na Stanach Zjednoczonych. Od końca II Wojny Światowej Stany
        Zjednoczone wywierały wielki i tylko stopniowo zmniejszający się wpływ na
        włoskie tajne służby, jest zatem nie do pomyślenia, że służby te, bez zgody
        wojskowego przywództwa NATO, mogły być uwikłane w większe afery, także te,
        związane z terroryzmem.

        Peter Drew posumowywuje swą recenzję “Manipulatorów marionetek” w następujący
        sposób: Najbardziej istotna rzecz, jaka wyłania się z badań przeprowadzonych
        przez Willana, to fakt, że tak zwana “amerykanizacja” krajów określanych
        jeszcze niedawno mianem Wolnej Europy, nie jest li tylko sprawą amerykańskich
        mód, dziwactw i sub-kultur, które erodują istniejące kultury narodowe. Bardzo
        wyraźnie istnieje konkretny, kontrolowany przez USA, “system” lub tajny (nad)
        rząd, utrzymujący władzę ponad poziomem wszystkich, wydajacych się
        być “niezawisłymi” krajami.

        I właśnie z perspektywy tych rewelacji Philipa Willana, (które natychmiast
        ukryto gdzieś w bibliotekach), należy patrzeć na coraz bardziej rozkwitającą na
        świecie “epidemię” terroru, którą (niewidzialnie kontrolowane) mass-media
        automatycznie łączą z działalnością tajnych arabskich, antyamerykańskich
        ugrupowań, w rodzaju Al Kaidy. Ta muzułmańska ekstremistyczna organizacja,
        założona została w latach 1970tych przez CIA oraz pakistańską ISI, w celu
        zwalczania komunizmu w Afganistanie.

        • Gość: marek Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.05, 11:28
          Strażak-podpalacz

          Jak się konstruuje ogniska islamskiego terroru, opisał, w jednym ze swych
          wywiadów, były niemiecki minister ds. nauki i techniki, Andreas von Bülow,
          który poznał, w okresie gdy był ministrem, od podszewki działalność tajnych
          służb zarówno NRD, jak i RFN. Von Bülow uparcie twierdzi, że atak, taki jak ten
          z 11 września w USA, musiał być zorganizowany przy wydajnej pomocy władz
          tego “super” kraju. Na poparcie swej argumentacji, przytoczył on nieznane
          szerszej publiczności szczegóły wcześniejszego ataku na World Trade Center, w
          1993 roku, w trakcie którego sześć osób zostało zabitych, a tysiąc rannych: W
          centrum tego był twórca bomby, były egipski oficer, który wciągnął w to kilku
          muzułmanów dla dokonania zamachu. Zostali oni przemyceni do Ameryki przez CIA,
          mimo że Departament Stanu odmówił
          im wjazdu. Jednocześnie przywódcą tej grupy był informator pracujący dla FBI,
          który wszedł w układ z władzami: w ostatniej chwili niebezpieczny materiał
          wybuchowy miał zostać podmieniony na nieszkodliwy proszek. FBI nie dotrzymała
          umowy. Bomba wybuchła, jakby to powiedzieć, za wiedzą FBI. Oficjalna wersja
          zbrodni została wkrótce ustalona. Kryminalistami okazali się źli muzułmanie
          ( “Tagesspiegel” 13.1.2002).

          Wysiłki sekretnego “nad-rządu” świata, aby muzułmanów – tak jak wcześniej
          komunistów – przedstawić, jako zawodowych kryminalistów, trwają już kilka
          dekad. W tym celu tajne służby USA zrobiły wszystko, aby rozdmuchać
          fundamentalizm islamski, czego świadectwo mieliśmy (i mamy) w Bośni, Algierii,
          czy też w Rosji (Czeczeni), a nawet w Chinach (Ujgurzy). Po rozdmuchaniu tych
          ognisk religijnej nietolerancji, zgodnie z logiką postępowania strażaka-
          podpalacza, Korporacja Pokój made in USA, występując jako pełen cnoty bojownik
          ze światowym terroryzmem, stara się “sprzedać” światu swe usługi. W ramach
          samozwańczej roli światowego żandarma, USA w sposób ‘wyprzedzający’ zaczęły
          atakuje kraje, które mogą budzić podejrzenia o to, że hołubią globalnych
          terrorystów (Afganistan), lub posiadają zakazane
          bronie (Irak).

          O metodzie strażaka-podpalacza pisał niedawno jeden z mych korespondentów w
          byłej Jugosławii, Sasza Papowić. Wedlug niego, pod hasłem “walka z terrorem”,
          rządząca w Ameryce klika stara się doprowadzić do współdziałania
          najważniejszych tajnych służb świata, a zwłaszcza Rosji i USA. Poprzez te
          właśnie służby, będzie można sprawować kontrolę nad praktycznie wszystkimi
          krajami, w sposób niemalże doskonały. W Moskwie, jesienią 2002 roku,
          odpowiednio wyszkolony (i wyposażony) oddział czeczeńskich bojowników zajął
          Teatr na Dubrowce, wraz z blisko tysiącem widzów, w tym wielu obcokrajowców.
          Ta, prawdziwie militarna operacja, musiała się oczywiście odbyć za cichym
          przyzwoleniem – lub wręcz dzięki zaproszeniu – rosyjskiej FSB, która ze
          szczególną dokładnością inwigiluje diasporę czeczeńską w
          Moskwie. Jak pisze Papowić, na skutek tego zamachu, nazwanego przez prasę
          globalistyczną “moskiewskim 11 września”, rząd Putina dał się przekonać do
          antyterrorystycznej współpracy z USA i po cichu udostępnił Amerykanom rosyjskie
          szlaki komunikacyjne, które ułatwiły, zaplanowane jeszcze przed 11 września
          2001 roku, uderzenie wyprzedzające USA na Irak..

          Kluczowe wydarzenia z 11 września też oczywiście nie mogły mieć przebiegu, jaki
          do dzisiaj lansowany jest przez media. Żadni Arabowie, uzbrojeni w plastikowe
          noże do rozcinania kartonu (że Amerykanie w to wierzą!), nie sterroryzowali
          załóg oraz pasażerów porwanych samolotów. Wszystkie samoloty były przecież
          wyposażone w programy komputerowe, które w wypadku porwania samoczynnie
          przekazują samolot pod kontrolę z ziemi, niezależnie od woli pilota. (Jest to
          zabezpieczenie używane w samolotach typu Boeing już od lat 1970tych.) Nawet
          tego, pokazanego nam w telewizji manewru nagłego skrętu o prawie 180 stopni,
          jaki wykonał pasażerski Boeing, bezpośrednio przed uderzeniem w drugą wieżę
          WTC, nie mógł wykonać żaden żywy pilot. Jak obliczono, w trakcie tak nagłego
          zwrotu przeciążenie wynosiło 5-6 g
          i zwykły pilot nie dałby rady utrzymać sterów. Wkrótce po 11 września, nie
          dopuszczona do szerszego naglośnienia komisja, złożona z 200 cywilnych i
          wojskowych pilotów USA, stwierdziła, że hiper-precyzyjnego uderzenia w sam
          środek wieży WTC najprawdopodobniej dokonano za pomocą bezpilotowego Boeinga,
          zdalnie sterowanego przez AWACS, zaś w Pentagon uderzono albo latajacą bombą,
          lub bezpilotowym samolotem, znacznie mniejszym od Boeinga.

          W USA, już od wielu dekad największe zamachy pozostają niewyjaśnione. Dopiero
          niedawno ujawniono, że do prezydenta Kennedy'ego w 1963 roku, w Dallas,
          strzelało aż czterech (lub nawet pięciu) snajperów. Podobnie jak w Dallas przed
          czterdziestu laty, także wydarzenia 11 września były wewnętrzną robotą klik
          rządzących USA. Zapewne posłużyły się one podwykonawcami, najprawdopodobniej ze
          specjalizującego się w zamachach ‘hi-tech’ Izraela. Jest on jak najżywotniej
          zainteresowany robieniem z Arabów kryminalistów. Podobnie sławna Komisja
          Warrena, po zamachu na Kennedy'ego, nic nie potrafiła wyjaśnić, tak zapewne nic
          istotnego nie powiedzą nam kolejne oficjalne komisje, powoływane obecnie w USA,
          do naświetlenia sprawy 11 września.

          Jeśli zaś chodzi o samą ideę Globalnej Wojny z Terrorem, to modelem dla
          zachowania się USA w świecie, jest postępowanie zwykłej mafii – chociażby tej
          pruszkowskiej, albańskiej lub czeczeńskiej – która stara się uzyskać kontrolę
          nad wszelkimi intratnymi biznesami operującymi na jej terenie. “Niewidzialni
          terroryści” wytrwale i sprytnie podkładają bomby pod sklepami, restauracjami i
          przedsiębiorstwami, którymi zamierzają się “zaopiekować”. W końcu zrezygnowani
          i zastraszeni właściciele oraz użytkownicy zgadzają się na płacenie haraczu, a
          nawet i na całkowitą penetrację swych biznesów przez, coraz częściej
          występujących po cywilnemu (patrz Irak dzisiaj),
          bezwzględnych, “ponadnarodowych“ mafiosów. W wypadku USA oraz Izraela, chodzi
          tutaj o super-mafiosów, otwarcie wzorujących się na
          zachowaniach biblijnego ludu bożego (tzw. narodu wybranego), którego uwielbianą
          zabawą było ściąganie na inne narody Plag Egipskich. Plagi te odrodziły się
          ostatnio w Europie Wschodniej, w formie koniecznych gospodarczych reform, zaś w
          innych globalizowanych krajach w formie epidemii bombowo-religijnego terroru,
          bardzo wyraźnie podsycanego przez sekretny “Nad-rząd” Cywilizacji Zachodu.

          • Gość: USrael Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.05, 11:30
            Post Scriptum

            Kilka tygodni po otrzymaniu przeze mnie przytoczonej powyżej analizy Saszy
            Papowicia, “Polityka” opublikowała w kwietniowym numerze (15/2004) wywiad z
            amerykańskim filozofem, Richardem Rortym, który proroczo przewiduje: terroryści
            przez długi czas będą odnosili sukcesy, aż społeczeństwa i państwa zgodzą się
            zrezygnować ze swej suwerenności na rzecz jakiegoś demokratycznego Rządu
            Światowego. Bo i o to właśnie chodzi Nowej Super Cosa Nostra (tak Grupę
            Trzymającą Władzę w USA nazywają co światlejsi Żydzi), której ten filozof jest
            pół-oficjalnym rzecznikiem prasowym.

            Nadchodzące z Iraku od początku kwietnia informacje, wskazują, że metoda
            Karaimowa, oskarżenia islamskich ekstremistów o rosnącą falę zamachów,
            przestała się w Iraku sprawdzać. Podobnie zresztą, jak to się stało miesiąc
            wcześniej w Hiszpanii, gdzie naprędce zorganizowany zamach nie uratował pro-
            amerykańskiego rządu Aznara. Irakijczycy zaczęli bowiem stosować “lustrzaną”
            (wobec Amerykanów) metodę oskarżania okupantów o zamachy, wyraźnie wymierzone w
            miejscową ludność. W związku z tymi powtarzanymi oskarżeniami, miłujący wolność
            okupanci zamknęli lokalny tygodnik, publikujący te “oszczerstwa”, co stało się
            hasłem do anty-amerykańskiego powstania.

            Przy okazji zaś linczu w Faludży, na początku kwietnia br., wyszlo na jaw, że
            dzielni Jankesi zainstalowali w Iraku, jako cywilnych prywatnych ochroniarzy,
            ok. 15 tys. byłych komandosów i agentów służb specjalnych, opłacanych do
            tysiąca dolarów za dzień “pracy”. (Dla porównania, zwykli iraccy policjanci
            otrzymują od okupantów 1,5 dolara za dzień pracy.) Informacja ta zbiegła się z
            inną, wyczytaną w internecie, że od roku w Iraku zamordowano skrycie ok. 1000
            przedstawicieli miejscowej inteligencji. Informator obwiniał Izrael, żywotnie
            zainteresowany likwidacją arabskiej inteligencji na tym terenie.
            Ale “niewidoczna dywizja” 15 tys. “ochroniarzy”, to młodzi ludzie pochodzący z
            wielu kultur, w tym zapewne i z Polski, którzy dla pieniędzy stali się
            podwykonawcami planów re-kolonizacji Iraku
            przez korporacje oraz mafie mające siedziby głównie w Nowym Yorku.

            Zaś cały ten, niewątpliwie hiper-amerykański, program “lobotomizacji” rodzimej
            ludności Mezopotamii, przypomina mi historię Jugosławii kilka lat temu. W
            trakcie sławnych humanitarnych nalotów USA i jego wasali na resztki tego kraju,
            dokładnie pięć lat temu, spotkany podówczas w Moskwie, profesor slawistyki ze
            Skopje, powiedzial mi zrozpaczony: Oni chcą wymordować wszystkich rozumnych
            ludzi! I ta “lobotomia”, nie tylko Irakijczyków i nie tylko Arabów, ale
            dokładnie wszystkich sprzeciwiających się globalizacji osób oraz narodów, to
            jest Program Nowego Amerykańskiego Stulecia (PNAC), które wyraźnie się zaczęło
            11 września 2001.



            Marek Głogoczowski
            • Gość: zbyszek Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.05, 11:37
              . F. Kennedy - pieniądze i śmierć.

              Lichwa, gdy raz dostanie się do władzy, każdy Naród zrujnuje i doprowadzi do
              upadku. Nie warto mówić o suwerenności Parlamentu i demokracji dopóki rząd nie
              odzyska władzy emisji pieniądza i kredytu, i dopóki nie uzna się, ze jest to
              jego podstawowa i nienaruszalna powinność.
              William Lyon Mackenzie King (1935) – kanadyjski premier.



              John Fitzgerald Kennedy był najmłodszym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Był
              także najmłodszym z nich wszystkich, kiedy umierał.

              Urodził się w Brookline, Massachusetts, 9 maja 1917 roku w zamożnej rodzinie. W
              1940 r. ukończył studia na prestiżowym Uniwersytecie w Harvard i od razu
              zaciągnął się do marynarki wojennej. W 1943 roku, łódź patrolowo – torpedowa
              (PT-109), którą dowodził, została staranowana przez japoński niszczyciel.
              Pomimo ciężkich ran, Kennedy do końca komenderował rozbitkami aż do czasu,
              kiedy zostali uratowani przez okręt Stanów Zjednoczonych.

              Po powrocie z wojny, z ramienia partii Demokratów, rozpoczął karierę jako
              zawodowy polityk. W 1961 roku, po publicznych debatach z Richardem Nixonem,
              które śledziła cała Ameryka, został wybrany trzydziestym piątym prezydentem
              Stanów Zjednoczonych. To właśnie z jego inauguracyjnego przemówienia pochodzą
              słynne już słowa: „Nie pytaj, co kraj może dla ciebie zrobić. Pytaj, co Ty
              możesz zrobić dla kraju”.

              Wkrótce po objęciu urzędu, Kennedy został zmuszony do podejmowania trudnych
              decyzji, od których zależał nie tylko los Stanów Zjednoczonych ale także i los
              całego świata. 13 sierpnia 1961 roku Sowieci ukończyli budowę muru
              berlińskiego. W odpowiedzi, prezydent Kennedy podwoił amerykański garnizon w
              Berlinie Zachodnim oraz zapowiedział znaczne powiększenie budżetu obronnego
              Stanów Zjednoczonych. To, jak się wydaje, do pewnego stopnia złagodziło
              sowiecki despotyzm w rejonie Europy Środkowej. Niemniej nie trwało długo, kiedy
              Moskwie zachciało się nowych awantur, tym razem w postaci szmuglowania na Kubę
              rakiet nuklearnych średniego zasięgu. W październiku 1962 roku cały świat
              wstrzymał oddech, kiedy z Białego Domu w Waszyngtonie wyszło
              ultimatum: „radzieckie okręty zawrócą z powrotem do ZSRR albo lotnictwo bojowe
              Stanów Zjednoczonych je zatopi”. Po pełnych napięcia kilkunastu godzinach,
              Moskwa zdecydowała zastosować się do rady prezydenta USA i zawróciła transport
              broni nuklearnej, w związku z czym cały świat znowu odetchnął z ulgą. Tyle
              tylko, że jak pamiętam, potem przez kilka lat jedliśmy sól z wielkiego worka,
              który mama kupiła na wypadek wojny.

              Natomiast wracając do głównego tematu dzisiejszego felietonu, to w listopadzie
              1963 roku J. F. Kennedy odwiedził Dallas, w Teksasie, w ramach nadchodzących
              wyborów prezydenckich, które miały odbyć się następnego roku. Około 12:30, na
              placu Dealey został śmiertelnie postrzelony. Zmarł 24 minuty później. Sylwetka
              prezydenta nie byłaby pełna, gdyby nie wspomnieć o książce, którą napisał w
              1957 roku: „Postacie odwagi” (Profiles in Courage) W tej pozycji, J. F. Kennedy
              opisuje dzieje ośmiu senatorów amerykańskich, którzy w imię prawdy i
              sprawiedliwości ryzykowali nie tylko swe kariery ale także i same egzystencje.

              Wszystkie te dane są powszechnie znane, jako, że pisano na ten temat wiele a
              dyskutowano w niemalże każdym kraju na kuli ziemskiej nawet więcej. Natomiast
              mniej znanym wydarzeniem z życia i działalności byłego prezydenta Stanów
              Zjednoczonych był fakt podpisania przez niego 4 lipca 1963 roku „Specjalnego
              rozporządzenia” (Executive Order) numer 11110.

              Treścią i zamiarem tego zarządzenia było przywrócenie prawa do emisji dolara
              amerykańskiego dla rządu Stanów Zjednoczonych. Jak zapewne PT. szanowni
              czytelnicy „Akcentu Polskiego” wiedzą (pisałem o tym w felietonie „Globalny
              Pacht”) pieniądze w USA są drukowane przez prywatną organizację, znaną pod
              nazwą „Federalny Bank Rezerw”. Jakie to ma czy też może jeszcze mieć
              konsekwencje dla całego amerykańskiego społeczeństwa – nie muszę chyba
              przypominać. Wystarczy tylko pomyśleć, że na przykład pieniądze potrzebne do
              kolejnej agresji międzynarodowej trzeba pożyczać od prywatnych właścicieli
              mennicy. Stąd zresztą tyle tych agresji, szczególnie w ostatnim stuleciu, wszak
              za każdą z nich stały w cieniu finansowe korporacje, wyławiające z rzeki krwi i
              łez tryliony dolarów, funtów, franków i dziesiątki innych walut. Natomiast
              rozporządzenie 11110 z dnia na dzień odbierało prawo do emisji pieniędzy przez
              prywatną organizację i, zgodnie zresztą z konstytucją Stanów Zjednoczonych”,
              przekazywało to prawo rządowi. Od tej pory dolar amerykański miał być oparty na
              srebrze i wolny od długu – to znaczy, że każdy cent miał mieć pokrycie w tym
              metalu, którego zasoby znajdowały się w skarbcu USA. (Dolary Federalnego Banku
              nie maja w ogóle pokrycia) W rezultacie, ponad 4 miliardy dolarów zostało
              wprowadzonych w obieg, w dwu i pięciodolarowych banknotach. Bilety dziesięcio –
              i dwudziestodolarowe były już wydrukowane ale nigdy nie weszły w obieg – śmierć
              dosięgła prezydenta J. F. Kennedy wcześniej.

              Porównując banknoty z napisem „Federal Reseve Note” oraz „United States Note”
              na pierwszy rzut oka nie widać większych różnic. Tyle tylko, że Federalne
              banknoty mają zieloną pieczęć i numer seryjny a te wydane przez rząd Stanów
              Zjednoczonych – czerwone.

              Momentalnie, po śmierci prezydenta, nowe banknoty zaczęto wycofywać z obiegu i
              dziś mają je już tylko kolekcjonerzy.

              Tak więc istotą rozporządzenia 11110 było zatrzymanie gwałtownie narastającego
              długu narodowego Stanów Zjednoczonych. Rzecz w tym, że Federalny Bank Rezerw
              jest w stanie wydrukować każdą ilość pieniędzy bowiem cały koszt
              przedsięwzięcia to papier i farba drukarska. Niemniej, na przykład na potrzeby
              wojny z Irakiem, pieniądze te są pożyczane rządowi Stanów Zjednoczonych na
              odpowiedni procent. I właśnie spłaty tych procentów osiągnęły obecnie tryliony
              dolarów. Ponoć nikt już nie wie, ile tak naprawdę Ameryka jest winna Bankowi
              Federalnemu bowiem nikt nie ma odwagi pytać. Mowa jest o trylionach dolarów i
              miliardach dziennych spłat, które są tylko procentami od procentów. Doszło już
              bowiem do tego, że Ameryka zaciąga pożyczki żeby spłacać odsetki od procentów.
              Tyle tylko, że pożyczki i spłaty wciąż są dokonywane w jednym i tym samym
              miejscu.

              Jeśli dodać do tego, że „główny księgowy” ministerstwa skarbu w 1963 roku
              (comptroller), zresztą osobiście nominowany przez J. F. Kennedy – James J.
              Saxon, prowadził politykę osłabiającą wpływy Banku Federalnego (głównie poprzez
              faworyzowanie banków nie zrzeszonych w FRB) obraz śmierci prezydenta staje się
              coraz bardziej klarowny.

              I ciekawa rzecz, Specjalne Rozporządzenie numer 11110 obowiązuje do dnia
              dzisiejszego. Tyle tylko, że każdy następny prezydent Stanów Zjednoczonych,
              poczynając od Lyndona Johnson, po prostu je ignoruje, i dalej zaciąga pożyczki
              z Banku Federalnego żeby spłacać odsetki. No, ale jak mawiał pewien ojciec,
              kiedy dzieci zanudzały go o kieszonkowe: „pieniądze nie liście i nie chcą
              rosnąć na drzewach”. I dlatego ci obywatele Stanów Zjednoczonych, którym się
              zdaje, że płacąc podatki budują świetlaną przyszłość swego kraju, są w grubym
              błędzie. To znaczy budują świetlaną przyszłość ale na pewno nie swojego kraju.

    • Gość: marek Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.07.05, 12:38

      "Ubaw terrorystyczny" w Londynie: USrael bombarduje Europę by ją sobie
      podporządkować?
      ...terroryści przez długi czas będą odnosili sukcesy, aż społeczeństwa i
      państwa zgodzą się zrezygnować ze swej suwerenności na rzecz jakiegoś
      demokratycznego Rządu Światowego...
    • Gość: rgb Re: Usrael IP: *.ssmb.com 08.07.05, 14:17
      no i co?
      • Gość: jm Re: Usrael IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.05, 14:46
        żydzi domagają się zmiany napisu i powiększenia pomnika w Jedwabnem.Po odmowie
        wydania żydowskiego zbrodniarza Morela,domaganie się zmian to już nie
        bezczelność,tolekceważenie Polski.
        • Gość: sredni4 Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.05, 18:06
          jm odsyłam do tematu p.Rzeplinskiego i jego przeprosin
    • Gość: przeprosiny Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.05, 20:51
      Deportacja Polaków z historii

      W czasie wojny sowieckie żydostwo deportowało półtora miliona Polaków na
      Syberię i do Kazachstanu. Teraz deportują czterdzieści milionów Polaków z
      historii. Tak - z historii narodów cywilizowanych. W czasie wojny i w pierwszym
      dziesięcioleciu po niej, dokonywali fizycznego holokaustu na naszych dziadach,
      ojcach, a teraz na ich wnukach. Ten piekielny antypolonizm żydowski zdaje się
      nie mieć końca.

      Będziemy w Polsce wypisywać tysiące artykułów demaskujących kłamstwa tej
      niszczycielskiej kampanii, wykazywać oszczerstwa, manipulacje faktami. Będziemy
      je zbierać w książkach - jak niniejsza. Oni to wkalkulowali w strategię tej
      wojny. Lekceważą tę naszą samoobronę, prowadzoną w Polsce, na gruncie języka
      polskiego, w dodatku na ostatnich jego przyczółkach.

      Im chodzi o "kasację" moralną Polaków w opinii światowej. Jakże podatnej na
      wszelkie kłamstwa, na kreowanie neo-historii z fusów, zmyśleń, "naukowych"
      patologii. Ta walka została przeniesiona do mediów światowych. Tam, gdzie nie
      mamy już nic do powiedzenia poza wysyłaniem bezradnych listów protestacyjnych,
      sprostowań - wszystkie będą wędrować do kosza. I wędrują.

      Prześledźmy kilka przykładów tej nieludzkiej hucpy. Zadumajmy się nad ich
      monstrualną bezczelnością, agresywnością, butą. Usłyszymy ten żydowski rechot
      ze sponiewieranej Polski i upokorzonych materialnie, a teraz moralnie Polaków.

      A oto jak radośnie, w tym samym czasie wyrokują o polskiej zbrodni w Jedwabnem
      czołowe tuby niemieckojęzyczne: "Berliner Zeitung", "Die Welt" i "Stuttgarten
      Zeitung". Wszystkie trzy opublikowały wyrok na Polaków jednego dnia - 3 marca
      2001! Ani jedna z tych pokornych tub żydowskiego lobby w Niemczech nie zamierza
      poczekać na oficjalne wyniki śledztwa. Nie docierają do nich żadne argumenty
      publikowane w obiektywnych polskich czasopismach. "Stuttgarten Zeitung":

      -(...) polscy mieszkańcy zapędzili Żydów do stodoły i spalili żywcem 1600
      mężczyzn, kobiet i dzieci. Niemieccy żołnierze w tym czasie stali z boku i
      tylko filmowali całą tę okrutną scenę (Zob.: "Nasz Dziennik" 21 III 2001).

      Autorka tych oszczerstw pisze, że dopiero książka Grossa i publikacje
      w "Rzeczypospolitej" ujawniły prawdę. Atakuje prymasa Glempa za to, że nie
      zamierza przypisać Polakom odpowiedzialności za ten mord.

      Podobnie - "Die Welt". Stwierdza zdecydowanie, że mordu dokonali Polacy bez
      udziału Niemców. Zabijali Żydów cały dzień, a najwięcej spalili w stodole. "Die
      Welt" przypomina żydowskiego polskojęzycznego krytyka literackiego Jana
      Błońskiego, który już przed 10 laty postawił publicznie problem moralnej
      współodpowiedzialności Polaków za bierne przyglądanie się rzezi Żydów i nie
      przeciwstawianie się holokaustowi. Teraz wyjaśnia się dlaczego - bo sami Polacy
      masowo ich mordowali.

      "Berliner Zeitung" uznaje za najważniejszą konsekwencję ujawnienia mordu w
      Jedwabnem - załamanie się dotychczasowego wizerunku Polaków. To samo powtórzy
      dwa dni później "Der Spiegel", to samo przeczytamy w amerykańskim "Newsweeku".

      Autor tego przeglądu oszczerstw rzucanych w języku hitlerowskich ludobójców -
      Piotr Moszkowski (korespondencja z Hamburga) komentuje:

      - Niewątpliwie wygodniej jest na siłę zrobić z kogoś winnego. Można mieć
      wówczas lepsze samopoczucie myśląc, że jest jeszcze ktoś, komu można przypisać
      chociaż cześć win za własne czyny.

      A teraz przykłady z trzech potęg prasowych: "The New Yorker", "Der Spiegel"
      i "Newsweek".(Za: "Forum" 6 III i 12 III 2001.)

      Zwróćmy uwagę na jednoczesność ataków "Newsweek" i "Der Spiegel" - 5 marca
      2001. Trzy dni później - 8 marca - "The New Yorker". Granice państw, granice
      języków nie grają roli. Tam, gdzie żydostwo postanowiło zaatakować ławą, czyni
      to jednocześnie i wszędzie. I przemawia tym samym głosem, tymi samymi
      frazesami, posługuje się tymi samymi kłamstwami.

      "The New Yorker" (Trzy miliony czytelników. Potężna żydowska tuba
      opiniotwórcza. Oprócz wywiadu z Grossem, "New Yorker" opublikował obszerne
      fragmenty jego książki.):

      Wywiad z Grossem. Kilka wybranych pytań i odpowiedzi Grossa na te pytania.
      Gazeta orzeka na wstępie:

      - W rzeczywistości to polscy mieszkańcy Jedwabnego pozabijali swych żydowskich
      sąsiadów i współziomków.

      Pytanie do Grossa:

      - Jak zaznaczyła się niemiecka obecność w Jedwabnem 10 lipca?

      Gross odpowiada:

      - W latach powojennych kilkudziesięciu świadków żydowskich i polskich opisywało
      (pod dyktando przesłuchujących ich ubowców - H.P.) że (...) Dostrzegli oni
      jedynie nieznaczną obecność Niemców - garstkę miejscowych żandarmów i być może
      jeszcze małą grupkę, która przybyła do miasteczka "z zewnątrz".

      Pytanie:

      - Ale nadal utrzymuje się pogląd o obecności licznych Niemców. Dlaczego?

      Odpowiedź Grossa:

      - Wydaje się bardziej logiczne, że robili to Niemcy. Ale również dlatego, że
      pewien człowiek, nazwiskiem Waldemar Monkiewicz - który byl prokuratorem w
      białostockiej filii Komisji Badań Zbrodni Hitlerowskich, ale nie znał prawdy o
      tym, co zaszło w Jedwabnem, pisał o mordzie w Jedwabnem w latach
      osiemdziesiątych, przypisując go działaniom niemieckich batalionów operujących
      w tym czasie w rejonie Białegostoku. Tamtego dnia setki niemieckich żandarmów
      nie przybyły w kolumnie ciężarówek do Jedwabnego, by mordować Żydów. Natomiast
      hordy polskich wieśniaków z okolic nadciągnęły na wozach zaprzężonych w konie i
      razem z mieszkańcami Jedwabnego okaleczały i zabijały swoich żydowskich
      sąsiadów (...) Polska nigdy nie zapłakała (nad Żydami - H.P.) jako naród. Nigdy
      nie było demonstracji zbiorowego żalu Z powodu holokaustu - nie mówiąc już o
      catharsis (Catharsis - oczyszczenie, odkupienie, zadośćuczynienie - H.P.).

      Pytanie:

      - Czy teraz mają nastąpić" jakieś reparacje? (Tu już wyjaśnia się ich
      rozumienie tego greckiego słowa Catharsis: forsa!)

      Gross:

      - Instytut Pamięci Narodowej podjął na nowo śledztwo w sprawie mordu w
      Jedwabnem (...) W każdym razie, szef tego Instytutu profesor Leon Kieres, który
      był w lutym w USA oświadczył publicznie, że Żydzi w Jedwabnem zostali zabici
      przez ich polskich sąsiadów.

      "Der Spiegel" - 5 marca 2001.

      To artykuł publicystyczny, dokładnie w stylu Grossa.

      - Od ich odpowiedzialności (Jerzego i Zygmunta Laudańskich - H.P.) zależy
      czyste sumienie całego narodu. Do tej pory Polacy bowiem widzieli się wyłącznie
      w roli ofiar historii, nie w roli sprawców...

      - WJedwabnem szerzy się lęk w związku z roszczeniami restytucyjnymi...

      - Wiele osób dało świadectwo zbrodni, między innymi pewien ocalały Żyd (ubek
      Wasersztajn - H.P.) z Jedwabnego, który po wojnie spisał swoje wspomnienia...

      - Także wśród historyków fakt, że w Jedwabnem Polacy dopuścili się dokładnie
      tego, czego Niemcy rutynowo dokonywali w setkach innych miejscowości, uznany
      został za niepodważalny...

      Autor publikacji - niejaki Claus Christian Malzahn ustalił na miejscu, że:

      -Jednak ziemia (pod stodołą - H.P.) jest własnością prywatną, należy do córki
      gospodarza, który przed 60 laty oddał swoja stodołę do dyspozycji
      morderców. "Chcemy odkupić ziemię, ale oni nie chcą nam jej sprzedać" - mówi
      Godlewski (burmistrz Jedwabnego - H.P.). By jakoś przemówić do potomków
      sprawców, burmistrz udał się po pomoc do proboszcza. Ten jednak działa
      przeciwko niemu. "Napis na kamieniu powinien pozostać taki, jaki jest" - mówi
      Orłowski.

      "Newsweek" - 5 marca:

      - Polacy dowiadują się, że nie mogą już dłużej myśleć o sobie tylko jako o
      ofiarach. Ponadto, nie mogą już dłużej twierdzić, że w przeciwieństwie do
      Ukraińców, Litwinów, Węgrów i innych - nigdy nie byli zamieszani w masowe
      zabijanie Żydów...

      - Podczas spotkania z przedstawicielami środowisk żydowskich w Nowym Jorku w
      ubiegłym miesiącu, Kieres przyznał, że to Polacy ponoszą odpowiedzialność za te
      morderstwa...

      - Gross ma oczywiście krytyków. Najczęściej powtarzanym przez nich argumentem
      jest to, że zminimalizował
      • Gość: przeprosiny Re: Usrael IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.05, 20:52
        - Gross ma oczywiście krytyków. Najczęściej powtarzanym przez nich argumentem
        jest to, że zminimalizował niechęć wielu Polaków do Żydów, którzy kolaborowali
        z władzami radzieckimi.

        "To antysemicka bzdura!" - odpowiada Gross. Mówi, że Żydzi nie współpracowali
        bardziej niż nie-Żydzi ze znienawidzoną tajną policją radziecką...

        Ale "Die Welt" z 5 marca nie wdaje się w drobiazgi, przypadki jednostkowe,
        takie jak Jedwabne. "Die Wek" - formalnie pismo niemieckie, a więc należące do
        synali narodu morderców Żydów i Polaków, zapomina o tym, co zrobili z Żydami
        ich tatusiowie i dziadkowie w Polsce. Dla nich prześladowania Żydów w Polsce
        zaczęły się po wojnie:

        - rok 1945 przyniósł nową sytuację: wyniszczenie Żydów (w Polsce, by nie było
        wątpliwości gdzie - H.P.), wypędzenie członków wielu narodowości i przesunięcia
        granic (...)

        Bardzo zgrabnie skonstruowane oszustwo! Jednym tchem pismak "Die Welt" -
        niejaki Gerhard Gnauck (przedruk z "Forum" 25 marca 2001) wymienia wyniszczenie
        Żydów obok "wypędzenia członków wielu narodowości i przesunięcia granic". Te
        okropności działy się więc po 1945 roku, po klęsce Niemiec, zamienionych w
        krainę "wypędzonych". Przy okazji Gnauck powiela stary komunał powtarzany m.in.
        przez Żyda Geremka, o "antysemityzmie bez Żydów". Żydów w Polsce nie ma, a jest
        antysemityzm. Krok od schizofrenii są ci Polacy jako zbiorowość!

        Z tej parady monstrualnych oskarżeń, kłamstw i wyroków, trzeba wyłowić dwa
        fragmenty. Jeden pochodzi z "Der Spiegla", drugi z "Newsweeka". Obydwa są
        doskonale zorkiestrowane w ich treści i celach.

        "Der Spiegel":

        - Do tej pory Polacy bowiem widzieli się wyłącznie w roli ofiar, a nie w roli
        sprawców.

        "Newsweek":

        - Polacy (...) nie mogą już myśleć o sobie tylko jako ofiarach. Ponadto, nie
        mogą już dłużej twierdzić, ze w przeciwieństwie do Ukraińców, Litwinów, Węgrów
        i innych ? nigdy nie byli zamieszani w masowe zabijanie Żydów.

        Te dwa polifonicznie nakładające się cytaty z dwóch różnych gazet ?
        niemieckojęzycznej i anglojęzycznej, odsłaniają dalekosiężny, kluczowy cel
        światowej kampanii żydomediów przeciwko Jedwabnemu (W
        wieczornych "Wiadomościach" polskojęzyczna "Tel-Awizja" podała, że Instytut
        Pamięci Narodowej wszczął dochodzenie w sprawie analogicznego mordu w
        Radziłowie, oddalonym od Jedwabnego o kilkanaście kilometrów... Jedwabne nie
        będzie więc jedynym przyczółkiem inwazji.). Oznaczają przejście z oskarżeń o
        indywidualne przypadki zabójstw Żydów przez Polaków, do "dowodów" o ich
        masowych - ludobójczych mordach na Żydach. Zatem sprawstwo przenosi się z
        przypadków indywidualnych na cały naród polski. Polacy odtąd nie mogą myśleć o
        sobie wyłącznie jako o ofiarach - co ich szlachetnie a niesłusznie wyróżniało
        od Ukraińców, Litwinów, Węgrów "i innych". Teraz razem z nimi stają się
        narodową - polską zbiorowością zbiorowych morderców Żydów. Wątek "ofiar"
        powtarza się w obydwu tych cytatach i w obydwu dekretuje się koniec epoki,
        kiedy to Polacy mogli udawać wyłącznie ofiary, a nie naród współmorderców.
        Znamienne, że w obydwu cytatach nie pojawiają się Niemcy. Nie istnieją w
        kontekście holokaustu. Holokaust jest tym samym wyłączną sprawą Polaków,
        Ukraińców, Litwinów "i innych", to znaczy "nazistów" i tylko pomiędzy nimi
        powinna toczyć się dyskusja, spory, wyliczanki, dochodzenia - o to - który z
        tych narodów zgładził więcej lub mniej Żydów.

        W utrwaleniu tego kłamstwa w świadomości milionów Amerykanów i Niemców ważną
        rolę odegrał szef Instytutu Pamięci Narodowej Leon Kieres. "Der Spiegel"
        i "Newsweek" z satysfakcją cytują wyrok Kieresa wydany w USA podczas spotkania
        z nowojorskimi Żydami, według którego "Żydzi w Jedwabnem zostali zabici przez
        polskich sąsiadów" ("Der Spiegel"). "Newsweek" pisze to samo: (...) "Kieres
        przyznał, że to Polacy ponoszą odpowiedzialność za to morderstwo".

        Była to wypowiedź ze wszech miar nikczemna, antypolska, utrwalająca i
        uzasadniająca żydowską antypolską hucpę. Było to takie samo sprzeniewierzenie
        się faktom, procedurom dochodzeniowym, jakiego dopuścił się równie przestępczo
        niejaki Aleksander Kwaśniewski w Izraelu, dekretując polskie sprawstwo mordu w
        Jedwabnem.

        Kiedy to piszę (początek kwietnia) w Stanach Zjednoczonych wchodzi na rynek
        czytelniczy angielskie tłumaczenie paszkwilu Grossa. Do kampanii prasowej
        dołączy książka ( Pokazano w telewizyjnych "Wiadomościach" (3 III) pięknie
        wydany w USA egzemplarz "Sąsiadów"). Dopiero wtedy rozpęta się prawdziwy tajfun
        oszczerstw rządów moralnego samosądu. Książka ukaże się w kilkudziesięciu
        tysiącach egzemplarzy, będzie doskonałym pretekstem do spotęgowania fali
        żydowskiej inwazji na świadomość Amerykanów przeciwko polskiemu narodowi. A
        fala już przedtem była wręcz gigantyczna. Obszerne fragmenty "Sąsiadów" ukazały
        się w omawianym "New Yorker". Czym jest ta gazeta w aspekcie opiniotwórczym?
        Pisze o tym - niestety zgodnie z prawdą, tryumfalnie - jeden z
        hucpiarzy "Tygodnika Powszechnego", S. Radecki (25 III 2001):

        - Tymczasem z chwilą, gdy obszerne fragmenty książki (przed jej wydaniem)
        opublikował "New 'Yorker", magazyn o wielkim prestiżu i największej
        wiarygodności, nastąpiła jakościowa zmiana sytuacji. "New Yorker" to trzy i pół
        miliona najważniejszych czytelników świata anglojęzycznego: najlepiej
        wykształconych, wpływowych w swoich środowiskach, opiniotwórczych.

        Tak oto ruszył monstrualny walec drogowy kampanii oszczerstw, kłamstw,
        roszczeń, obelg; antypolski festiwal żydowskiej nienawiści do narodu
        obwinianego o niepopełnione zbrodnie, przez nację rzeczywistych katów i
        oprawców.

    • sredni4 [...] 10.07.05, 21:15
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
      • Gość: jm Re: Usrael IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.05, 03:08
        nie widziałem takiej stodoły w której można zmieścić 1600 osób i następnie je
        spalić.Nie wyobrażam sobie,jak można te 1600 osób wypędzić z domów i zapędzić w
        jedno miejsce przez podobno 100 niezorganizowanych i nieuzbrojonych cywilów w
        dodatku pochodzących z okolic Jedwabnego,czyżby ktoś na rynku gwizdnął.Jak
        można było zapanować nad taką masą ludzi.Coś mi to śmierdzi fałszem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka