bebokk
15.12.03, 14:53
Mamy wszyscy, jako naród, jedno wielkie zmartwienie. Co sobie o nas pomyśli
Europa. Jak będą na nas patrzeć ucywilizowani, kulturalni, zgodni i
nieznoszący żadnych kontrowersji Europejczycy po tym, jak przedstawiciele
rządu RP, reprezentujący nas wszystkich, wdarli się na salony brukselskie,
podeptali posadzki i etykietę, kapryśnie nie pozwolili się wziąć za rękę i
bezpiecznie przeprowadzić na drugą, lepszą stronę integracji.
Tak, fundamentalne pytanie. Cóż może sobie pomyśleć Europa o narodzie, który
pilnuje i broni swoich interesów, zamiast chronić cudze? Cóż, pewnie to, że
ci
Polacy zachowują się niestosownie i niegrzecznie.
Europa może mieć tylko nadzieję, że my, Polacy, zostaniemy w najbliższych
miesiącach wzięci na wychowanie przez Niemców i Francuzów. Odbierze się nam
kieszonkowe. Anonimowy (to też europejska norma) polityk czy dyplomata
niemiecki powiedział, że teraz Polacy nie dostaną z Unii nawet długopisu.
Słusznie. Niemcy za karę przestaną nam sprzedawać ople i volkswageny, a
Francuzi renówki. Jak się tak już skolegowaliśmy z Hiszpanami, będziemy
jeździć seatami. Nawiasem mówiąc, groźba sankcji gospodarczych i finansowych
za polityczne nieposłuszeństwo potwierdza, że projekt europejski oparty jest
na silnych podstawach moralnych, na równości, solidarności i demokracji.
Ten polityczny darwinizm w stosunkach między państwami przypomniał mi to, co
o
innym niż Francja czy Niemcy mocarstwie i w innych okolicznościach napisał
Antoni Słonimski: jeśli zwolennikiem prawa silniejszego jest silniejszy, to
tkwi w tym jakaś zła, ale jednak logika. Ale jeśli zwolennikiem prawa
silniejszego jest słabszy, to jest to perwersja.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031215/publicystyka/publicystyka_a_
9.html?k=on;t=2003121520031221