Dodaj do ulubionych

O qrwa..........

11.02.04, 09:39
Przpraszam za tytul, ale po namysle go zostawiam, gdyz dokladnie oddaje moje
uczucia po przeczytaniu ponizszego.
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040211/ekonomia/ekonomia_a_10.html
Bruksela domaga się zmian w kampaniach promujących polskie produkty

Dobre, bo europejskie

Polskie dobre dla nas wszystkich - komentarz
Gość "Rz"



ANDRZEJ KRAUZE

"Teraz Polska", "Dobre, bo polskie", "Polska dobra żywność" i wiele innych
kampanii promujących produkty z naszego kraju po 1 maja nie może być
utrzymanych w obecnej formule. Komisja Europejska uznała, że to ukryta
dyskryminacja towarów z innych państw Wspólnoty - dowiaduje się "Rz".

Bruksela już od dłuższego czasu prowadzi w tej sprawie poufne rozmowy z
rządem. Na razie bez skutku. W promocję polskich produktów zaangażowali się
prezydent, premier, minister rolnictwa i inni przedstawiciele władz. Zdaniem
unijnych ekspertów oznacza to, że państwo utrudnia swobodny przepływ towarów
między Polską a krajami Wspólnoty, bo produkty importowane nie mogą zostać
objęte akcją promocyjną. Na stosowanie takich przeszkód nie pozwala art. 28
traktatu o UE. Już na początku negocjacji członkowskich Polska zobowiązała
się do jego stosowania bez wyjątku od pierwszego dnia po przystąpieniu do
Unii.

Pierwsi byli Irlandczycy

W podobnych sprawach Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) wydał już
kilkadziesiąt wyroków. Precedensowy ogłoszono ponad 30 lat temu przeciwko
Irlandii. Sędziowie z Luksemburga uznali wówczas za sprzeczną z art. 28
akcję "Buy Irish" (Kupuj produkty irlandzkie). Od tego czasu ofiarami wyroków
ETS padły także m.in. akcje "Jakościowy produkt z niemieckich landów" oraz
francuski system oznakowania produktów regionalnych.

Bruksela domaga się przede wszystkim, aby z udziału w akcjach promocyjnych
wycofały się władze państwowe. Chodzi o bezpośrednie dotowanie kampanii
promocyjnych, ale także obejmowanie nad nimi patronatu lub udział
przedstawicieli administracji w jury. W niektórych przypadkach, takich jak
wyróżnienie "Polska dobra żywność", władze publiczne (Ministerstwo Rolnictwa)
są wyłącznym organizatorem i sponsorem akcji. Pretensje Komisji dotyczą
jednak również promowania produktów regionalnych.

Zdaniem ekspertów KE należałoby także przeprowadzić pewną modyfikację samych
haseł. Przedsiębiorcy, których produkty nie będą objęte jednym ze
wspomnianych promocyjnych znaków, mogą bowiem składać skargi zarówno do sądów
krajowych, jak i do sądu w Luksemburgu na mylącą klientów reklamę. Ich wyroby
także są bowiem "dobre, bo polskie", jednak nie mają prawa do używania tych
znaków.

Komisja domaga się też zniesienia obowiązku zamieszczania na polskich
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
produktach znaków pochodzenia ("Made in Poland"), bo to, jej zdaniem,
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
przeszkadza w swobodnym imporcie towarów z innych krajów Unii. W tym jednak
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
przypadku spór powinien zostać zażegnany przed 1 maja. UKIE przygotowuje
ustawę, która ma wprowadzić dobrowolność stosowania znaków pochodzenia.
Bruksela podkreśla natomiast, że nadal możliwe jest promowanie Polski czy jej
regionów jako celu wypraw turystycznych i inwestycji gospodarczych.

Stereotypy ciągle żywe

Żądania Komisji wywołują spore zamieszanie w naszym kraju. Od 1990 r.
powstało bowiem wiele organizacji dla promowania polskich produktów. W
konkursie "Teraz Polska", którego 14. edycja jest właśnie przygotowywana,
wyłoniono 300 laureatów spośród niemal 4 tys. firm. Ponad 600 produktów z 60
firm z branży rolno-spożywczej ma prawo używania znaku "Polska dobra żywność
od 4 lat nadzorowanego przez resort rolnictwa. Wielkopolska promuje pod
hasłem "Dobre, bo polskie", Podkarpackie ma "Lidera polskiego biznesu", a
przy Krajowej Izbie Gospodarczej funkcjonuje "Polska nagroda jakości".

Polskie czy z importu

SONDAŻ "RZECZPOSPOLITEJ"

Krajowe kupowane chętniej

Prawie 70 proc. klientów woli kupować towary wyprodukowane w Polsce niż
importowane - wynika z badań wykonanych dla "Rz" przez Pracownię Badań
Społecznych w Sopocie. Chętniej nabywane są wyroby z firm polskich niż z
przedsiębiorstw zagranicznych działających w naszym kraju. Lepszym pracodawcą
w ocenie badanych jest prywatna firma polska niż prywatne przedsiębiorstwo
zagraniczne.

Im starszy pytany, tym częściej preferuje polskie towary. Wśród osób poniżej
25 roku życia krajowe produkty wolało 47 proc. badanych, a wśród najstarszych
(powyżej 59 lat) 80 proc. Za kupowaniem produktów polskich częściej
opowiadają się ludzie mniej wykształceni niż osoby po studiach oraz
mieszkający na wsi i w małych miastach niż w średnich i dużych aglomeracjach.

Widoczne są różnice w preferencjach nabywców w zależności od regionu. Krajowe
produkty najbardziej preferują mieszkańcy województw pomorskiego i warmińsko-
mazurskiego. Za towarami importowanymi najliczniej opowiadają się klienci z
Lubuskiego. Dla 23 proc. badanych obojętne jest, skąd pochodzi towar, a 7
proc. woli rzeczy importowane.

Mając do wyboru towary wyprodukowane w Polsce, ale przez firmy kontrolowane
przez rodzimy i zagraniczny kapitał, częściej wybieramy produkty rodzimych
wytwórni. Takie preferencje najczęściej deklarują emeryci, renciści, rolnicy
oraz robotnicy niewykwalifikowani. Za ofertą producentów o krajowych
korzeniach opowiadają się częściej ludzie starsi i osoby słabiej
wykształcone. Najmniejsze znaczenie ma to dla osób z wykształceniem wyższym.
A.S.

Badanie przeprowadziła Pracownia Badań Społecznych w Sopocie na
zlecenie "Rzeczpospolitej" 8 - 9 listopada 2003 r. na 1033- osobowej próbie
reprezentatywnej dla dorosłej ludności kraju.

Przygotowania do dostosowania się do rygorów Unii już się jednak rozpoczęły. -
Szykujemy nowe rozwiązania - mówi Krystyna Kilanowska z Ministerstwa
Rolnictwa. Nieoficjalnie wiadomo, że pierwsze litery obecnej nazwy pozostaną
takie same (PDŻ), ale zamiast "Polska" będzie inny wyraz. O zmianach
regulaminowych mówi również Piotr Staniewski z Fundacji Teraz Polska.

Akcje promocyjne wydatnie przyczyniły się do przekonania polskich klientów,
że warto kupować krajowe produkty. To jednak dopiero początek procesu
przełamywania negatywnych stereotypów. Na rynku działa wiele firm, zwłaszcza
odzieżowych i obuwniczych, o polskich korzeniach i kapitale, które używają
np. zagranicznie brzmiącej nazwy, aby zasugerować klientowi, że producent
pochodzi z Włoch, Francji czy Ameryki.

Dlatego wiele krajowych firm zrezygnowało z podkreślania swojej polskości,
starając się wyłącznie promować własną markę.

- Dla wielu klientów największe znaczenie ma marka sprzętu i jego
funkcjonalność oraz parametry techniczne. Czy jednak dla nabywcy ważne jest,
gdzie produkowane są wyroby akceptowanej przez niego marki? Na to pytanie
brak jednoznacznej odpowiedzi - przyznaje Zdzisław Wiese z firmy Amica
Wronki, znanego polskiego producenta sprzętu AGD.

Prezes Śnieżki (producent farb i klejów) Kazimierz Mikrut uważa, że dla
polskiego klienta, inaczej niż w takich krajach jak Niemcy, nie jest ważne,
skąd pochodzi producent danego wyrobu. Liczy się tylko jego jakość i marka.

Udział w kampaniach reklamujących polskie produkty może się zresztą okazać
ryzykowny. Krakowska agencja reklamowa Demo effective launching właśnie
lansuje nową kampanię medialną pod hasłem: "Kupując polskie, dajesz pracę".

Polska żywność najlepsza

Mimo postulatów Unii wydaje się natomiast, że polscy klienci pozostaną wierni
krajowym markom, przynajmniej na rynku żywności. Z badań Grupy Żywca i
Carlsberg-Okocimia wynika, że 95 - 96 proc. piwa sprzedawanego w Polsce to
polskie marki takie jak Żywiec, Warka, Tatra czy Okocim. Zdecydowaną
większość na rynku stanowią wo
Obserwuj wątek
    • krzysztofsf cd 11.02.04, 09:41
      Polska żywność najlepsza

      Mimo postulatów Unii wydaje się natomiast, że polscy klienci pozostaną wierni
      krajowym markom, przynajmniej na rynku żywności. Z badań Grupy Żywca i
      Carlsberg-Okocimia wynika, że 95 - 96 proc. piwa sprzedawanego w Polsce to
      polskie marki takie jak Żywiec, Warka, Tatra czy Okocim. Zdecydowaną większość
      na rynku stanowią wody mineralne z polskimi markami, w tym Żywiec Zdrój,
      Nałęczowianka i Muszyna. Liderem wśród mleczarzy w podkreślaniu polskości
      wyrobów jest Bakoma (kontrolowana przez francuskiego Danone). Budowany przez
      dziesięciolecia wizerunek marki Łowicz jako powiązanej z naturalnymi uprawami i
      tradycyjnym przetwórstwem spowodował, że co drugi słoik dżemu pochodzi z tej
      właśnie firmy. Podobnie jest z marką Krakus dla ogórków. Regionalnych nazw firm
      i produktów nie zarzucili nowi zagraniczni właściciele Winiar i Goplany, a
      także Wedla.

      Francuzi już nie muszą promować

      Kraje "15" po wielu oporach także musiały się dostosować do unijnych rygorów.
      Było im jednak łatwiej, bo renoma ich produktów zwykle od lat była ugruntowana.
      We Francji nie ma kapituły ani żadnego innego kolegium, które przyznawałyby
      rodzimym produktom prawo do opatrywania ich jakaś specjalną etykietą
      podkreślającą ich francuskość. Francuzi i tak wolą jednak kupować wyroby
      własne, przekonani o ich wyższości nad wyrobami obcymi. Szampan, koniak, wina
      bordo, luksusowe kosmetyki nie potrzebują żadnej dodatkowej nalepki sławiącej
      ich pochodzenie; i tak są podrabiane na całym świecie.

      W Hiszpanii rodzime produkty także są coraz bardziej cenione. Jednak każdy
      region ma swoją specyfikę. Dlatego naklejki typu: "Produkt pochodzący z
      Hiszpanii" raczej dezorientowałby kupującego. Wiadomo, że najlepsze mleko
      pochodzi z czystej ekologicznie Asturii, pomarańcze i mandarynki z Walencji
      są "inteligentnymi cukierkami dla dzieci", a szynka z Mursji nie ma sobie
      równych, bo zwierzęta są tam odżywiane w naturalny sposób.

      Lidia Oktaba, Jędrzej Bielecki, Anna Sielanko
      KOMENTARZ

      Polskie dobre dla nas wszystkich

      Gdy na półce w sklepie spotkamy dwa nieróżniące się ceną albo jakością
      produkty - jeden zrobiony w Polsce, drugi za granicą - to większość Polaków
      wybierze ten pierwszy. To ważne, bo dzięki temu polskie firmy będą miały więcej
      zamówień, więcej pracy i wyższe zyski. Dzięki temu zyskamy wszyscy, bo spadnie
      bezrobocie i zwiększą się wpływy do budżetu. Dlatego ważne jest, by jak
      najwięcej osób miało świadomość, że od ich indywidualnych wyborów dokonywanych
      podczas codziennych zakupów zależy powodzenie firm i całej gospodarki. Ważne
      jest jednak też, iż te wybory nie mogą oznaczać rezygnacji z jakości czy
      niskiej ceny produktów. Gdybyśmy kupowali polskie towary wbrew rynkowym
      zasadom, tylko dla idei, to robilibyśmy krzywdę nie tylko domowemu budżetowi,
      ale i popieranym przez siebie firmom. Oznaczałoby to, że namawiamy ich do
      nierynkowych zachowań, które prędzej czy później muszą skończyć się klęską.

      Z badań opinii publicznej wynika, że 68 proc. Polaków preferuje polskie towary.
      Ten wybór powinien być podtrzymywany. Do tej pory organizacją konkursów
      promujących polską produkcję zajmowały się bardzo często władze państwowe.
      Teraz wymogi unijne zabronią im tego, więc te zadania powinny przejąć
      organizacje samorządu gospodarczego. Do niedawna napis, że coś wyprodukowano w
      Polsce, traktowany był często jako antyreklama. W ostatnich latach ten pogląd
      szybko się zmienia i te przemiany warto pielęgnować, bo pomoże to nam i naszej
      gospodarce.

      Paweł Jabłoński
      • franzmaurer Made In Poland 11.02.04, 09:53
        Pamiętacie taki zespół Made In Poland smile) Może będzie na indeksie Komisarzy
        Ludowych smile)

        To już jakaś kompletna histeria... zresztą parę tygodni temu nawet w Niemczech
        okazało się że przywiązanie do szyldu "Made In Germany" jest zadziwiająco
        duże...
        Poczekamy na dalszy rozwój tej paranoji gdzie każdy produkt powinien mieć
        udokumentowane miejsce pochodzenia (słynne stempelki na jajkach smile

        Nadchodzą piękne czasy dla kabareciarzy i satyryków smile
      • legal.alien Re: cd 11.02.04, 10:10
        Bedac w Polsce staram sie kupowac polskie produkty i chcialbym je nadal
        kupowac. Niestety, zeby przekonac mnie do polskiego produktu producent i
        sprzedawca powinni zaoferowac mi cene i jakosc konkurencyjna. I z jakoscia i z
        cena jest niestety coraz gorzej. Jakosc polskich wyrobow niegdys dobrych firm
        dramtycznie sie pogarsza. Kupilem w grudniu koszule Wolczanki za 150 zl.
        Koszula mi sie bardzo podobala, cena juz mniej. Po przyjezdzie do Norwegii i
        rozpakowaniu jej okazalo sie, ze szwy sa niedokladne i pruja sie, a guziki
        ledwo sie trzymaja. Za ta cene oczekiwalbym naprawde dobrej jakosci. Za te
        pieniadze moge kupic w Norwegii markowa koszule. Mam koszule Wolczanki sprzed
        paru lat, ktore miewaja sie calkiem dobrze. Natomiast koszule kupione rok temu
        juz maja przetarte kolnierzyki, mimo, ze nie chodze w nich na okraglo.

        Polskie wedliny, ktore nigdys przywozilem kilogramami, w ostatnich latach psuja
        sie strasznie. Dostosowanie polskiej normy na wyroby wedliniarskie do norm
        europejskich zezwolilo na dodawanie wiekszej ilosci roznych swinstw i efekty
        widac. Tzw. dobrzy producenci np. Morliny produkuja cos co nazywam
        eurostandardem - bez smaku, ale ladnie wygladajace.

        Dlaczego mam kupic kurtke Alpinusa skoro za mniejsze pieniadze kupie lepiej
        wykonana i wykonczona kurtke markowej firmy?

        Dlaczego mam kupowac sprzed AGD np Zelmera skoro za mniejsze pieniadze moge
        kupic sprzet markowych firm?

        Chcialem kupic spodnie lub garnitur Vistuli, niegdys mojej ulubionej firmy. W
        sklepach firmowych nie ma wszystkich rozmiarow. Na dodatek panie poinformowaly
        mnie, ze Vistula szyje tylko na sylwetke A, a niestety ja mam sylwetke troche
        zaokraglona i nic na mnie nie pasuje.

        Zostaje jeszcze Bytom, Prochnik i Warmia, ktore szyja odziez meska na caly czas
        przyzoitym poziomie i sprzedaja jeszcze za w miare konkurencyjna cene, ale jak
        dlugo??

        Bede kupowal polskie wyroby, ale tylko i wylacznie wtedy gdy beda naprawde
        dobre jakosciowo i beda konkurowaly cena.
        • krzysztofsf Re: cd 11.02.04, 10:35
          Zgadzam sie z toba.
          Relacja jakosc/cena jest bardzo nieprawidlowa w wielu polskich produktach.
          Natomiast odgorne pozbawianie konsumenta mozliwosci identyfikacji produktu oraz
          wymog likwidacji oznaczen juz rozpoznawalnyc ("Teraz Polska") w wielu
          przypadkach decydujacych przy wyborze sposrod zblizonych cenowo produktow
          jest....
          Zwlaszcza, ze producenci najwiekszego chlamu i tak staraja sie podszyc pod
          produkty zagraniczne.
          • legal.alien Re: cd 11.02.04, 10:41
            krzysztofsf napisał:

            > Zgadzam sie z toba.
            > Relacja jakosc/cena jest bardzo nieprawidlowa w wielu polskich produktach.
            > Natomiast odgorne pozbawianie konsumenta mozliwosci identyfikacji produktu
            oraz
            >
            > wymog likwidacji oznaczen juz rozpoznawalnyc ("Teraz Polska") w wielu
            > przypadkach decydujacych przy wyborze sposrod zblizonych cenowo produktow
            > jest....

            Zgadzam sie jest to kolejna eurobzdura. Niestety, obawiam sie, ze po 1-ym maja
            bedziemy mieli wybor albo kupimy polskie drozsze, albo unijne tansze, bo
            dotowane w rozny sposob i dla wielu wybor bedzie prosty.
            Grzechem Polakow jest moda na zagraniczne, niekoniecznie lepsze. W wielu
            krajach europejskich jest moda na kupowanie wyrobow wyprodukowanych we wlasnym
            kraju, w Polsce niestety jest raczej odwrotnie.
      • krzysztofsf dalsze regulacje 11.02.04, 10:29
        Za Rzeczypospolita z 28.04.2004
        Czy markety zdaza?

        Poniewaz zgodnie z dyrektywami unijnymi, klient sklepow wyposozonych w czytniki
        kodow kreskowych jest zobowiazany do zakupow do najwyzej 50% towarow krajowych,
        co jest ustalane na podstawie kodow kreskowych w trakcie zakupu towaru, trwa
        zamieszanie w wszystkich sklepach Polski. Informatycy maja "zniwa" , po nocach
        dostosowujac oprogramowanie do wymogow unijnych. "Zdazymy!" - zapewnia szef
        dzialu IT najwiekszej sieci hipermarketow w Polsce.
        Dla przypomnienia, wspomniana dyrektywa, skierowana przeciwko nieslusznemu
        faworyzowaniu produktow lokalnych, nakazuje w przypadku nieprawidlowej
        struktury pochodzenia towarow a zakupach danego klienta, skorygowanie ich
        poprzez rezygnacje z zakupu czesci produktow krajowych lub uzupelnienie zakupu
        o dodatkowe produkty pochodzenia unijnego.
        Obsluga marketow poza przerobkami informatycznymi szykuje sie do wdrozenia
        nowych zasad poprzez lokalizacje w poblizu stanowisk kasowych dodatkowych
        regalow z najczesciej kupowanymi produktami unijnymi, aby ulatwic klientom
        poprawianie struktury koszyka zakupow, oraz oznaczajac produkty polskie
        sympatycznym piktogramami, sugerujacymi jakie i w jakiej ilosci produkty unijne
        nalezy dokupic przy wyborze danego produktu krajowego.
        Wspomniane powyzej normy nie moga byc zaskoczeniem dla rzadu ani klienta
        polskiego, poniewaz widnieja na 567 stronie traktatu akcesyjnego (3 wiersz od
        dolu). Sa juz od dawna wdrazane przez starych czlonkow unii, a termin
        zakonczenia wdrozenia dyrektyw w tych krajach jest przewidziany na 1 maja 2057
        roku.
      • klip-klap Re: cd 11.02.04, 11:34
        Gdybyśmy kupowali polskie towary wbrew rynkowym
        > zasadom, tylko dla idei, to robilibyśmy krzywdę nie tylko domowemu
        budżetowi,
        > ale i popieranym przez siebie firmom. Oznaczałoby to, że namawiamy ich do
        > nierynkowych zachowań, które prędzej czy później muszą skończyć się klęską.

        Wlasnie na tym polega WOLNY rynek,ze moge wybrac co chce,nawet drozsze i
        gorsze. Pan Jablonski chcialby zakazac ?
        • krzysztofsf Re: cd 11.02.04, 12:01
          klip-klap napisał:

          > Gdybyśmy kupowali polskie towary wbrew rynkowym
          > > zasadom, tylko dla idei, to robilibyśmy krzywdę nie tylko domowemu
          > budżetowi,
          > > ale i popieranym przez siebie firmom. Oznaczałoby to, że namawiamy ich do
          > > nierynkowych zachowań, które prędzej czy później muszą skończyć się klęską
          > .
          >
          > Wlasnie na tym polega WOLNY rynek,ze moge wybrac co chce,nawet drozsze i
          > gorsze. Pan Jablonski chcialby zakazac ?

          Na tej samej zasadzie mozna sie decydowac na zakup towarow ze sloneczkiem czy
          innym logo, decydajac sie na jego wybor nie kierujac jedynie cena.
          Wspomoc chore dzieci mozna, a polskiej firmy juz nie? Zwlaszcza, ze w 90%
          oznacza to jednak wybor towarow o zblizonej cenie i jakosci, bo zaden konsument
          nie kupuje w porywie patriotyzmu, tylko robi po prostu zakupy.

          Eksport towarow na rynek unijny mamy utrudniony raz ze wzgledu na niedowlad
          polskich mechanizmow biurokratycznych nadzorujacych roznego rodzaju
          certyfikacje, a dwa ze wzgledow takich, ze importer naszych towarow nie kupi
          towaru o podobnej jakosci jak unijny w zblizonej cenie, tylko towar znacznie
          tanszy przy zachowaniu jakosci - inaczej trzyma sie sprawdzonych produktow.
          Jest to normalne zjawisko. jednoczesnie jednak nasze produkty zostaja
          pozbawione narzedzia marketingowego na rynek krajowy, umozliwiajacego ich
          konkurencje z podobnymi i, wielokroc dotowanymi w rozny sposob produktami
          unijnymi. Nie jest to wedlug mnie zadne zlamanie zasad wolnego rynku jesli na
          produkcie wyraznie sie oznaczy kraj pochodzenia lub podeprze logo "Teraz
          Polska".


          • klip-klap Re: cd 11.02.04, 12:11
            Sytuacja jest absurdalna,gdyz pod pozorem nie dyskryminowania produktow i
            ochrony wolnego rynku, ta wolnosc sie ogranicza interwencja wlasnie.
            • krzysztofsf Re: cd 11.02.04, 12:15
              klip-klap napisał:

              > Sytuacja jest absurdalna,gdyz pod pozorem nie dyskryminowania produktow i
              > ochrony wolnego rynku, ta wolnosc sie ogranicza interwencja wlasnie.

              Za 10 lat bedziesz kupowal w markecie biale pudelko za 10 euro z napisem 'Food"
              a po rozpakowaniu w domu dowiesz sie co komisja europejska tym razem ci
              przydzielila i jaka zywnosc jest na topie wink
    • klip-klap O kura,czyli psucie rynku 11.02.04, 11:13
      Jest tez w Rzepie artykul o kurach

      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040211/ekonomia/ekonomia_a_3.html
      Najbardziej zdziwil mnie jednak ten fragment:

      "Zintegrowane fermy mają 65 proc. rynku drobiu, a pozostałe 35 proc. należy do
      gospodarstw niezorganizowanych. Gdy cokolwiek się na rynku zmienia, producenci
      działający na własną rękę i według własnych reguł przechodzą przez trudne
      lekcje ekonomii. Psują rynek, powodując na nim nadpodaż i ciągły spadek cen."

      Rynek sie popsul,bo ceny spadly,moze UE nam pomoze wink.
      • franzmaurer Re: O kura,czyli psucie rynku 11.02.04, 12:14
        > "Gdy cokolwiek się na rynku zmienia, producenci działający na własną rękę i
        > według własnych reguł przechodzą przez trudne lekcje ekonomii. Psują rynek,
        > powodując na nim nadpodaż i ciągły spadek cen."

        Coś się tu redaktorom popsuło... to raczej producenci z tych "zintegrowane ferm"
        nie zaliczją lekcji ekonomii... Może ci którzy działają na własną rękę kupują
        paszę w Brazylii...

        BTW ciekawe dlaczego pasza dla kur w Kołchozie jest równo 2 razy droższa niż na
        rynku światowym, bo tak wynika z artykułów. Akcyza jakaś czy co?
    • robisc Na mnie to nie robi wrażenia 11.02.04, 23:13
      Nie można przeceniać tego typu haseł promocyjnych. Myślę, że Rzepa zrobiła tym
      razem burzę w szklance wody. Wiadomo było, że takie przepisy w UE obwowiązują i
      trzeba się do nich dostosować. Człowiek kieruje się różnymi przesłankami w
      zależości od zasobności portfela . Wiadomo, że biedny emeryt będzie kupował
      leader prica, i w sumie wszystko mu jedno, gdzie ten towar wyprodukowano.Dla
      ludzi zamożniejszych ważniejsza jest marka. Nie kupię polskich jeansów czy
      polskiego samochodu, bo nie i już. Ale kupię teczke czy rekawiczki polskiego
      Wittchena (a propos produkowane w Chinach), bo jakość jest pierwszorzędna, czy
      garnitur Vistuli (co prawda też się powoli zaokrąglam sad ,ale swój rozmiar
      jeszcze znajduję. Tak więc nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem...
      • franzmaurer Re: Na mnie to nie robi wrażenia 11.02.04, 23:40
        robisc napisał:

        > Nie można przeceniać tego typu haseł promocyjnych.

        Dzisiaj w "Trójce" jakiś gość z kapituły "Teraz Polska" opowiadał że po prostu
        będą musieli zmienić trochę regulamin i także zagraniczni producenci będą mogli
        się ubiegać o godło... "Teraz Polska"... trochę to chore ale niech mu będzie...
        • robisc Reklama Danona 12.02.04, 23:37
          Przypomniałeś mi swoim postem o Danonie. Kilka miesięcy temu Rzepa opublikowała
          artykuł o wrogim przejęciu przez koncern Danone fabryki "San" w Jarosławiu a
          następnie planami jej likwidacji. Spotkało się to z oporem miejscowej
          społeczności a nawet odbiło głośnym echem w kraju. Kiedy rzuciłem ten artykuł
          na psp rozpętałem prawdziwą burze i jak nigdy ta banada łobuzów na psp była
          zgodna, że to skandal.

          Ostatnio widziałem reklamę Danona w TV, ktora wręcz ocieka
          wyarażaniem "polskości" jej produktów. Trochę za późno - ja przerzuciłem sie na
          konkurencję.

          "W większości jarosławskich sklepów trudno kupić wyroby francuskiego koncernu
          Danone'a. To efekt bojkotu podjętego przez miejscowych sklepikarzy i
          hurtowników po decyzji o likwidacji dawnych zakładów cukierniczych San. Dziś
          należą do LU Polska, która jest częścią koncernu Danone.


          Bojkot zyskuje coraz większe zrozumienie wśród mieszkańców, którzy rezygnują z
          zakupu delicji czy danonków. W sklepach urządza się promocję wyrobów krajowych
          producentów. W tę niedzielę w mieście i okolicy organizatorzy protestu będą
          prowadzić akcję, która ma uświadomić, że bojkot nie jest wymierzony w klientów,
          a powstrzymanie się od zakupu wyrobów Danone'a ma wymóc zmianę decyzji o
          likwidacji zakładu. Podczas niedzielnych mszy księża mają tłumaczyć zasadność
          protestu i jego moralny charakter, a związkowcy - zbierać przed kościołami
          podpisy pod petycją do władz, żeby stanęły w obronie zakładu. Podkreślają, że w
          przypadku fabryki w węgierskim Gyor i dwóch zakładów w Czechach naciski
          lokalnej społeczności i władz spowodowały, iż Danone wycofał się z zamiaru ich
          likwidacji."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka