abram777
11.01.07, 19:08
Gdy przeczytałem ten tekst poczułem się, jakbym czytał znaleziony gdzieś na strychu zżółkły i zakurzony egzemplarz Trybuny Ludu. Trochę inne treści, ale styl i obłuda ta sama, a może nawet "lepsza". Kiedyś Trybuna Ludu spełniała bardzo ważną funkcję w życiu społeczeństwa polskiego. To było w czasach, gdy brakowało papieru toaletowego. A do czego może się przydać tekst wyświetlany na ekranie monitora? To przecież nie ma sensu...
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3831552.html
"W środę ze stanowiska prezesa Narodowego Banku Polskiego odejdzie Leszek Balcerowicz. Człowiek, który dla promocji Polski w świecie zrobił chyba nie mniej niż Lech Wałęsa. Dzięki Wałęsie świat zobaczył naród zdolny do zrywu w imię wolności. Ale wizerunek romantycznego bojownika Polska miała od wieków. Dzięki reformom Balcerowicza wdrażanym z żelazną konsekwencją w ogniu brutalnych i demagogicznych napaści populistycznych polityków świat zobaczył społeczeństwo zdolne do zbiorowego wysiłku, do wyrzeczeń i dzięki temu do spektakularnych sukcesów, które stały się drogowskazem dla podążających za nami krajów regionu. Źródłem podziwu świata i naszą dumą.
Tymczasem ten Władysław Grabski III RP jest do ostatnich dni swej kadencji małodusznie atakowany. Rząd chełpi się znakomitymi wynikami polskiej gospodarki, ale słowem się nie zająknie, w jak wielkiej mierze to zasługa owego znienawidzonego Balcerowicza. Przeciwnie, zakłamuje się rzeczywistość. Pamiętamy słowa Jarosława Kaczyńskiego, które padły z trybuny sejmowej 17 lutego 2005 r.: "sukcesy Balcerowicza polegały na spadku dochodu narodowego, że zaczęła się wielka czarna dziura w polskiej gospodarce".
Nienawiść do Balcerowicza poszła tak daleko, że niesławna komisja ds. banków pod przewodnictwem niezastąpionego posła Artura Zawiszy (PiS) usiłowała naruszyć konstytucyjną zasadę niezależność NBP, zmuszając Leszka Balcerowicza do stawiennictwa w charakterze świadka. Wobec prób upokorzenia państwo Balcerowiczowie okazali wielką klasę. Ale nie powstrzymuje to w niczym licznych kontynuatorów dzieła Artura Zawiszy. We wtorek Andrzej Urbański, doradca prezydenta, łaskaw był zauważyć, że "główny kłopot z kandydatem na prezesa NBP polega na tym, iż trzeba znaleźć osobę, która potrafi się zmierzyć z legendą Leszka Balcerowicza". - Legendą stworzoną bardziej przez skuteczny marketing niż faktyczne zasługi - dodał.
I oto w środę wieczorem po wielkich bólach góra urodziła mysz. Sławomir Skrzypek zastąpić ma Leszka Balcerowicza. Cóż, jaki nominat, taka odpowiedź na legendę. Co do drugiego zdania doradcy prezydenta, to jestem pewien, że nawet najskuteczniejszy marketing nie przyniesie Skrzypkowi nawet cząstki tej legendy, na jaką przez 17 lat zapracował sobie Leszek Balcerowicz.
Jednemu jednak nie jestem się w stanie nadziwić. Językowi Prawa i Sprawiedliwości. Można się z Balcerowiczem nie zgadzać, można go krytykować i potępiać. Ale nawet z punktu widzenia deklarowanej przez PiS moralności trudno o przykład człowieka tak oddanego idei praworządnego państwa. Dlaczego jest więc tak zajadle atakowany? Może dlatego, że nie potrafi ukryć swej pogardy dla populizmu, demagogii i nieuctwa.
"Dziennik" zapytał Balcerowicza o plany. - Dostaję wiele propozycji z zagranicy - mówił prezes NBP. - Część z nich zaakceptuję, ale będę się starał zrobić to w taki sposób, żeby większość czasu spędzać w Polsce, między innymi dlatego, aby przyczyniać się do zmiany proporcji: mniej populizmu, więcej rozsądku w życiu publicznym. Za dużo jest w Polsce prób robienia ludziom wody z mózgu i nie mogę na to spokojnie patrzeć.
Ale jak dziś wzniecać w młodych żar patriotyzmu, skoro kreuje się świat odwróconych wartości. Obywatelom odbiera się prawo do dumy z dokonań III RP, nazywając ją czasem postkomunizmu. Deprecjonuje ikony przemian takie jak Leszek Balcerowicz.
Każda mądra władza, wolna od politycznego zacietrzewienia, chcąc promować nowoczesny patriotyzm, posłużyłaby się osobami Rafała Dutkiewicza czy Leszka Balcerowicza - patriotów dnia dzisiejszego, patriotów czasu transformacji."
Autor artykułu stawia dwa przykłady patriotyzmu (chyba do naśladowania). Jeden - człowieka, który przez lata tworzy miejsca pracy i robi wszystko, aby ściągać rodaków z zagranicy, oraz drugi - człowieka, który spowodował ruinę tysięcy polskich zakładów, a teraz robi wszystko, aby rodacy wyjeżdżali zagranicę. Natomiast bez wątpienia autor wie, kto jest dobry, a kto zły i wyraźnie to wskazuje. Tak jak kiedyś w Trybunie Ludu. To chyba na wszelki wypadek, gdyby czytelnik nie mógł się domyślić.