Dodaj do ulubionych

podatki, podatki...

26.04.06, 10:37
Podatki to niejedyne pieniądze, jakie łożą Polacy na utrzymanie państwa.
Niestety katalog opłat jest coraz bogatszy

Zdaniem ekspertów z każdym rokiem państwo coraz głębiej sięga do naszych kieszeni.

I nie chodzi tu bynajmniej o same podatki (dochodowe, VAT, akcyzę czy lokalne).

Obywatele muszą bowiem ponosić również różnego rodzaju opłaty, i to nie tylko
przy okazji załatwiania spraw w urzędzie. W sumie jest kilkaset różnych opłat,
a będzie ich więcej. Oto Ministerstwo Finansów przygotowało projekt zupełnie
nowej ustawy o opłacie skarbowej (szerzej pisaliśmy o tym w "Rz" 10 kwietnia).
Przewiduje on wprawdzie zniesienie opłaty skarbowej od podań i załączników, za
to zakłada wzrost opłaty za czynności urzędowe, zaświadczenia i zezwolenia
wydawane na wniosek. I tak, za sporządzenie aktu małżeństwa trzeba dziś
zapłacić 75 zł. Jeśli nowa ustawa wejdzie w życie, wydamy już 84 zł.

Wzrost opłat to niejedyna niespodzianka, jaką szykuje obywatelom Ministerstwo
Finansów. Projekt mówi również o zwiększeniu liczby czynności urzędowych,
zaświadczeń i zezwoleń, za które trzeba będzie uiszczać opłatę skarbową. Za
wydanie duplikatu decyzji o nadaniu numeru identyfikacji podatkowej zapłacimy
15 zł, a za pozwolenie na prowadzenie apteki - 3805 zł.
Zabierają nie tylko podatki

Rzadko kto podczas zakupów na osiedlowym bazarze myśli o tym, że w cenie
żywności płaci również opłatę targową, którą handlujący wnosi do kasy miasta.
Gmina musi zarobić, a handlowiec - żeby nie stracić - część tej opłaty
przerzuca na klientów.

- Cały system podatków i parapodatków, niezmiernie skomplikowany, kosztowny i
nieefektywny, to odrębna kwestia prawna. Potrzebne są więc fundamentalne
zmiany w przepisach. Niestety, kierownictwo Ministerstwa Finansów nie jest
zainteresowane ani takimi zmianami, ani pokazywaniem pełnej statystyki
podatków i parapodatków. Nie ewidencjonuje np. niektórych podatków zbieranych
lokalnie, bo nie pozostają w jego gestii - mówi Rafał Antczak, ekspert Centrum
Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Przykładem tego jest podatek od spadków i darowizn, który ma zostać
zlikwidowany, a z którego trafia do budżetów lokalnych tylko ok. 260 mln zł
rocznie, czyli niewiele. A przecież takich nieefektywnych opłat są dziesiątki.
Dlatego, jak twierdzi Antczak, trzeba to wszystko przejrzeć i podsumować, żeby
mieć pełen obraz problemu.

- Tu konieczna jest radykalna zmiana systemu, a nie pozorne działania - podkreśla.
Gmina to my

Ile Polacy płacą na utrzymanie państwa? Żeby odpowiedzieć na to pytanie,
trzeba popatrzeć zarówno na budżet państwa, jak i na budżety samorządu
terytorialnego.

- Gminy utrzymują się wyłącznie z tego, co płacą obywatele. Tyle tylko, że
droga tych pieniędzy w gminie, w gminie wiejskiej i w mieście na prawach
powiatu jest inna. Inna jest również struktura dochodów w powiecie i w
województwie - podkreśla Andrzej Porawski, dyrektor Biura Związku Miast Polskich.

Tylko w 2005 r. dochody gmin wyniosły 46 mld zł, miast na prawach powiatu - 36
mld zł, powiatów - 14 mld zł, a województw - 7 mld zł. Co ciekawe, dochody
własne gmin to 49 proc. wszystkich dochodów, z czego 14 proc. to udział w PIT
i CIT, a 15 proc. - wpływy z podatku od nieruchomości. Nieco inna jest
struktura dochodów w miastach na prawach powiatu. Tam dochody własne stanowią
aż 66 proc. wszystkich pieniędzy, jakie otrzymuje gmina (w tym 29 proc. to
udział w PIT i CIT, a 13 proc. - wpływy z podatku od nieruchomości).

To z pieniędzy podatników utrzymywany jest więc samorząd terytorialny. Bez
względu na to, czy są to pieniądze przekazane bezpośrednio z budżetu państwa w
postaci subwencji lub dotacji, czy też pochodzą z różnego rodzaju opłat i
podatków lokalnych, to i tak - jak mówią samorządowcy - źródło pieniędzy jest
jedno: obywatele mieszkający na terenie danej gminy. To oni finansują m.in.
budowę i remont dróg w gminie, utrzymują przedszkola i dofinansowują szkoły.

Dlatego zniesienie jakiejś opłaty czy podatku odbędzie się, jak twierdzą
samorządowcy, kosztem świadczonych usług.

- Jeżeli naruszy się tę równowagę, to pieniędzy po prostu zabraknie -
podkreśla Andrzej Porawski.

W efekcie może przepaść gminna inwestycja lub - jeśli gmina jest biedniejsza,
nauczyciele dostaną mniejsze pensje albo podrożeje woda.
Grosz do grosza

Nie wiadomo, ile dokładnie przeciętny Polak wydaje w ciągu swojego życia na
różnego rodzaju opłaty przy załatwianiu spraw urzędowych. A jest ich w sumie
kilkaset (wybrane - patrz ramka).

Obniżki opłat należą przy tym do rzadkości. Ostatnio zmniejszyła się np.
opłata za kartę pojazdu wydawaną dla samochodu sprowadzonego z innych krajów
Unii Europejskiej (z 500 zł do 75 zł). To jednak efekt orzeczenia Trybunału
Konstytucyjnego, a nie dobrej woli urzędników.

Z kolei od 2 marca tego roku zmieniły się przepisy o kosztach sądowych w
sprawach cywilnych. A w efekcie niższa jest opłata sądowa za założenie księgi
wieczystej i wpis do niej. Wcześniej przy kupnie mieszkania na odrębną
własność na kredyt trzeba było zapłacić u notariusza w sumie ponad 9,8 tys.
zł. Teraz, po zmianach, jedynie 6,9 tys. zł.
Sztuka liczenia

Ministerstwo Finansów przy lada okazji zapewnia, że poziom rodzinnych obciążeń
podatkowych w Polsce jest porównywalny z krajami OECD. Nie zgadzają się z tym
niezależni eksperci. Twierdzą, że to jest manipulowanie danymi, ponieważ
wysokość podatków należy porównywać z poziomem dochodów społeczeństwa. Dlatego
Polska może porównywać się np. z Meksykiem czy Koreą z lat 80. Przy takim
porównaniu obciążenia podatkowe w Polsce powinny wynosić 15 - 25 proc. PKB, a
nie 42 proc. PKB, jak obecnie.

- Nie ma drugiego państwa na świecie, które przy takim poziomie dochodów
miałoby równie wysokie podatki. Może w jakimś kraju afrykańskim ściągane są
jeszcze wyższe niż u nas haracze, ale chcemy przecież porównywać się z
państwami rozwiniętymi - zauważa Rafał Antczak.

Połowa dochodów Polaków idzie na państwo
Robert Gwiazdowski,
prezydent Centrum im. Adama Smitha

Kiedyś chłop pańszczyźniany buntował się przeciwko dziesięcinie, która w
tamtym czasie była 10-proc. podatkiem. Teraz Polacy oddają państwu średnio 50
proc. swojego dochodu w postaci różnych podatków i parapodatków. Nie dość, że
płacimy za dużo, to jeszcze nasze pieniądze są wyrzucane w błoto, a czasami
wręcz defraudowane. Słyszymy przecież o coraz to nowych aferach.

Państwo niczego nie daje nam za darmo. Pytanie tylko, czy za to, co
otrzymujemy, powinniśmy płacić aż tyle, skoro wciąż narzekamy na mało sprawny
wymiar sprawiedliwości, policję czy złe drogi.

Młody obywatel sponsoruje urzędników

Viktor Włodarski, uczeń, Warszawa

Rok temu skończyłem osiemnaście lat. Chciałem wziąć udział w wyborach
parlamentarnych i prezydenckich, więc czym prędzej poszedłem do urzędu, aby
wyrobić dowód osobisty. Musiałem zrobić zdjęcia i wypełnić odpowiedni
formularz, ale też uiścić 30 zł. Gdy już miałem dowód, szybko wyrobiłem sobie
również paszport, co kosztowało mnie kolejne 50 zł. To i tak mniej niż innych,
bo uczniowie mają 50-proc. zniżkę. Na paszport czekałem ok. miesiąca.

Zamierzam teraz zrobić kurs prawa jazdy. W wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego
będę musiał zapłacić za egzaminy teoretyczny i praktyczny. To minimum ok. 130
zł, ale nie jestem optymistą i wątpię, czy uda mi się zdać za pierwszym razem.
Za wydanie prawa jazdy też się płaci - około 70 zł.

Dużo różnorakich formalności i opłat wymaga też kupno i rejestracja auto,
jednak jeszcze o nich nie myślę. Zależy mi jednak, aby moje auto miało
oryginalne tablice rejestracyjne, żeby były na nich nie tylko literki i
cyferki, ale też różne ciekawe lub śmieszne napisy. Niestety, nie jest z tym
tak prosto, jak myślałem. Za wyrobienie takiej tablicy musiałbym zapłacić aż
1000 zł. To dla mnie zdecydowanie za dużo.

RAZEM: 500 - 1500 ZŁ


Własna firma to spore wydatki

Tomasz Stefańczyk, stolarz, Radomsko

Przekonałem się, że założenie wł
Obserwuj wątek
    • 1tomasz1 Re: podatki, podatki... 26.04.06, 10:39
      Własna firma to spore wydatki

      Tomasz Stefańczyk, stolarz, Radomsko

      Przekonałem się, że założenie własnej firmy wiąże się z kosztami oraz
      biurokracją. Już sam wpis do ewidencji działalności gospodarczej to wydatek 100
      zł. Wydanie duplikatu zaświadczenia o wpisie to kolejne kilka złotych. Podobnie
      jest z potwierdzeniem aktualności wpisu.

      Panie w urzędzie gminy poradziły mi również, aby w zgłoszeniu rejestracji podać
      jak najwięcej branż zawartych w klasyfikacji działalności gospodarczej.
      Tłumaczyły, że inaczej, jeśli zechcę rozszerzyć swoją działalność, trzeba będzie
      zmieniać wpis w ewidencji. A to kosztuje kolejne 50 zł. Tak więc moja firma to -
      przynajmniej na papierze - nie tylko usługi stolarskie. To tak na wszelki
      wypadek - gdybym chciał rozwinąć biznes albo zmienić profil swojej firmy. Są
      również inne wydatki, np. na wyrobienie pieczątki, a także comiesięczne opłaty
      za prowadzenie konta w banku.

      RAZEM: 200 - 500 ZŁ

      Trzeba płacić za uprawnienia zawodowe

      Magdalena Wiśniewska, przewodnik turystyczny, Otrębusy

      Aby oprowadzać wycieczki po Warszawie i jeździć z turystami jako pilot po całej
      Polsce, musiałam wcześniej zdobyć uprawnienia przewodnickie. Takie wymagania
      stawiają przepisy (ustawa o usługach turystycznych). Ja załatwiałam je jeszcze w
      urzędzie wojewódzkim, ale teraz - z tego, co wiem - odpowiada za to marszałek
      województwa. Musiałam ukończyć płatny kurs pilotów wycieczek i przewodnicki,
      zdać specjalny egzamin, udokumentować znajomość języków (ja angielski i
      hiszpański). Egzaminy są oczywiście płatne: po 120 zł za część teoretyczną i
      praktyczną. Ponadto, jeśli ktoś zdaje język obcy, bo nie ma zaświadczenia, że go
      zna, musi zapłacić kolejne 120 zł.

      Ponad rok temu założyłam też własne biuro podróży. To wiąże się z kolejnymi
      kosztami. Płaci się nie tylko za rejestrację firmy, ale także wpis do urzędowego
      rejestru biur podróży. Taki wpis to teraz wydatek 500 zł.

      Przyznam, że rozpatrywałam też możliwość założenia - zamiast firmy jednoosobowej
      - spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Sprawa nie była prosta, a ja niestety
      nie znam się zupełnie na przepisach prawnych. Dlatego sondażowe wizyty u
      prawników i doradców podatkowych były dla mnie sporym wydatkiem. W Krajowym
      Rejestrze Sądowym płaci się, o czym nie wszyscy chcą pamiętać, również za zmiany
      wpisów. Mój radca prawny powiedział mi nawet pół żartem pół serio, że trzeba
      sporo płacić także likwidując spółkę i występując o jej wykreślenie z KRS.
      Ostatecznie jednak - gdy uświadomiłam sobie ile kosztuje rejestracja i
      prowadzenie takiej spółki - zrezygnowałam. Przynajmniej na razie, choć nie
      wykluczam, że zdecyduję się na takie rozwiązanie za kilka lat, jeśli moja firma
      się rozrośnie.

      RAZEM: 1000 -1500 ZŁ

      Kilkaset złotych na nową drogę życia

      Olga Jakubiak, ekonomistka, Warszawa

      W czerwcu z moim narzeczonym Maćkiem bierzemy ślub. W związku z tym załatwiamy
      formalności, m.in. w urzędzie stanu cywilnego. Potrzebne nam były zaświadczenia,
      że nie ma przeszkód do zawarcia małżeństwa. Trzeba je zanieść do parafii, gdyż
      bierzemy tzw. ślub konkordatowy. Przy jego wydaniu zapłaciliśmy znaczkami opłaty
      skarbowej 75 zł. Panie w urzędzie gminy uprzedziły mnie też, że będę musiała
      wymienić dowód, jeśli się przemelduję i zmienię nazwisko. Wymiana dowodu wiąże
      się oczywiście z kolejną opłatą - tym razem to 30 zł. Tych kwot większość
      narzeczonych raczej nie zauważa, bo w porównaniu z innymi wydatkami
      ślubno-weselnymi są niewielkie.

      RAZEM: 100 - 500 ZŁ
    • 1tomasz1 Re: podatki, podatki... 26.04.06, 10:39
      I najciekawsze moim zdaniem:

      "Ministerstwo Finansów przy lada okazji zapewnia, że poziom rodzinnych obciążeń
      podatkowych w Polsce jest porównywalny z krajami OECD. Nie zgadzają się z tym
      niezależni eksperci. Twierdzą, że to jest manipulowanie danymi, ponieważ
      wysokość podatków należy porównywać z poziomem dochodów społeczeństwa. Dlatego
      Polska może porównywać się np. z Meksykiem czy Koreą z lat 80. Przy takim
      porównaniu obciążenia podatkowe w Polsce powinny wynosić 15 - 25 proc. PKB, a
      nie 42 proc. PKB, jak obecnie.

      - Nie ma drugiego państwa na świecie, które przy takim poziomie dochodów miałoby
      równie wysokie podatki. Może w jakimś kraju afrykańskim ściągane są jeszcze
      wyższe niż u nas haracze, ale chcemy przecież porównywać się z państwami
      rozwiniętymi - zauważa Rafał Antczak."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka