Gość: sygnatka
IP: *.pl
12.09.02, 16:03
Hamlet Brooka to dorastający gówniarz. Bawi się, z nudów, bo coz
można robić w czterech ścianach z dwoma czerwonymi pufami na
środku, cudzym kosztem. Współczesne dziecko, ktoremu tak
naprawdę obce są dylematy moralne, bo nikt nie zajmował się
jkego wychowyawaniem. Nie za bardzo ma pomiedzy czym wybierać. Z
całej siły stara się zwrócic na siebie uwagę matki, otoczenia.
Jest niedowartościowany i nie widizi przed sobą rzadnych granic.
Dlatego pozwala sobie krzyczec na matkę. Odrzuca Ofelie w sposób
bardzo brutlany, bo nikt nie nauczył go kochać, ani szanować
cudzych uczuć.
Kto idzie? Idzie nastepny Hamlet. Pracuję z dziećmi. Takich
książąt wokół nas jest naprawdę wielu.
Dla mnie fascynujące jest to, że osiemdziesięcioletni człowiek
tak trafnie potrafi zdefiniować pokolenie dorstającej młodzieży,
moje pokolenie. Tego nie uczynił tak naprawdę żaden polski
rezyser, a juz na pewno nie dramaturgia Sarah Kane czy innych
brutalistów.