Gość: Miriam
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
24.10.02, 21:17
Wczoraj byłam na łódzkiej premierze filmu Piotra Trzaskalskiego "EDI".
Słuchajcie, ten film powstał - ze skromności, własciwie bez środków,
prywatnie, z miłości do filmu, z zaufania, z przyjaźni, jaką czują do siebie
realizatorzy. Ten film, zrealizowany na kamerze cyfrowej i tzw high
definition, dopiero po pierwszych projekcjach zrobiono transfer na taśmę
filmową. Film jest wg mnie, moim skromnym zdaniem wielkim filmem.
Scenariusz W. Lepianki i P. Trzaskalskiego jest i profesjonalnie napisany i
ma to, czego nie ma zbyt wiele obecnie w filmie, ma element magii, ten
iskrzący się punkcik, który oświetla tylko wielkie filmy; tam jest podobne -
w sensie emocji - zakończenie, jak uczynił to Mistrz Fellini w "Nocach
Cabirii' - kiedy Cabiria wielkim traumatycznym wręcz doświadczeniu idzie
zapłakana drogą, wokół niej tańczą przebrani w śmieszne stroje ludzie, młodzi
ludzie, którzy własnie gdzies idą, lub skądś wracają; jedna z tych osób
widząc łzy w oczach Cabirii przystaje i mówi do niej: buonasera seniorita! i
Cabiria wtedy uśmiecha się i płacze i WSZYSCY na widowni razem z Nią w tym
cudownym katharsis - również. EDI kończy się podobną emocją.
Piękna i dramatyczna rola Gołębiewskiego i jego ekranowego przyjaciela;
"Naturszczycy" - czyli bracia Księżniczki, są po prostu naturalnie prawdziwi:)
Przesłanie Ediego to ulga. Wzniosłośc bez patosu, zwykłość poświęcenia. Chleb
powszedni cierpienia. Po prostu, zwyczajnie. Muzyka, jak msza. Scenografia -
poetyczna prostota. Jedna tylko scena, która okroiłabym z dialogu, słowa
wdowy na cmentarzu, przy grobie jej męża, nota bene ten "aktor", był
słynnym "ustawiaczem" jazd (szyn po których "jedzie" kamera) w filmie polskim
Ryszard Andryszewski, w środowisku zwany UŁANEM - zmarł wkrótce po realizacji
filmu. Śp. Ryszard. Wspaniale ustawiał jazdy, to WIELKA sztuka ustawić tak,
aby "jazda" sie nie trzęsła.
A więc - pójdźcie na EDIEGo, może się Wam podobac lub nie, ale nie
pozostaniecie obojętni, a to jest bardzo ,bardzo ważne w sztuce:)
Miriam:)
www.edifilm.com
ps. Scena w której Edi rozstaje się z dzieckiem spowodowała nawet u takiego,
jak ja potwora:) dwie strużki łez, bo zagrana jest prosto, tak szorstko,
przejmująco i pięknie. Jest magia!
Siedzący obok mnie, moi koledzy patrzyli na mnie ze zgrozą:)
A potem poszliśmy wszyscy, realizatorzy i przyjaciele, twórcy i znajomi, na
długą, długą rozmowę.