Gość: obi
IP: *.home / 80.48.249.*
06.10.03, 15:14
W najnowszym Przeglądzie (nr 41) artykuł o trUjce - niejako podsumowanie
tego, co się wyrabia w tej rozgłośni od trzech lat. Warto sie zapoznać.
Poniżej wklejam całość (trudno link wyłuskać), być może trzeba będzie to
rozbić na dwie części...
Polecam do przeczytania i przemyślenia - zwłaszcza zarządowi i radzie
Nadzorczej PR, bo do umysłów derekcji trUjki z pewnością przesłanie artykułu
nie dotrze...
-----
Joanna Grochowska
Żal po Kaczkowskim
Program radiowej Trójki zastąpiono mieszanką słowno-muzyczną
realizowaną w myśl zasady, że słuchacz nie skupia uwagi
dłużej niż dwie, trzy minuty.
W czerwcu 2003 r. minęła trzecia rocznica odwołania ostatniego dyrektora
Programu III PR, Piotra Kaczkowskiego. Od następnego dnia
rozpoczęto "reformę" tej stacji wedle pomysłu Eugeniusza Smolara, ówczesnego
wiceprezesa Zarządu Polskiego Radia ds. programowych, dziś dyrektora
programowego PR, która polegała i polega na formatowaniu stacji, bowiem ten
mag radia publicznego wciąż nie widzi w eterze miejsca na inne radio
niż "sformatowane" (vide konferencja mediów w Krakowie w maju 2003 r.).
Formatowanie owo sprowadza się do kalkowania anten komercyjnych, dzięki
czemu miała znacząco wzrosnąć słuchalność, a radio stałoby się "przyjazne
słuchaczowi". Tak jakby do tamtej chwili było jego wrogiem.
Wiceprezes wywierał nacisk
na taki kierunek zmian programowych od chwili powierzenia Piotrowi
Kaczkowskiemu w 1998 r. funkcji dyrektora. Po dwóch latach, w czerwcu 2000
r., Piotr Kaczkowski został odwołany pod pretekstem spadku słuchalności
(której przyczyną było zakończenie w styczniu 2000 r. emisji na tzw. niskim
UKF; w tym czasie Trójka jako "przyjazna słuchaczom" zorganizowała akcję, w
której słuchacze fundowali innym radioodbiorniki). Obejmujący po nim funkcję
dyrektora stacji specjalista od trudnych dzieci, Michał Olszański,
przystąpił do urzeczywistniania schizofrenicznej tezy swego pryncypała i w
ciągu roku - na skutek likwidacji najlepszych i najbardziej lubianych
audycji, przeniesieniu pozostałych na inne godziny lub okrojeniu im czasu
antenowego oraz wprowadzeniu nowych form wedle wzoru ble-ble muzyczka z play-
listy ble-ble - dokonał zamiany kultowej stacji radia publicznego w
pospolity szumofon.
Oburzeni słuchacze zaczęli pisać listy do władz państwa i radia, powstała
strona internetowa poświęcona protestowi (www.tajniak.pl/protest), w
portalu "Gazety Wyborczej" (ale nie tylko) rozgorzała i trwa dyskusja na
temat tych haniebnych zmian, także prasa publikowała i publikuje krytyczne
artykuły oraz listy niezadowolonych słuchaczy.
Po ponad roku od powołania Michała Olszańskiego na stanowisko dyrektora
Trójki głos podnieśli także dziennikarze Programu III, którzy zwrócili się
do Zarządu PR ze swoimi niepokojami odnośnie wprowadzanych zmian,
podkreślając nie tylko utratę tożsamości Trójki, ale pierwsze odejścia z
anteny wybitnych dziennikarzy (Moniki Olejnik) oraz wcale nie rosnącą, ale
spadającą słuchalność. Przedstawili także swoich kandydatów na stanowisko
dyrektora w osobach Marcina Zimocha (byłego dziennikarza tego programu) i
Grzegorza Miecugowa (byłego dziennikarza i dyrektora Trójki). Władze
Polskiego Radia w imię ochrony chybionych, ale swoich racji
zagrały na nosie
podwładnym, zatrudniając na stanowisku dyrektora Programu III dziennikarza
telewizyjnego, wieloletniego korespondenta TVP w Moskwie, Witolda
Laskowskiego. Na zastępców powołano relegowanego pracownika Radia Gdańsk ze
średnim wykształceniem, Adama Fijałkowskiego, i niespełnionego aktora
Michała Banacha, obciążonego konfliktem interesów, jako że był właścicielem
udziałów (które zbył pod wpływem szumu wywołanego przez słuchaczy) i
koncesji starachowickiego radia MTM FM.
Nowy włodarz Programu III, Witold Laskowski, udowodnił niemal natychmiast,
jak z resztek radia publicznego robi się arcykomercyjny i antymisyjny
szumofon - TrUjkę (taką nazwę nadali stacji słuchacze, od: trucie,
zatrucie), wspierając swój brak wiedzy fachowej na temat radia dyskusyjnymi
sformułowaniami, że Program III był adresowany do wszystkich, czyli do
nikogo. A przecież był to program podzielony na bloki informacyjne,
publicystyczne, kulturalne, rozrywkowe i muzyczne o szerokim spektrum
tematycznym, w których każdy słuchacz znajdował coś dla siebie,
profesjonalnie prowadzone przez wybitne osobowości dziennikarskie.
Zastąpiono je całodzienną monotonną mieszanką słowno-muzyczną, niezależnie
od pory i programu, dnia, tygodnia, miesiąca i roku, w ramach realizacji
słynnej tezy Eugeniusza Smolara, że słuchacz nie skupia uwagi dłużej niż
dwie, trzy minuty (być może, to przypadłość wiceprezesa dyrektora), bo radio
ma być "przyjazne" słuchaczowi (?!). Symbolem antenowej degrengolady stał
się program wyemitowany 1 listopada 2001 r., całkowicie pozbawiony refleksji
przystającej do charakteru tego święta.
Albo że "żądanie zachowania dotychczasowego kształtu Trójki to tak jak
żądanie od telewizyjnych ťWiadomościŤ, by nadawały informacje jak za czasów
ťDziennika TelewizyjnegoŤ". Tymczasem to nie kto inny, tylko Piotr
Kaczkowski wprowadził nowoczesną, krótką i szybką formę prezentowania
wiadomości, opartą na "Headline news". Kolejne "reformatorskie" zmiany
polegały na: likwidacji
sztandarowych, ulubionych audycji słuchaczy, począwszy od sobotniego
muzycznego "Zapraszamy do Trójki" Piotra Kaczkowskiego po tematyczne audycje
muzyczne, takie jak "W tonacji Trójki" czy "Pół Perfekcyjnej Płyty" - pod
młotek poszły też "Książka tygodnia", "Klub Ludzi Ciekawych Wszystkiego"
i "Zabawy literackie" - zmianie godzin emisji ("Puls TrUjki"), skracaniu
(popołudniowe "Zapraszamy do TrUjki") i kawałkowaniu niektórych z nich
("Magazyn Bardzo Kulturalny", "Powtórka z rozrywki") oraz zepchnięciu
pozostałych audycji autorskich w porę dla nietoperzy (od godz. 24).
W bardzo krótkim czasie osobowości trójkowe - Hannę Marię Gizę, Monikę
Makowską, Barbarę Podmiotko, Annę Semkowicz, Jacka Ejsmonta, Wojciecha
Ossowskiego, Korneliusza Pacudę i Marka Wiernika - zastąpili prezentujący
tanią retorykę rozkoszni młodzieńcy ze stacji komercyjnych: Dariusz
Bugalski, Piotr Łodej, Mariusz Rokos i antenowe lalki Barbie - Aneta Wrona.
Dyr. Witold Laskowski zapewnia o utrzymaniu różnorodności programowej i
mówi, że obecna TrUjka daje słuchaczom więcej publicystyki, audycji
kulturalnych i więcej gatunków muzyki, wymieniając wśród rzekomo
prezentowanych także muzykę poważną, która z anteny zniknęła ponad dwa lata
temu. "Więcej" audycji kulturalnych to likwidacja godzinnej "Książki
tygodnia" na rzecz kilkuminutowego purnonsensowego gniota "Przychodzi Sławoń
do księgarza", przywrócenie (jako odwołanie się do tradycji), a następnie
likwidacja "Teatrzyku Zielone Oko", rozszerzenie do dwóch godzin "Klubu
TrUjki", po czym skrócenie go z powrotem do godziny. Przykłady można mnożyć.
Właśnie wprowadzona letnia ramówka zapewniła dalszy zwrot
w stronę radia muzycznego,
opartego nie na różnorodności gatunków, ale na wyborze komputera "kawałka po
kawałku". Oczekiwany wzrost słuchalności stał się błaganiem o deszcz. Po
gwałtownym odpływie słuchaczy w 2002 r. do 4,2% aktualnie słupek wzrósł
tylko do poziomu z okresu, gdy Witold Laskowski przejmował antenę po Michale
Olszańskim, a Michał Olszański po Piotrze Kaczkowskim (przy założeniu
spójności stosowanych przez SMG/KRC w tym czasie metodologii wynosiła ona
5,5%).
Fakty natomiast są takie: w pierwszym roku zmian (2000/2001) Zarząd PR, rada
nadzorcza i dyrekcja TrUjki, anektując słowo target (czytaj: grupa
docelowa), uznali, że mają się nim stać młodzi ludzie, w wieku od 16 do 24
lat. Warto o tym pamiętać, bo ostatnio dokonano manipulacji, która jest
niezauważalna dla obserwatora nieśledzącego słupków słuchalności.
Badano także grupy wiekowe 25-49 lat (tu słuchalność była najwyższa) i 50-75
lat.
Młody człowiek zainteresował