glupi_jasio
23.05.10, 15:02
Dla określenia solidniejszych podstaw dla konstruowania teorii spiskowej,
sprawdziłem co mówi sieć o dokładności nawigacji satelitarnej i możliwości
naprowadzania satelitarnego samolotów.
Wnioski są pozytywne: to się daje zrobić, nawet w cywilnych zastosowaniach.
Sprawa wygląda tak: normalny, "goły" GPS ma dokładność pomiaru pozycji rzędu
kilkudziesięciu metrów w pionie i poziomie. Głównym źródłem błędu jest kwestia
zmienności stanu jonosfery, która wpływa na czas propagacji sygnału z
satelitów do odbiornika (jak wiadomo, ten czas jest podstawą wyznaczania
odległości).
Dokładność wyznaczenia pozycji GPS rośnie do 3 / 4 metrów w poziomie / pionie
(maksymalny błąd, typowy błąd to 1 metr), jeśli uwzględni się poprawki na stan
jonosfery, mierzone niezależnie. Potrzebne do tego dane pochodzą z satelitów
systemu WAAS (USA) i EGNOS (Europa).
www.kowoma.de/en/gps/accuracy.htm
GPS z poprawkami EGNOS pozwala na naprowadzenie samolotu jakości co najmniej
ILS Cat 1, co zostało potwierdzone w cywilnych próbach w roku 2009:
www.gsa.europa.eu/go/news/project-conducts-successful-flight-landings-using-egnos
www.nlr.nl/id~5102/l~en.pdf
Jest bardzo prawdopodobne, że nasz 101 miał możliwość odbioru i przetwarzania
sygnału EGNOS, to powinien być wręcz standard dla tego rodzaju samolotu. To
implikowałoby możliwość określenia pozycji z dokładnością do 1 metra.
Teraz tak, dla ILS-Cat I, minima pogodowe to widoczność pasa to 550 metrów, a
pionowa 60 metrów.
Dla ILS-Cat II, to już tylko 300 / 30 metrów.
en.wikipedia.org/wiki/Instrument_landing_system
GPS + EGNOS mogą być porównywalne z ILS Cat II w zastosowaniach cywilnych już
niedługo:
www.gsa.europa.eu/go/news/business-aviation-enthusiastic-about-egnos
Można zakładać, bez wielkiego ryzyka, że wojskowa technologia nawigacji jest o
jakieś 10 lat do przodu względem technologii cywilnej... stąd przypuszczam, że
nasz 101 miał możliwości nawigacji satelitarnej odpowiadające warunkom ILS Cat
II, lub ILS nawet Cat III, w takim wypadku, pogoda była powyżej minimów.
W takim wypadku, decyzja o lądowaniu nie byłaby żadnym szaleństwem, tylko
standardową procedurą dla odpowiednio wyposażonego samolotu, a niezrozumiała
byłaby nie decyzja pilotów o lądowaniu, a trajektoria lotu i jej przecięcie
się z ziemią (drzewa) na kilometr przed pasem, poniżej poziomu pasa lotniska.