Dodaj do ulubionych

Jak za dawnych lat

11.01.07, 19:08
Gdy przeczytałem ten tekst poczułem się, jakbym czytał znaleziony gdzieś na strychu zżółkły i zakurzony egzemplarz Trybuny Ludu. Trochę inne treści, ale styl i obłuda ta sama, a może nawet "lepsza". Kiedyś Trybuna Ludu spełniała bardzo ważną funkcję w życiu społeczeństwa polskiego. To było w czasach, gdy brakowało papieru toaletowego. A do czego może się przydać tekst wyświetlany na ekranie monitora? To przecież nie ma sensu...

gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3831552.html


"W środę ze stanowiska prezesa Narodowego Banku Polskiego odejdzie Leszek Balcerowicz. Człowiek, który dla promocji Polski w świecie zrobił chyba nie mniej niż Lech Wałęsa. Dzięki Wałęsie świat zobaczył naród zdolny do zrywu w imię wolności. Ale wizerunek romantycznego bojownika Polska miała od wieków. Dzięki reformom Balcerowicza wdrażanym z żelazną konsekwencją w ogniu brutalnych i demagogicznych napaści populistycznych polityków świat zobaczył społeczeństwo zdolne do zbiorowego wysiłku, do wyrzeczeń i dzięki temu do spektakularnych sukcesów, które stały się drogowskazem dla podążających za nami krajów regionu. Źródłem podziwu świata i naszą dumą.

Tymczasem ten Władysław Grabski III RP jest do ostatnich dni swej kadencji małodusznie atakowany. Rząd chełpi się znakomitymi wynikami polskiej gospodarki, ale słowem się nie zająknie, w jak wielkiej mierze to zasługa owego znienawidzonego Balcerowicza. Przeciwnie, zakłamuje się rzeczywistość. Pamiętamy słowa Jarosława Kaczyńskiego, które padły z trybuny sejmowej 17 lutego 2005 r.: "sukcesy Balcerowicza polegały na spadku dochodu narodowego, że zaczęła się wielka czarna dziura w polskiej gospodarce".

Nienawiść do Balcerowicza poszła tak daleko, że niesławna komisja ds. banków pod przewodnictwem niezastąpionego posła Artura Zawiszy (PiS) usiłowała naruszyć konstytucyjną zasadę niezależność NBP, zmuszając Leszka Balcerowicza do stawiennictwa w charakterze świadka. Wobec prób upokorzenia państwo Balcerowiczowie okazali wielką klasę. Ale nie powstrzymuje to w niczym licznych kontynuatorów dzieła Artura Zawiszy. We wtorek Andrzej Urbański, doradca prezydenta, łaskaw był zauważyć, że "główny kłopot z kandydatem na prezesa NBP polega na tym, iż trzeba znaleźć osobę, która potrafi się zmierzyć z legendą Leszka Balcerowicza". - Legendą stworzoną bardziej przez skuteczny marketing niż faktyczne zasługi - dodał.

I oto w środę wieczorem po wielkich bólach góra urodziła mysz. Sławomir Skrzypek zastąpić ma Leszka Balcerowicza. Cóż, jaki nominat, taka odpowiedź na legendę. Co do drugiego zdania doradcy prezydenta, to jestem pewien, że nawet najskuteczniejszy marketing nie przyniesie Skrzypkowi nawet cząstki tej legendy, na jaką przez 17 lat zapracował sobie Leszek Balcerowicz.

Jednemu jednak nie jestem się w stanie nadziwić. Językowi Prawa i Sprawiedliwości. Można się z Balcerowiczem nie zgadzać, można go krytykować i potępiać. Ale nawet z punktu widzenia deklarowanej przez PiS moralności trudno o przykład człowieka tak oddanego idei praworządnego państwa. Dlaczego jest więc tak zajadle atakowany? Może dlatego, że nie potrafi ukryć swej pogardy dla populizmu, demagogii i nieuctwa.

"Dziennik" zapytał Balcerowicza o plany. - Dostaję wiele propozycji z zagranicy - mówił prezes NBP. - Część z nich zaakceptuję, ale będę się starał zrobić to w taki sposób, żeby większość czasu spędzać w Polsce, między innymi dlatego, aby przyczyniać się do zmiany proporcji: mniej populizmu, więcej rozsądku w życiu publicznym. Za dużo jest w Polsce prób robienia ludziom wody z mózgu i nie mogę na to spokojnie patrzeć.

Ale jak dziś wzniecać w młodych żar patriotyzmu, skoro kreuje się świat odwróconych wartości. Obywatelom odbiera się prawo do dumy z dokonań III RP, nazywając ją czasem postkomunizmu. Deprecjonuje ikony przemian takie jak Leszek Balcerowicz.

Każda mądra władza, wolna od politycznego zacietrzewienia, chcąc promować nowoczesny patriotyzm, posłużyłaby się osobami Rafała Dutkiewicza czy Leszka Balcerowicza - patriotów dnia dzisiejszego, patriotów czasu transformacji."

Autor artykułu stawia dwa przykłady patriotyzmu (chyba do naśladowania). Jeden - człowieka, który przez lata tworzy miejsca pracy i robi wszystko, aby ściągać rodaków z zagranicy, oraz drugi - człowieka, który spowodował ruinę tysięcy polskich zakładów, a teraz robi wszystko, aby rodacy wyjeżdżali zagranicę. Natomiast bez wątpienia autor wie, kto jest dobry, a kto zły i wyraźnie to wskazuje. Tak jak kiedyś w Trybunie Ludu. To chyba na wszelki wypadek, gdyby czytelnik nie mógł się domyślić.
Obserwuj wątek
    • przycinek.usa Re: Jak za dawnych lat 12.01.07, 03:48
      he he he. faktycznie.
      • abram777 Re: Jak za dawnych lat 12.01.07, 19:59
        przycinek.usa napisał:

        > he he he. faktycznie.

        Ciebie i mnie coś takiego może rzeczywiście śmieszyć, ale są tacy, którym wcale nie jest do śmiechu podczas czytania naszych opinii, a tylko udają ubaw. Chyba przestanę czytać tych niereformowalnych, a skupię się wyłącznie na tych o otwartym umyśle. Tak będzie najlepiej.
    • bush_w_wodzie he he he 12.01.07, 11:04

      ja tez sie czasami czuje jak za dawnych lat z tymze niekonecznie po lekturze
      wyborczej. o ile nie jestem zwolennikiem artykulow laurek to warto pamietac o
      paru `drobiazgach':


      wyborcza jest finansowana przez swoich czytelnikow ktorzy kupuja ja dobrowolnie.
      jest gazeta opozycyjna wobec tzw. wladzy a nie rzadowa (partyjna) tuba
      propagandowa


      obecnie miejsce trybuny zajely zupelnie inne gazety - ktore publikuja rownie
      (lub bardziej) zaangazowane (po stronie waaadzy) artykuly za ktore waaadza
      wynagradza je smacznymi przeciekami


      a balcerowicz? coz. oczywiscie moze sie nie podobac sie stan polskiej zlotowki
      poziom stop procentowych i ogolna sytuacja gospodarcza jakie pozostawia po sobie
      balcerowicz. stabilnosc cen i waluty tani kredyt sprywatyzowana i otwarta
      gospodarka i szybki rozwoj eksportu to z pewnoscia za malo by pochwalic
      balcerowicza.

      przeciez taki stan nam sie slusznie nalezy i nalezalo do niego dojsc bez wysilku
      i bez kosztow.
      • przycinek.usa Re: he he he 13.01.07, 04:59
        a balcerowicz? coz. oczywiscie moze sie nie podobac sie stan polskiej zlotowki
        > poziom stop procentowych i ogolna sytuacja gospodarcza jakie pozostawia po
        sobi
        > e
        > balcerowicz.



        Sluchaj, merytorycznie nie masz racji. W latach 93-97 byly takie stopy
        kredytowe jakie wszyscy pamietamy i te stopy wykonczyly gospodarke. Ja tego
        balcerowiczowi nie zapomne.

        Obecnie mowi sie, ze stopa jest OK - a tymczasem wszyscy "potakiewacze"
        zapominaja czym skonczylo sie zlotowe eldorado wynikajace z ponadnormatywnych
        zwrotow odsetkowych w tamtym okresie.

        A pan balcerowicz zarobil sobie troszke pieniazkow i teraz najlepiej bedzie jak
        sobie gdzies daleko wyjedzie. Jak najdalej od waznych decyzji monetarnych.
        Dzieki Bogu nie udalo mu sie wepchnac NBP do strefy euro. I krzyzyk mu na droge.
        I opuscmy nad tym panem zaslone milczenia.








        • damkon Re: he he he 13.01.07, 07:50
          > Sluchaj, merytorycznie nie masz racji. W latach 93-97 byly takie stopy
          > kredytowe jakie wszyscy pamietamy i te stopy wykonczyly gospodarke. Ja tego
          > balcerowiczowi nie zapomne.

          Nienegujac panskiej dobrej pamieci z lat 93-97 mam mala uwage do tego co Pan
          napisal, tzn., w tych latach Balcerowicz nie byl prezesem NBP i jego wplyw na
          stopy procetowe byl niewielki lub prawie zaden. Moze chodzilo Panu jednak o
          inny okres, badz moze chcial Pan sobie po prostu tradycyjnie juz "pokrytykowac"
          tego czlowieka, przypisujac mu wszystkie nieszczescia naszej gospodarki?
        • bush_w_wodzie Re: he he he 15.01.07, 23:10
          przycinek.usa napisał:

          > > a balcerowicz? coz. oczywiscie moze sie nie podobac sie stan polskiej
          > > zlotowki
          > > poziom stop procentowych i ogolna sytuacja gospodarcza jakie pozostawia
          > > po sobie balcerowicz.
          >
          >
          >
          > Sluchaj, merytorycznie nie masz racji. W latach 93-97 byly takie stopy
          > kredytowe jakie wszyscy pamietamy i te stopy wykonczyly gospodarke. Ja tego
          > balcerowiczowi nie zapomne.
          >


          rozumiem ze chodzi ci o lata 1990-1992? w istocie - apekty monetarne owczesnej
          terapii szokowej sa mocno kontrowersyjne i sam je na tym forum krytykowalem.
          konkretnie chodzilo mi o powiazanie bardzo wysokich stop procentowych nbp -
          (szczegolnie w roku 1990) - i sztywnego niezmiennego kursu wymiany waluty. takie
          postepowaie banku centralnego stwarzalo wysmienite mozliwosci arbitrazu
          swiadomym i poinformowanym graczom. z drugiej strony jednak stan ktory zastal
          balcerowicz w 1989 byl bardzo odlegly od czegokolwiek co okreslilibysmy mianem
          normalnej ustabilizowanej ekonomii dlatego oceniac trzeba bardzo ostroznie


          drugi moment w ktorym rpp i nbp zachowaly sie bardzo nerwowo to byly lata
          1999-2001. pod koniec lat 90-tych rpp prowadzila polityke lagodna polityke
          monetarna. w powiazaniu z naplywem inwestycji i ogromnym deficytem obrotow
          biezacych doprowadzilo to do zagrozen inflacja i kryzysem walutowym. w
          odpowiedzi dokonano (chyba w 1999) bardzo duzych podwyzek stop procentowych.
          wtedy jeszcze balcerowicza nie bylo w nbp. w 2000 doszlo do spowolnienia i - de
          facto - do recesji w 2001/2002 roku. po trosze ta recesja wynikala z recesji w
          otoczeniu gospodarczym polski - po trosze z wyschniecia strumienia inwestycji i
          wplywow z prywatyzacji - ale niewatpliwie dlugo utrzymywane wysokie stopy
          procentowe nbp mialy w tym swoj udzial. moim zdaniem nbp (juz z balcerowiczem)
          wtedy przesadzili z wysokoscia stop (za wolno je obnizali). znowu jednak -
          operowali w nielatwej sytuacji

          >
          > A pan balcerowicz zarobil sobie troszke pieniazkow i teraz najlepiej
          > bedzie jak sobie gdzies daleko wyjedzie. Jak najdalej od waznych decyzji
          > monetarnych.

          <...>
          > .
          > I opuscmy nad tym panem zaslone milczenia.
          >


          w tej chwili nbp i rpp sa golebie a pogoda gospodarcza po balcerowiczu jest
          wysmienita. jesli dojdzie do zawirowan monetarnych to juz nie mozna bedzie za
          nie winic balcerowicza - ale od porownan z nim nowy szef nbp nie ucieknie. na
          szczescie dla nas.
      • szczurek.polny Re: he he he 17.01.07, 09:50
        bush_w_wodzie napisał:

        > a balcerowicz? coz. oczywiscie moze sie nie podobac sie stan polskiej zlotowki
        > poziom stop procentowych i ogolna sytuacja gospodarcza jakie pozostawia po
        > sobie balcerowicz. stabilnosc cen i waluty tani kredyt sprywatyzowana i
        > otwarta gospodarka i szybki rozwoj eksportu to z pewnoscia za malo by pochwalic
        > balcerowicza.

        No to zaczynamy:
        1) Stan polskiej złotówki to głownie wynik efektu konwergencji. Dopóki za 4 PLN
        można kupić więcej niż za 1 EUR, to przy otwartych granicach złotówka będzie się
        umacniać.
        2) Poziom stóp procentowych NBP i tak zależy od rentowności obligacji.
        Zaryzykowałbym twierdzenie, że całą tą RPP mogłoby zastąpić jedno macro w Excel'u.
        3) Ogólna sytuacja gospodarcza to zasługa tych 13,5 mln obywateli, którym się
        chce co rano podnosić d..py z łóżek i iść do roboty.
        4) Stabilność cen - fakt, tutaj NBP przy pewnej dozie złośliwości mógł nieźle
        namieszać. A nie namieszał.
        5) Stabilność waluty - a była taka? Podczas kadencji Balcerowicza złotówka
        jeździła w górę i w dół, często jazda w górę odbywała się w tempie "odbierającym
        dech". Dla pełnej jasności: to dobrze, że się umacniała, ale wolałbym, żeby
        przez 3 lata umacniała się po 5%, a nie o 15% w jednym roku. Cóż, może mam zbyt
        wysokie wymagania, ale w gazetach pisali, że w RPP zasiadają tacy fachowcy...
        6) Na tani kredyt to przyjdzie nam jeszcze poczekać.
        7) Nie mieszajmy prezesa NBP do prywatyzacji, to już naprawdę nie jego działka.
        8) Otwarta gospodarka to głównie efekt wstąpienia do UE, a traktat podpisywał
        Miller, a nie Balcerowicz.
        9) A szybki rozwój eksportu to moja zasługa. Moja i kilkuset tysięcy innych
        ludzi, że się im owe d..py rano chce z łóżek podnosić.

        Za co więc można pochwalić Balcerowicza? Moim zdaniem:
        1) Jest jednym z bardzo nielicznych polskich polityków, którzy mówią, że
        najpierw muszą być pieniądze, a potem można się zastanawiać na co je wydać.
        2) W przeciwieństwie do poprzedniczki i następcy, ma nazwisko i doświadczenie
        pozwalające uzasadnić (we wszystkich trzech przypadkach polityczną) nominację na
        stanowisko prezesa NBP.
        3) Na tle RPP, był raczej "gołębiem" niż "jastrzębiem" i, o czym świadczą
        protokoły z głosowań Rady, wcześniej niż inni dostrzegał możliwość obniżki stóp.

        > przeciez taki stan nam sie slusznie nalezy i nalezalo do niego dojsc bez
        > wysilku i bez kosztow.
        Taki stan osiągnęliśmy my wszyscy. Balcerowicz nie jest jedynym, który się
        wysilał i ponosił koszty.
        • bush_w_wodzie sprawdzam 17.01.07, 16:16
          szczurek.polny napisał:

          > > balcerowicza.
          >
          > No to zaczynamy:


          > 1) Stan polskiej złotówki to głownie wynik efektu konwergencji.
          > Dopóki za 4 PLN można kupić więcej niż za 1 EUR, to przy otwartych
          > granicach złotówka będzie się umacniać.


          polprawda. moga tez rosnac ceny




          > 2) Poziom stóp procentowych NBP i tak zależy od rentowności obligacji.


          polprawda. bo to jest tez zaleznosc idaca w druga strone. jesli nie ma zaufania
          do waluty to wyzsze musza byc rentownosci obligacji


          > Zaryzykowałbym twierdzenie, że całą tą RPP mogłoby zastąpić jedno
          > macro w Excel'u.

          zaryzykowales smile))). teraz czas by ten poglad jakos uzasadnic



          > 3) Ogólna sytuacja gospodarcza to zasługa tych 13,5 mln obywateli, którym się
          > chce co rano podnosić d..py z łóżek i iść do roboty.

          polprawda.

          no bo sporo w tym prawyd jest ale jednak sporo i nieprawdy. bo jaka w tym
          wzgledzie jest roznica miedzy prl a rp-version 3.5? albo miedzy pl a korea pln?
          jakis zdolny wodz porownywal kiedys armie lwow kierowana przez barana od armii
          baranow kierowanej przez lwa i doszedl do dosyc ciekawych wnioskow



          >
          > 4) Stabilność cen - fakt, tutaj NBP przy pewnej dozie złośliwości mógł nieźle
          > namieszać. A nie namieszał.
          >


          smile


          > 5) Stabilność waluty - a była taka? Podczas kadencji Balcerowicza złotówka
          > jeździła w górę i w dół, często jazda w górę odbywała się w tempie "odbierającym
          > dech". Dla pełnej jasności: to dobrze, że się umacniała, ale wolałbym, żeby
          > przez 3 lata umacniała się po 5%, a nie o 15% w jednym roku. Cóż, może mam zbyt
          > wysokie wymagania, ale w gazetach pisali, że w RPP zasiadają tacy fachowcy...



          sledziles moze rynek eurodolara w czasie ostatnich kilku lat? jakies refleksje?





          > 6) Na tani kredyt to przyjdzie nam jeszcze poczekać.


          no faktycznie. jeszcze nie doplacaja za wziecie kredytu


          > 7) Nie mieszajmy prezesa NBP do prywatyzacji, to już naprawdę nie jego działka.


          balcerowicz byl tez kiedys wicepremierem min-finem i liderem partii politycznej.
          i wtedy to byla jego dzialka



          > 8) Otwarta gospodarka to głównie efekt wstąpienia do UE, a traktat podpisywał
          > Miller, a nie Balcerowicz.



          traktat akcesyjny poprzedzony byl wieloletnim programem redukcji cel i barier
          oraz wzmacnianiem otwieraniem i integracja systemu bankowego. balcerowicz
          werbalnie i poprzez konkretne dzialania przyczynil sie do otwierania polskiej
          gospodarki. wbrew lamentom krawaciarzy i innych (o)ligopolskich


          >
          > 9) A szybki rozwój eksportu to moja zasługa. Moja i kilkuset tysięcy innych
          > ludzi, że się im owe d..py rano chce z łóżek podnosić.
          >


          o lwach i baranach juz bylo

          >
          > Za co więc można pochwalić Balcerowicza? Moim zdaniem:
          > 1) Jest jednym z bardzo nielicznych polskich polityków, którzy mówią, że
          > najpierw muszą być pieniądze, a potem można się zastanawiać na co je wydać.
          > 2) W przeciwieństwie do poprzedniczki i następcy, ma nazwisko i doświadczenie
          > pozwalające uzasadnić (we wszystkich trzech przypadkach polityczną) nominację n
          > a
          > stanowisko prezesa NBP.
          > 3) Na tle RPP, był raczej "gołębiem" niż "jastrzębiem" i, o czym świadczą
          > protokoły z głosowań Rady, wcześniej niż inni dostrzegał możliwość obniżki stóp.



          no piekna laurka. beczka miodu powiedzialbym smile


          >
          > > przeciez taki stan nam sie slusznie nalezy i nalezalo do niego dojsc bez
          > > wysilku i bez kosztow.

          > Taki stan osiągnęliśmy my wszyscy. Balcerowicz nie jest jedynym, który się
          > wysilał i ponosił koszty.


          balcerowicz sie osobiscie nie wysilal w potocznym znaczeniu. tlukl natomiast do
          zakutych lbow najprostsza z prostych prawd ekonomii: bez pracy nie ma kolaczy.
          albo: oszczednoscia i praca ludzie sie bogaca. niby to trywialne ale jakos nie
          dla politykow i na ogol zapominane w dniu wyborow sad
          • szczurek.polny Re: sprawdzam 18.01.07, 10:53
            Bardzo dziękuję za przyznanie "50% racji". Z pewną złośliwą satysfakcją
            chciałbym przyznać, że drugie "50% racji" leży po twojej stronie.

            Oczywistym dla mnie jest, że twoje wpisy reprezentują twój punkt widzenia wielu
            spraw, a moje wpisy mój punkt widzenia, często przejaskrawiony. I że żaden z nas
            nie ma monopolu na pełną, wyczerpującą, objawioną prawdę.
            Twoje "półprawda" dało mi wielką satysfakcję. Lepsze to niż "g..wno prawda".

            Z braku czasu nie odpowiem na wszystkie punkty, ale wybieram moim zdaniem
            najciekawsze:
            2) Poziom stóp procentowych banku centralnego a rentowności obligacji:

            Napisałeś oczywistą półprawdę, bo zaufanie do waluty nie zależy wyłącznie od
            osobowości prezesa banku centralnego. Zaufanie do waluty zależy moim zdaniem
            głównie od rządu, od poziomu zadłużenia i ile nowego papieru drukuje rząd.
            Jeśli rząd będzie się mało zadłużał, to mało nowych emisji będzie na sprzedaż,
            rentowności będą niskie, a zaufanie do waluty wysokie.

            Co zaś do mojej propozycji zastąpienia RPP przez macro w Excel'u... Patrząc na
            dane historyczne, nawet dla takiego "lajkonika ekonomicznego" jak ja, ewidentne
            jest opóźnienie obniżki stóp procentowych w okresie od marca 2005 do marca 2006
            w stosunku do spadku rentowności 52-tygodniowych bonów skarbowych, który zaczął
            się już we wrześniu 2004.
            Każdy sobie może to obejrzeć sam, tu:
            www.nbp.pl/Dzienne/Stopy_procent.html
            i tu:
            www.mf.gov.pl/_files_/dlug_publiczny/obligacje_hurtowe/pliki_do_pobrania/bonyskarbowe.xls
            Moim (i nie tylko moim) zdaniem RPP tu "zaspała" i makro excel'owe zachowałoby
            się lepiej.

            5) Stabilność waluty:
            Weźmy taki na przykład rok 2004. Dolar osłabił się do euro z 1.26 na 1.36 (-8%),
            A u nas? Złotówka z 3.68 za dolara na 2.98 za dolara. +24% w stosunku do
            słabnącego dolara!
            Wiem, jestem tendencyjny, to był rok szczególny...
            Od zwykłych śmiertelników nie oczekiwałbym cudów. No ale ponieważ mieliśmy "aż
            tak fachową RPP pod przewodnictwem samego Balcerowicza", to czy moje oczekiwania
            choćby niewielkiego cudu nie były ani trochę uzasadnione?
            Tymczasem nie zrobiono nic, aby nieuchronny proces umocnienia złotówki wydłużyć
            w czasie, dając gospodarce więcej szans na dostosowanie się do nowych warunków.
            Nie było nawet werbalnych interwencji prezesa NBP ani członków RPP. Wszyscy
            zacierali łapki, że dług liczony w PLN spada i poprawia się stosunek dług/PKB.

            7), 8) - myślałem, że oceniamy Balcerowicza jako prezesa NBP. No bo, rozumie
            się, w podstawówce, to on mógł być świetny koleś i rozrabiaka. Tylko że to dawno
            temu było.

            Poza tym:
            > 1) Jest jednym z bardzo nielicznych polskich polityków, którzy mówią, że
            > najpierw muszą być pieniądze, a potem można się zastanawiać na co je wydać.
            i
            > balcerowicz [..] tlukl natomiast do zakutych lbow najprostsza z prostych prawd
            > ekonomii: bez pracy nie ma kolaczy. albo: oszczednoscia i praca ludzie sie
            > bogaca. niby to trywialne ale jakos nie dla politykow i na ogol zapominane
            > w dniu wyborow sad
            to w zasadzie to samo, prawda?
            • bush_w_wodzie Re: sprawdzam 18.01.07, 12:48
              szczurek.polny napisał:

              > Bardzo dziękuję za przyznanie "50% racji". Z pewną złośliwą satysfakcją
              > chciałbym przyznać, że drugie "50% racji" leży po twojej stronie.


              podchodzac do sprawy purystyczie - to nie chcialbym okreslac racji w procentach.
              zwlaszcza ze - jak slusznie argumentowali klasycy filozofii i klasycy tego forum
              - z kilku polprawd mozna latwo zlozyc cala nieprawde wink



              > Oczywistym dla mnie jest, że twoje wpisy reprezentują twój punkt widzenia
              > wielu spraw, a moje wpisy mój punkt widzenia, często przejaskrawiony.
              > I że żaden z nas nie ma monopolu na pełną, wyczerpującą, objawioną prawdę.


              oczywiscie zgoda. pamietaj jednak i o tym ze o ile trudno o niezaprzeczalna
              prawde to czesto zdarza sie napotykac oczywiste glupoty i nieprawdy


              > Twoje "półprawda" dało mi wielką satysfakcję. Lepsze to niż "g..wno prawda".

              a ja sie zrewanzuje tym ze mnie tez jest milo ze mozemy normalnie porozmawiac



              > 2) Poziom stóp procentowych banku centralnego a rentowności obligacji:
              >
              > Napisałeś oczywistą półprawdę, bo zaufanie do waluty nie zależy wyłącznie od
              > osobowości prezesa banku centralnego.

              jasne ze nie wylacznie. ale pytanie brzmi - czy balcerowicz mial dobry wplyw na
              jakosc polskiego pieniadza czy nie?



              > Zaufanie do waluty zależy moim zdaniem
              > głównie od rządu, od poziomu zadłużenia i ile nowego papieru drukuje rząd.


              to `glownie' zaklada ze inwestorow nie interesuje ile nowego pieniadza drukuje
              bank centralny? jesli tak to to jest cala nieprawda.



              > Jeśli rząd będzie się mało zadłużał, to mało nowych emisji będzie na sprzedaż,
              > rentowności będą niskie, a zaufanie do waluty wysokie.


              no ale rzad raczej duzo emitowal za kadencji balcerowicza. prawda?




              > Co zaś do mojej propozycji zastąpienia RPP przez macro w Excel'u... Patrząc na
              > dane historyczne, nawet dla takiego "lajkonika ekonomicznego" jak ja, ewidentne
              > jest opóźnienie obniżki stóp procentowych w okresie od marca 2005 do marca 2006
              > w stosunku do spadku rentowności 52-tygodniowych bonów skarbowych, który zaczął
              > się już we wrześniu 2004.


              super. odkryles korelacje poziomu stop i rentownosci. a gdzie dowod na
              jednokierunkowy zwiazek przyczynowo skutkowy?


              > Moim (i nie tylko moim) zdaniem RPP tu "zaspała" i makro excel'owe zachowałoby
              > się lepiej.



              wlasciwie widze tu tylko opinie a nie argument. pozwolisz ze sie nie odniose?


              >
              > 5) Stabilność waluty:
              > Weźmy taki na przykład rok 2004. Dolar osłabił się do euro z 1.26 na 1.36 (-8%)
              > ,
              > A u nas? Złotówka z 3.68 za dolara na 2.98 za dolara. +24% w stosunku do
              > słabnącego dolara!


              finance.yahoo.com/currency/convert?from=EUR&to=PLN&amt=1&t=5y
              europln: ostatnie 5y amplituda wahan 4.2 +- 0.6. to jest +-14%

              finance.yahoo.com/currency/convert?from=EUR&to=USD&amt=1&t=5y
              eurousd: ostantnie 5y: 1.1 +- 0.22 --> +-20%


              a stabilnosc pln wzgledem koszyka walutowego byla jeszcze lepsza



              > Od zwykłych śmiertelników nie oczekiwałbym cudów.
              > No ale ponieważ mieliśmy "aż tak fachową RPP pod przewodnictwem
              > samego Balcerowicza", to czy moje oczekiwania
              > choćby niewielkiego cudu nie były ani trochę uzasadnione?


              no - to ze zlotowka ma nizsze stopy proc. niz usd i jest stabilniejsza od usd -
              czy to nie zakrawa na cud?



              > Tymczasem nie zrobiono nic, aby nieuchronny proces umocnienia złotówki
              > wydłużyć w czasie, dając gospodarce więcej szans na dostosowanie się do
              > nowych warunków.


              gospodarka radzi sobie swietnie


              > Nie było nawet werbalnych interwencji prezesa NBP ani członków RPP. Wszyscy
              > zacierali łapki, że dług liczony w PLN spada i poprawia się stosunek dług/PKB.


              no a jaki jest bilans?


              >
              > 7), 8) - myślałem, że oceniamy Balcerowicza jako prezesa NBP. No bo, rozumie
              > się, w podstawówce, to on mógł być świetny koleś i rozrabiaka. Tylko że to
              > dawno temu było.


              no bardzo przepraszam ze wspomnialem tez inne funkcje publiczne balcerowica
              oceniajac jego dzialalnosc.


              >
              > Poza tym:
              > > 1) Jest jednym z bardzo nielicznych polskich polityków, którzy mówią, że
              > > najpierw muszą być pieniądze, a potem można się zastanawiać na co je wyda
              > ć.
              > i
              > > balcerowicz [..] tlukl natomiast do zakutych lbow najprostsza z prostych
              > prawd
              > > ekonomii: bez pracy nie ma kolaczy. albo: oszczednoscia i praca ludzie si
              > e
              > > bogaca. niby to trywialne ale jakos nie dla politykow i na ogol zapominan
              > e
              > > w dniu wyborow sad


              > to w zasadzie to samo, prawda?

              to znakomicie jesli sie tu zgadzamy. problem w tym ze to ze balcerowicz te
              prawde mowil jest glownym zrodlem zarzutow wobec niego
    • abram777 Następny demagog 12.01.07, 22:05
      Tadeusz Mazowiecki udaje, że nie zna faktów i że nie wie, co się wydarzyło w sprawie ingresu, bowiem pomija zupełnie fakt, że to kilkukrotne zaprzeczenia arcybiskupa najbardziej zbulwersowały polską opinię publiczną (i nie tylko polską), a nie sama przynależność duchownego do struktur SB. Za to były premier dokładnie wie, tak jak inni, kiedyś "czczeni i utytułowani" polscy politycy, gdzie udać się, by sprzedać swoją naciąganą interpretację, by zaszkodzić tym, kogo się nie lubi. W tym wypadku jest to włoski dziennik "Avvenire. To pewnie w ramach promocji Polski w świecie, hehe.

      Tadeusz Mazowiecki:

      "Wielkim bólem napełnia mnie to, gdy widzę, że moja Polska, naród, który czerpie z katolicyzmu, nie umie przebaczać i nie zna litości" - wyznał Mazowiecki w rozmowie z katolicką gazetą. Dodał następnie: "Dzisiaj polski Kościół jest rozdarty na tych, którzy wychwalają dymisję Wielgusa jako zwycięstwo świeckich i tych, jak Radio Maryja, którzy mówią o spisku, uknutym przez ciemne siły".

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3847044.html
      • przycinek.usa Re: Następny demagog 13.01.07, 05:13
        zgadzam sie z twoja opinia calkowicie.
        Dodatkowo wzbudza we mnie niesmak fakt "dawania glosu" prasie zagranicznej.

        Niech sie lepiej Pan Tadeusz obudzi i przetrzezwieje, bo najwyrazniej jeszcze
        postsolidarnosciowa woda sodowa ze lba nie wyparowala.

        Niech sie skompromitowane elity przestana wypowiadac o moralnosci broniac
        watpliwej kategori elementow spolecznych. Jest masa zlobkow, domow dziecka,
        ofiar wojny i katastrof naturalnych aby zalamywac rece i lamentowac.
        Ofiar losu nie brakuje. Zas obrona arcy-oszustow jest watpliwej jakosci
        rozrywka i odnosi skutek odwrotny od zamierzonego. Np. zadaje sobie pytanie co
        Mazowiecki ma na mysli mowiac o "zwyciestwie, z ktorego nalezy byc dumnym"? A
        moze Mazowiecki tez byl jednym z zaklamanych arcy-klamcow schylku
        komunistycznego?

        Co za interes ma ten pan, aby skarzyc sie do obcych dziennikarzy na spoleczne
        poczucie sprawiedliwosci Polakow?


        • klip-klap Mazowiecki, Balcerowicz, Marcinkiewicz 13.01.07, 14:05
          > Co za interes ma ten pan, aby skarzyc sie do obcych dziennikarzy na spoleczne
          > poczucie sprawiedliwosci Polakow?

          Nie moze wybaczyc narodowi wyboru Kaczynskich. Przedklada wlasne sympatie nad
          interesy kraju.
          Ale w nawiazaniu do Balcerowicza, to nieladnie go pozegnal Marcinkiewicz:

          "Leszek Balcerowicz mimo prezesury w NBP uczestniczył w podejmowaniu
          politycznych decyzji PO - twierdzi Kazimierz Marcinkiewicz. I obarcza byłego
          szefa banku centralnego winą za zerwanie rozmów o koalicji PO-PiS - pisze "Życie
          Warszawy".

          Kazimierz Marcinkiewicz na swoim internetowym blogu opisuje kulisy zabiegów o
          utworzenie rządu i koalicji PO-PiS, które podjął po nominacji na stanowisko
          premiera. Wtedy miał zwrócić się z prośbą o mediację do ludzi o uznanym w kraju
          autorytecie. Jednym z nich miał być prezes NBP."

          ". - Otóż pan prezes przekazał mi w argumentacji dokładne sprawozdanie z
          prowadzonych rozmów. Nie mógł ich przeczytać w gazetach. Słyszałem zdania, które
          słyszałem wcześniej i później z ust Donalda Tuska. Tak jakby Leszek Balcerowicz
          uczestniczył w podejmowaniu decyzji przez PO - zarzuca były premier.

          Politycy Platformy nie kryją oburzenia oskarżeniami Marcinkiewicza. Uważają, że
          to, co napisał na swoim blogu, to kompletna bzdura. - Nikt z zewnątrz, żaden
          ekspert, nie miał wpływu na rozmowy o koalicji PO-PiS. Decydował o tym wyłącznie
          zarząd krajowy partii - przekonuje poseł Mirosław Drzewiecki."

          fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/balcerowicz-decydowal-w-nbp-i-w-po,857833,2943
    • abram777 Moher, hehe, nie mogą go znieść 23.01.07, 20:45
      Wydaje się, że pewne kręgi mające silne aspiracje opiniotwórcze, po ostatnich wyborach w Polsce przeżyły traumę. Kręgi te, często i wiele mówiące o nietolerancji Polaków i na każdym kroku piętnujące wszelkie wśród nas przejawy ksenofobii i antysemityzmu, znalazły w końcu winnego swoich niepowodzeń politycznych. Tak, tak, jest to "moher". Pamiętacie jak to było?

      "Gdy się zaczął elit przedwyborczy taniec,
      Z bilboardu spojrzał na nas Donald Samozwaniec.
      "On Prezydentem Polski" - media nam mówiły
      Lecz moherowe babcie mit ten obaliły."

      Artykuł pary autorów zamieszczony w GW, to szydzenie z "moherów" i z pewnością próba zemsty na pewnej części społeczeństwa, którzy ośmielają się myśleć inaczej niż wszystkowiedząca "elyta". Największą zbrodnią tej grupy jest to, że słucha radia. A wiecie, co to za radio?:

      "Na półce z lekarstwami turystyczny radioodbiornik produkcji ZSRR."

      Oj, zaszedł za skórę im ten Ojciec Dyrektor. No, bo żeby tylko słuchali tego radia. Ale oni chodzą na wybory!!!

      www.gazetawyborcza.pl/1,75480,3862087.html?as=1&ias=9&startsz=x
      Trybuna Ludu? Nie, tamta gazeta do pięt nie dorasta dzisiejszym manipulatorom. W Trybunie nie używano tak "subtelnych i wyrafinowanych środków". Tam używano środków zdecydowanych i mocnych za każdym razem, gdy tylko powstawało podejrzenie o wrogość wobec systemu. A może i dziś o to w tym wszystkim chodzi? No, to gdzie ta demokracja, skoro nie wolno nawet posłuchać sobie radia?
    • sendivigius Re: Jak za dawnych lat 25.01.07, 00:31
      Tez coraz czesciej odnosze wrazenie ze historia kolem sie toczy. Dzisiejsi
      dziennikarze, a szczegolnie dziennikarki zywcem przypominaja stylem dziarskie
      ZMPowki. Ta sama gadka, ten sam zapal i zargon ideolo.

      Tak w sumie to nie byly takie zle te dziewczyny, ah lezka sie w oku kreci...
      Pogadalo by sie znow o tej bazie i nadbudowie... bo wicie rozumicie, ogien
      walki klasowej najlepiej sie rozpala we dwoje (jak nie ma rodzicow).
      • corgan1 ale dzisiejsi dziennikarze to mają gorzej... 25.01.07, 03:35
        kiedyś można było takiego jednego z drugim upoldić i zeszmacić. W najlepszym
        wypadku wywalić z pracy i wyśmiać. Można było pisać i wiadomo było że nkt
        niegodny i niepowołany nie zdoła owych wypocin skrytykować i ośmieszyć.

        A teraz? założy taki jeden z drugim bloga albo na forum pisze to co mu opuszki
        paluchów na klawiature przeniosą. A przeciez trudno jest zamknąć bloga albo
        forum. Mozna w firmie X lub Y ograniczych wchodzenie na określone strony, ale
        przeciez można to samo czytać z domowego kompa. I wtedy każda krytyka durnego
        artykułu może zostać upubliczniona, przedyskutowana i wyśmiana.

        No i pisze taki jeden z drugim różne głupoty. I nie ma żadnych autorytetów i
        teraz byle ciul i nieudacznik zamiast np. uznawać wyższość naszego guru
        monetaryzmu i hiperinflacji za oczywiste pisze różne dziwne rzeczy i podważa ów
        autorytet tego jedynego Wybranca.

        Strasznie ciężko dziś uprawia się czarny PR, strasznie cieżko dziś zamknąć
        paszczę oponentom. Eh... im więcej i dłużej egzystuje w sieci różnych forów i
        blogów tym trudniej mają tzw. "autorytety" i "eksperci".

        Internet to wredne medium. Kiedyś tego nie było no i komu to przeszkadzało????
    • corgan1 Re: Jak za dawnych lat 25.01.07, 03:24
      > Można się z Balcerowiczem nie zgadzać, można go krytykować i potępiać.

      Czy ktoś może podać przykład ciekawej dyskusji jaka padła w ostatnich latach w
      mediach ogólniedostępnych w których ktoś nie zgadzał sie albo krytykował
      Balcerowicza? Być może cierpię na amnezje, ale nic takiego sobie nie
      przypominam. Od zawsze o B. albo się nie mówiło, albo się nie dyskutowało, a
      jak dyskutowało to dostawało się etykietkę populisty, oszołoma, postkomunisty,
      populisty albo zostawało się Lepperem, a z Lepperem wiadomo - się nie dyskutuje
      bo nie ma matury. Gdyby mial - pewnie też by z nim się nie dyskutowało.

      > Dlaczego jest więc tak zajadle atakowany? Może dlatego, że nie potrafi ukryć
      > swej pogardy dla populizmu, demagogii i nieuctwa.

      Wczytując się w ostatnie prasowe publikacje prof. Balcerowicza mam dokladnie
      takie wrażenie że psor B. wpadł w populizm i demagogię. Nieuctwo to byłby dość
      ciężki zarzut, ale od urzędnika zarabiającego 500tys. zł rocznie można by było
      czegoś wymagać. Chocby żeby przeczytał kilka najnowszych książek branzowych a
      nie bazował na tcyh które przeczytał będąc stypendystą Fullbrita że o bytności
      w Katedrze Marksizmu nie wspomnę...


      > "Dziennik" zapytał Balcerowicza o plany. - Dostaję wiele propozycji
      > z zagranicy - mówił prezes NBP. - Część z nich zaakceptuję, ale będę się
      > starał zrobić to w taki sposób, żeby większość czasu spędzać w Polsce, między
      > innymi dlatego, aby przyczyniać się do zmiany proporcji: mniej populizmu,
      > więcej rozsądku w życiu publicznym. Za dużo jest w Polsce prób robienia
      > ludziom wody z mózgu i nie mogę na to spokojnie patrzeć.

      To nie jest dobry pomysł. Światłe umysły kierując się rozsądkiem mogą przecież
      wybić się na niezależność i przeczytać zupelnie inne czytanki niż te które
      dotychczas im serwowano. Mogą też uznać że to nikt inny tylko
      dotyczasowe "guru" robiło im wodę z mózgu i wtedy mogą powiedzieć jak z
      Misia "cholera jasna, won mi stad jeden z drugim..." >smile


      > Każda mądra władza, wolna od politycznego zacietrzewienia, chcąc promować
      > nowoczesny patriotyzm, posłużyłaby się osobami Rafała Dutkiewicza czy Leszka
      > Balcerowicza - patriotów dnia dzisiejszego, patriotów czasu transformacji."

      Jeśli ktokolwiek zrównuje Balcerowicza i Dutkiewicza (prezydenta Wrocławia) to
      sam nie wiem komu szkodzi, bo faktycznie Dutkiewicz to efekciarz i
      megalomaniak, udaje 100% aPOlitycznego a to tylko etykietka którą wszystkim
      wmówił a którą bardzo zręcznie steruje. Prawie jak Balcerowicz hehe. Dutkiewicz
      to w 20% sensowne działania a w 80% marketing i PR na zasadzie "nieważne co
      mówią, ważne że mówią..."

      > Autor artykułu stawia dwa przykłady patriotyzmu (chyba do naśladowania).
      > Jeden - człowieka, który przez lata tworzy miejsca pracy i robi wszystko, aby
      > ściągać rodaków z zagranicy

      Abram777 - akcja "ściągania" rodaków z zagranicy jest efektowna i bardzo nośna.
      Dużo huku, dużo dymu ale góra urodziła mysz. Ta akcja to było kilka bilboardów,
      trochę ulotek ale generalnie - maksymalne zrobienie w jajo media bo jak
      przyznał Paweł Romaszkan z Biura Promocji Wrocławia. I plotka poszła w świat.
      Tłumaczenie po co była ta akcja? No właśnie, nikt nie wie po co, wiec nie
      musisz się obwawiać że ktoś zapyta. My tą akcją otwieramy oczy niedowiarkom...
      hehehe


      Nie będzie wielkiej promocji Wrocławia
      ________________________________________
      Michał Kokot2006-09-26, ostatnia aktualizacja 2006-09-27 11:25

      Miała być wielka kampania namawiająca Polaków za granicą do przyjazdu do
      Wrocławia. Był jeden koncert w Londynie i kilkaset rozdanych ulotek.

      [...]

      Pomimo mizernej akcji szef Biura Promocji Miasta uważa, że Wrocław odniósł
      sukces: - Dostaliśmy ogromną reklamę, za którą normalnie musielibyśmy zapłacić
      koszmarne pieniądze.

      Rzeczywiście, o pomyśle ściągania do Wrocławia Polaków z Anglii i Irlandii
      donosiły największe media w kraju i za granicą. BBC trzykrotnie wyemitowała
      materiał o tym, że Wrocław chce u siebie młodych, wykształconych ludzi. Podobne
      materiały nadały też telewizje w Belgii i Francji. Do drzwi Pawła Romaszkana do
      dziś pukają dziennikarze zza granicy.

      Romaszkan przyznaje jednak, że akcja została niewłaściwie zrozumiana przez
      Polaków: - Chcieliśmy, żeby wracający z Anglii trafili do Wrocławia. Tymczasem
      do urzędu miejskiego codziennie dzwonią ludzie z całego kraju, żeby ich
      zatrudnić. Do mnie raz przyjechały cztery szwaczki z Łodzi, żeby dać im
      obiecaną pracę we Wrocławiu.

      Reszta tu - póki jeszcze jest dostępna w DŚ dodatku do Wyborczej:
      miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,3645942.html
    • corgan1 art - Wielki kłopot z profesorem Balcerowiczem 25.01.07, 04:48
      Wielki kłopot z profesorem Balcerowiczem
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070119/ekonomia/ekonomia_a_12.html
      Koniec kadencji Leszka Balcerowicza w NBP stał się okazją do oceny polityki NBP
      i Rady Polityki Pieniężnej w ostatnich sześciu latach. Cieszy fakt, że
      komentarze tym razem odnoszą się do meritum i szczegółowych wydarzeń, a nie
      ideologicznych wywodów. Potrzebna jest jednak głębsza dyskusja o polityce,
      którą uosabia niejako Leszek Balcerowicz od początku lat 90. Takiej
      merytorycznej dyskusji na ten temat jest zdecydowanie zbyt mało.

      Dysputa sprowadza się do emocjonalnej wymiany epitetów. Nie ma miejsca na
      subtelności. Trzeba się opowiedzieć za Balcerowiczem albo przeciw.
      Balcerowicz "musi odejść" albo "musi zostać", tertium non datur. Wpada się albo
      do kategorii oszołomów, albo dogmatycznych monetarystów. Albo Balcerowicz jest
      genialnym zbawcą polskiej gospodarki, albo ekonomicznym terminatorem, który ją
      wyniszczył. Albo walka z inflacją, albo rozwój gospodarczy. Fałszywe warianty
      można mnożyć. Trzeba się zawsze opowiedzieć po którejś ze stron. Dość
      apodyktyczna osobowość samego Balcerowicza, który także sięga często do
      epitetów, utrudnia rzeczową ocenę jego dokonań.Tymczasem zarówno obarczanie
      Balcerowicza wszelkimi winami, jak i przypisywanie mu wszelakich zasług jest
      przesadne.

      Nie jestem makroekonomistą. Od wielu lat analizuję gospodarkę z poziomu mikro.
      Już w połowie roku 1993 byłem szefem wydziału analiz Creditanstalt Securities,
      firmy, która jako pierwsza zaoferowała na rynku nowoczesne analizy, prognozy i
      rekomendacje na Giełdę Papierów Wartościowych. Od początku lat 90., jako
      analityk, doradca, członek zarządów albo rad nadzorczych bądź inwestor,
      obserwuję z bliska wiele firm i ich zmagania ze skutkami polityki monetarnej w
      Polsce. Przeciwnicy kandydatury Sławomira Skrzypka podnoszą, że nie ma on
      kompetencji, gdyż brakuje mu wiedzy z makroekonomii. Nie znam Sławomira
      Skrzypka, więc nie umiem tego skomentować. Słabość wiedzy, a zwłaszcza
      doświadczenia, na temat poziomu mikro, była - jak sądzę - powodem wielu
      niepowodzeń polityki monetarnej w Polsce po 1989 roku.

      To, co nazywa się planem Balcerowicza, było w istocie powtórzeniem pewnych
      programów stabilizacyjnych zastosowanych w Ameryce Łacińskiej oraz w Izraelu. W
      niedostatecznym stopniu uwzględniono specyfikę polskich podmiotów
      gospodarczych.

      Być może największym błędem samego planu stabilizacji było ustawienie kursu
      dolara na poziomie 9 tys. 500 złotych; tempo podnoszenia kursu amerykańskiej
      waluty w ostatnich tygodniach 1989 roku było ogromne, a przecież kurs dolara w
      poprzednich latach był zawyżony przez brak zaufania do polityki gospodarczej
      PRL. Kurs dolara nijak się miał do faktycznej konkurencyjności polskiej
      gospodarki. Wypchnięcie ceny amerykańskiej waluty na poziom 9 tys. 500 złotych
      było niewątpliwie jednym z zasadniczych czynników powodujących inflację w
      latach 1990 - 1991. Był to swego rodzaju szok podażowy, który musi spowodować
      dostosowanie cen w całej gospodarce. Sztywny kurs waluty miał być jedną
      z "kotwic" programu stabilizacji. Ubezpieczeniem "kotwicy" miał być kredyt
      stand-by ok. jednego miliarda dolarów. Kredyt okazał się zbędny, bo rezerwy
      walutowe zaczęły szybko rosnąć. Analogia z kotwicą jest w tym przypadku
      niefortunna, bo zarzucona kotwica, zamiast zatrzymać okręt, zdryfowała go w
      niepożądanym kierunku. Inflacja w pierwszym półroczu 1990 roku była
      znaczniepowyżej rządowych oczekiwań. Walka z nią oznaczała radykalne i
      długotrwałe podniesienie stóp procentowych.

      W wyniku bardzo niskiej monetyzacji polskiej gospodarki wysokie stopy
      procentowe uderzyły praktycznie tylko w firmy zadłużone, a zadłużenie w tamtym
      okresie dotyczyło przede wszystkim podmiotów, które podjęły w poprzedzającym
      okresie znaczące inwestycje, lub firm z sektorów o wysokim współczynniku
      sezonowości, np. rolnictwa. Gospodarstwa domowe były w tamtym okresie zadłużone
      w minimalnym stopniu. W następnych latach błąd polityki monetarnej polegał
      przede wszystkim na tym, że nie odnoszono się w żaden sposób do
      wyselekcjonowanej inflacji, takiej jak inflacja bazowa albo inflacja netto,
      tzn. koszyka inflacyjnego z wyłączeniem cen regulowanych, paliw i żywności.

      Historia inflacji drugiej połowy lat 90. to przede wszystkim wzrost cen, z
      którym walka za pomocą wysokich stóp procentowych jest nieskuteczna. Niska
      skuteczność powoduje, że sięga się do drastycznych podwyżek stóp. Koszt tej
      walki jest niezwykle wysoki, podnoszenie stóp procentowych uderza w podmioty
      rozwijające się, inwestujące, poprawiające swoją konkurencyjność.

      Niska monetyzacja oznacza, że podwyżki stóp odczuwa bezpośrednio tylko część
      podmiotów gospodarczych - te, które zadłużają się w walucie krajowej. Wysokie
      stopy procentowe powodują niechęć do zadłużania się w złotym, sięga się
      pokredyty w obcych walutach, co powoduje aprecjację złotego. Nie wynika ona z
      pozytywnych tendencji w gospodarce, wzrostu eksportu i wydajności, ale
      wyłącznie z napływu środków. Zadłużanie się w walutach obcych powoduje, że
      chociaż wartość kredytów w stosunku do PKB rośnie, czyli poziom monetyzacji
      wzrasta, to znaczna część kredytów jest nieczuła na politykę monetarną NBP, a
      właściwie nawet można powiedzieć, że paradoksalnie skłonność do zadłużania po
      podwyżce stóp procentowych w złotym rośnie. Wynika to z faktu, że zadłużanie w
      obcych walutach staje się wtedy bardzo korzystne: stopy procentowe są niskie, a
      aprecjacja złotego powoduje zmniejszenie się wartości zobowiązania.

      Niezwykle szybki wzrost wartości złotego i szybkie chłodzenie popytu
      inwestycyjnego spowodowało - oczywiście - obniżenie wysokości wskaźników
      inflacji: CPI i PPI. Oznaczało to, że wiele sektorów odnotowało znaczącą
      deflację. Deflacja niszczy każdą firmę. Jak powiedział legendarny szef
      amerykańskiego banku centralnego Alan Greenspan w 1998 roku: "jeżeli jest coś,
      czego bardziej nienawidzę niż inflacji, to jest to deflacja". Z punktu widzenia
      rozwoju gospodarczego inflacja jest poważną grypą, deflacja jest dżumą.

      Życie w świecie makroagregatów daje poczucie komfortu. W okresach, gdy
      pojawiały się kolejne podwyżki cen regulowanych, znoszenie dotacji, szoki
      podażowe, np. w roku 2001 (wzrost cen żywności i paliw),aplikowano takie same
      lekarstwa - utrzymywanie relatywnie wysokich stóp albo wręcz ostry wzrost stóp
      procentowych. Skuteczność tych szokowych terapii pozostawała przez kilkanaście
      lat bardzo wątpliwa, bo gospodarka musiała przejść przez pewne dostosowanie
      cenowe. Skutki uboczne były za to bardzo wyraźne: osłabienie wzrostu
      gospodarczego, ale przede wszystkim zjawiska deflacyjne w wielu sektorach i, co
      za tym idzie, osłabianie konkurencyjności i skłonności do inwestowania
      podmiotów gospodarczych.

      Żeby w roku 2000 osiągnąć zbicie wskaźnika CPI, który jest pewną średnią,
      trzeba było podnieść bardzo ostro stopy procentowe. Wtedy jeszcze stopa
      zadłużenia gospodarstw domowych była bardzo niska (chociaż i dziś wskaźniki te
      są relatywnie niskie), uderzono w skłonność do inwestowania, a nie w skłonność
      do konsumpcji. Gospodarki o wysokim poziomie monetaryzacji, w których wartość
      kredytów przekracza wartość PKB, mają wysoką wrażliwość na politykę monetarną.
      Wyższe stopy nie tylko biją w tych, którzy inwestują, ale przede wszystkim mają
      za zadanie ograniczyć konsumpcję. Następuje okresowe obniżenie tempa wzrostu
      PKB, ale poszczególne sektory nie muszą borykać się z deflacją, w efekcie
      koszty długoterminowe nie są tak dotkliwe.

      Maciej Radziwiłł
      socjolog i finansista, prezes zarządu Trakcja Polska - PKRE SA

      ___________________________
      ciekawy artykuł... ktoś pisze o Balcerowiczu nie na kolanach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka