Dodaj do ulubionych

Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywiste1

27.01.18, 16:23
Tylko w podręcznikach historii dla szkoły podstawowej ujdą brednie, bajdurzenia i tania propaganda. Bardziej wytrawni miłośnicy/amatorzy historii na takie coś nie powinni sobie pozwalać. Stąd pomysł niniejszego tekst mającego na celu podzielenie się głębszymi przemyśleniami na tematy dawniejsze i aktualne.
Na początek usilnie zalecam spojrzenie na mapę Francji: a) z okresu wczesnych/średnich Kapetyngów, np. około roku 1000, b) z okresu tuż przed Rewolucją Francuską, c) z czasów Napoleona, czyli I Cesarstwa. Co widać? Oczywiście głąb niczego nie zauważy, za to średnio inteligentna małpa zauważy to, że w przypadku a) taki Henryk I (1008-1031-1060) rządził w istocie Paryżem i okolicami, czyli tzw. Île de France, a to za przyczyną obowiązującej zasady: „wasal mego wasala nie jest moim wasalem”. I tak się to toczyło do początków XIV w., potem zaś nastąpił stukilkudziesięcioletni bardach związany z wojną stuletnią, potem cały XVI wiek zamętów religijnych, dopiero Burbonowie zajęli się na poważnie scalaniem ziem francuskich, tzn. między Atlantykiem, Kanałem, Pirenejami, Renem i Alpami, na kształt, jaki obecnie znamy. Żadnych fajerwerków nie było, była „robota patchworkowa”: tu miasteczko, tu dróżka, tam mostek, tu łączka albo wiejski kościółek. A w każdym przypadku cała armia jurystów, moli książkowych, kancelistów przyszywała do Francji, co się tylko dało. Największe nabytki wcale nie zbrojnie. A pamiętać trzeba, że co wioska, to inne mogły być prawa: tu są serwituty, tam nie ma, tu prawo wyrębu lasu, tam prawo wypasu na łączce klasztornej itd. itp. To wszystko trzeba było wyprostować, ujednolicić i ponaciągać. A dla mieszkańca Marsylii król w Paryżu aż do samego końca był tylko hrabią Prowansji. Dopiero w czasach Rewolucji/Dyrektoriatu/Napoleona ktoś palcem po mapie nakreślił granice departamentów, jakie znamy dzisiaj. Krótko mówiąc, cała robota poszła w try-miga, bo tylko 1000 lat.
Dokładnie ten sam problem był w Niemczech, potem w Prusach, również w Austrii, wreszcie w Polsce, gdzie wszelkie odrębności ustrojowe zostały zlikwidowane, na papierze, dopiero w dobie Sejmu Wielkiego. Ten ostatni wątek zasługuje na dłuższy wykład, ale to nie na temat…
Jest tylko jeden wyjątek: Rosja. Od czasu, jak w 1552 r. Moskale podbili Chanat Kazański, w 1556 Chanat Astrachański, a potem w 20 lat Syberię, wydaje im się, że wszystko można. Pierdut’, i Polsza nasza, sru, i Kaukaz nasz, rach-ciach i mamy Skandynawię. (A potem się dziwią, że im się wszystko pruje, jak w 1941 r., bo nażarli się tak, że mają rozwolnienie i zatwardzenie na raz. Plus rzyganie! Rosja to takie ptaszysko, które zajmuje o wiele za duże gniazdo wypełnione po brzegi własnym łajnem i dlatego raz po raz sięga do sąsiadów. Prusy tylko raz przeholowały, bo w rozbiorach Polski zżarły za dużo, i od razu Bozia ich pokarała, bo zapłacili za tę zachłanność straszną cenę w latach 1806-7). I tu aż się prosi o pierwszy z serii cytatów, w:
1) T. III „Rzeczpospolitej Obojga Narodów” Paweł Jasienica pisze:
„Od początku nowego panowania [Augusta II] wplątał się w nasze, i tak już ponure, dzieje wewnętrzne motyw dotychczas nieznany, a mający w najbliższej [i nie tylko najbliższej] przyszłości spowodować skutki wręcz okropne. Polegał on na spontanicznej, odruchowej od pierwszej chwili, nieskoordynowanej walce z tym, co odczuwano jako niemiecką okupację de facto. Od odruchu prosta droga do absurdu. Część szlachty [dodajmy: niektórzy politycy europejscy także] zapragnęła z czasem leczyć dolegliwość saską [ogólnie: niemiecką] rosyjskim plastrem. Okazał się on bardzo przylepny [a przy tym bardzo nieskuteczny].”
A propos owego plastra, dodam, by nie być gołosłownym. Suwerennym władcą Polski był bez wątpienia Jan III Sobieski, był nim również August II w początkach swojego panowania. Nieszczęście zdarzyło się w okolicznościach, datę których łatwo ustalić. W 1704 r. Polska podpisała w Preobrażeńsku traktat z Rosją, który przewidywał m.in. to, że car Piotr I miał prawo, teoretycznie tylko na czas wojny [ze Szwecją], wprowadzać swoje wojska na teren RON. Takich paktów z Rosją się po prostu nie zawiera!!! Bo to jest cyrograf, a nie pakt; aby go unieważnić, trzeba stoczyć zwycięską wojnę z tym sąsiadem. Zdarzyło się jednak 5. stycznia 1719 roku, że Polska, Anglia i Austria zawarły w Wiedniu pakt antyrosyjski i antypruski zarazem; przedtem August II ambasadorów tychże ościennych władców wywalił z hukiem z Warszawy. Do paktu rada był przystąpić Szwecja, Chanat Krymski i Turcja. Wobec tylu zaciśniętych pięści wokół Piotr I schował ogon pod siebie i zrejterował, wojska carskie poszły sobie precz, cóż jednak, skoro na miejscu pozostały moskiewskie kreatury, które zerwały sejm i nie dopuściły do ratyfikacji traktatu?
Obserwuj wątek
    • gandalph Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywiste2 27.01.18, 16:24
      Bardzo podobny przypadek miał miejsce na krótko przed rozpoczęciem obrad przed Sejm Czteroletni, co pozwoliło na jego zawiązanie pod węzłem konfederacji, tym samym eliminując główną zmorę dawnej Polski: liberum veto. Mało kto zwraca uwagę na kontekst międzynarodowy, który to umożliwił, a to on właśnie zmusił Austrię i Rosję do wycofania wojsk z terenu Polski, łącznie z ewakuacją magazynów wojskowych. Mało tego, Anglia, Prusy i Holandia zawarły pakt antyrosyjski, Szwecja i Turcja już z Rosją wojowały, caryca Katarzyna II miała naprzeciwko siebie 2 fronty, groziło zawiązanie trzeciego, bo lada moment flota brytyjska miała pojawić się na Bałtyku, a na horyzoncie pojawił się czwarty – Polska. Splot okoliczności sprawił, że w kilka miesięcy sytuacja ogólna uspokoiła się na nasze nieszczęście. Wniosek wszakże wypływa jeden: ilekroć Polska dostaje się w orbitę wpływów rosyjskich, traci swoją podmiotowość. Ilekroć z tej orbity wypadnie, staje się partnerem dla Zachodu.
      A teraz coś na kształt „wisienki na torcie”, tego samego gatunku, ale spod innej szerokości i długości geograficznej. Latem 1941 r., gdy Niemcy szli jak burza na Moskwę, w Iranie groziło puczem proniemieckim. To zabrzmiałoby niczym podzwonne dla wpływów brytyjskich w regionie. W związku z tym Brytyjczycy sprokurowali coup d'état w Teheranie, rządy objął młody szach, Reza Pahlavi, a kraj znalazł się pod podwójną okupacją sowiecko-brytyjską. Teoretycznie na czas wojny, teoretycznie! W 1945 r. Brytyjczycy istotnie wycofali się, czego o Rosjanach powiedzieć nie można. Ciągle coś im stało na przeszkodzie i tak aż do 1947. Dopiero, gdy prezydent USA, Harry Truman, walnął pięścią w stół, pomogło. Po prostu, z Rosją takich układów się nie zawiera, bo nie zawsze jest do dyspozycji pięść na tyle silna, by Rosjanom przypomnieć, do czego się zobowiązali.
      2) Peter H. Wilson, „Wojna trzydziestoletnia 1618-1648. Tragedia Europy”, Wyd. Napoleon V, Oświęcim 2017. Na stronie 198-199 (rozdział „Polska odporność i siła”) autor pisze m.in.:
      „Tak jak Cesarstwo, Rzeczpospolita często uznawana była za kraj mało efektywny i nienadążający za ogólnym europejskim trendem idącym w kierunku bardziej scentralizowanych państw. Ostatecznie szlachta zapłaciła cenę za swoją wolność, kiedy kraj został rozebrany przez trzy monarchie absolutne Austrii, Prus i Rosji w latach 1772-1795. […] Inaczej niż w innych państwach, Rzeczpospolitej udawało się prowadzić wojny bez akumulowania dużych długów (patrz astronomiczne długi Hiszpanii w wieku XVI i XVII i kilkakrotne bankructwo oraz długi Francji zakończone bankructwem w dobie Rewolucji Francuskiej). Ponadto przeważnie była w stanie pokonać każdego napotkanego przeciwnika aż do okresu buntu kozackiego w latach 1648-1654, który poprzedził okres zwany jako Potop, kiedy państwo zostało najechane przez Szwedów, Rosjan, Siedmiogrodzian i Brandenburczyków. Rzeczpospolita przetrwała nawet i ten kryzys, udowadniając swoją odporność i ostatecznie walnie przyczyniając się do pokonania Turków pod Wiedniem w 1683 r.
      Polski potencjał militarny był niedoceniany, ponieważ siły te nie były zorganizowane według wzorów zachodnich. Istniało niewielkie stałe wojsko w liczbie 3-5 tysięcy lekkiej kawalerii zwane wojskiem kwarcianym (błąd! Znaczną część kwarcianych stanowili pancerni i husaria) ze względu na część dochodów królewskich, które były przeznaczane do patrolowania południowo-wschodniej granicy przeciwko najazdom tatarskim i mogły one być powiększone, tylko jeśli sejm przegłosował dodatkowe podatki. Jednak król miał własną gwardię królewską i mógł powołać z ziem koronnych około 2 tysiące chłopów do piechoty wybranieckiej.”
      Czy jasne jest teraz, po wstępie i punkcie 1., dlaczego Polska nie musiała obawiać się żadnego sąsiada, czy to Krzyżaków, cesarstwa, Szwedów, Siedmiogrodu, ba Turcji nawet? Jedna tylko Rosja mogła nam zagrozić, bo Moskale to mają do siebie, że potrafią na złość wszystkim, jeśli nie zeżreć wszystko, co napotkają, a jeśli już nie mogą, to zapaskudzić?
      Nie od rzeczy będzie w tym miejscu pewien bardzo konkretny przykład: w sierpniu 1672 r. Turcy zdobyli Kamieniec Podolski, ten, w którym wysadził się Michał Wołodyjowski. Następstwem był niesławny traktat w Buczaczu. Jakie też przewidywał nabytki terytorialne po stronie tureckiej? Jedno jedyne województwo podolskie! Czyli wielkie imperium padyszacha, rozciągające się na trzech kontynentach, po wyprawie kosztującej miliony, zadowala się nabytkiem jednego województwa i to w sytuacji, gdy Polska jest już poważnie osłabiona poprzednim ćwierćwieczem wojen. Utrata jednego województwa w żaden sposób nie mogła powodować upadku państwa (tym bardziej, że traktat w Buczaczu, w wyniku ogólnego oburzenia, nigdy nie został przez Polskę ratyfikowany). Dla porządku dodam, że już w rok później miała miejsce batalia chocimska, czyli największa rzeź przeciwnika, jaką wyrządzili nasi przodkowie. 35-tysięczna armia turecka po prostu wyparowała przy minimalnych stratach po stronie polskiej. A godzi się przypomnieć, że Turcy frajerami nie byli i wojować umieli!
      Pamiętamy dalej o tym, że ówczesna Rzeczpospolita miała w rękach kij bejsbolowy, którym potrafiła zaprawić każdego napastnika od Moskwy po cesarstwo i od Szwecji po Turcję, kij, przed którym wojacy-stare wygi wszelkich armii robili w portki: husarię. A jak przekonali się Szwedzi pod Kircholmem, 7-8-krotna przewaga przeciwnika nie robiła wrażenia na naszych przodkach, nawet wtedy, gdy, jak pod Kłuszynem (1610), trzeba było osiem-dziesięć razy iść do szarży. W okresie od Byczyny (1588) po Kliszów (1702), tak mówiąc z grubsza, husaria za każdym razem, gdy przychodziło do sprawy, zmiatała pionki z szachownicy. Było jednakże pewne „ale”:
      • gandalph Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywiste3 27.01.18, 16:25
        3) Autor artykułu „Czy wiesz, ile kosztowało wyposażenie husarskie?” z października 2014 powołuje się na niejakiego Regnarda, który pod 1681 r. odnotował, że kompletne uzbrojenie husarza kosztowało 2000 talarów czyli około 50 kg srebra. Tymczasem towarzysz husarski, który oprócz siebie samego, zaciągał również swój poczet (stąd „pocztowi”, nie od „poczty” bynajmniej), który również należało wyposażyć, od państwa otrzymywał oprócz żołdu jeno kopie. Te i owszem kosztowały co-nieco, ale najdroższym elementem wyposażenia był zawsze i wszędzie koń husarski kosztujący od 1000 zł w górę. A nie mógł to być zwykły mierzyn żmudzki; w dodatku towarzysz husarski musiał mieć najmniej dwa konie, a często nawet cztery. Dlatego najbardziej dotkliwe były nie straty bojowe czy poza-bojowe w ludziach, lecz w koniach właśnie.
        4) Andrzej Zajączkowski, „Główne elementy kultury szlacheckiej w Polsce. Ideologia a struktury społeczne”, Ossolineum, 1961. Książka jest tego rodzaju, że kto jej nie przeczytał, ten nic nie rozumie z naszej historii. Szukałem jej parę lat, w końcu jakiś czas temu znalazłem w małym antykwariacie gdzieś na Mazurach. Garść cytatów z tej publikacji:
        a. Na str. 43-44 autor pisze: „Datująca się od XV wieku wielka koniunktura na płody polskiego rolnictwa przyczyniła się do nagłego wzrostu zamożności mas szlachty, wówczas jeszcze w przytłaczającej ilości posiadającej. Umożliwiło to najliczniejszej warstwie szlacheckiej, szlachcie folwarcznej (szlachta zagonowa nie była jeszcze tak rozrodzona), wyrosnąć na siłę polityczną, która na przełomie wieku XV na XVI odsunęła możnowładców od wpływu na rządy i skrępowała ostatecznie władzę królewską. Polska stała się demokracją szlachecką, sprawowaną przez masy szlachty średniej [przypominam, że w innych krajach rolę tę pełniło mieszczaństwo, w Polsce niezmiernie słabe!]. Ale w zwycięstwie szlacheckiej demokracji nad koroną i nad możnowładztwem, przy zmianie struktury klasowej stanu wywołanej procesem koncentracji ziemi, tkwił już zarodek procesu innego, który doprowadził do ustania wpływu politycznego szlachty średniej i ponownie przesunął ciężar znaczenia politycznego na magnatów i pół-magnatów.
        Zarodkiem tym była decentralizacja polityczna Polski. Sejmowładztwo przekształciło się w XVII wieku w sejmikowładztwo, co zwiększyło szanse lokalnych potentatów. A siła tych ostatnich wzrastała nie tylko skutkiem procesu koncentracji ziemi, lecz i w związku z innymi zjawiskami. Wiek XVII i XVIII aż do panowania Stanisława Augusta pełen jest, jeśli nie wojen, to innych zaburzeń: buntów kozackich, przemarszów wojsk obcych, konfederacji szlacheckich i kwarcianych, wojen domowych magnackich. Ze wszystkich tego rodzaju niepokojów magnat wychodził bardziej obronną ręką, niż szlachcic zamożny. Po jednym przejściu Szwedów albo Moskwy szlachcicowi została dziadowska torba, o ile magnat nie wspomógł. Magnat miał dobra rozrzucone po całej Rzeczpospolitej – zniszczona została jedna komisaria, zostało 10 innych”.
        b. „Posiadanie przez liczną rzeszę zagonowców praw publicznych, których pozbawiony był stan mieszczański i chłopski, czynił z nich dla magnatów i pół-magnatów ważne narzędzie polityczne.”
        c. Na str. 96-7: „Zmiany społeczne nie powstają jako deus ex machina. Powstają one na tle czynnego układu społeczno-gospodarczego, a na przebieg ich wpływają te klasy, które w aktualnych warunkach mają coś do powiedzenia. […] …nie tylko szlachcie zamożnej, ale i drobnej dokuczała niekiedy oligarchia, tylko że szlachta drobna była zupełnie bezradna. Tylko szlachta zamożna mogła oligarchię obalić w chwili, gdy rozwój historyczny stworzył warunki powodzenia tej akcji. O tym, że nawet w sprzyjających warunkach społeczno-gospodarczych obalenie magnackiej oligarchii nie było rzeczą prostą, świadczy wymieniony już na początku rozdziału fakt, iż Ustawa Rządowa z dnia 3 Maja 1791 roku, ostatecznie formułująca podstawowe zasady ustrojowe nowoczesnego, swoiście demokratycznego państwa, uchwalona została drogą faktycznego zamachu stanu. Dzieło Sejmu Wielkiego było dziełem szlachty zamożnej.”
        d. Na str. 86-7: „Gospodarczo magnat nie był już niezbędny szlachcicowi średniemu, jak w okresie poprzednim, natomiast często szlachcic począł być niezbędny magnatowi. Magnat miał olbrzymie, mało dochodowe dobra ziemskie, nie miał natomiast dostatecznej na swe potrzeby ilości wolnej gotówki, którą w nadmiarze do swych potrzeb konsumpcyjnych miał szlachcic średni.
        Magnateria też zadłużała się u szlachty coraz bardziej. […] W okresie powstawania układu kapitalistycznego pojawiła się w Rzeczypospolitej szlacheckiej warstwa finansowej burżuazji, co ma olbrzymie znaczenie dla wielu procesów historycznych. Fakt ten rzuca światło również na rewolucję 3 Maja.”
        e. Na str. 103: „Szlachectwo polskie stanowiło jednak dla rządów rozbiorowych poważny problem. Żadne z państw zaborczych nie było szlachecką demokracją, tylko absolutną monarchią. W żadnym z tych państw nie było szlachty tyle, co w Rzeczypospolitej, szlachty sobiepańskiej, anarchicznej, niezwykłej poddawać się administracji państwowej.”
        f. „Opanowanie sobiepańskiego, niesfornego tłumu polskiej szlachty było dla władz austriackich jedną z pilnych konieczności, przedstawiała ona bowiem duże niebezpieczeństwo dla funkcjonowania administracji. Jeśli jednowioskowy szlachcic mógł jawnie lekceważyć rozporządzenia jakiegoś tam kreishauptamta, kto wie czy szlachcica […], to kasztelanowa Kossakowska kazała po prostu pod pretekstem niezdjęcia kapelusza przed miniaturą cesarza, ukrytą w najciemniejszym kącie przedpokoju, bić w pysk cesarskich urzędników, a za zaległe podatki dawała w fant srebrne nocne naczynie, wypełnione ekskrementami.”
        • gandalph Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywiste4 27.01.18, 16:26
          Z cytatów 3-4 i a) do f) aż bije po oczach jedno: niepomiernie wielka rola średniej szlachty, tzw. szlachty folwarcznej. Chciałoby się powiedzieć: klasy średniej; to ostatnie odnosi się do współczesności wprawdzie, ale funkcja jest ta sama. Z jednej strony średnia szlachta, w wieku XVI często-gęsto innowiercza, pokroju Mikołaja Reja, trzymała za poły monarchę, z drugiej strony, zwłaszcza w Koronie, utrzymująca w ryzach możnowładców. Bo też była nie dość, że nieźle wykształcona – do czasu, to jeszcze własnym sumptem i własnym wkładem potu, trudu i krwi, utrzymywała ów żelazny argument – „żelazny” w sensie tak dosłownym, jak przenośnym, którym Rzeczpospolita przywoływała do porządku intruzów. Mowa o tych szlachetnych znakach armii polskiej, jak husaria i pancerni. Gdy tejże szlachty nie stało – z różnych przyczyn, Rzeczpospolita pogrążała się w roli „karczmy zajezdnej” narodów toczących wojny obok. Znamienną wśród wymienionych bitew jest ta ostatnia z serii, pod Kliszowej (19. lipca 1702). Był to ostatni w dziejach występ polskiej husarii; trudno orzec, jak by się skończył, bo wódz polskiej armii, skłócony z Augustem II hetman wielki koronny Hieronim Lubomirski, po prostu wycofał polskie oddziały zostawiając Sasów na pastwę Szwedów i Karola XII. Dodajmy, imć Lubomirski to dumny jak paw magnat, który świeżo wiosną tego samego roku w 2 tygodnie został najpierw hetmanem polnym, potem wielkim.
          Powtórzmy parafrazując – to nie oligarchia jest/była podporą rządów w Polsce, ani nigdzie, jej interesy przeważnie rozmijały się z interesami ogółu, a nawet/przede wszystkim pomazańca. Że przypomnę Francję w dobie Frondy. Niesłychanie rozrodzona u nas drobnica szlachecka, tzw. szlachta zagonowa, brukowa, czy wręcz szlachta-gołota, żadnej własnej roli odgrywać nie mogła, znakomicie nadawała się za to na podporę rządów oligarchii magnackiej zapewniając szable i gardła. Jej odpowiednikiem w dzisiejszych czasach byłby krąg beneficjentów „500+”. Odpowiednikiem, nie wprost, oligarchii magnackiej – wszelkie pasożytnicze twory polityczne w rodzaju PiS, PSL, SLD, po części PO, że nie wspomnę o hołocie z ONR i przyległości. Nie muszę dodawać, że pasożytnicze ugrupowania polityczne zawsze znajdą jakieś ideologiczne uzasadnienie dla swoich bzdur. W XVIII wieku filarem ideologicznym była tzw. „równość szlachecka”, całkowicie już fikcyjna, jeśli wziąć pod uwagę przepaść dzielącą imć Ostapa Snopka z Chrząszczygrzewoszyc Dolnych i księcia Sanguszkę – dla przykładu. Nowoczesnym odpowiednikiem takiej bzdury była „Polska solidarna”, jako przeciwwaga dla wyimaginowanej „Polski liberalnej”. W rzeczywistości nie było ani jednego, ani drugiego.
          Patrząc wstecz na całą historię ludzkości nietrudno zauważyć, że podporą państwa jest zawsze ta warstwa, która odgrywa rolę klasy średniej, obojętne, czy to klasa średnia sensu stricto, średnia szlachta, czy mniej lub bardziej zamożne mieszczaństwo. Z przyczyn wcześniej wyjawionych na podporę nie nadaje się ani motłoch/tłuszcza, ani oligarchia. Dlatego w interesie każdej władzy winno być powstrzymanie się od wszystkiego, co owej klasie średniej szkodzi. Są partie i ludzie, którzy chętnie sięgają do argumentacji populistycznej chcąc wykorzystać motłoch. Ale przebieg jest zawsze z grubsza taki sam: jak podczas tzw. „rabacji galicyjskiej”, gdzie motłoch podburzony przez władze austriackie spacyfikował szlachtę, ale potem w pięć minut wojsko austriackie spacyfikowało Jakuba Szelę i jego naśladowców.
    • gandalph Re: Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywist 11.03.18, 15:13
      I co, zero zainteresowania? Wszak temat niezwykle dla nas istotny. A może wiedza wyniesiona ze szkoły za mała? (Widocznie ten i ów co innego ze szkoły wynosił: kredę, krzesła, stoliki, rzeczy kolegów?).
      • rabbi.rozencwajg Re: Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywist 11.03.18, 18:40
        gandalph napisał:

        > I co, zero zainteresowania? Wszak temat niezwykle dla nas istotny. A może wiedz
        > a wyniesiona ze szkoły za mała? (Widocznie ten i ów co innego ze szkoły wynosił
        > : kredę, krzesła, stoliki, rzeczy kolegów?).
        -----------------------
        Natychmiast wytrzep kapucyna i krew se spuść poyebie...
      • jeepwdyzlu Re: Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywist 14.03.18, 10:27
        Niestety ja patrzę na dekady czy raczej stulecie - gdzieś od bitwy pod Grunwaldem - po śmierć Zygmunta III Wazy - jako lata całkowicie spie...ne i zmarnowane. Bum gospodarczy związany z absorpcją nowoczesnego gospodarowania - dzięki Krzyżakom (tak, tak) i niemieckim osadnikom - powstanie ponad tysiąca miast, sensownego prawa, wybudowanie dróg, regulacja Wisły... wszystko poszło na marne. Jeszcze za Jagiellonów zdawać się mogło, że dołączamy do Europy, że gramy w pierwszej lidze, że mieszczanie rosną w siłę. Niestety. Koniunktura w rolnictwie - notabene krótkotrwała (sto lat) i niskomarżowa - spowodowała, że inwestycje w rolnictwo dawało większą stopę zysku niż w manufaktury, budowę okrętów czy operacje kapitałowe. Bankierami magnaterii i królów byli Gdańszczanie, żydzi z Wiednia - żadnej lokalnej rodziny bankierskiej ani centrum finansowego na miarę Genui czy Lubeki nigdy nie udało się zbudować. Zresztą nikt nie próbował. Debile zadowalali się spływem dębów do Gdańska- szczytem wirtuozerii było osiągnięcie 20% zysku, a tymczasem ten sam dąb w Amsterdamie kosztował 500% więcej niż w Gdańsku.
        Uprawa zbóż - w ówczesnym reżimie technologicznym - wymagała areałów i armii niewolników. Stąd rosnąca rola pańszczyzny i ekspansja na Wschód. Bądźmy szczerzy - to była polityka całkowicie chybiona. Nawet gdyby w XVII wieku Rzeczpospolita nie miałą kłopotó z Turcją i Ukrainą - utrzymanie kolosa od Rygi po Krym, z Mołdawią i Siedmiogrodem - w dodatku kolosa o azjatyckiej (czytaj zerowej) kulturze administracyjnej - było na dłuższą metę niemożliwe. A choćby z powodu liczebności Polaków...
        Zupełnie inaczej by było, gdybyśmy po pokonaniu Zakonu pod Grunwaldem wchłonęli jego ziemie. Zajęli (a nie tylko nałożyli trybut) Gdańsk. Budowali flotę. Gdyby Zygmunt III porzucił katolicyzm. Gdyby flotę kaperską rozbudować o okręty koronne. Gdyby pod jednym berłem Korona była z Szwecją a nie Litwą...
        Tylko częściowe opanowanie handlu na Bałtyku - co z racji upadku Hansy nie było niemożliwe - odwróciłoby losy tej części Europy...
        Tymczasem już Jagiellonowie zamiast łakomym wzrokiem patrzeć na Wrocław i Szczecin - woleli Smoleńsk i Wilno.
        Klasa średnia?
        W XVI wieku w Anglii, Hiszpanii czy Francji - miasta i mieszczanie mieli realny wpływ na władzę. Nawet jeśli ich reprezentacja była niewiększościowa - to z racji gwarancji praw osobistych, zgromadzonych kapitałów i stosunkowo prostej (dla zamożnych) drogi do szlachectwa - królowie i arystokracja na Zachodzie byli coraz bardziej zależni finansowo od swojej klasy średniej. Co prowadziło do urealnienia celów i środków. Racjonalizacji polityki.
        Tymczasem u nas byle szlachciura z trzema krowami znaczyła więcej niż rzemieślnik i właściciel kamienic w Toruniu, Krakowie czy Zamościu....

        Staliśmy się prowincją. Peryferiami.
        I jesteśmy tacy do dziś.
        Stąd kompleksy, stąd to zadęcie, stąd otaczający nas dookoła "wrogowie", stąd wstawanie z kolan...
        Powrót do władzy niepisu nic nie zmieni....
        • gandalph I tak, i nie 14.03.18, 23:31
          Po pierwsze, czym innym było pokonanie Zakonu Krzyżackiego, co udało się nam nawet nie raz ani dwa, a czym innym jego likwidacja. Tu trzeba było dopiero reformacji i w wyniku tego sekularyzacji Zakonu. Przypomnę, bo tego w szkołach nie uczą, że złowroga koalicja Wiedeń-Królewiec-Moskwa to już schyłek XV wieku, rządy Jana Olbrachta. Tę koalicję udało się rozerwać przez zgodę Zygmunta Starego na sekularyzację Zakonu, utworzenie Prus Książęcych i złożenie hołdu przez Albrechta Hohenzollerna. To, że następcy spartolili sprawę, już tego króla nie obciąża (co nie zmienia faktu, że uważam go za szkodnika i d...ę wołową).
          Dalej, mitem szerzonym przez niedouków jest "Polska spichlerzem Europy". Cały polski eksport zboża, nawet w najlepszych czasach, pokrywał ledwie 2% potrzeb Londynu czy Amsterdamu. Na spław zboża Wisłą czy Niemnem mogli sobie pozwolić tylko magnaci, bo to było nie byle jakie przedsięwzięcie. To nie zmienia faktu, że rolnictwo nie było, i nie jest, zajęciem specjalnie rentownym. Mogło się utrzymywać tylko dzięki darmowej pracy chłopów pańszczyźnianych. Rentowność była wyraźnie mniejsza od oprocentowania kredytów kupieckich. Ale oprócz zboża Polska eksportowała też bydło, skóry, drewno i parę innych (surowo zakazany był za to eksport koni, zwłaszcza tych z przeznaczeniem dla "ciężkich znaków").
          A tak w ogóle to całe galeony kruszców wiozących do Hiszpanii/Portugalii złoto, srebro i inne precjoza, tylko pogłębiały recesję. Prawdziwe fortuny powstawały na handlu pieprzem, wanilią, szafranem itd. Garstka pieprzu czy goździków miała większą wartość handlową niż cały statek zboża czy smoły. Potem doszły takie delikatesy, jak kakao, kawa, tytoń, trzcina cukrowa, rum itd.
          Co do tych rozmiarów, nadmiernych, jak piszesz, zasadniczo zgadzam się ale i nie zgadzam się. Czym kierowało się kierownictwo państwa polskiego podejmując decyzję o unii z Litwą (będącą w apogeum ekspansji terytorialnej)? Jedną z zasadniczych przyczyn było to, że w wyniku najazdu Litwinów we wcześniejszych latach tereny od wschód od Wisły były całkowicie spustoszone i zdewastowane. Odrodzenie (tzn. wtórne zaludnienie) nastąpiło dopiero wraz z Unią. Polacy (tzn. Koroniarze) nie byli zainteresowani ziemiami położonymi na wschód od Podola, Rusi Halickiej, no może Wołyniem.
          Odzyskanie Śląska i innych terenów utraconych było po prostu ponad możliwości państwa polskiego.
          To tak z grubsza, na szybko...
          • tbernard Re: I tak, i nie 17.03.18, 21:26
            > Odzyskanie Śląska i innych terenów utraconych było po prostu ponad możliwości państwa polskiego.

            Bo ja wiem. Wszystko zależy, czy władca ma jaja. Gdyby Sobieski przed odsieczą Wiedeńską postawił warunek, że Śląsk wraca do Polski, to jaką odpowiedź Habsburgowie by dali?
            • gandalph Re: I tak, i nie 17.03.18, 21:36
              Misiu, władcy Francji przez 1000 lat przyszywali do Francji hrabstwo po hrabstwie, departament po departamencie. Czy nigdy cię nie zastanowił fakt, że w 1672 r. Turcja, wydawszy miliony agce, zadowolili się aneksją Podola? Tylko Podola?
              Prezentujesz typowo rosyjski sposób myślenia: ciach i pół Europy nasze. A że potem bardach przez 200 lat to już nie ważne.
              Już Bismarck miał świadomość, że Prusy/Niemcy zeżarły w Polsce za dużo. Dlatego potem potrafili przeboleć utratę Wielkopolski i Pomorza, ale nie Gdańska!
              Wracając do Śląska: Polska była za słaba, aby iść na ostro z Habsburgami (czyli połową Niemiec, Austrią, Hiszpanią, w pewnym okresie Portugalią i połową świata do nich należącą).
              • tbernard Re: I tak, i nie 19.03.18, 11:47
                > Wracając do Śląska: Polska była za słaba, aby iść na ostro z Habsburgami (czyli
                > połową Niemiec, Austrią, Hiszpanią, w pewnym okresie Portugalią i połową świat
                > a do nich należącą).

                No to trzeba było dać się wykrwawić Habsburgom a nie leźć z odsieczą.
                • gandalph Re: I tak, i nie 19.03.18, 12:00
                  Turcja akurat wtedy stanowiła zagrożenie tak dla Habsburgów, jak i dla Polski.
                  • gandalph Ofiary szkolnego niedouctwa 19.03.18, 17:58
                    Nie miałem wcześniej czasu na dogłębniejszą analizę idiotyzmu stwierdzenia, że należało zabrać Habsburgom Śląsk raczej niż im pomagać.
                    Otóż przypomnę, że Kazimierz Wielki musiał ustąpić w sprawach Śląska w konkretnej sytuacji, mianowicie w zamian za uznanie jego korony w Polsce i rezygnacji Luksemburgów z pretensji, jako spadkobierców Przemyślidów. Ale król nie zerwał całkowicie ze Śląskiem, np. zadbał o to, by diecezja wrocławska w dalszym ciągu podlegała arcybiskupom gnieźnieńskim, a nie świeżo utworzonej archidiecezji w Pradze.
                    Dalej, od roku 1471 aż do śmierci w 1516 r. Władysław Jagiellończyk był królem Czech (od 1490 również Węgier i Chorwacji). Czy to nie oznaczało bliskich więzów z Polską? W dodatku w 1499 r. Zygmunt, zwany później Starym, dostał księstwo głogowskie, w 1501 - opawskie, a w 1504 został namiestnikiem całego Śląska i Łużyc Dln.
                    W latach 1625-1655 polscy Wazowie rządzili w księstwie nysko-otmuchowskim, a w 1646 otrzymali od Habsburgów zastaw w postaci księstwa opolsko-raciborskiego, który sprawowali do 1666. W roku 1675 zmarł ostatni z Piastów śląskich, ks. brzesko-legnicko-wołowski, Jerzy Wilhelm. Otóż tak on sam, jak i jego ojciec utrzymywali ożywione związki z Polską, w tym również rodzinne.
                    Tu przypomnę również, że Śląsk nie przypadł koronie czeskiej za jednym zamachem, lecz przez wiele dziesiątek lat ścibolenia, może nawet i 300 lat. I na takiej też zasadzie można było Śląsk odzyskać - przez wydłubywanie po kolei księstw, księstewek, miast itd., co też czyniono. Że się nie udało, to inna sprawa.
                    No ale tego Sz.P. nie wie, bo w szkole nie uczono. Dlatego Sz.P. jest koronnym dowodem na prawdziwość tezy w poście otwierającym.
                    • jeepwdyzlu Re: Ofiary szkolnego niedouctwa 19.03.18, 23:51
                      Rzecz jasna nie o "odbieraniu" Śląska, a już na pewno nie w XVII wieku pisałem. Błąd popełniono w Średniowieczu, odpuszczając kontrolę nad Bałtykiem. Gdyby Gdańsk był polskim miastem, w sensie nie tyle politycznym, gdyby Gdańszczanie mówili po polsku, czuli się zwiazani z Krakowem czy Warszawą, gdyby dla polskiego króla budowali okręty czy pożyczali mu pieniądze... losy Rzeczpospolitej byłyby inne. Podobnie Śląsk - rozbity na dziesiątki małych organizmów, jakichś księstewek, zmiennych sojuszy miast czy hrabstw, raz zależny od Pragi, zaraz id Drezna... bez sensu - to nasza wina, naszych przodków - bo odpuścili, stworzyli strefę buforową, która coraz mocniej dryfowała...oczywiście. na Zachód. Gdzie cywilizacja i pieniądze.
                      • gandalph Re: Ofiary szkolnego niedouctwa 20.03.18, 00:23
                        Uwaga była do benia, że niby to zamiast pod Wiedeń, lepiej było zabrać Śląsk. Pie...nie o Szopenie! Natomiast co do reszty, to co by było, gdyby było. Ale nie było, nie ma takiej nacji, która by czegoś w swoich dziejach nie spartoliła. Zwracam przy okazji uwagę, że "Drang nach Osten" to nie była niemiecka specjalność, to była tendencja ogólnoeuropejska, ergo ogólnoświatowa. Gradient gęstości zaludnienia był zwrócony na wschód, w stronę coraz rzadziej zaludnionych terenów. Marsz na zachód był o wiele trudniejszy, dlatego Niemcy sięgali najpierw za Łabę, potem za Odrę itd., a nie odwrotnie. Nasi z kolei za Bug. Ale... Jeszcze w XVI wieku szlachta polska w ogóle nie była zainteresowana Ukrainą (w ówczesnym rozumieniu). Interesowała się 1. Podlasiem, swego czasu zagarniętym przez Litwinów, 2. Rusią tzw. Czerwoną, 3. Podolem, ewentualnie 4. Wołyniem. Dlaczego? W dwóch ostatnich przypadkach przyczyną były urodzajne ziemie i niewielka odległość od matecznika. Zagospodarowanie Ukrainy (ówcześnie rozumianej, tzw. Małorosji- w wieku XVIII i XIX) przekraczało możliwości, nie tylko ówczesne, Polski. (Zresztą do dzisiaj rolnictwo ukraińskie jest coś nie ten-teges) Te tereny dla szlachty były kompletnie bezwartościowe.
                        • gandalph Niezręcznie się wyraziłem 20.03.18, 00:35
                          Chodzi o zdanie: "Marsz na zachód był o wiele trudniejszy, dlatego Niemcy sięgali najpierw za Łabę, potem za Odrę itd., a nie odwrotnie". Miałem na myśli to, że Niemcy sięgali na wschód, najpierw za Łabę, potem za Odrę, a nie na zachód, za Ren. Tam nie mieli czego szukać.
                          Ale to nie zmienia faktu, że Arabowie, potem Hiszpanie szli na wschód zza Pirenejów, Francuzi na wschód, za Alpy i Ren, Niemcy - na wschód za Łabę, Polacy na wschód - za Bug i Niemen. To nie przypadek, lecz prawidłowość.
                          • jeepwdyzlu Re: Niezręcznie się wyraziłem 20.03.18, 13:03
                            Ale to nie zmienia faktu, że Arabowie, potem Hiszpanie szli na wschód zza Pirenejów, Francuzi na wschód, za Alpy i Ren, Niemcy - na wschód za Łabę, Polacy na wschód - za Bug i Niemen. To nie przypadek, lecz prawidłowość.
                            -----------
                            :-)


                            j.
        • herr7 Re: Refleksje i skojarzenia – na ogół nieoczywist 10.06.18, 08:58
          To prawda. Owoce tej polityki zbieramy do dziś.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka