marooska
02.05.25, 15:11
Ktoś, w kierunku kogo nie powinno mi się chcieć nawet splunąć, poprosił mnie o przysługę dla osoby z rodziny. Kwestia zdrowotna, graniczna. Nie poprosił osobiście, poprosiłam przez wspólnego przyjaciela. On wie, że znam się prywatnie z najlepszym specjalista w tej dziedzinie medycyny w województwie. Jeśli "szepnę słowko", będzie miał pakiet badań i prawdopodobnie diagnozę a potem leczenie w minutę pięć. Jeśli nie znajdzie dojścia poczeka co najmniej kilka tygodni. Jeśli nie pomogę, wyrzuty sumienia mnie zjedzą. Jeśli pomogę, nie opędzę się od poczucia bycia naiwniarą, bo za to, jak się zachowywał wobec mnie w pracy, powinnam mu rozkwasić nos drzwiami. Pojawienie się gościa wywołało przykre wspomnienia. Nie nigdy nie przeprosił, teraz wysłał pośrednika. Pomogę, bo sprawa dotyczy nieciekawych wyników dziecka, które nic mi nie zrobiło. Jak się nie czuć mimo wszystko frajerką?