Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem

IP: *.chello.pl 08.09.09, 10:22
A ja niniejszym ogłaszam wszem i wobec, że czekam do 8 września na sprzeciw wszystkich wytwórni muzycznych i innych właścicieli praw autorskich do całej muzyki na świecie. Jeżeli nie otrzymam stosownej informacji na piśmie, to będę uważać, że od następnego dnia mam prawo ściągać i udostępniać każdy utwór muzyczny bez żadnych przeszkód.

Wszelkie pozwy w tej sprawie proszę składać do sądu rejonowego w Kukurykach Górnych, który w mojej ocenie ma wyłączną jurysdykcję do decydowania o prawach autorskich muzyków z całego świata, nie tylko z USA, ale np. również z Zimbabwe, Vanuatu czy Kanady.

Aha, każdemu, kto do jutra nie prześle mi pisma, wypłacę kwotę, jaką ja uznam za stosowne, stanowiącą jakiś tam procent wpływów z czegoś tam.

Smaug
    • Gość: niedoszły_bibliote Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem IP: *.rev.snt.net.pl 09.09.09, 10:47
      ciekawią mnie takie opinie że utrzymanie serwerów jest takie drogie :) kupiłem ostatnio terabajtowy dysk sieciowy w detalu za 700 zł brutto wiec może ktoś mi wyjaśni gdzie te gigantyczne ponoć koszty utrzymania. Ile te zasoby zajmują? 100 terabajtów? niechby i 1000 jaki to koszt w skali kraju? Owszem udostępnienie tego zasobu to już jest znaczący koszt transferu ale nie archiwizacja jako taka.

      niedoszły bibliotekarz
      • kwant0 Re: Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem 09.09.09, 11:32
        Od jakiegoś czasu przesyłanie tych danych jest znacznie droższe niż ich
        składowanie. Koszt robi głównie posiadanie szerokiego pasma do Internetu a jak
        słusznie zauważyłeś terabajtowy dysk w detalu kosztuje 300-400zł. Niech książka
        ma 500 stron, każda po 2000 znaków to cała książka w formacie tekstowym zajmuje
        1MB czyli na takim dysku zmieści się ich... MILION!!!! Google to robi trochę
        inaczej, żeby nie utracić nic z książki i utrudnić kopiowanie oni skanują w
        sensie dosłowym (robią ,,zdjęcia'') każdą kartkę łącznie z okłądką, ale to
        zwiększa objętość góra 100-1000 razy więc i tak w najgorszym przypadku na dysku
        za 400zł zmieści się 1000 książek, czyli koszt nośnika jest śmiesznie mały
        (oczywiście warto doliczyć prąd, serwery, backupy, no i najdroższy komponent -
        dostęp do internetu).
      • Gość: g.suss Re: Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem IP: *.chello.pl 09.09.09, 15:01
        Gość portalu: niedoszły_bibliote napisał(a):

        > ciekawią mnie takie opinie że utrzymanie serwerów jest takie drogie :) kupiłem
        > ostatnio terabajtowy dysk sieciowy w detalu za 700 zł brutto wiec może ktoś mi
        > wyjaśni gdzie te gigantyczne ponoć koszty utrzymania.

        Cena dysku nie jest składnikiem kosztów *utrzymania*. Koszty utrzymania to
        koszty transferu danych, prądu, administracji, konserwacji sprzętu, opłacenia i
        zabezpieczenia fizycznych pomieszczeń, w których stoją komputery itd.

        > Ile te zasoby zajmują? 10
        > 0 terabajtów? niechby i 1000 jaki to koszt w skali kraju?

        Problemem nie jest pojemność dyskowa tylko moc obliczeniowa potrzebna do
        przeszukiwania takiego ogromnego zbioru. Zastanawiałeś się kiedyś, jak to się
        dzieje, że google zwraca wynik wyszukiwania w całym internecie w 0,1 sekundy i
        to pomimo, że w każdej chwili obsługuje takich zapytań setki tysięcy? Ano tak,
        że w ich serwerowniach również stoją setki tysięcy, jeśli nie miliony, komputerów.

        Nawet jeśli na Twoim dysku za 700 złotych zmieścisz całe polskie piśmiennictwo,
        takie urządzenie jest zbyt wolne, by obsłużyć choćby tylko kilka wyszukiwań
        naraz. Ponadto w przypadku dużych projektów redundancja jest niezbędna na
        wypadek, gdyby część serwerów miał nagle trafić szlag.

        > Owszem udostępnienie
        > tego zasobu to już jest znaczący koszt transferu ale nie archiwizacja jako taka.

        Archiwizacja rozumiana jako digitalizowanie książek jest *bardzo* droga -
        szczególnie w przypadku bardzo cennych woluminów.
    • kwant0 Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem 09.09.09, 11:24
      ,,Koncern zeskanuje i wpuści do sieci jego teksty, wypłacając autorowi 63 proc. zysku z reklam.'' dodatkowo autor/wydawca może wyedytować do każdego swjego dzieła ,,prawa dostępu'': zabronić, zezwolić całość, część, tylko okładkę, etc...

      Jeżeli te 63% dla autora to prawda to jest to według mnie bardzo uczciwe! Napisałeś dobrą książkę, dużo osób będzie ją czytać, dużo zarobisz. Niektóre osoby wrócą do tej książki za chwilę żeby sobie odświeżyć doskonałe fragmenty (zakładki, personalizacja, swoja bibliotekczka ulubionych, notatki na marginesie - to oczywista funkcjonalność w cyfrowej bibliotece), zarobisz więc wielokrotnie na jednej książce na jednym użytkowniku i nie ma ,,problemu'' pożyczania książek koledze, który to preceder niektórzy autorzy traktują jako kradzież własności intelektualnej (która jak wiadomo w wielu krajach jest karana surowiej niż gwałt na nieletniej...). Jeżeli napiszesz gniota to nikt nie będzie chciał czytać, a jak przeczyta to 2 strony więc zarobisz mniej niż niewiele.

      Należy tu podkreślić (dwukrotnie), że autor dostaje pieniądze za rekalmę wyświetlaną podczas czytania. Nie dostanie więc kasy od użytkownika, który do tej pory kupował książki po to żeby przejrzeć okładkę i postawić na półce w biblioteczce bo wypada, bo była reklamowana albo bo wypada mieć biblioteczkę (w sensie mebel). To jest zmiana, która wielu zaboli, teraz ksiażka traktowana jest jak towar: gniot->reklama->zysk. Zysk trudno będzie wypracować, jeżeli będzie funkcją czytania a nie posiadania książki. Naprawdę niezmiernie trudno będzie zmusić reklamą do czytania kiepskiej książki, równocześnie okaże się ile tych obecnych książek kupuje się dla posiadania a ile dla czytania.

      Więc nietrudno teraz o refleksje, dlaczego wydawcy i autorzy są tak bardzo przeciwni. Ja się im nie dziwię, zmiany zawsze są bolesne... A zapytał ktoś czytelników? Mam wrażenie, że to właśnie Google stoi po stronie czytelników...

      Biblioteki to jest osobny temat. Z jednej strony powinny wspierać taką inicjatywę wszelkimi siłami bo to jest ze wszech miar korzystne dla czytelników a to powinno im na sercu leżeć, ale z drugiej strony spowoduje to przekształcenie obecnych bibliotek w... muzea książki więc nie dziwię się bibliotekarzom. Anyway, Gienia, świat się zmienia...
      • Gość: npc Re: Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem IP: *.6.28.78.cable.dyn.petrus.com.pl 10.09.09, 15:08
        Nie zauważyłeś drogi Internauto tego, co sam umieszczasz jako
        konkluzję. Właśnie - świat się zmienia. Biblioteka od dawna nie jest
        już budynkiem z książkami. Jest to instytucja informacyjna,
        kulturalna, edukacyjna. Świat się zmienił od Twojej ostatniej wizyty
        w bibliotece. Ujmę to tak. Nie znalazłeś w Google? Zapytaj
        bibliotekarza!
    • Gość: czytacz Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem IP: 82.160.33.* 09.09.09, 13:27
      Czy oni myślą, że książka jest jak teledysk? U siebie książki
      używane mają bardzo tanie w stosunku do zarobków, jednak czy
      poczytamy sobie w GBooks Stephena Kinga? Ani ani.
      To może prowadzić do: wykańczania pisarzy nieamerykańskich, do
      uznania USA za kraj nie szanujący praw autorskich (czy przejmą się
      tym?).
      Z tych sążnistych artykułów nie wynika wprost, co otrzyma zwykły
      czytelnik. Rozumiem, że już od dawna funkcjonuje Amazon Book Search -
      projekt, gdzie po kupnie jednej książki z Amazon można przejrzeć
      kilkadziesiąt stron w milionach książek, i ten projekt Amazon
      obejmuje też najnowsze bestsellery.
      W Google Books czytam po angielsku stare książki z bibliotek np.
      University of California i Oxfordu, są też zeskanowane stare polskie
      książki, jednak pełne błędów w skanowaniu, tak jakby skaner nie był
      ustawiony na język polski.
      Oczywiście są też całkiem nowe książki z "ograniczonym podglądem" -
      co w praktyce oznacza, że można przeczytać ok. 30 stron, żeby
      zaznajomić się z tekstem.
      Nie widziałem jednak zeskanowanej w całości żadnej nowej książki.
      Polscy wydawcy, pisarze powinni stworzyć megalistę według jakiegoś
      klucza i wysłać w terminie.
      W Ameryce prawnicy rządzą, potem okaże sie, że nasi zostali
      wpuszczeni w pułapkę i nie mogą się z niej już wyplątać.
      Tak duże firmy często realizują interesy ekonomiczne swojego
      rządu/kraju. A kraj ten oparty jest na wolnej konkurencji, gdzie
      jeden biznesmen obstawiony prawnikami stara się wykończyć innego
      biznesmena obstawionego swoimi prawnikami.
    • Gość: DR WWW Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.09, 14:16
      INFORMATYCY I BIBLIOTEKARZE - DO ROBOTY!!!

      KOKOSY DLA KOLESIÓW... A DLA RESZTY FIGA Z MAKIEM... Z MASTERNAKIEM?!

      wwwiercioch.blog.onet.pl/
    • Gość: Sławek Bibliotekarze chcą zdążyć przed Googlem IP: *.mtvk.pl 12.09.09, 13:13
      Autorzy sami się na to zgodzili. Część z ludzie jest tak głu**a, że ufają
      ZAIKS-owi. Teraz mają, bo GOOGLE nie podpisało umowy z nimi, a z kimś, kto
      zarządza(może nawet bez ich wiedzy/zgody) ich dziełami.
Pełna wersja