abram777
19.09.05, 20:06
Amerykański naukowiec Herbert Gans w latach siedemdziesiątych opublikował raport "The Uses of Poverty. The Poor Pay All" ("Wykorzystywanie biedy. Biedni płacą za wszystko") Gans przytoczył 13 funkcji biedy, warunkujących, jego zdaniem, rozwój społeczeństwa i podnoszenie się standardu życia ludzi najbogatszych.
Bieda i bezrobocie są, paradoksalnie korzystne, ale tylko dla bogatszej części społeczeństwa. Istnienie biedy gwarantuje m.in. pewność wykonania "czarnej roboty", której nie chcą się podejmować bogatsi ludzie. Istnienie biedy daje też szansę na zarobkowanie ludziom zawodowo zajmującym się jej zwalczaniem, zaś najbogatszej części społeczeństwa stwarza okazję do wykazania się dobroczynnością.
Czy teraz rozumiemy dlaczego jest tak, że im więcej walczy się np. z bezrobociem, to tego bezrobocia jest coraz więcej?
Czy teraz rozumiemy dlaczego jest tak, że im więcej mówi się o biednych dzieciach, to tych biednych dzieci jest coraz więcej?
Przypomnijmy sobie, kto najwięcej mówił i mówi o walce z bezrobociem i biednych dzieciach.
Przypomnijmy sobie, kto sprawował władzę w tym kraju i jakie są efekty w zakresie tych właśnie zagadnień.