Dodaj do ulubionych

Płacowa elita

07.04.05, 10:54
Płacowa elita
Członkowie zarządów największych polskich banków zarabiali w ubiegłym roku
średnio po prawie 109 tysięcy złotych miesięcznie. To prawie pięćdziesiąt
razy więcej, niż wynosi przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej.
Sprawozdania roczne pokazują, że wiceprezesi polskich banków zarabiają
przeciętnie więcej od prezesów (o prawie 10 tys. zł miesięcznie). Dużo
mniejsze są przeciętne wynagrodzenia szeregowych członków zarządów - stanowią
tylko połowę dochodów prezesów banków. Analizy pokazują, że zarówno
wynagrodzenia najważniejszych szefów, jak i koszty wynagrodzeń całych
zarządów zależą w głównej mierze od wielkości banku. W największych
instytucjach (o aktywach ponad 10 mld zł) przeciętne zarobki w zarządzie są
prawie 2,5 razy większe niż w mniejszych. W tych pierwszych przeciętne
zarobki przekraczają 142 tys. zł miesięcznie, podczas gdy w mniejszych
niecałe 58,5 tys. Podobna zależność istnieje pomiędzy zarobkami a
kapitalizacją spółek lub liczbą zatrudnionych pracowników. Największe
wynagrodzenia otrzymali członkowie władz banków, które w 2004 r. odnotowały
wysoki zysk netto - powyżej 100 mln zł. Okazuje się jednak, że płace w tych
bankach, które poniosły straty, są tylko nieznacznie niższe. Natomiast
szefowie podmiotów, które miały zysk mniejszy niż 100 mln zł, otrzymali
przeciętne wynagrodzenia o połowę niższe niż w spółkach ze stratami. Wynika
to głównie z tego, że poniżej 100 mln zł zysku wypracowywały w 2004 r. przede
wszystkim banki niewielkie.
źródełko
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050407/ekonomia/ekonomia_a_3.html
Obserwuj wątek
    • legal.alien Re: Płacowa elita 07.04.05, 11:26
      A place te nijak sie maja do kwalifikacji tych ludzi. Bardzo mi sie podoba
      argument, ze jakby nie dostali tyle to wyjechaliby na zachod. Ciekawe co bym
      tam robili bez swoich politycznych koneksji?
      Wrobel, jako prezes marginalnej w skali swiatowej firmy naftowej Orlenu
      zarobial pere ladnych razy wiecej od prezesa Statoilu.
      • doradca1 Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 07.04.05, 14:38
        CBOS: 68% bezrobotnych jest bez pracy ponad rok
        2005-04-07 14:07
        68 proc. bezrobotnych jest dotkniętych długoterminowym bezrobociem, trwającym
        ponad rok. 54 proc. pozostaje bez pracy dłużej niż 2 lata, w tym 27 proc.
        dłużej niż 5 lat - wynika z sondażu CBOS.
        W porównaniu z sondażami z lat ubiegłych - wzrasta odsetek osób, które
        pozostają bez zatrudnienia dłużej niż 2 lata - w 2004 r. było ich 50 proc., w
        2003 r. - 47 proc., w 2002 r. 45 proc. Wśród długoterminowych bezrobotnych
        przeważają kobiety, osoby powyżej 45 roku życia, częściej ze wsi niż z miasta,
        głównie z wykształceniem podstawowym.
        70 proc. bezrobotnych jest zarejestrowana w urzędzie pracy. W ciągu ostatnich 5
        lat dwie piąte bezrobotnych rejestrowało się w urzędach pracy wielokrotnie (dwa
        razy - 21 proc., trzy razy - 13 proc., cztery i więcej razy - 7 proc.) - to są
        ci, którzy wielokrotnie znajdowali pracę i ją tracili.
        48 proc. bezrobotnych zarejestrowało się w urzędzie pracy tylko raz; 11 proc. w
        ogóle się tam nie zgłosiło.
        Zasiłek pobiera obecnie ośmiu na stu bezrobotnych (8 proc.), w porównaniu z
        ubiegłym rokiem to ponad połowa osób mniej (w marcu 2004 r. pobierało go 17
        proc.).
        Z deklaracji bezrobotnych wynika, że większość z nich (68 proc.) pozostaje na
        utrzymaniu rodziny; 39 proc. żyje z pracy dorywczej, 7 proc. z drobnego handlu
        i 1 proc. z pracy stałej, ale "na czarno". 17 proc. bezrobotnych wskazuje, że
        korzysta z pomocy Kościoła lub innych instytucji charytatywnych, pomocy
        socjalnej. 13 proc. korzysta z oszczędności; 3 proc. przyznaje, że utrzymuje
        się z pieniędzy zdobytych nie całkiem uczciwie, 1 proc. - z wyprzedaży
        posiadanych rzeczy.
        Ponad połowie rodzin respondentów bezrobotnych (53 proc.) nie wystarcza
        pieniędzy na zaspokojenie codziennych potrzeb, w 40 proc. - dochód nie
        przekracza 300 zł na osobę.
        82 proc. bezrobotnych mówi, że doznaje wykluczenia społecznego z powodów
        finansowych i materialnego uzależnienia od innych (79 proc.).
        Większość (63 proc.) narzeka na nadmiar czasu wolnego i konieczność proszenia o
        pomoc innych (60 proc.) oraz patrzenia na ubożenie swojej rodziny (59 proc.) Co
        drugi bezrobotny (49 proc.) odczuwa bezradność, a 36 proc. - pogorszenie stanu
        zdrowia. Bezrobociu towarzyszy czasem (w 31 proc.) narastanie rodzinnych
        konfliktów), a także poczucie, że się jest niepotrzebnym (26 proc.)
        Zdecydowana większość bezrobotnych (78 proc.) wyraża gotowość do szybkiego
        podjęcia pracy, 77 proc. chce się przekwalifikować, 69 proc. wyraża gotowość na
        pracę poza swoim miejscem zamieszkania, a 62 proc. do podjęcia pracy nawet
        nisko płatnej czy nie w swoim zawodzie.
        Spada odsetek osób, które poszukują pracy. W 2003 r. deklarowało to 82 proc.
        osób, w 2004 r. - 83, obecnie - 73 proc. Z poszukiwań pracy zrezygnowało 32
        proc. bezrobotnych. Tłumaczą to m.in. sytuacją rodzinną (50 proc.) i
        zniechęceniem (25 proc.).
        Na pytanie o swoje kwalifikacje, bezrobotni w 43 proc. wskazują, że potrafią
        obsługiwać komputer, 42 proc. mówią, że mają prawo jazdy; 12 proc. jest w
        trakcie przekwalifikowywania się lub dokształcania. Tyle samo twierdzi, że
        uczestniczy lub uczestniczyło w jakimś kursie lub szkoleniu, zorganizowanych
        specjalnie dla bezrobotnych. 21 proc. mówi, że umiałoby napisać podanie o pracę
        czy list motywacyjny w jakimś obcym języku.
        Sondaż zrealizowano w dniach 4-7 marca na reprezentatywnej próbie losowej 1025
        dorosłych mieszkańców Polski. (PAP)
        źródełko:
        wiadomosci.o2.pl/?s=261&t=58076
        • doradca1 Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 09:16
          Dziennik Zachodni: Ginekolodzy pozornie charytatywni
          2005-04-11 06:54

          Niektórzy lekarze ginekolodzy z częstochowskich szpitali pracują charytatywnie.
          Przynajmniej w szpitalu. Harują tu za 40 zł miesięcznie brutto. Część rezygnuje
          nawet z tej symbolicznej pensji i nie pobiera wynagrodzenia - pisze "Dziennik
          Zachodni". To lekarze altruiści? Tylko na pozór. Chcą mieć dostęp do szpitala,
          żeby miały gdzie urodzić pacjentki z ich prywatnej praktyki - podaje dziennik.

          Na ginekologii i położnictwie Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego pracuje
          16 lekarzy z ordynatorem. Ponadto sześć osób ma umowę zlecenie na jedną godzinę
          tygodniowo. Za godzinę dostają 10 zł brutto. Miesięcznie zarabiają więc 40 zł.
          Od tej kwoty trzeba jeszcze odliczyć podatek. Medycy wcale na to nie kręcą
          nosem. Jak to im się opłaca? Czy to nie jest kapitalistyczny wyzysk
          pracodawcy? - zastanawia się gazeta.

          "Wręcz przeciwnie" S zapewnia Kazimierz Pankiewicz, zastępca dyrektora
          Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego na Parkitce. "Nie zmuszamy ich do tej
          pracy. Lekarze sami się o to ubiegają" - podkreśla. Podobna sytuacja jest w
          szpitalu w Blachowni koło Częstochowy. Jak mówi Zbigniew Jabłonka, dyrektor tej
          lecznicy, wszyscy lekarze są tu zatrudnieni za symboliczną kwotę, rekordzista
          pracuje na 1/40 etatu. Dostaje na rękę kilkanaście złotych miesięcznie -
          informuje dziennik. "I nie chce być zatrudniony w większym wymiarze pracy" S
          nie ukrywa dyrektor. "A skoro nikt inny nie chce tu przyjść, to wolę tego
          ginekologa na 1/40 etatu, bo dzięki temu mam zabezpieczenie medyczne" -
          wyjaśnia. Taka forma zatrudnienia to S jak przyznaje Jabłonka S wybieg
          formalny - czytamy w "Dzienniku Zachodnim".

          "Lekarz chce być legalnie w szpitalu. Ginekolodzy, a także inni specjaliści
          prowadzą w swoich ambulatoriach pacjentów, a na pewnym etapie pacjent musi
          trafić do szpitala" S tłumaczy dyrektor. "Jeśli ginekolog nie byłby zatrudniony
          w szpitalu, to jak miałby odebrać poród swojej pacjentki?" - mówi gazecie.
          Pytanie, czy to korzystne dla lekarzy i szpitala? Dla medyków na pewno, bo
          dochód od pacjentów z prywatnej praktyki jest dla wielu głównym źródłem
          utrzymania - pisze "Dziennik Zachodni".

          "Dla szpitala też to jest korzystne, bo na oddział trafiają pacjentki tych
          lekarzy nie tylko do porodu, ale i gdy są chore" S tłumaczy Jabłonka. "Taki
          lekarz +na godziny+ pracuje u nas na zasadzie poszanowania. Nie jest gorszy,
          wykonuje dodatkową pracę na rzecz szpitala, a lecznica zapewnia, że może tu
          przyjść, kiedy chce i być honorowany z całą referencją" - podkreśla. Dyrektorzy
          zdają sobie sprawę, że takie zatrudnianie medyków jest związane z szarą strefą,
          bo za obecność ginekologa położnika przy porodzie prywatna pacjentka na pewno
          mu zapłaci. Przymykają jednak oko, bo przecież za pacjentkami leżącymi w
          szpitalu idą pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia - podaje "Dziennik
          Zachodni". (PAP)
          źródełko:
          wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=2653
          • legal.alien Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 10:41
            Uwazam, ze ci lekarze powinni jeszcze doplacac szpitalowi za to, ze ich
            prywatne pacjentki lecza sie w panstwowym szpitalu.
            • krzysztofsf Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 10:47
              Od poczatko prob reformy sluzby zdrowia, jest ona torpedowana wlasnie przez lekarzy - ze wzgledu na polaczenie praktyk prywatnych z uslugami panstwowej sluzby zdrowia - badan, szpitali, cichych doplat za dodatkowe lub wrecz prawidlowe zabiegi w trakcie korzystania z "panstwowego".
              Obecna zapasc jest miedzy innymi efektem dzialan samych lekarzy.
              • legal.alien Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 11:15
                Jedynym wyjsciem jest calkowity zakaz praktyk prywatnych dla lekarzy
                pracujacych w publicznej sluzbie zdrowia.
                Chce miec prywatna praktyke to niech pracuje tylko i wylacznie na swoim
                sprzecie i w swoich pomieszczeniach.
                A tak mamy nieslychanie korupcjogenny system: lekarz prywatny leczacy swoich
                pacjentow, ktorzy mu placa w publicznym szpitalu. Na dodatek jeszcze
                praktycznie nie placa podatkow od swoich dochodow osiaganych w prywatnych
                praktykach.
                Jakos malo kto o tym wspomina, a njamniej sami lekarze, ktorzy tylko i
                wylacznie narzekaja na swoje oficjalne zarobki. Tka prawde mowiac znam w Polsce
                paru lekarzy i zaden z nich nie jest biedakiem, a wrecz przeciwnie sa to ludzie
                bardzo zamozni.
                • krzysztofsf Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 11:22
                  legal.alien napisał:

                  > Jedynym wyjsciem jest calkowity zakaz praktyk prywatnych dla lekarzy
                  > pracujacych w publicznej sluzbie zdrowia.
                  > Chce miec prywatna praktyke to niech pracuje tylko i wylacznie na swoim
                  > sprzecie i w swoich pomieszczeniach.

                  Zapominasz, ze zawod lekarza jest w duzym stopniu kastowy i dziedziczny. Nie wiem, czy ktos prowadzil takie badania, ale sadzac po znajomych , to bardzo duzy procent to sa klany 3-pokoleniowe. Nie bedzie problemem, gdy juz istnieja mechanizmy korupcyjne, kontynuowac istniejace rozwiazania bazujac na powiazaniach rodzinnych i innych.

                  > A tak mamy nieslychanie korupcjogenny system: lekarz prywatny leczacy swoich
                  > pacjentow, ktorzy mu placa w publicznym szpitalu. Na dodatek jeszcze
                  > praktycznie nie placa podatkow od swoich dochodow osiaganych w prywatnych
                  > praktykach.
                  > Jakos malo kto o tym wspomina, a njamniej sami lekarze, ktorzy tylko i
                  > wylacznie narzekaja na swoje oficjalne zarobki. Tka prawde mowiac znam w Polsce
                  >
                  > paru lekarzy i zaden z nich nie jest biedakiem, a wrecz przeciwnie sa to ludzie
                  >
                  > bardzo zamozni.

                  Oczywiscie. Stazysta lub niedoszly stazysta bez ukladow ma kiepsko - ale po kilku latach i tak wychodzi na swoje, w o wiele lepszym stopniu niz jego odpowiednik z innych kierunkow studiow, pracujacy po marketach i macdonaldach.
                  Gdy mija mu ideowosc i zaczyna myslec o kasie - to raczej nie ma z tym problemow, dzieku powyzszym ukladom.
                  • legal.alien Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 11:32
                    > Zapominasz, ze zawod lekarza jest w duzym stopniu kastowy i dziedziczny. Nie
                    wi
                    > em, czy ktos prowadzil takie badania, ale sadzac po znajomych , to bardzo
                    duzy
                    > procent to sa klany 3-pokoleniowe. Nie bedzie problemem, gdy juz istnieja
                    mecha
                    > nizmy korupcyjne, kontynuowac istniejace rozwiazania bazujac na powiazaniach
                    ro
                    > dzinnych i innych.
                    >To samo tyczy zawodow prawniczych adwokatow, radcow, notariuszy
                    • krzysztofsf Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 12:06
                      legal.alien napisał:


                      >To samo tyczy zawodow prawniczych adwokatow, radcow, notariuszy

                      Oczywiscie. Tylko w Polsce tamte zawody poprzestaly na zapewnieniu sobie monopolu (ogranicznie liczby kancelarii na iles tysiecy mieszkancow i blokowanie mozliwosci odbycia aplikantury ludziom spoza ukladow). Nie maja powiaznia pracy prywatnej z ukladami w spolecznej czesci - a przynajmniej nie w takim stopniu jak lekarze wink
                      • legal.alien Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 13:23
                        To prawda. Uwazam, ze zadna reforma sluzby zdrowia nie powiedzie sie dopoki nie
                        zlamie sie tych chorych ukladow. Na poczatek proponuje zakaz praktyk prywatnych
                        dla pracownikow publicznej sluzby zdrowia. Musza sie zdecydowac, czy chca
                        pracowac na wlasnym, czy na panstwowym.
                        • vico1 Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 15:08
                          legal.alien napisał:

                          > Na poczatek proponuje zakaz praktyk prywatnych
                          > dla pracownikow publicznej sluzby zdrowia. Musza sie zdecydowac, czy chca
                          > pracowac na wlasnym, czy na panstwowym.

                          To nierealistyczna propozycja. Bylby to precedens na skale swiatowa.
                          Wystarczyc powininna lista porad lekarskich, testow i zabiegow, czesciowo
                          odplatnych, ktore moga byc przeprowadzone w gabinecie specjalisty. Lekarz
                          zawsze powinien miec mozliwosc skierowania pacjenta do szpitala. To chyba
                          normalne.
                          Oczywiscie co innego, jezeli pacjent trafia do szpitala z powodu jakiegos
                          zabiegu, mniej lub bardziej udanego. Wtedy i szpital i pacjent, w skrajnych
                          przypadkach prokurator powinni sie dobrac do lekarza.

                          Trzeba przyjac jako zasade tepienie naduzyc lekarzy, a nie samych lekarzy.
                          • legal.alien Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 11.04.05, 19:28
                            vico1 napisał:

                            > legal.alien napisał:
                            >
                            > > Na poczatek proponuje zakaz praktyk prywatnych
                            > > dla pracownikow publicznej sluzby zdrowia. Musza sie zdecydowac, czy chc
                            > a
                            > > pracowac na wlasnym, czy na panstwowym.
                            >
                            > To nierealistyczna propozycja. Bylby to precedens na skale swiatowa.
                            > Wystarczyc powininna lista porad lekarskich, testow i zabiegow, czesciowo
                            > odplatnych, ktore moga byc przeprowadzone w gabinecie specjalisty. Lekarz
                            > zawsze powinien miec mozliwosc skierowania pacjenta do szpitala. To chyba
                            > normalne.
                            Ja tego nie neguje, ale lekarz z prywatna praktyka nie moze kierowac swojego
                            pacjenta do panstwowego szpitala i brac za to pieniadze.
                            > Oczywiscie co innego, jezeli pacjent trafia do szpitala z powodu jakiegos
                            > zabiegu, mniej lub bardziej udanego. Wtedy i szpital i pacjent, w skrajnych
                            > przypadkach prokurator powinni sie dobrac do lekarza.
                            >
                            > Trzeba przyjac jako zasade tepienie naduzyc lekarzy, a nie samych lekarzy.
                            • sendivigius Re: Płacowa elita - coś z drugiego bieguna 13.04.05, 22:01
                              Legal alien, jestes pozornie rozsadnym czlowiekiem, ale nie mozesz w swoim
                              rozumowaniu dojsc do konca czyli postawic kropki nad i. Jezeli w Polsce jest
                              jak jest to nie dlatego ze ktos u wladz jest zbyt glupi lub niedoinformowany
                              ale wrecz przeciwnie, jest jak jest bo duzym i silnym grupom zalezy aby tak
                              bylo.

                              Ten kraj ma tyle absurdow, poczynajac od sluzby zdrowia po motoryzacje ze
                              troche bardziej rozgarniety ale za to uczciwy maturzysta by porzadzil lepiej.
                              Niektore glupoty trzymaja sie dobrze przez pietnascie lat od tak zwanego
                              obalenia komunizmu. I co - i trzymaja sie i beda sie trzymac. Np. ogrodki
                              dzialkowe, spoldzielnie mieszkaniowe, reprywatyzacja, miene zabuzanskie,
                              emerytury mundurowe, kratka w samochodzie, drogowka w krzakach, deputat
                              weglowy, brudne pociagi......
                              • doradca1 Brak zaskoczenia:):):) 16.04.05, 12:52
                                gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,2657378.html
                                • doradca1 Jacy oni troskliwi:):):) 16.04.05, 19:29
                                  Co czwarta osoba, która dała się namówić na odejście z redukującej zatrudnienie
                                  firmy w zamian za specjalną odprawę pieniężną, po jej przejedzeniu staje się
                                  klientem opieki socjalnej - pisze "Trybuna".
                                  Takie odprawy są narzędziem korumpowania pracowników i związków zawodowych -
                                  twierdzi dziennik. Związkowcy zamiast walczyć o utrzymanie miejsc pracy, walczą
                                  o wysokość odprawy.
                                  Bierzesz pieniądze, wystawiamy cię za bramę i zapominamy o tobie - wyjaśnia
                                  śląski socjolog, prof. Marek Szczepański. Przytakuje mu Wacław Czerkawski,
                                  wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. - Odprawy są wygodne
                                  dla pracodawców, którzy mówią: daję ci pieniądze i mam cię z głowy. Pracodawcy
                                  liczą na to, że część pracowników złapie się na odprawy i obejdzie się bez
                                  strajków - mówi.
                                  Na fortel z odprawami dali się ostatnio złapać związkowcy z gdańskiej fabryki
                                  słodyczy Cloetta Fazer Polska. Skandynawski koncern zadecydował tuż przed
                                  Świętami Wielkanocnymi o zamknięciu zakładu i wyrzuceniu na bruk 320
                                  pracowników. "Solidarność" poddała się bez walki. - Chcemy już tylko większych
                                  odpraw - powiedziała Danuta Kwapińska, przewodnicząca zakładowej "S" po
                                  rozmowach z likwidatorem spółki.
                                  O odprawach stało się głośno kilka lat temu za sprawą górników. Na Śląsku w
                                  ciągu ostatnich 15 lat zlikwidowano pół miliona miejsc pracy w sektorach
                                  tradycyjnego przemysłu. W latach 1998 - 2001 pozbyto się ponad 100 tys.
                                  górników, zamknięto 24 kopalnie. Aby uniknąć strajków i buntu, zaproponowano im
                                  pieniądze. Odprawy w wysokości od 44 tys. do 55 tys. zł brutto wzięło 30 tys.
                                  górników. 40 proc. z nich skonsumowało pieniądze na bieżące wydatki lub spłatę
                                  długów. Część z nich wykupiła mieszkania, inni popędzili do salonów
                                  samochodowych, a jeszcze inni pojechali na wczasy. Tylko co dziesiąty
                                  zainwestował w rozkręcenie biznesu. Część zbankrutowała. (PAP)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka