pepe49
03.02.05, 23:12
www.glos.com.pl/strona/Belka_prywatyzator.html
Czy Belka zdoła sprzedać spółki publiczne firmom związanym z obozem prezydenckim?
Prywatyzator Kwaśniewskiego
Wielce prawdopodobnym jest wariant wydarzeń, w którym pod koniec urzędowania
obecnego Sejmu, a nawet po jego formalnym rozwiązaniu a przed uformowaniem
nowego rządu, Marek Belka dokona szybkiej prywatyzacji szeregu spółek
publicznych jak PZU, WSiP, ORLEN-u czy Grupa Lotosu. Już gdy prezydent
Kwaśniewski desygnował go na urząd premiera, głośno mówiło się o tym, że czyni
to przede wszystkim w trosce o interesy finansowe swojego otoczenia. W
niesprzyjających okolicznościach w roku 2005 lewica utraci władzę, zarówno w
Sejmie, jak i pałacu prezydenckim. By odbić się od tego dna, jej liderzy (w
tym obecny prezydent, który na pewno nie zrezygnował z ambicji politycznych)
będą potrzebowali „dużej kasy“. I Belka jest po to, by im i sobie tę kasę
załatwić.
Demontaż SLD, choć zrozumiały, jest mimo wszystko pewnym zaskoczeniem.
Dziedziczka PZPR-u była bodaj jedyną w III RP partią polityczną w pełnym tego
słowa znaczeniu z szerokim zapleczem administracyjno-członkowskim. Kilka lat
nowych porządków sprawiło jednak, że owo zaplecze w większym stopniu nabyło
cech mafijno-sekciarskich niż politycznych.
II wojna na górze
Jednak nie patologia, lecz niespotykane wcześniej waśnie wewnętrzne
doprowadziły do zadziwiającego osłabienia Sojuszu. Ogromne znaczenie dla tego
procesu mają zamiary grupy pałacowej (związanej z urzędującym prezydentem).
Po 10 latach wygodnej i dostatniej egzystencji środowisko to musi znaleŸć dla
siebie nowe miejsce na scenie politycznej. By wypracować odpowiednią
przestrzeń należało od strony politycznej rozmontować najpoważniejszego rywala
na lewicy: SLD, zaś od strony gospodarczej zapewnić sobie dopływ gotówki w
sytuacji, gdy całą władzę skupią w swoich rękach ugrupowania centroprawicowe.
Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z walki o parlament, a przede wszystkim o
urząd prezydencki, z którego można blokować wszelkie reformy niewygodne dla
przestępczo-politycznego układu, jaki w III RP uformowały środowiska
postkomunistyczne. Gdyby jednak walka ta zakończyła się dla grupy pałacowej
porażką, chce ona zachować dostatecznie silne zaplecze finansowe by decydować
o losach lewicy w przyszłości.
Misja „impossible“
Tę trudna misję zapewnienia „finansowego zaplecza“ powierzono jednemu z
najzdolniejszych i najwierniejszych doradców Kwaśniewskiego – Markowi Belce.
Koncept jest bardzo prosty. Prywatyzacji pozostających w rękach państwa
dochodowych spółek należy dokonać w taki sposób, by uczestniczyły w niej
podmioty lub osoby zapewniające lewicy utrzymanie (jak udział Millennium i
prezesa Kotta w prywatyzacji PZU). Gdy centroprawica przejmie ster rządów,
będzie mogła usunąć niewygodnych funkcjonariszy partyjnych SLD ze spółek
skarbu państwa, ale nie zdoła ruszyć firm prywatnych, w których zasiądą
koledzy z grupy prezydenckiej.
To ostatecznie zakończy spór o przywództwo na lewicy, wszak dla wszystkich
lokalnych baronów stanie się oczywistym, kto tu rozdaje konfitury. I wreszcie
SdPl i „Ordynacka” przestaną mieć kłopoty z budowaniem struktur lokalnych,
które obecnie wciąż ciążą ku post-millerowskiej SLD.
Belka do zadań specjalnych
Belka w przeszłości potwierdził, że wie, jak zabrać się do takiego zadania. To
on w roku 2002 ratował BIG Bank Gdański (obecnie Millennium) przed przejęciem
go przez niemieckich akcjonariuszy. Potężny Deutsche Bank został presją
administracyjno-polityczną zmuszony do wycofania się z kontroli nad BIG-iem.
Jeszcze większym sukcesem dla grupy pałacowej zakończyła się iracka wyprawa
Belki. Zasiadając w koalicyjnych Władzach Tymczasowych w Iraku udało się mu
wprowadzić BIG do konsorcjum tworzącego Iracki Bank Handlowy, przez który
przepływać mają pieniądze na odbudowę Iraku. W ten sposób nomenklaturowy
banczek o wartości 0,64 mld USD stał się równorzędnym parterem JP Morgan Chese
(wartego 44,5 mld USD) oraz Standard Chartered (wartego 20 mld USD).
Nie tylko negocjacyjno-handlowe zdolności świadczą o niezwykłym oddaniu Belki
dla grupy pałacowej.
W roku 1997, gdy Belka zasiadał we władzach szeregu spółek w tym BIG-u i
pełnił funkcję doradcy prezydenta, w dzienniku „Życie“ pojawił się słynny
artykuł „Wakacje z agentem“ dowodzący, że roku 1994 Kwaśniewski spotkał się w
Cetniewie z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem.
Prezydent wytoczył gazecie proces o zniesławienie. Twierdził, że był w tym
czasie za granicą, a w Cetniewie przebywały jedynie jego żona i córka.
Niektórzy świadkowie obrony wyraŸnie zastraszeni zaczęli się wycofywać z
zeznań, zaś szalę na rzecz Kwaśniewskiego przechylił dowód dostarczony przez
BIG BG. Były to kserokopie poświadczeń wypłat z bankomatów za granicą
dokonanych przy pomocy kart płatniczych wydanych przez BIG BG.
Belka obronił też pozycję polityczną prezydenta wyjmując z kieszeni Leszka
Millera pewne zwycięstwo w wyborach 2001 roku. Prezydencki kandydat na
ministra finansów w przededniu wyborów wygłosił mowę o planowanych cięciach w
wydatkach socjalnych po sformowaniu nowego rządu, odejmując tym sposobem
Millerowi około 8 procent poparcia, co zmusiło go do niewygodnej koalicji z
PSL. Gdyby nie ten wyczyn, Miller miałby w parlamencie większość bezwzględną
sprowadzając Kwaśniewskiego do roli notariusza przyklepującego rządowe
przedłożenia.
Wyścig z czasem
O stopniu uwikłania i oddania Belki względem grupy pałacowej można by jeszcze
nie jedno napisać. Fakty świadczą, że jest to polityk bez mrugnięcia okiem
realizujący zlecenia swoich zwierzchników. Zatem, jeśli grupa Kwaśniewskiego
znajdzie sposób na zabezpieczenie swoich interesów po utracie pałacu, Belka
zlecone mu zadanie bezwzględnie wykona. Nawet, gdyby oznaczało to jego czasową
śmierć polityczną. Lepsza bowiem śmierć Belki, niż całego klanu.
Przed opozycją stoi w tych warunkach poważne pytanie, jak zapobiec rabunkowej
prywatyzacji, która może nastąpić po rozwiązaniu Sejmu? Wydaje się, że jedynym
narzędziem, jakie posiada opozycja, są komisje śledcze i opinia publiczna.
Ukazanie przestępczego charakteru sytemu rządów, jaki zafundowali Polsce
postkomuniści, może dać kolejnemu rządowi mandat do cofnięcia nienaruszalnych
na pozór decyzji.