Dodaj do ulubionych

Brawo panie Rafale

20.07.04, 20:48
Takiego Wójcikowskiego lubie czytać. Swoją drogą wyjatkowe draństwo Pan
opisał.

Fałsz reformy rewaloryzacji

Rząd rozpoczął oszczędzanie od emerytów i rencistów. Retoryka tego procesu
jest zawiła, bo przecież wg niej nikomu świadczeń nie ograniczano, co
najwyżej zmieniono sposób ich podwyższania w przyszłości.

Emeryci i renciści statystycznie zbyt długo nie żyją, więc kwestia
teraźniejszych poborów powinna być dla nich ważniejsza niż podwyżki w
przyszłości. Protestów specjalnych też nie będzie, bo grupa nie ma zdrowia na
demonstracje – tak zdaje się rozumować rząd spod znaku Marka Belki i Jerzego
Hausnera. Nikt przecież nie zauważy takich drobnych kłamstw, jak zmiana zasad
rewaloryzacji i ucięcie jej wg 20% wskaźnika wzrostu płac i pozostawienie
tylko rewaloryzacji inflacyjnej. Jednym słowem koniec realnego wzrostu
emerytur na wieki wieków, tzn. do następnej nowelizacji ustawy.

Swoją drogą, w ciekawych czasach żyjemy... Fundamenty dalszego funkcjonowania
państwa zależą od tego, jaki kształt przybierze rewaloryzacja rent i
emerytur. Dodajmy przy tym, iż rząd całym swoim autorytetem zapewnia, że
emeryci i renciści nie stracą. Cóż, jaki autorytet, takie zapewnienia. Dla
podratowania reputacji i image rząd likwiduje stary portfel, przynajmniej
medialnie. Wszyscy 75-latkowie poczuli ulgę i nieopisaną radość, bo żegnają
się ze starą 93,5% kwotą bazową. Jutro obudzą się z ręką w nocniku, z nową
94,5% kwotą bazową. Za pięć lat, o ile dożyją, doczekają pełnej kwoty
bazowej.

Tak więc jeśli idzie o ograniczanie świadczeń i wyrównywanie w dół, to nasz
rząd jest wyjątkowo konkretny i zdecydowany, a jeżeli chodzi o świadczenia
które trzeba oddać, to medialnie to jeszcze jakoś wygląda, ale jak spojrzymy
w meritum... „Nie ma takiego rządu (w oryginale było „socjalistycznego” – ale
teraz to wszystkie rządy są mniej lub bardziej socjalistyczne), który nie
posunąłby się do każdego świństwa, kiedy zabraknie mu pieniędzy”. I dalej –
„nie można być pewnym dnia ani godziny, kiedy obraduje parlament”.

Nie neguję samej idei państwa minimum i oszczędzania. Ale jest różnica między
oszczędnościami na zbędnym socjalizmie a obdzieraniem ze skóry najmniej
zaradnych i biednych, u schyłku życia, którzy całe życie dzielnie pracowali w
komunizmie. Jakoś rząd nie dokonał zmiany zasad rewaloryzacji emerytur
mundurowych, oni nadal mają zapewniony ich wzrost względem wskaźnika płac,
chociaż średnie świadczenie mundurowe jest już o ok. 40% wyższe od tego z ZUS-
u, nie mówiąc o tych z KRUS-u

A nie można było wprowadzić waloryzacji kwotowej zamiast procentowej,
rekompensującej wzrost kosztów utrzymania, a nie wartość emerytury czy renty
niezależnie od jej wysokości? A czemu zaprzestano pomysłu weryfikacji rent
przyznawanych wałkoniom w latach 90-tych bez ograniczeń? Ale tam są
koledzy... a nie od dziś wiadomo, że serce lewicy bije po lewej stronie, tyle
tylko że nie znamy punktu odniesienia. Apeluję więc z tego miejsca do
emerytów i rencistów – pamiętajcie oczekując dwa lata (jak dożyjecie) na 17
zł. najbliższej rewaloryzacji, kto w tym kraju dba o prawa nabyte i nosi
sztandar z biednymi przybitymi do piersi i na ustach. Swoją drogą – ciekawe
jak Nasz wrażliwy społecznie ukochany Pan Prezydent uzasadni podpisanie tejże
nowelizacji.

Rafał Wójcikowski

www.money.pl/tt/70804/1/
Obserwuj wątek
    • klip-klap Re: Brawo panie Rafale 20.07.04, 22:21
      Prezydent uzasadni to bardzo prosto,cos w stylu: "dobro kraju i propozycja
      wypracowana ponad partyjnymi podzialami".
      • robisc PO zapłaci 20.07.04, 23:46
        Mam nadzieję, że wielu ludziom pokładającym w PO nadzieję wreszcie oczy sie
        otworzą na całą obłudę tego ugrupowania. Deklarowali, że nie poprą
        poskomunistów, tymczasem dzięki ich głosom przeszła ustawa haniebna.
        Przypomniał mi sie w tym miejscu felieton śp. Krzysztofa Dzierżawskiego
        opublikowany w Rzepie w ubiegłym roku. Jakże pasuje za komentarz do tego, co
        sie stało. Zaiste Pan Krzysztof wielkim ekonomistą był.

        To nie jest deficyt, to rezultat

        KRZYSZTOF DZIERŻAWSKI

        Finanse publiczne znalazły się w opłakanym stanie. Poziom długu publicznego
        zbliża się do konstytucyjnych granic, a rozmiary deficytu zaczynają jako żywo
        przypominać słynną dziurę z lipca 2001 r. Co robić? Wydawałoby się, że
        odpowiedź jest oczywista, i tę, zdawałoby się oczywistą, odpowiedź słyszymy w
        radiu i telewizji, czytamy o niej w gazetach codziennych i niecodziennych, a
        udzielają jej wybitni znawcy przedmiotu: ekonomiści, analitycy, komentatorzy,
        politycy wreszcie. To jednak, co jest na pozór oczywiste, wcale nie musi być
        słuszne.

        Pozornie poprawne rozumowanie jest następujące: deficyt finansów publicznych
        jest spowodowany nadwyżką wydatków nad dochodami. Redukcja deficytu wymaga
        zmniejszenia wydatków, ponieważ są za wysokie. Za wysokie są zwłaszcza wydatki
        socjalne i te należy ograniczyć w pierwszej kolejności. Wszystko jasne. Jasne,
        pod warunkiem że traktuje się ekonomię jak naukę o rachunkowości. Ale ekonomia
        to coś bez porównania więcej - nie bez powodu nazywana jest ekonomią
        polityczną. Otóż przedstawione przed chwilą rozumowanie jest błędne, ponieważ
        abstrahuje od społecznego kontekstu. Ekonomia wypreparowana z tego kontekstu
        musi przyjąć punkt widzenia głównego księgowego - zamiast punktu widzenia
        uczonego czy polityka.

        Tak, wydatki publiczne są w Polsce za wysokie. Za wysokie są zwłaszcza wydatki
        socjalne. Ale dlaczego? Przecież pojedyncze świadczenie jest bardzo niskie, a
        świadczenia z pomocy społecznej - hańbiąco niskie. Prawo do zasiłku ma ledwo
        co piąty spośród ponadtrzymilionowej rzeszy bezrobotnych. Jeśli więc wydatki
        te są za wysokie, to dlatego, że ogromna jest liczba świadczeniobiorców.
        Liczba pobierających świadczenia jest w Polsce pochodną zjawiska polegającego
        na wykluczeniu poza nawias normalnie funkcjonującej gospodarki znacznego
        odsetka ludności.

        Ta kwestia ma dwa aspekty. Pierwszy, nazwijmy go historycznym, to skutek
        rewolucji, jaka dokonała się w związku z gwałtownym i niemającym precedensu w
        świecie (wcześniej i później) przejściem od gospodarki centralnie planowanej
        do kierującej się regułami wolnego rynku. Upadały pojedyncze zakłady -
        mniejsze i większe - ale upadały też całe branże. W ciągu trzech lat, od 1990
        do 1992 r., straciło z tego powodu pracę cztery i pół miliona ludzi! Skutki
        nagłego i niespodziewanego wstrząsu społecznego zamortyzowano skierowaniem
        części tracących zajęcie do państwowego systemu ubezpieczeniowego. W tym celu
        rozluźniono, w sposób mniej lub bardziej formalny, kryteria, wedle których
        przyznawano prawo do świadczeń emerytalnych i rentowych. W 1995 r. liczba
        świadczeniobiorców była o 2,3 miliona większa niż w 1989 r. To rozwiązanie
        było wówczas społecznie usprawiedliwione, a politycznie absolutnie konieczne.
        Było warunkiem, pod którym mogła powieść się ustrojowa zmiana. Powtórzę: wtedy
        rozwiązanie to było konieczne i usprawiedliwione. Jego echem jest dzisiaj
        wysoki ponad miarę odsetek rencistów. Ci, co z przerażeniem odkryli w 2003 r.,
        że odsetek ten jest ponad miarę wysoki, sprawiają wrażenie, jakby urodzili się
        wczoraj i w związku z tym nie muszą rozumieć historycznego kontekstu swojego
        odkrycia.

        Drugi aspekt tego zjawiska to bezrobocie. W przeciwieństwie do wątku
        emerytalno-rentowego bezrobocie współczesne nie ma żadnego związku z owym
        heroicznym czasem przemian systemowych. Jest nie tylko od nich niezależne -
        jest zaprzeczeniem ich ducha. Powstająca na gruzach gospodarki planowej nowa
        gospodarka rynkowa od pierwszych dni 1990 r. była obdarzona niezwykłą siłą
        twórczą; wspaniałą witalnością; wigorem i stanem ducha - pełnym nadziei i
        wiary. Te cechy w sferze materialnej wyraziły się w liczbie utworzonych od
        nowa miejsc pracy; liczbie idącej w kilka milionów. Dzisiaj (ściślej mówiąc,
        od 1999 r.) gospodarka swoje twórcze zdolności utraciła - nie tylko nie tworzy
        nowych miejsc pracy, ale traci utworzone wcześniej. Gospodarka pozostawiła na
        marginesie zarejestrowanych bezrobotnych (około 20 proc. ludzi w wieku
        produkcyjnym) i nieznaną liczbę osób, które znalazły schronienie przed
        bezrobociem w systemie ubezpieczeniowym.

        Ponieważ nie pracują - nie tworzą produktu krajowego. Gospodarka się nie
        rozwija. Popada w stagnację lub recesję. Nie przybywa dóbr do podziału, ale
        przybywa gąb do wykarmienia w ramach sektora publicznego. Sektor publiczny
        musi się więc zadłużać - stąd rosnący deficyt i zwiększający się
        niebezpiecznie poziom długu. Ale zarówno dług, jak i deficyt oraz wysoki
        poziom wydatków socjalnych są tylko skutkiem, a nie przyczyną. Przyczyną
        problemów jest owa tragiczna niezdolność gospodarki do wykorzystania zasobów
        pracy, którymi kraj dysponuje. Płacimy za to wysoką cenę niedorozwoju. PKB
        jest niższy niż potencjalny; niższy, niż byłby, gdyby wzrost gospodarczy
        wynosił 6 - 7 proc., jak w latach 1995 - 1997. Gdy zatem na skutek stagnacji
        trwającej od 2000 r. PKB w 2004 r. będzie niższy może o 20 proc., niż mógłby
        być - obciążenie wydatkami publicznymi staje się nie do udźwignięcia.

        Ciąg przyczynowo-skutkowy jest więc następujący: - Ponieważ gospodarka nie
        jest zdolna tworzyć miejsc pracy, pozostawia poza sferą aktywności ogromną
        rzeszę ludzi. - Ci ludzie - nie pracując - nie tworzą dóbr do podziału, z
        drugiej zaś strony stają się klientami państwowego systemu zabezpieczenia
        społecznego. - Skutkiem tego dramatycznie zwiększa się różnica między
        rosnącymi wydatkami socjalnymi a malejącymi możliwościami ich sfinansowania. -
        Wzrasta przeto deficyt, powiększa się dług, rosną koszty jego obsługi, znów
        rośnie deficyt...

        To nie jest deficyt, to rezultat - pozwolę sobie skorzystać z Kisielowej
        diagnozy kryzysu gospodarczego w PRL. Mechaniczne cięcie wydatków socjalnych -
        jeśli byłoby w ogóle politycznie możliwe - to leczenie objawowe. Nic nie da.
        Niewiele zmieni dopóty, dopóki renta czy przedwczesna emerytura będą
        alternatywą dla statusu bezrobotnego. Przerwać błędne koło można w jeden tylko
        sposób: radykalnie obniżając pozapłacowe koszty pracy i likwidując narosłe
        przez lata przepisy ograniczające swobody gospodarcze. W polskim
        społeczeństwie tkwi ogromny niewykorzystany potencjał. Trzeba go wreszcie
        uwolnić.

        Autor jest ekspertem Centrum im. Adama Smitha
        • bush_w_wodzie dobra. konkrety. 21.07.04, 13:49
          tylko skad wziac srodki na obnizenie pozaplacowych kosztow pracy a dokladniej na
          zalatanie dziury ktora powstanie po tej obnizce? ze niby krzywa laffera zalatwi
          i szara strefa wyjdzie z ukrycia? czyli mamy relacje 55% dlug/ pkb i bedziemy
          sobie hazardowac? a jak nie wyjdzie? to komu zabierzemy w budzecie ktory nie
          bedzie mogl miec deficytu wiec bedzie o kilkadziesiat mld zl nizszy?

          no i zamiast uderzac w patetyczne tony ("haniebna ustawa") moze warto porownac
          relacje sredniej emerytury do sredniej placy w pl i w innych krajach?
          • przycinek.usa Re: dobra. konkrety. 21.07.04, 22:43
            "ze niby krzywa laffera zalatwi i szara strefa wyjdzie z ukrycia?"

            Brak wyobrazni rzadzacych polega na tym, ze zawezaja temat do krzywej Laffera.
            To chodzi o powstawanie nowych firm w przypadku zwiekszania konkurencyjnosci w
            stosunku do producentow zagranicznych. Po prostu powstana nowe firmy.
            Ale to juz wybiega znacznie poza zalozenia do rozwazan Laffera.
            I poza zakres wyobrazni rzadzacych oraz ugrupowania PO.

            • bush_w_wodzie Re: dobra. konkrety. 21.07.04, 23:09
              przycinek.usa napisał:

              > "ze niby krzywa laffera zalatwi i szara strefa wyjdzie z ukrycia?"
              >
              > Brak wyobrazni rzadzacych polega na tym, ze zawezaja temat do krzywej Laffera.

              to mnie zdumiales bo to byl najczesciej przeze mnie spotykany argument
              nie-rzadzacych. sensowny zreszta o tyle ze legalizacja dzialalnosci przy niskich
              tego kosztach ma mnostwo zalet i moze zostac zrealizowana praktycznie od reki.

              stymulacja fiskalna w pierwszym rzedzie napedzilaby oczywiscie popyt co tez
              daloby pewne dochody dla budzetu. tworzenie nowych firm i ich ekspansja na rynku
              krajowym i zagranicznym tez by sie pewnie pojawila ale zauwazalny tego efekt
              bylby zapewne po 1.2-2.5 roku. w obecnej podbramkowej sytuacji to za pozno.

              znasz dobrze przyklad usa. agresywna i skoordynowana ekspansja monetarna i
              fiskalna nie dala owocow w postaci tak szybkiego wzrostu gospodarki, zeby dalo
              sie zalatac dziure budzetoiwa. podobnie zreszta bylo za reagana. stymulacja
              fiskalna wygenerowala deficyt (co prawda byl program star wars wiec mozna
              podkopac ten argument). profity dla budzetu przyszly wiele lat pozniej. a my w
              polsce mamy widmo ciec wydatkow budzetowych rzedu 50 mld zlotych z dnia na dzien
              jak ta dziura za szybko urosnie.

              > To chodzi o powstawanie nowych firm w przypadku zwiekszania konkurencyjnosci w
              > stosunku do producentow zagranicznych. Po prostu powstana nowe firmy.
              > Ale to juz wybiega znacznie poza zalozenia do rozwazan Laffera.

              masz racje. laffer patrzyl na sprawe okiem ksiegowego ktory chcial
              maksymalizowac dochody skarbu. czasami obnizka stop podatkowych moglaby dac
              wzrost wplywow. to sytuacja znakomita bo wszyscy sie ciesza. gdyby to zadzialalo
              to byloby proste rozwiazanie trudnych problemow polski.

              > I poza zakres wyobrazni rzadzacych oraz ugrupowania PO.

              nie do konca masz racje. stopy pit powoli maleja choc znikaja ulgi. cit zostal
              obnizony. po postuluje nawet wariant 3 x 15% (pit cit vat) ale mnie to wyglada
              na populistyczny ruch.

              mnie sie zdaje ze bez ciecia wydatkow budzetu (jako % pkb) ani rusz. po prostu
              there is no free lunch
              • przycinek.usa o to sie zaczyna robic ciekawe 22.07.04, 00:57
                "znasz dobrze przyklad usa. agresywna i skoordynowana ekspansja monetarna i
                fiskalna nie dala owocow w postaci tak szybkiego wzrostu gospodarki, zeby dalo
                sie zalatac dziure budzetoiwa. podobnie zreszta bylo za reagana. stymulacja
                fiskalna wygenerowala deficyt (co prawda byl program star wars wiec mozna
                podkopac ten argument). profity dla budzetu przyszly wiele lat pozniej. a my w
                polsce mamy widmo ciec wydatkow budzetowych rzedu 50 mld zlotych z dnia na dzien
                jak ta dziura za szybko urosnie. "


                Uderzyles w sedno moich rozmyslan gospodarczych nad przyszlym rozwojem USA.
                Zgadza sie. Jest to problem. Ale wynika on z dwoch powaznych strukturalnych
                ograniczen rozwoju rynku.

                1) Rynek USA jest zalany towarami i powrzechna wymiana towarowa powoduje jego
                przesycenie. Jedynie ogromnemu popytowi i olbrzymim obrotom nalezy zawdzieczac
                utrzymywanie sie wysokiej struktury cenowej rynku. Wzrost gospodarczy odbywa
                sie kosztem wzrostu dynamiki zadluzania gospodarstw domowych.

                Ten punkt zdecydowanie odmiennie wyglada w Polsce, gdzie struktura wysokich cen
                zostanie niejako wymuszona przez polaczenie z Unia i popytem zewnetrznym.
                W Polsce rynek jest potencjalnie niezwykle chlonny i niedoinwestowany, co
                powoduje zupelnie inne bariery rozwoju. Bariera jest tutaj brak popytu
                wynikajacy z braku akumulacji srodkow w malych i srednich firmach. Tej
                akumulacji bedzie jeszcze brakowac przez najblizsze kilka lat wskutek
                zewnetrznego podniesienia rownowagi cenowej o ktorej napisalem wyzej.
                Dzieki temu bedzie na rynku mniej transakcji i wzrost PKB w porownaniu do
                hipotetycznego wzrostu w wariancie NIE wejscia do Unii bedzie mniejszy.

                2) W USA wystepuje olbrzymia bariera wysokiego kosztu pracy w stosunku do
                Polski. Kazde przedsiewziecie spotyka sie z konkurencja zagraniczna, a
                kalkulacja ew. planu roboczego produkcji wskazuje, ze zatrudnienie staje sie
                bariera na niskim poziomie automatyzacji. O co chodzi? Jak chcesz otworzyc
                wielka firme produkcyjna i masz na to budzet 100,000,000 dolarow to nie ma dla
                Ciebie bariery. W tym segmencie nie ma wiekszego znaczenia, czy inwestujesz w
                Meksyku, czy w USA. Jednak w przypadku powstawania malych firm, ktorych istota
                jest zmniejszanie bezrobocia, to okazuje sie, ze ich efektywnosc konkurowania z
                podmiotami obecnymi na rynku i co wazniejsze konkurencyjnosc wynagrodzen jest
                tak niska, ze firmy nie powstaja. Bo maly przedsiebiorca musi sie 2x wiecej
                napocic, poniesc 2x wieksze koszty, popelni przy tym 2x wiecej bledow, zostanie
                2x czesciej oszukany i w kocu, w efekcie dostanie 2 x mniejsze wynagrodzenie za
                swoja prace jak inny kowalski, co pojdzie sprzatac ulice na panstwowy wikt,
                albo np. zacznie pracowac jako Park Ranger i zarobi wiecej pieniedzy jak maly
                przedsiebiorca.

                W Polsce tej bariery nie ma. Nie mam wyboru. Nie moze kazdy Polak isc do pracy
                do Brukseli. I dlatego powstaje w Polsce wiecej firm. A przynajmiej wyglada na
                to, ze wystepuje przymus ekonomiczny takich dzialan.

                Wiec aby USA zaczelo nadrabiac swoje zaleglosci w stosunku do sytuacji sprzed
                lat, to powinno otworzyc szeroko rynek pracy, zrobic amnestie imigracyjna,
                obnizyc poziom srednich wynagrodzen poprzez otwarcie rynku, a nastepnie trwale
                przerzucac koszty obslugi zadluzenia na spoleczenstwo poprzez utrzymywanie
                niskich stop procentowych znacznie ponizej inflacji na rynku.

                Polska zas powinna calkowicie zniesc koncesjonowanie rynku, obnizyc podatki
                akcyzowe o 70%. Zlikwidowac VAT. Wprowadzic ROZNORODNY lokalnie podatek od
                sprzedazy i uslug na poziomie pomiedzy 0-7% platny przez firmy detaliczne.
                Zwolnic firmy z rozliczen fiskalnych comiesiecznych. Najlepiej wprowadzic
                rozliczanie roczne dla podmiotow osiagajacych przychody ze sprzedazy ponizej
                100,000 zlotych rocznie. Dla pozostalych srednich firm (powiedzmy w granicach
                do miliona zlotych)wprowadzic rozliczanie polroczne. Firmy o duzym zatrudnieniu
                rozliczac bezwzglednie. Zlikwidowac mozliwosci tworzenia holdingow. Likwidowac
                bariery dostepu do rynkow, np. nakazac prawny podzial TP.SA albo odkupienie
                tego od Kulczyka z powrotem. Albo wprowadzic podobnie drakonskie prawo do tego
                jak w USA.

                Wprowadzic konfiskaty mienia w przypadku nadurzyc urzednikow panstwowych.
                Jak taki jeden z drugim cos zrobi Kluskom, to zabrac mu dom, pieniadze, wsadzic
                do wiezienia na 25 lat. Czyny o wysokiej szkodliwosci gospodarczej i
                potencjalne doprowadzanie firm do upadlosci powinny byc karane do 25 lat
                wiezienia, a przyklad polskich browarow powinien byc jedna z wielu pokazowek.
                Osobiscie bylbym sklonny zlecic szczegolowe sledztwo i wskazac winnych sytuacji
                postawienia firm w stan upadlosci. Politykow rowniez objac parasolem
                odpowiedzialnosci majatkowej i karnej. Wsadzac ich do wiezien bezwzglednie.
                Zabrac im majatek. Takiemu Rywinowi zabralbym cale te jego Heritage, czy jak to
                sie nazywa. To jest Panstwo na milosc boska, interes wiekszosci, a nie jakiejs
                kliki, co sprzedaje to centralnie z Warszawy.


    • przycinek.usa Gospodarka może spowolnić 23.07.04, 02:49
      Gospodarka może spowolnić
      22.07.2004 13:44

      Gospodarka może spowolnić / RMF FM
      Konieczność prowadzenia bardziej restrykcyjnej polityki fiskalnej oraz
      monetarnej może spowolnić wzrost gospodarczy - powiedział nowy minister
      finansów Mirosław Gronicki.

      - Nadmierna restrykcyjność polityki fiskalnej może spowolnić wzrost
      gospodarczy. Mamy pewne ograniczenia. Z jednej strony polityka pieniężna będzie
      dążyła do ograniczenia inflacji, z drugiej będziemy dążyć do ograniczanie
      deficytu, a to wspólnie może doprowadzić do pewnego spowolnienia wzrostu
      gospodarczego - powiedział w czwartek PAP Gronicki.

      Szef resortu nie powiedział jednak, czy MF będzie weryfikowało dotychczasowe
      prognozy wzrostu PKB. Ostatnie szacunki resortu mówią, że gospodarka będzie
      rozwijać się w tym roku w tempie 5,5- 5,7 proc., a w przyszłym wyhamuje do 5
      proc.

      Rynek prognozuje, że polska gospodarka zakończy ten rok wynikiem 5,8 proc.
      wzrostu PKB.

      - Wzrost może być mniejszy niż do tej pory ekonomiści spodziewali się -
      powiedział Gronicki.

      Rada Polityki Pieniężnej na czerwcowym posiedzeniu zdecydowała o pierwszej od
      czterech lat podwyżce stóp procentowych o 50 punktów bazowych.

      Większość ekonomistów spodziewa się scenariusza, że kolejne zaostrzenie
      polityki monetarnej nastąpi jeszcze w miesiącach letnich, a później jesienią.
      Maksymalnie stopa interwencyjna do końca tego roku, według oceny rynku,
      wzrośnie do 6,75 proc. z 5,75 proc. obecnie.
    • klip-klap wywiad z min.Gronickim 23.07.04, 11:51
      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040723/publicystyka/publicystyka_a_11.html
      Jestem ciekaw Waszych komentarzy.
    • pawel-l Re: Brawo panie Rafale 23.07.04, 14:28
      Przecinek napisał:
      >I dlatego powstaje w Polsce wiecej firm.

      W POlsce powstaje 3 razy mniej firm niż w Czechach i na Węgrzech. Są rezerwy

      >Wiec aby USA zaczelo nadrabiac swoje zaleglosci w stosunku do sytuacji sprzed
      >lat, to powinno otworzyc szeroko rynek pracy, zrobic amnestie imigracyjna,
      >obnizyc poziom srednich wynagrodzen poprzez otwarcie rynku, a nastepnie trwale
      >przerzucac koszty obslugi zadluzenia na spoleczenstwo poprzez utrzymywanie
      >niskich stop procentowych znacznie ponizej inflacji na rynku.

      Za niskie stopy% utrzymywane są przez całą kadencję Greenspana (od 87r).
      Amerykanie już to zrozumieli i przestali oszczędzać ( w 1980 r oszczędzali 12%
      swoich zarobków teraz 2%) Te koszty udało się przerzucić na resztę świata. Ale
      do czasu
      • przycinek.usa Re: Brawo panie Rafale 24.07.04, 00:03
        "W POlsce powstaje 3 razy mniej firm niż w Czechach i na Węgrzech. Są rezerwy"

        1) Porownywalem Polske do USA a nie do Czech i Wegier.
        2) Przeciez dokladnie napisalem, ze w Polsce sa inne bariery i rynek jest
        potencjalnie rozwojowy.
        3) W Polsce jest najwieksze bezrobocie w regionie to trudno sie dziwic, ze
        powstaje mniej firm jak w Czechach czy na Wegrzech. To jest elementarna logika.


        "Za niskie stopy% utrzymywane są przez całą kadencję Greenspana (od 87r)."

        Bzdury opowiadzasz. ZA NISKIE STOPY? FED ustala stope, a rynek sie dostosowuje.
        CO TO KOGO OBCHODZI JAKA STOPE USTALA FED? Stopa jest zjawiskiem pogodowym.
        Jak Ci sie nie podoba, to sie mozesz wyprowadzic na Szpicbergen.

        Stopa moze byc PONIZEJ inflacji albo moze byc POWYZEJ inflacji.
        Ocena tego, czy stopa jest za niska, czy tez za wysoka, jest uwarunkowana
        czynnikami rozwojowymi panstwa. Skoro Panstwo rozwija sie najlepiej lub w
        czolowce najlepszych, zatrudnienie jest wysokie, dochod na glowe mieszkanca
        rekordowy, to znaczy, ze polityka monetarna FED jest DOSKONALA.

        "Amerykanie już to zrozumieli i przestali oszczędzać ( w 1980 r oszczędzali 12%
        swoich zarobków teraz 2%)"

        Struktura zarobkow pozwalala na znaczne zadluzanie sie. Cena pieniadza jest
        niska, wobec tego trudno sie dziwic, ze wszyscy biora kredyty. W POlsce kredyt
        konsumpcyjny jest podobno bardzo drogi. Slyszalem ze macie wysoka stope na
        takich malych kredytach. To oszczedzacie. Tak wami kieruje panstwo.
        Ja jednak nie bylbym z tego taki dumny.


        "Te koszty udało się przerzucić na resztę świata."

        Przede wszystkim traci na tym przecietny konsument w USA. Jak juz piszesz o
        stratach, to badz obiektywny. Reszta swiata, tez na tym niezle wychodzi, bo
        dzieki sztucznemu podbijaniu wartosci pieniadza udaje im sie jakos upchnac
        produkcje w USA. Gdyby nie bylo tego mechanizmu, to dolar dalby sygnal do
        wielkich inwestycji w USA.

        Nie jestescie sprawiedliwi wszyscy w tych waszych Komentatorowych utyskiwaniach.
        GDYBY nie bylo interwencji, to dolar bylby do EURO na poziomie 1.5 i do USA
        plynalby strumien pieniedzy na rozwoj produkcji, ktora przenosilaby sie z
        JAPONI do USA, z EUROPY do USA i rozwoj w USA tak czy inaczej wystapilby
        wiekszy. Dlaczego? Bo mamy KORZYSTNIEJSZY SYSTEM PODATKOWY.

        "Ale do czasu"

        Nie badz taki madry. Jak bedzie krach, to pojdziesz w skarpetkach do pracy przy
        truskawkach, a w USA ciagle beda najwieksze zarobki na leb. W dolarach
        oczywiscie. Modl sie wiec aby "ten czas" nie nastapil.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka