krzysztofsf
11.02.04, 09:39
Przpraszam za tytul, ale po namysle go zostawiam, gdyz dokladnie oddaje moje
uczucia po przeczytaniu ponizszego.
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040211/ekonomia/ekonomia_a_10.html
Bruksela domaga się zmian w kampaniach promujących polskie produkty
Dobre, bo europejskie
Polskie dobre dla nas wszystkich - komentarz
Gość "Rz"
ANDRZEJ KRAUZE
"Teraz Polska", "Dobre, bo polskie", "Polska dobra żywność" i wiele innych
kampanii promujących produkty z naszego kraju po 1 maja nie może być
utrzymanych w obecnej formule. Komisja Europejska uznała, że to ukryta
dyskryminacja towarów z innych państw Wspólnoty - dowiaduje się "Rz".
Bruksela już od dłuższego czasu prowadzi w tej sprawie poufne rozmowy z
rządem. Na razie bez skutku. W promocję polskich produktów zaangażowali się
prezydent, premier, minister rolnictwa i inni przedstawiciele władz. Zdaniem
unijnych ekspertów oznacza to, że państwo utrudnia swobodny przepływ towarów
między Polską a krajami Wspólnoty, bo produkty importowane nie mogą zostać
objęte akcją promocyjną. Na stosowanie takich przeszkód nie pozwala art. 28
traktatu o UE. Już na początku negocjacji członkowskich Polska zobowiązała
się do jego stosowania bez wyjątku od pierwszego dnia po przystąpieniu do
Unii.
Pierwsi byli Irlandczycy
W podobnych sprawach Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) wydał już
kilkadziesiąt wyroków. Precedensowy ogłoszono ponad 30 lat temu przeciwko
Irlandii. Sędziowie z Luksemburga uznali wówczas za sprzeczną z art. 28
akcję "Buy Irish" (Kupuj produkty irlandzkie). Od tego czasu ofiarami wyroków
ETS padły także m.in. akcje "Jakościowy produkt z niemieckich landów" oraz
francuski system oznakowania produktów regionalnych.
Bruksela domaga się przede wszystkim, aby z udziału w akcjach promocyjnych
wycofały się władze państwowe. Chodzi o bezpośrednie dotowanie kampanii
promocyjnych, ale także obejmowanie nad nimi patronatu lub udział
przedstawicieli administracji w jury. W niektórych przypadkach, takich jak
wyróżnienie "Polska dobra żywność", władze publiczne (Ministerstwo Rolnictwa)
są wyłącznym organizatorem i sponsorem akcji. Pretensje Komisji dotyczą
jednak również promowania produktów regionalnych.
Zdaniem ekspertów KE należałoby także przeprowadzić pewną modyfikację samych
haseł. Przedsiębiorcy, których produkty nie będą objęte jednym ze
wspomnianych promocyjnych znaków, mogą bowiem składać skargi zarówno do sądów
krajowych, jak i do sądu w Luksemburgu na mylącą klientów reklamę. Ich wyroby
także są bowiem "dobre, bo polskie", jednak nie mają prawa do używania tych
znaków.
Komisja domaga się też zniesienia obowiązku zamieszczania na polskich
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
produktach znaków pochodzenia ("Made in Poland"), bo to, jej zdaniem,
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
przeszkadza w swobodnym imporcie towarów z innych krajów Unii. W tym jednak
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
przypadku spór powinien zostać zażegnany przed 1 maja. UKIE przygotowuje
ustawę, która ma wprowadzić dobrowolność stosowania znaków pochodzenia.
Bruksela podkreśla natomiast, że nadal możliwe jest promowanie Polski czy jej
regionów jako celu wypraw turystycznych i inwestycji gospodarczych.
Stereotypy ciągle żywe
Żądania Komisji wywołują spore zamieszanie w naszym kraju. Od 1990 r.
powstało bowiem wiele organizacji dla promowania polskich produktów. W
konkursie "Teraz Polska", którego 14. edycja jest właśnie przygotowywana,
wyłoniono 300 laureatów spośród niemal 4 tys. firm. Ponad 600 produktów z 60
firm z branży rolno-spożywczej ma prawo używania znaku "Polska dobra żywność
od 4 lat nadzorowanego przez resort rolnictwa. Wielkopolska promuje pod
hasłem "Dobre, bo polskie", Podkarpackie ma "Lidera polskiego biznesu", a
przy Krajowej Izbie Gospodarczej funkcjonuje "Polska nagroda jakości".
Polskie czy z importu
SONDAŻ "RZECZPOSPOLITEJ"
Krajowe kupowane chętniej
Prawie 70 proc. klientów woli kupować towary wyprodukowane w Polsce niż
importowane - wynika z badań wykonanych dla "Rz" przez Pracownię Badań
Społecznych w Sopocie. Chętniej nabywane są wyroby z firm polskich niż z
przedsiębiorstw zagranicznych działających w naszym kraju. Lepszym pracodawcą
w ocenie badanych jest prywatna firma polska niż prywatne przedsiębiorstwo
zagraniczne.
Im starszy pytany, tym częściej preferuje polskie towary. Wśród osób poniżej
25 roku życia krajowe produkty wolało 47 proc. badanych, a wśród najstarszych
(powyżej 59 lat) 80 proc. Za kupowaniem produktów polskich częściej
opowiadają się ludzie mniej wykształceni niż osoby po studiach oraz
mieszkający na wsi i w małych miastach niż w średnich i dużych aglomeracjach.
Widoczne są różnice w preferencjach nabywców w zależności od regionu. Krajowe
produkty najbardziej preferują mieszkańcy województw pomorskiego i warmińsko-
mazurskiego. Za towarami importowanymi najliczniej opowiadają się klienci z
Lubuskiego. Dla 23 proc. badanych obojętne jest, skąd pochodzi towar, a 7
proc. woli rzeczy importowane.
Mając do wyboru towary wyprodukowane w Polsce, ale przez firmy kontrolowane
przez rodzimy i zagraniczny kapitał, częściej wybieramy produkty rodzimych
wytwórni. Takie preferencje najczęściej deklarują emeryci, renciści, rolnicy
oraz robotnicy niewykwalifikowani. Za ofertą producentów o krajowych
korzeniach opowiadają się częściej ludzie starsi i osoby słabiej
wykształcone. Najmniejsze znaczenie ma to dla osób z wykształceniem wyższym.
A.S.
Badanie przeprowadziła Pracownia Badań Społecznych w Sopocie na
zlecenie "Rzeczpospolitej" 8 - 9 listopada 2003 r. na 1033- osobowej próbie
reprezentatywnej dla dorosłej ludności kraju.
Przygotowania do dostosowania się do rygorów Unii już się jednak rozpoczęły. -
Szykujemy nowe rozwiązania - mówi Krystyna Kilanowska z Ministerstwa
Rolnictwa. Nieoficjalnie wiadomo, że pierwsze litery obecnej nazwy pozostaną
takie same (PDŻ), ale zamiast "Polska" będzie inny wyraz. O zmianach
regulaminowych mówi również Piotr Staniewski z Fundacji Teraz Polska.
Akcje promocyjne wydatnie przyczyniły się do przekonania polskich klientów,
że warto kupować krajowe produkty. To jednak dopiero początek procesu
przełamywania negatywnych stereotypów. Na rynku działa wiele firm, zwłaszcza
odzieżowych i obuwniczych, o polskich korzeniach i kapitale, które używają
np. zagranicznie brzmiącej nazwy, aby zasugerować klientowi, że producent
pochodzi z Włoch, Francji czy Ameryki.
Dlatego wiele krajowych firm zrezygnowało z podkreślania swojej polskości,
starając się wyłącznie promować własną markę.
- Dla wielu klientów największe znaczenie ma marka sprzętu i jego
funkcjonalność oraz parametry techniczne. Czy jednak dla nabywcy ważne jest,
gdzie produkowane są wyroby akceptowanej przez niego marki? Na to pytanie
brak jednoznacznej odpowiedzi - przyznaje Zdzisław Wiese z firmy Amica
Wronki, znanego polskiego producenta sprzętu AGD.
Prezes Śnieżki (producent farb i klejów) Kazimierz Mikrut uważa, że dla
polskiego klienta, inaczej niż w takich krajach jak Niemcy, nie jest ważne,
skąd pochodzi producent danego wyrobu. Liczy się tylko jego jakość i marka.
Udział w kampaniach reklamujących polskie produkty może się zresztą okazać
ryzykowny. Krakowska agencja reklamowa Demo effective launching właśnie
lansuje nową kampanię medialną pod hasłem: "Kupując polskie, dajesz pracę".
Polska żywność najlepsza
Mimo postulatów Unii wydaje się natomiast, że polscy klienci pozostaną wierni
krajowym markom, przynajmniej na rynku żywności. Z badań Grupy Żywca i
Carlsberg-Okocimia wynika, że 95 - 96 proc. piwa sprzedawanego w Polsce to
polskie marki takie jak Żywiec, Warka, Tatra czy Okocim. Zdecydowaną
większość na rynku stanowią wo