Dodaj do ulubionych

Niedźwiedzia przysługa

IP: *.ntlworld.ie 27.05.08, 01:20
To znaczy co: jesteśmy tacy sami czy jednak inni - hetero i homo? Czy zależy
to od wygody i okoliczności?
Co prawda rzeczywiście "ujawnianie" homoseksualistów kojarzy się z
"ujawnianiem" Żydów, z drugiej jednak strony konsument ich twórczości powinien
mieć dostęp do możliwie największej ilości informacji o twórcach. A czy przez
to ktoś zleci z piedestału - to już zależy od odbiorcy.
Obserwuj wątek
    • krasnov Autor artykułu nie raczył... 27.05.08, 10:28
      > "Paradoks życia prywatnego Dąbrowskiej polegał na tym, że nie tylko uczniowie uczący się o niej w szkole, ale także wielu jej współczesnych nie przypuszczało, że ta mało efektowna kobieta może mieć w ogóle potrzeby erotyczne". No więc Tomasik udowodnił, że mimo wszystko miała, pod koniec życia nawet niebanalne (pardon - nienormatywne), choć te ostatnie "ustalenia" to tylko spekulacje.

      A niby czemu "spekulacje"? Szanowny autor artykułu zapewne nie raczył się w temacie rozeznać i np. poczytać dzienników Dąbrowskiej...
    • Gość: jo Niedźwiedzia przysługa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.08, 10:35
      (Ciągłe podziały na "swoich" i "obcych" są równie silnie manifestowane przez
      ludzi obu orientacji, niestety. To jakiś obłęd...)
      Ja tam mogę się założyć, że pisarz jednak woli być postrzegany przez pryzmat
      tego, co zrobił, a nie z kim sypiał. Choć to ostatnie może być czasami inspirujące.
      Poza tym "odgrzebywanie" plotek jest atrakcyjne dla gimnazjalistów, licealistów
      i tym trzeba wybaczyć, bo to naturalne. Jeżeli natomiast osoba dorosła nadal
      chce widzieć świat w kolorach tęczy, różu, czerwieni, czy czerni (czyli świat
      jak wojenne okopy), to już staje się niebezpieczne. To tak a propos recenzowanej
      książki...
      Porównanie z "Pudelkiem" - bardzo trafne!
    • fajnykangurek Niedźwiedzia przysługa 27.05.08, 22:37
      Gdyby chodziło nie o kochanków własnej płci, ale układy
      heteroseksualne, pan Dariusz Nowacki z rozkoszą i mlaskaniem
      liczyłby pisarzom kochanki. Ich ilość w biografii każdego z nich
      byłaby dowodem tężyzny naszych twórców. Ale ponieważ chodzi o
      homosekusalistów, więc pan recenzent się oburza i domaga ukrywania
      niewygodnych dla niego faktów. Ma rację Krzysztof Tomasik, pisząc we
      wstępie do swojej książki o „hipokryzji szacunku”. Uderz w stół,
      nożyce (czytaj: pan Nowacki) się odezwą. Udawanie, że twórca nie
      istnieje - nie powinien istnieć w świadomości odbiorców - poza swym
      dziełem to czysta hipokryzja. Czy pan Nowacki chciałby np. zakazania
      wydawania dzienników pisarzy, które przecież niejednego z nich mogą
      ściągnąć z piedestału?
    • Gość: jewdocha hipokryzja do obłędu IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.05.08, 00:27
      Dokładnie tak, gdyby rzecz dotyczyła kochanków heteroseksualnych
      rzecz miałby się inaczej, jak w postępowej wydawałoby się gazecie
      może leżeć takie podłoże hipokryzjii i coż nazwałabym to zależności
      od opinii innych - Panie... Pan Dariusz Nowacki jak ta chorągiewka
      na wietrze - kto co zleci, komu trzeba, jaką w środowisku minkę
      zrobić, tak będzie - a może troche własnego niezakutego myślenia?
      troche otwarcia się na świat?

      Miałam w liceum taką nauczycielkę - kazała zrobić koleżance referat
      na temat "kobiety w życiu Białoszewskiego" - wszystko szło gładko,
      gdy koleżenka opowiadała o jego przyjaciółkach, kiedy jednak doszła
      do sedna i powiedziała że w zasadzie żadnej z nich nie kochał bo był
      gejem, polonistka wpadła w furię i postawiła jej jedynkę, ale
      myślałam, że tylko u mnie w liceum taki zaścianek był
    • Gość: Doris Niedźwiedzia przysługa IP: 150.254.103.* 30.05.08, 15:05
      Recenzje o "książkach szkodliwych" pisali krytycy marksistowscy.
      Wypociny Nowackiego trzeba wyciąć i zachować, bo za 5 lat nikt nie
      uwierzy, że "Wyborcza" opublikowała taki tekst
    • guglielmo Niedźwiedzia przysługa 05.06.08, 12:17
      Wydaje mi się, że obrońcy "Homobiografii" rozpędzają się zanadto w
      krytyce recenzji Dariusza Nowackiego. Jakie zarzuty stawia Nowacki?

      Przede wszystkim - że "Homobiografie" pisane są z perspektywy
      początku XXI w., choć dotyczą zupełnie innych czasów. Trudno nie
      zgodzić się z tym, że to błąd. Analiza zachowań homoseksualisty
      żyjącego w latach 30. XX w. i ocenianie jego postawy przez pryzmat
      oczekiwań wobec wyzwolonego działacza gejowskiego z przełomu XX i
      XXI w. - to nieporozumienie. Tomasik pisze „Trudno pisać o
      jakimkolwiek homoseksualnym doświadczeniu bez wprowadzania pojęć »
      żyć w szafie «i » wyjść z szafy «, które odnoszą się do sytuacji
      gejów i lesbijek () Moi bohaterowie są zamknięci w szafie, bo żyli w
      czasach przedemancypacyjnych, kiedy homoseksualizm nie był kwestią
      polityczną ani nawet tematem prasowych polemik. Jednak żyli w szafie
      także dlatego, że nie robili nic, żeby z niej wyjść.”. Więc jak
      mieli według niego zachowywać się bohaterowie jego książki? W sposób
      zgodny z normami czasów przedemancypacyjnych czy łamać te normy? W
      tym zdaniu Tomasika tkwi coś na kształt zarzutu, który jest właśnie
      z błędnej perspektywy uczyniony.

      Na dodatek - zarzut ten jest nieprawdziwy. To kolejna rzecz, na
      którą wskazuje recenzent: "Homobiografie" opisują postawy bohaterów
      bez uwzględnienia ich twórczości. Abstrahując od tego, że pisanie o
      pisarzu w oderwaniu od jego utworów - to "pudelkarstwo" (zgadzam się
      z tą oceną Nowackiego) - takie podejście fałszuje zupełnie obraz
      bohaterów. Czy Jarosław Iwaszkiewicz "siedział w szafie"? Podobnego
      nonsensu nie napisałby nikt, kto rozumie, że pisarz komunikuje się
      ze światem przede wszytskim przez swoje pisarstwo. Przykładowy
      Iwaszkiewicz był zupełnie poza szafą, tyle, że za jego czasów nie
      było zwyczaju ogłaszania w gazetach, że się jest odmiennej
      orientacji seksualnej. Wystarczało publikować utwory zawierające
      mniej lub bardziej czytelne motywy homoerotyczne.

      Tak, Tomasik patrzy z perspektywy naszych czasów, w których panują
      inne (lepsze? gorsze?) obyczaje. I wskutek takiego patrzenia -
      popełnia błąd, oceniając swoich bohaterów jako "niewyoutowanych".

      Kolejny zarzut Nowackiego - spłaszczanie postaci, redukcja do plotek
      godnych "kotków" i "plotków". No, niestety i ten zarzut jest
      prawdziwy. Rzeczywiście - co czytelnikowi z informacji o tym, że z
      intymnych zapisków Marii Dąbrowskiej wynika to czy owo - jeśli nie
      pokazuje się związku tego z jej twórczością? Dąbrowska -
      jako "Obywatelka z domu Szumska, z męża Dąbrowska, wzrostu ...,
      wagi..., znaków szczególnych brak" zasługuje na wyoutowanie w takim
      samym stopniu, jak ktokolwiek inny, np. Efemerydia Pikutasińska.
      Pisarka Maria Dąbrowska - może i owszem, ale pod warunkiem, że ten
      (niby-)outing (niby- bo rzecz jest znana chyba prawie każdemu, kto
      nazwisko Dąbrowskiej zna) zostanie powiązany z tym, co Dąbrowską od
      Pikutasińskiej odróżnia - czyli jej utworami.

      Wreszcie poważny zarzut - instrumentalnego i medialnego traktowania
      bohaterów przez Tomasika. "Idzie właśnie o odzew w mediach, o
      zdarzenia, które "zmieniałyby postrzeganie kwestii homoseksualizmu w
      przestrzeni publicznej"" (wewnętrzny cudzysłów - cytat z Tomasika).
      To może działać, ale jest w tym też sporo "podnoszenia serc" gejów i
      lesbijek nudnym już outowaniem wielkich postaci. Jest w tym próba
      poprawienia sobie nastroju hasłem "Wśród wielkich byli liczni
      homoseksualiści", próba nonsensowna - bo czy moja wartość jako
      człowieka wzrasta dzięki temu, że orientacja seksualna łączy mnie z
      Leonardem da Vinci, Mauricem Ravelem i Eltonem Johnem? Owszem,
      dobrze pokazywać wszystkim, że homoseksualizm nie jest chorobą
      trapiącą chłopców zarabiających na Bahnhof ZOO i ich (dość zwykle
      obrzydliwych) klientów, tylko cechą, która zdarzała się wielkim
      artystom, politykom, myślicielom. Ale trzeba to robić z umiarem,
      żeby nie było wrażenia, że homoseksualiści *dlatego* zasługują na
      równouprawnienie, że był wśród nich ten czy ów wielki człowiek.
      Takie instrumentalne traktowanie wielkich jest niesłuszne i
      niesmaczne.

      [Pytanie do Radia Erewań: "Czy to prawda, że Czajkowski był
      homoseksualistą?" Odpowiedź: "Prawda, ale nie za to go cenimy."] ;-)

      W co najmniej jednym jednak z "oburzonymi" się zgadzam - zagalopował
      się Nowacki przywołując akcję "Hiacynt". Momentami używa zbyt daleko
      idących wyrażeń i zbyt ostro atakuje.

      Ale generalnie - to chyba niestety ma rację :-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka