gandalph
27.01.18, 16:23
Tylko w podręcznikach historii dla szkoły podstawowej ujdą brednie, bajdurzenia i tania propaganda. Bardziej wytrawni miłośnicy/amatorzy historii na takie coś nie powinni sobie pozwalać. Stąd pomysł niniejszego tekst mającego na celu podzielenie się głębszymi przemyśleniami na tematy dawniejsze i aktualne.
Na początek usilnie zalecam spojrzenie na mapę Francji: a) z okresu wczesnych/średnich Kapetyngów, np. około roku 1000, b) z okresu tuż przed Rewolucją Francuską, c) z czasów Napoleona, czyli I Cesarstwa. Co widać? Oczywiście głąb niczego nie zauważy, za to średnio inteligentna małpa zauważy to, że w przypadku a) taki Henryk I (1008-1031-1060) rządził w istocie Paryżem i okolicami, czyli tzw. Île de France, a to za przyczyną obowiązującej zasady: „wasal mego wasala nie jest moim wasalem”. I tak się to toczyło do początków XIV w., potem zaś nastąpił stukilkudziesięcioletni bardach związany z wojną stuletnią, potem cały XVI wiek zamętów religijnych, dopiero Burbonowie zajęli się na poważnie scalaniem ziem francuskich, tzn. między Atlantykiem, Kanałem, Pirenejami, Renem i Alpami, na kształt, jaki obecnie znamy. Żadnych fajerwerków nie było, była „robota patchworkowa”: tu miasteczko, tu dróżka, tam mostek, tu łączka albo wiejski kościółek. A w każdym przypadku cała armia jurystów, moli książkowych, kancelistów przyszywała do Francji, co się tylko dało. Największe nabytki wcale nie zbrojnie. A pamiętać trzeba, że co wioska, to inne mogły być prawa: tu są serwituty, tam nie ma, tu prawo wyrębu lasu, tam prawo wypasu na łączce klasztornej itd. itp. To wszystko trzeba było wyprostować, ujednolicić i ponaciągać. A dla mieszkańca Marsylii król w Paryżu aż do samego końca był tylko hrabią Prowansji. Dopiero w czasach Rewolucji/Dyrektoriatu/Napoleona ktoś palcem po mapie nakreślił granice departamentów, jakie znamy dzisiaj. Krótko mówiąc, cała robota poszła w try-miga, bo tylko 1000 lat.
Dokładnie ten sam problem był w Niemczech, potem w Prusach, również w Austrii, wreszcie w Polsce, gdzie wszelkie odrębności ustrojowe zostały zlikwidowane, na papierze, dopiero w dobie Sejmu Wielkiego. Ten ostatni wątek zasługuje na dłuższy wykład, ale to nie na temat…
Jest tylko jeden wyjątek: Rosja. Od czasu, jak w 1552 r. Moskale podbili Chanat Kazański, w 1556 Chanat Astrachański, a potem w 20 lat Syberię, wydaje im się, że wszystko można. Pierdut’, i Polsza nasza, sru, i Kaukaz nasz, rach-ciach i mamy Skandynawię. (A potem się dziwią, że im się wszystko pruje, jak w 1941 r., bo nażarli się tak, że mają rozwolnienie i zatwardzenie na raz. Plus rzyganie! Rosja to takie ptaszysko, które zajmuje o wiele za duże gniazdo wypełnione po brzegi własnym łajnem i dlatego raz po raz sięga do sąsiadów. Prusy tylko raz przeholowały, bo w rozbiorach Polski zżarły za dużo, i od razu Bozia ich pokarała, bo zapłacili za tę zachłanność straszną cenę w latach 1806-7). I tu aż się prosi o pierwszy z serii cytatów, w:
1) T. III „Rzeczpospolitej Obojga Narodów” Paweł Jasienica pisze:
„Od początku nowego panowania [Augusta II] wplątał się w nasze, i tak już ponure, dzieje wewnętrzne motyw dotychczas nieznany, a mający w najbliższej [i nie tylko najbliższej] przyszłości spowodować skutki wręcz okropne. Polegał on na spontanicznej, odruchowej od pierwszej chwili, nieskoordynowanej walce z tym, co odczuwano jako niemiecką okupację de facto. Od odruchu prosta droga do absurdu. Część szlachty [dodajmy: niektórzy politycy europejscy także] zapragnęła z czasem leczyć dolegliwość saską [ogólnie: niemiecką] rosyjskim plastrem. Okazał się on bardzo przylepny [a przy tym bardzo nieskuteczny].”
A propos owego plastra, dodam, by nie być gołosłownym. Suwerennym władcą Polski był bez wątpienia Jan III Sobieski, był nim również August II w początkach swojego panowania. Nieszczęście zdarzyło się w okolicznościach, datę których łatwo ustalić. W 1704 r. Polska podpisała w Preobrażeńsku traktat z Rosją, który przewidywał m.in. to, że car Piotr I miał prawo, teoretycznie tylko na czas wojny [ze Szwecją], wprowadzać swoje wojska na teren RON. Takich paktów z Rosją się po prostu nie zawiera!!! Bo to jest cyrograf, a nie pakt; aby go unieważnić, trzeba stoczyć zwycięską wojnę z tym sąsiadem. Zdarzyło się jednak 5. stycznia 1719 roku, że Polska, Anglia i Austria zawarły w Wiedniu pakt antyrosyjski i antypruski zarazem; przedtem August II ambasadorów tychże ościennych władców wywalił z hukiem z Warszawy. Do paktu rada był przystąpić Szwecja, Chanat Krymski i Turcja. Wobec tylu zaciśniętych pięści wokół Piotr I schował ogon pod siebie i zrejterował, wojska carskie poszły sobie precz, cóż jednak, skoro na miejscu pozostały moskiewskie kreatury, które zerwały sejm i nie dopuściły do ratyfikacji traktatu?