uriel1
06.01.05, 18:15
Nie bardzo mogę się pozbierać. Wczoraj byłem na pogrzebie dzieciaka. Miał
niecałe 23 lata. Dla mnie - dzieciak. Wiem, że to nieuczciwe - różnicować
śmierć ze względu na wiek, ale żal mi go. Bardzo. Ten chłopiec sam sobie
śmierć zadał. Okrutną wielce. Oblał sie jakimś świństwem łatwopalnym i
podpalił. Żył jeszcze kilka godzin.
Cholerny Sylwester.
Trzy lata temu znajoma podcięła sobie żyły w wannie. Dwa lata temu
zamordowano w Ludźmierzu znajomego lokalnego dziennikarza. Rok temu nerwowo
nasłuchiwałem złych wieści. Wiecie - prawo serii.... Nic. A teraz - to.
Tak się zastanaiam, dlaczego akurat noc Sylwestrowa tak źle nastraja ludzi o
słabszej psychice. Może dlatego, że wszyscy karza nam się akurat wtedy
cieszyć? Że idzie nowe? Że będzie lepiej? Nie wiem.