Dodaj do ulubionych

Jak ocenzurować teatr

21.02.09, 20:31
Pani Derkaczew niech nie używa słowa "cenzurować", którego, z łaski późnego
urodzenia, najwyraźniej nie rozumie.
Przeciętny jeleniogórzanin przez tydzień żyje za równowartość lepszego drinka
w warszawskim klubie i też nie rozumie, czemu z jego podatków na teatr funduje
się przytulisko instytucji pn "Krytyka Polityczna".

leniuch.blox.pl
Obserwuj wątek
    • Gość: mer-llink Jak ocenzurować teatr IP: *.aster.pl 21.02.09, 21:48
      Hallo, jak wyglada sprawa autorstwa tego artykulu, oraz innego
      tekstu "Teatry pod obstrzałem"? Spore fragmenty obu tekstów sa
      identyczne, choc autorzy rózni. Czy autorzy pisują artykuły chórem?
    • Gość: Well Or Not Well Czy kol. dyr. myślał że to on IP: *.vide-sat.pl 22.02.09, 04:37
      będzie kształtował umysły ludu? Nie po to go politycy wybrali, nie po to...
    • Gość: KKK Jak ocenzurować teatr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 06:53
      ŚMIESZNE I STRASZNE...


      JAK ODNIEŚĆ SUKCES I ZDOBYĆ WŁADZĘ:

      www.pracownialogos.com.pl/cytaty.html
    • easy.teraz Jak ocenzurować teatr 22.02.09, 09:49
      "udział władz gminy w radzie artystycznej" To komuniści robili to z
      mniejszą hipokryzją!!
    • Gość: Jerzy Lenard Jak ocenzurować teatr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 18:12
      Jak się tworzy męczenników.
      Zawsze mnie uczono, że prawdziwy dziennikarz, to dziennikarz nie
      ulegający presji żadnej ze stron i starający się stać pośrodku,
      obiektywnie relacjonując zdarzenie, nie zaś je komentując. Od
      komentowania są strony. Poraża ilość nieprawd, półprawd lub
      wybierania wyłącznie takich fragmentów wypowiedzi (często wyrwanych
      z kontekstu), które odpowiadają z góry określonemu duchowi
      artykułu.
      Ale po kolei. Radni jeleniogórscy nie dokonali żadnych poprawek w
      statucie. Teatr został podzielony na dwie odrębne jednostki.
      Prawnym „spadkobiercą” został Zdrojowy Teatr Animacji. Dramatyczny
      jest jednostką nową. Rada miejska zobowiązana była uchwalić statuty
      dla obu jednostek. Prezydent Miasta zaproponował projekty, do
      których Komisja Kultury oraz poszczególni radni wnieśli poprawki. Z
      poprawkami statuty zostały przyjęte jednogłośnie! Sprawa udziału
      przedstawiciela Prezydenta i rady miejskiej w radzie artystycznej
      jest w najlepszym wypadku trzeciorzędna. To nowy dyrektor
      zaproponuje skład i wielkość rady. I nie ma znaczenia czy będzie w
      niej jeden przedstawiciel Prezydenta i rady czy szesnastu. A niech
      będzie i więcej. Rada artystyczna pełni wyłącznie funkcję
      opiniującą i jest społeczna. W teatrze działającym do końca
      ubiegłego roku były trzy stanowiska dyrektorskie. Zostawiając ten
      sam sposób rozumowania po podziale byłoby sześciu dyrektorów! Nie
      było zgody na takie rozwiązanie i nie sądzę, żeby jakiekolwiek
      protesty w tej sprawie odniosły skutek. Mnożenie stanowisk niczemu
      nie służy. Przepraszam. Służy. Temu, że ktoś ma na
      wizytówce „dyrektor” i pobiera dyrektorską pensję. Co ma Marszałek
      do kwestionowania „pomysłu”? Doprawdy, nie mam pojęcia.
      Pani Redaktor pisze: „Poszukiwano specjalisty o wykształceniu
      menedżerskim i humanistycznym, z pięcioletnim doświadczeniem
      kierowniczym. Jednak na skutek decyzji rady menedżer pokieruje nie
      tylko sprawami finansowymi, ale też całym teatrem. Ta korekta
      eliminuje z udziału w konkursie Klemma (…). Warunki konkursu
      zmieniono już po jego rozpisaniu”. Rada nie wprowadziła żadnych
      zmian do konkursu ogłoszonego przez Prezydenta (nie ma takiego
      prawa). Prezydent zresztą też go nie zmieniał. Z treści tekstu Pani
      Redaktor wynika, że jeżeli stanowiska dyrektora naczelnego i
      artystycznego byłyby rozdzielne, to Pan Klemm mógłby na naczelnego
      kandydować (wyłącznie taki konkurs został ogłoszony). Po połączeniu
      tych stanowisk kandydować już nie może. To ja chciałbym prosić o
      wyjaśnienie, dlaczego nie może? Jeżeli spełnia wymogi konkursu, to
      niech składa aplikację. Będzie miał nawet lepiej. Zostanie i
      naczelnym i artystycznym. Nikt nie będzie mu się wtrącał.
      Paradoksalnie obecny statut daje mu znacznie większe pole do
      działania niż statut teatru poprzedniego. Więc w czym problem? W
      tym, że nie spełnia wymogów konkursu? Co tu statut ma do rzeczy.
      Jeżeli nie spełniał przed jego uchwaleniem to i nie spełnia po jego
      zatwierdzeniu. Jest inna kwestia. Jeżeli Pan Klemm nie może być
      dyrektorem naczelnym, bo nie spełnia wymogów konkursu a dyrektora
      artystycznego statut nie przewiduje, to jaka może być dla niego
      rola w teatrze? Nowy dyrektor naczelny może zatrudnić go na
      stanowisku odpowiedzialnym za linię artystyczną. Może to być
      funkcja kierownika artystycznego czy doradcy artystycznego. Ale to
      przecież degradacja! I pewnie „fuch” nie będzie już można robić. I
      swoich zatrudniać. Czy aby to nie jest sednem konfliktu?
      „Radni od dawna nie kryli niechęci do linii programowej Klemma”. To
      nie radni nie kryli niechęci. To Pan Klemm zignorował
      jeleniogórzan, oferując linię programową, która jest bardzo źle
      przyjmowana przez nich i nie pokusił się na jej korektę. Radni są
      jedynie strażnikiem finansów publicznych, tj. pieniędzy
      jeleniogórzan, którzy nie chodząc do teatru – a właściwie do
      takiego teatru – dają wyraz, że nie życzą sobie, aby taka linia
      była finansowana z ich środków. Budżet miasta jest budżetem
      mieszkańców. I nic tego nie zmieni. Nawet żądania i protesty
      aktorów. Jeżeli od czasu objęcia funkcji przez nowego dyrektora
      artystycznego frekwencja spadła mniej więcej o połowę (a i tak była
      rażąco niska), to znaczy, że środki publiczne wydawane są na rzecz
      bardzo wąskiej grupy osób (zresztą niekoniecznie mieszkańców
      miasta).
      Pani Redaktor pisze dalej: „(…) w Jeleniej Górze, gdzie brak
      środowiska akademickiego, nie ma publiczności dla teatru (…)”. Ten
      brak podstawowej wiedzy o szkolnictwie wyższym w naszym mieście
      jest porażający. Czy Uniwersytet Ekonomiczny, Politechnika
      Wrocławska, Kolegium Karkonoskie, Wyższa Szkoła Menedżerska
      kształcące kilka tysięcy studentów to tak mało? Dalej. „Ale
      dlaczego [rada miejska] zamiast otwarcie sformułować zarzuty,
      majstruje przy przepisach, zamiast dyskutować, kreuje atmosferę
      walki z <samozwańczym guru>?”. Rada oficjalnie i otwarcie
      sformułowała „zarzuty”. Po pierwsze dyrektorów nie może być trzech
      (a biorąc pod uwagę, że teatry są dwa – sześciu). Po drugie –
      dyrektor ma wziąć obowiązek za jednostkę jako całość. Ma dobrać
      sobie takich ludzi, którzy wspólnie z nim, ten obowiązek zrealizują
      i rozliczą się z nałożonych obowiązków. Jeżeli będzie jeden, to nie
      będzie, tak jak do tej pory, konfliktów pomiędzy naczelnym a
      artystycznym i przerzucanie się odpowiedzialnością. Po trzecie – na
      radnych spoczywa obowiązek dbania o finanse publiczne, i to też
      zostało wyraźnie przedstawione. Gdzie jest więc to „majstrowanie”?
      Czy to nie aktorzy rozpoczęli walkę, pisząc bardzo ostry i
      obraźliwy w stosunku do radnych list otwarty? Dlaczego o tym ani
      słowem się w artykule nie wspomina? Kilka cytatów wobec tego: „jako
      członkowie zespołu artystycznego z całą mocą protestujemy przeciw
      podejmowaniu przez Radę Miasta krzywdzących, opartych na
      ignorancji, małostkowości i osobistych animozjach decyzji (…)”; „za
      Państwa decyzją stoi karygodna ignorancja i brak elementarnej
      znajomości zasad funkcjonowania instytucji kultury, co gorsza -
      stoi za nią arogancja i bulwersujący (…) brak zainteresowania
      przyszłością Teatru”; „To, że w swoim aroganckim poczuciu
      wszechwiedzy i wszechmocy (…) nie zasięgają Państwo opinii – nie
      dziwi”. Kto więc kreuje atmosferę walki? Czy sformułowania z owego
      listu: „zdecydowanie żądamy” czy „domagamy się (…) wyjaśnień” to
      forma dyskusji?
      Teatr to ekspresja słowno-wizualna. Oczywiście, że wprost
      ekskrementów i wymiocin nie było. Zresztą gdyby były naprawdę, to
      uznałbym aktorów za ludzi lekko chorych psychicznie. Natomiast była
      sztuka, która swoją wymową to pokazywała. Nie w tym rzecz, że w
      zastępstwie występowała czekolada czy jabłka, tylko jakie było
      przesłanie. O recenzjach nie będę mówił, bo pisali o tym inni. I
      wyjaśniali jak są one (a przynajmniej niektóre) tworzone.
      Powtórzę jeszcze raz. Zarówno aktorzy jak i zresztą dyrektor
      artystyczny są pracownikami, opłacanymi niemal w całości ze środków
      budżetu miasta. Jeżeli ktoś daje pieniądze, to chyba ma prawo
      żądać, aby te były rozdysponowywane zgodnie z jego intencją. Nie
      może być tak: wy nam dajecie pieniądze, do tego tyle ile chcemy i
      wara wam od decydowania, co z nimi zrobimy, ani jakie będą efekty
      ich wydatkowania i działań za nie zrealizowanych. Bo my jesteśmy
      artystami, a Państwo (tu: samorząd) ma obowiązek wspierać sztukę
      (czyli nas finansować). To nie mieści się w moim (ani, jak widać,
      innych radnych) poczuciu odpowiedzialności za pieniądze publiczne,
      jak też poczuciu zwykłej przyzwoitości. Szczególnie w sytuacji
      narastającego kryzysu gospodarczego. I, o dziwo, bez znaczenia
      okazała się tu przynależność polityczna. Jeżeli ktoś się z tym
    • Gość: Jerzy Lenard Jak ocenzurować teatr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 18:13
      I na koniec. Jeżeli Pan Klemm jest w połowie tak dobry jak
      recenzje, to bez trudu znajdzie sobie inną przystań, która doceni
      jego twórczość. Ale nie sądzę, żeby nowy pracodawca tolerował np.
      branie „fuch” jakimi jest chociażby poświęcanie czasu na
      reżyserowanie spektakli w innych teatrach. I to wszystko w
      sytuacji, gdy teatr, któremu przewodzi, stacza się po równi
      pochyłej. Teatr bez widza jest martwy. Nie ilość festiwali, na
      których wystąpią aktorzy, ma pierwszorzędne znaczenie. To widz jest
      najważniejszy. On ma decydować, jakiego teatru oczekuje i do
      jakiego z chęcią przyjdzie. Mam nadzieję, że taki teatr będzie w
      Jeleniej Górze.
      Jerzy Lenard
      radny rady miejskiej w Jeleniej Górze
    • Gość: Jerzy Lenard Jak ocenzurować teatr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.09, 18:15
      P.S.
      A co do tekstu Romana Pawłowskiego „Sceny pod obstrzałem” to
      chciałbym nadmienić, że to właśnie ci młodzi ludzie przestali
      przede wszystkim do takiego teatru, jaki promuje chociażby Wojciech
      Klemm, przychodzić. To również w ich imieniu piszę, bo to oni się
      do nas, radnych, często zwracają. To nie lokalni politycy PO psują
      teatr. To właśnie oni próbują naprawić to, co przez wiele lat było
      tabu. Mimo, że działo się źle, nikt nie chciał się zająć tą
      delikatną i trudną, nie ukrywam, sprawą. Głos młodych
      wykształconych Polaków to nie głos wulgaryzmów, to nie głos
      niedouczonych aktorów czytających z kartek czy reżyserów biorących
      duże pieniądze za kilkanaście dni wątpliwej jakości pracy. Młodzi
      ludzie żądają konkretów i rzetelnej, uczciwej pracy. A nie
      kombinowania, kunktatorstwa i „popierania swoich”.
      Jerzy Lenard
      radny rady miejskiej w Jeleniej Górze
    • Gość: andy Ale stek bzdur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.09, 08:32
      Teatry nie są dla krytyków i dyrektorów teatrów. Teatry mają swoje
      misje, cele czy kakkolwiek zwać (kulturalne, edukacyjne itd).
      Krytycy ze wszystkich teatrów zrobiliby teatry "współczesne",
      krzyczące - ważne przede wszystkim "wydarzenie", a nie przeżycie
      widza, przyciąganie młodzieży, dbanie o widownię. KRYTYCY OUT Z
      TEATRÓW

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka