Dodaj do ulubionych

po rozstaniu z alkoholikiem....

31.12.09, 18:21
Nie mam w zwyczaju opisywać na forum swoich problemów, ale nie bardzo mam z
kim porozmawiać bo zostałam sama =/ Potrzebuje, żeby ktoś obiektywnie spojrzał
na moja sytuację bo zwariuję...za tydzień zaczynam terapie dla
współuzależnionych, myślę, że powinnam, do tego czasu muszę jakoś wytrzymać...
Po prawie 10 latach związku odeszłam od człowieka, który mnie niszczył
psychicznie, miał być ślub, odwołałam wszystko, po ostatniej awanturze (on
pije, strasznie...) coś we mnie pękło, w końcu doszłam do wniosku, że nie
chce, nie mogę i co najważniejsze nie muszę tak żyć. Mam 30 lat, a czuje się
jakbym miała 80. Musze o siebie zadbać, bo kto inny to zrobi. Jest mi ciężko,
i jestem zła na siebie, że tak długo pozwalałam sobą pomiatać i wierzyła w
puste obietnice...Jak idiotka, chciałam to jeszcze ratować, zaproponowałam
pomoc, wyciągnęłam rękę, chciałam, żeby poszedł się leczyć, żeby zrozumiał,że
jest chory. Mimo całego zła jakie mi wyrządził, wierzyłam,że te dobre cechy,
które przecież ma, zwyciężą...Wyśmiał mnie, stwierdził, że to JA mam problem
(ja to wiem, jestem współuzależniona i mam zamiar się leczyć, żeby nigdy już
nie wdepnąć w to bagno)że się zmieniłam i wymagam nie wiadomo czego.

Zostałam sama, bo o ile ja się nigdy nikomu nie skarżyłam, kiedy mnie poniżał,
mieszał z błotem, niszczył...tak on dookoła opowiada jaki to nieszczęśliwy
jest, że go zostawiłam, że on chciał się ze mną ożenić a ja wszystko
zniszczyłam. Oczywiście, jego koledzy tylko go w tym fakcie utwierdzają...jak
i jego rodzina (piją również).

Mam zamiar wytrwać, mam rodzinę, która mnie wspiera, czekali aż się ocknę,
byli przerażeni perspektywą ślubu, musiał mnie zmieszać z błotem,żebym
otrzeźwiała w końcu =/ mimo to boje się, nie wiem czy dam radę...
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 18:50
      casey80 napisała:
      > Nie mam w zwyczaju opisywać na forum swoich problemów, ale...
      > ... nie bardzo mam z kim porozmawiać bo zostałam sama Potrzebuje,
      żeby ktoś obiektywnie spojrzał na moja sytuację bo zwariuję...za
      tydzień zaczynam terapie dla współuzależnionych, myślę, że powinnam,
      do tego czasu muszę jakoś wytrzymać...
      > Po prawie 10 latach związku odeszłam od człowieka, który mnie
      niszczył psychicznie...
      > ... Mam zamiar wytrwać, mam rodzinę, która mnie wspiera, czekali
      aż się ocknę, byli przerażeni perspektywą ślubu...
      mimo to boje się, nie wiem czy dam radę...
      ______________________________________________________.
      Dasz rady, bo jestes dzielna i obiektywna kobieta, za wyjatkiem
      jednego: To nie on Ciebie niszczył psychicznie, to Ty dawalas sie
      tak dlugo niszczyc psychicznie...!
      On jest chorym czlowiekiem, a Ty mu pomoc nie mozesz...!
      Dopoki ta prawda do niego nie dotrze, nikt nie ma szans aby mu
      pomoc...!
      Moja sugestia do Ciebie (z praktyki kilkunastoletniej - ja AA, zona
      Al-Anon). Zajmij sie teraz TYLKO soba...! Na terapii bedziesz miala
      czas aby to przemyslec w spokoju i bez emocji... Tu nie ma winnych,
      jest tylko choroba, na ktora nie masz wplywu, ale na zmiane siebie -
      TAK...! Uwierz mi, ze z tego mozna zwyciezko wyjsc..."
      Najwazniejsze teraz w tym wszystkim jestes Ty i to, zeby ta Twoja
      przeszlosc (te wszystkie Twoje doswiadczenia) nie poszly na
      marne... - Bylby to stracony ten dotychczasowy czas...
      I nie zapomnij, ze na gnoju rosna najpiekniejsze kwiaty...! ;-)
      Glowa do gory, cierpliwosci i odwagi z Nowym Rokiem zycze Tobie:
      A... ;-)
      • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 19:11
        Skoro po dziesięciu latach wspólnego związku nic się nie zmieniło to i dalsze
        pożycie wyglądałoby podobnie.
        Ja nie wiem na ile jesteś zdeterminowana.
        Myślę,że coś w Tobie pękło i teraz potrzeba czasu byś mogła dojść do siebie.
        Jednostki uzależnione ,o pewnym typie osobowości,
        gdy trafią na podatny grunt stają się psychopatyczne i stąd bierze sie ich
        sadyzm i brutalność.
        Leczą swoje frustracje i kompleksy na partnerze przez długie
        lata-destrukcyjni,pozbawieni uczuć wyższych,a co za tym idzie-empatii.
        Tam gdzie jest strach nie ma miłości.
        Myślę,że powinnaś uczestniczyć,w spotkaniach grup
        wsparcia bo samo forum nie jest odpowiednią przestrzenią dla takich działań.
      • casey80 Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 19:12
        Dziękuję aaugustw :**

        Masz całkowita racje, to JA na to pozwoliłam,a kiedy przestałam pozwalać, to
        krzyczał,że go nie kocham i oczywiście, że kogoś mam i na pewno już wcześniej w
        głowie uknułam sobie ten niecny plan zostawienia go =/ zresztą często mnie
        oskarżał o rzeczy,które by mi nawet do głowy nie przyszły =/ a ja kretynka,
        jeszcze tłumaczyłam się i płakałam...Potem przeprosiny, zapewnienia o miłości i
        tak w kółko , do następnego razu...Już nigdy na to nie pozwolę, nigdy...Nie będę
        też nikomu na siłę pomagać, przecież on nie chce mojej pomocy i tak jak
        napisałaś dopóki sam nie zrozumie to nic się nie zmieni...To bardzo boli, ale
        muszę zadbać o siebie, uratować siebie, chcę sobie pomóc.

        Pozdrawiam serdecznie i również życzę wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym roku!
        • casey80 Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 19:14
          pierzchnia, za tydzień wybieram się pierwszy raz, na mityng otwarty, trochę się
          boję, prawdę mówiąc. Myślałam tez o terapii indywidualnej, ale chcę spróbować
          grupowej najpierw.
          • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 19:36
            To nie jest istotne z jakiej formy skorzystasz,ważne by być świadomym własnych
            uczuć.
            Swiat uczuć rządzi się własnymi prawami-jest rozciągnięty,w czasie i dlatego
            proces leczenia oparty jest na relacjach.
    • rushmoore Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 20:11
      najważniejszy krok już za Tobą - uwrałas to, teraz Ci tylko trzeba
      wytrwłości. Wiem po sobie że nic tak nie mobilizuje lkoholik jak
      jego porzucenie.
    • czlowieek Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 20:21

      Gratuluję Ci decyzji. I także tej drugiej, o podjęciu terapii.
      Bardzo dobrze, że o tym wszystkim tutaj napisałaś. Dzielenie
      doświadczeniem przynosi wiele pożytku, w odróżnieniu od dawania rad.
      Niech inne dziewczyny wiedzą, że można o siebie zadbać.

      Wytrzymasz ten tydzień bez problemu, a za rok w Sylwestra, kiedy
      popatrzysz wstecz, na to, co było, na to, co jest teraz, nie
      będziesz mogła się nadziwić. Aż tyle się zmieni.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 20:37
        Podzielę się z tobą moim doświadczeniem umiejętności pływania-teraz wejdź do
        wody płyń.
        • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 21:25
          pierzchnia napisał:
          > Podzielę się z tobą moim doświadczeniem umiejętności pływania-
          teraz wejdź do wody płyń.
          _____________________________________________________.
          Ty nie potrafisz odrozniac jednego od drugiego...!
          Nie odrozniasz teorii, od mocy praktycznej...
          Zeby nauczyc sie plywac nie wystarcza tu tylko linki
          teoretyczne o nauce plywania... - Trzeba pojsc jeszcze na
          basen i zrobic pare nieprzyjemnych lykow, zanim bedziesz
          mogl poplywac w oceanie...!
          "Praktycy, ktorzy nie moga dalej zostaja teoretykami" - H.L. Davi
          A...
          • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 21:28
            Zamilknij JEłOPIE.
      • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 21:06
        czlowieek napisał:
        > Gratuluję Ci decyzji. I także tej drugiej, o podjęciu terapii.
        > Bardzo dobrze, że o tym wszystkim tutaj napisałaś. Dzielenie
        > doświadczeniem przynosi wiele pożytku, w odróżnieniu od dawania
        rad. Niech inne dziewczyny wiedzą, że można o siebie zadbać.
        > Wytrzymasz ten tydzień bez problemu, a za rok w Sylwestra, kiedy
        > popatrzysz wstecz, na to, co było, na to, co jest teraz, nie
        > będziesz mogła się nadziwić. Aż tyle się zmieni.
        > Pozdrawiam Cię serdecznie.
        _________________________________________________.
        Anonimowy "Czlowieeku", Twoje myslenie i odczuwanie
        od dawna mi sie bardzo podoba... - Jest dojrzale i trzezwe...!
        Wiem, wiem to moje wyznanie przyczyni sie tylko do jeszcze
        wiekszego szczekania tych ciagle marudzacych teoretykow bez
        doswiadczenia... - Niech tam, tacy takze byc musza...
        Karawana idzie dalej...!
        Pozdrawiam serdecznie i wszystkiego dobrego w 2010 ;-)
        A...
        • czlowieek Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.12.09, 21:30

          Bardzo dziękuję Auguście. Pozdrawiam Cię serdecznie i dobrego roku
          życzę.

          AC ;-))
          • deoand Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 01.01.10, 12:04
            Cytuję " za tydzień wybieram się pierwszy raz, na mityng otwarty, trochę się
            boję, prawdę mówiąc. Myślałam tez o terapii indywidualnej, ale chcę spróbować
            grupowej najpierw. "

            Ano po co tam sie wybierasz chyba tylko po to aby znależć kolejnego Alkoholika -
            gratuluje wyboru

            rozmowa z psychologiem tak - mitingii otwarte AA nigdy .

            przeciez nie masz już alkoholika to po co potrzebny ci kolejny ??????
            • casey80 do deoand 01.01.10, 13:03
              Chyba coś ci się pomyliło =/ ja nie idę na mityng AA tylko Al-anon dla
              współuzależnionych...
              • deoand Re: do deoand 01.01.10, 13:40
                No byc może - miting kojarzy sie z AA ale nawet jesli miting Al anon

                to pytanie pozostaje w mocy

                Po co mitingi Al anonu dla współuzależnionych skoro powod współuzaleznienia
                przestał istniec ??

                Chyba żeby utwierdzic sie w przekonaniu , ze alkoholicy to diabły rogate i
                pokrzyczec troszke

                Na Alanon chodza dwoe grupy kobiet - jedna to własnie ta , która wyrzuciła męza
                alkoholika i utwierdza sie w przekananiu , ze dobrze zrobiła a alko to kanalie
                przebrzydłe - druga grupa kobiet to ta , która mieszka z alko i przez łzy
                twiedzi , ze alko to cudowni ludzie
                a wszystko jest cudownie ...

                Zalezy do której trafisz - zreszta zrobisz co zechcesz ale moje pytania pozostana

                pzdr deoand
                • casey80 Re: do deoand 01.01.10, 14:05
                  Ok, odpowiem ci jak ja to widzę.Pewnie masz racje co do grup kobiet, czy tez
                  całych rodzin, które tam przychodzą. Ale ja uważam, że to, że w ogóle związałam
                  się z tym człowiekiem ma jakieś głębsze podłoże i chciałabym się dowiedzieć
                  jakie (nie jestem ani ślepa ani głupia,wiedziałam,że ten związek jest dla mnie
                  zły a mimo to z własnej woli tkwiłam w nim, pozwalałam się tak traktować i
                  jeszcze chciałam ratować kogoś kto miał gdzieś moja pomoc) chciałabym zrozumieć
                  co doprowadziło mnie do tego miejsca, w którym teraz jestem i jak się ustrzec na
                  przyszłość i jeszcze jedno, chociaż już z nim nie jestem i teoretycznie powinnam
                  czuć spokój, dla czego dręczy mnie poczucie winy?? dlaczego martwię się
                  niego,dlaczego obraz, który sobie wykreowałam, złożony z jego niewielu
                  pozytywnych cech przeważa nad tym jakich szkód i krzywd mi narobił, to przecież
                  nie jest normalne! Zadzwonił do mnie w nocy, składał mi życzenia, płakał,
                  obiecywał poprawę, oczywiście pijany =/ byłam nieugięta, ale zrobiło mi się go
                  szkoda!!!Wiem,że byłam o krok od tego,żeby znowu zapomnieć o sobie, nie wiem ska
                  znalazłam siłę, żeby się rozłączyć, ale strasznie dużo mnie to kosztowało =/
                  Chcę się nauczyć prawidłowo rozpoznawać swoje uczucia, dowiedzieć się jak radzić
                  sobie z ta częścią mnie, która dalej chce brnąc w to bagno, chcę panować na
                  swoim życiem. Przecież na tych spotkaniach będą terapeuci, jak grupowa terapia
                  okaże się dla mnie nieskuteczna to znajdę kogoś, kto zechce mi pomóc
                  indywidualnie. Jestem zdeterminowana, żeby sobie pomóc, przecież, tak naprawdę
                  to ze sobą zostanę do końca życia, tylko ja jestem sama dla siebie niezbędna,
                  muszę o siebie zadbać. Jest mi bardzo ciężko, naprawdę, ale nie chcę wracać do
                  tamtego życia, żałuje, że tak długo zajęło mi zrozumienie pewnych spraw, wiem
                  tez, że wiele pracy przede mną, na sobą, obym dała radę...pozdrawiam
                  • deoand Re: do deoand 01.01.10, 16:25
                    hej .. nie wiem czy o tym samym myślimy .. mitingi Al anonu dotycza z reguły
                    samych współuzależnionych tak jak mitingi AA dotycza samych alkoholików ..

                    Raczej rzadko sa tam psychologowie choc tego nie mozna wykluczyc - zalezy w
                    jakim miescie .

                    Terapie grupowe z udziałem specjalistów od terapii uzaleznień i przy okazji
                    współuzaleznień z reguły prowadzi sie w Poradniach Leczenia Uzależnień a nie na
                    mitingach .. no ale moze w twoim miescie jest akurat inaczej .
                    Sam kontakt ze współuzależnionymi na pewno nie da ci odpowiedzi na twoje
                    wątpliwości bo niby kto ma ciebie tu oswiecić - druga współuzależniona ???
                    Może co trzeba obiektywnie przyznać utwardzic twoje stanowisko - nie
                    kontaktowania sie ze swoim alko - byłym mezem - choc tez do końca nie
                    zrozumiałem czy jestes po rozwodzie czy nie .
                    Tak czy inaczej optuje tu za kontaktem z Psychologiem niz tylko
                    współuzaleznionymi .

                    Inna sprawa odpowiedź na twoje pytania odnosnie twojego losu z alko jest mniej
                    więcej taka sama jak odpowiedź na pytanie dlaczego X akurat stał sie
                    alkoholikiem ... Generalnie nie wnosi to niczego nowego do sprawy ...

                    Tak juz jest czy sie stało i nic nie poradzisz ... alkoholik zamiast deliberowac
                    nad przyczynami powinien zając się utrzymaniem trzeźwości i to jest numer jeden
                    natomiast dla ciebie ważniejsze jest jak się zupełnie odciąć od środowiska alko ...
                    To dla ciebie jedyna szansa - jak zupełnie nie wyjdziesz z tego alko-Zoo to 90%
                    szans na to , że koszmar powróci .
                    oby nie .. życzę powodzenia

                    deoand
                    • aaugustw Re: do deoand 01.01.10, 16:37
                      deoand napisał:
                      > hej .. nie wiem czy o tym samym myślimy .. mitingi Al anonu
                      dotycza z reguły samych współuzależnionych tak jak mitingi AA
                      dotycza samych alkoholików ..
                      > Raczej rzadko sa tam psychologowie...
                      ______________________________________.
                      A po co nam oni...!? - Nikt tu (oprocz ciebie) nie zwariowal...
                      Na takich Mityngach (jednych i drugich) nie siedza teoretycy,
                      lecz praktycy, ktorzy wiedza jak sobie poradzic z ta choroba
                      i wspoluzaleznieniem...! - Tacy sa lepsi od stu psycholi do kupy...!
                      A... ;-)
                  • aaugustw Re: do deoand 01.01.10, 16:33
                    casey80 napisała (do balakajacego dzis deo):
                    > Ok, odpowiem ci jak ja to widzę...
                    __________________________________.
                    I tak trzymaj - Casey80...! ;-)
                    A...
                • aaugustw Re: do deoand 01.01.10, 16:32
                  deoand napisał:
                  > No byc może - miting kojarzy sie z AA ale nawet jesli miting Al
                  anon to pytanie pozostaje w mocy
                  > Po co mitingi Al anonu dla współuzależnionych skoro powod
                  współuzaleznienia przestał istniec ??
                  ___________________________________________.
                  Zebys ty wiedzial deo, jak ty belkoczesz - nie pisalbys
                  tych idiotyzmow. Popiles wczoraj, czy masz kryzys...!?
                  Poczytaj lepiej teorii o mechanizmach wspoluzaleznienia,
                  a potem sie odzywaj...!
                  A...
                  • deoand Re: do deoand 01.01.10, 17:04
                    A po co nam oni...!? - Nikt tu (oprocz ciebie) nie zwariowal...
                    Na takich Mityngach (jednych i drugich) nie siedza teoretycy,
                    lecz praktycy, ktorzy wiedza jak sobie poradzic z ta choroba
                    i wspoluzaleznieniem...! - Tacy sa lepsi od stu psycholi do kupy...!

                    To jest właśnie mechanizma nadmiernej pewnosci siebie alkoholika , który gubi go
                    wczesniej czy później . Dotyczy każdego alko i ciebie august też !!!

                    Środowisko alko ma to do siebie , że wciaga każdego jak bagno - jak kolezanka
                    casey /chyba -taki jej nick /nie ucieknie od tego bagna jak najszybciej i jak
                    najdalej to los jej przesądzony niestety w zła strone .

                    Skąd ja o tym wiem - nie pytajcie - po prostu wiem

                    pzdr deoand
                    • aaugustw Re: do deoand 01.01.10, 17:15
                      deoand napisał:
                      > To jest właśnie mechanizma nadmiernej pewnosci siebie alkoholika ,
                      który gubi go wczesniej czy później . Dotyczy każdego alko i ciebie
                      august też !!!
                      > Środowisko alko ma to do siebie , że wciaga każdego jak bagno -
                      jak kolezanka casey /chyba -taki jej nick /nie ucieknie od tego
                      bagna jak najszybciej i jak najdalej to los jej przesądzony niestety
                      w zła strone . Skąd ja o tym wiem - nie pytajcie - po prostu wiem
                      _____________________________________________________.
                      ;-) Nie osmieszaj sie, deo... - To co napisales to puste
                      gadanie - bez konkretow...! Tak kazdy potrafi napisac...!
                      A co do tej twojej teorii "pewnosci siebie alkoholika",
                      to ja tobie przypomne, ze takimi ucza ich terapie... -
                      Natomiast nasz Program AA, na ktorym wytrzezwialo juz
                      pare milionow(!) alkoholikow uczy nas pokory, ktora jest niezbedna
                      dla trzezwosci...!
                      A...
                      • deoand Re: do deoand 01.01.10, 17:49
                        August ja zawsze pisze prawde - nawet jak sie ona komus nie podoba

                        Nie naciągaj August ... gdzie ty widziałes te miliony w Polsce to chyba miliony
                        ,które pija
                        a , ze akurat na Uroczystosc w Licheniu przyjedzie iles tam ludzi to nie znaczy
                        , ze oni za chwile pic nie beda ...

                        Przykład .. miasteczko 20 tys ludzi odliczywszy połowe na dzieci i kobiety w
                        ciazy mamy 10 tys chłopa , którzy pija z tego na AA chodzi z okazji
                        uroczystości 20 osób - normalnie 5 , które utrzymuja trzeźwosc - czyli jaki to
                        procent

                        No pójde po twojej linii 10000 tys chłopa z tego statystycznie alkoholikami
                        jest 15 % to daje 1500 alko - z tego na mitingi chodzi 5 alko - to jaki to procent

                        więc rzeczywiscie z pokora i bez naciągania august

                        postaraj sie wyciągnac kobietę z bagna a nie ja tam wpychac
                      • lindabel Re: do deoand 01.01.10, 17:53

                        > A co do tej twojej teorii "pewnosci siebie alkoholika",
                        > to ja tobie przypomne, ze takimi ucza ich terapie... -
                        > Natomiast nasz Program AA, na ktorym wytrzezwialo juz
                        > pare milionow(!) alkoholikow uczy nas pokory, ktora jest niezbedna
                        > dla trzezwosci...!
                        > A...


                        August a u mnie właśnie zadziałała terapia. I wydaje mi się, że w przypadku
                        współuzależnienia taki typ "leczenia" jest korzystniejszy. nie zapominaj, że my
                        nie mamy problemu z piciem, tylko próbujemy odnaleźć i uwolnić siebie z obsesji
                        o imieniu "mój/moja ...pije". Odzyskać poczucie własnej wartości. Właśnie z
                        podejścia teoretyka mózgi, mechanizmy oraz postrzeganie rzeczywistości współ i
                        samego uzależnionego diametralnie się różnią, więc to nigdy nie będzie to samo.
    • lindabel Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 01.01.10, 17:33
      Gratuluję odwagi, już zrobiłaś mały kroczek na drodze do „normalności”. Nie
      oszukujmy się przed Tobą długa droga. Nie ma racji , że współuzależnienie
      zniknęło wraz z odejściem od uzależnionego. Wręcz przeciwnie zrozumiesz, że to
      dopiero początek.
      Nigdy nie byłam na mityngu Al-anon, od razu trafiłam na terapię w Ośrodku
      Uzależnień i z własnego doświadczenia poleciłabym Ci właśnie tego typu
      „leczenie”. August napisał, że co teoretycy mogą wiedzieć lepiej od ludzi
      „doświadczonych”, nie wiem. Moja terapia wygląda tak, że jest i terapeuta i
      współuzależnieni – żony, rodzice, siostry itp. Nie jest to stała grupa osób, ale
      pewnie podobnie jak w Al-anon działa na zasadzie systematyczności i konsekwencji.
      Wydaje mi się, że obojętnie gdzie trafisz, wszystko będzie zależało otaczających
      cię ludzi.
      Warto walczyć o siebie i własną przyszłość. Powodzenia.

    • semipacked77 Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 01.01.10, 19:54
      Witam :) pierwszy raz piszę , ale czytam od jakiegoś czasu z powodów które się za chwilę wyjaśnią.
      Otóż byłam w podobnym związku - z tym że 5 lat. Nieprawdopodobne pasmo upokorzeń, uzależnienia itp. znanych ci schematów, przetykanych tez jednak dobrymi okresami. Odeszłam gdy zaszłam w ciążę. Momentalnie uświadomiłam sobie że w takiej rodzinie nie chcę wychowywać dziecka.
      i udało się, wsparła mnie rodzina, bardzo , która długo o mnie walczyła. Paradoksalnie uwolniłam się gdy rodzina odpuściła sobie molestowanie mnie.
      Dasz sobie radę, z czasem , gdy życie twoje będzie coraz spokojniejsze, będzie coraz więcej siły. Coraz więcej świadomości. Nie poszłam nigdy na Al-anon , ani na żadną terapię , ale myślę o tym, choć minęło już 6 lat od tamtych wydarzeń.
      Przez ten czas wiele zrozumiałam, spotkałam dobrych mężczyzn którzy nauczyli mnie innego funkcjonowania w związku.
      Mimo że twój związek ustał, myślę że to dobry pomysł by szukać dla siebie pomocy, wyjaśnień , wsparcia terapeutycznego. Wydaje mi się że te lekcje będą dobrym kapitałem na przyszłość by nie pozwolić sobie powtórnie wpaść w schemat. Bo życie pisze przedziwne scenariusze.
      Po latach spokojnego życia, wychowywania dziecka, kilku fajnych romansach - zakochałam się, pół roku temu. Od pierwszego wejrzenia, od pierwszego pocałunku. Jak się później okazało w alkoholiku. Tyle że świadomym swojego alkoholizmu. Człowieku po kilku próbach terapii, który wraz z poznaniem mnie rozpoczął ponownie uczęszczanie na AA , załatwił sobie terapię indywidualną. Zaczął trzeźwieć. Ustaliliśmy iż po prostu będziemy się spotykać, że dajemy sobie minimum 2 lata na ustabilizowanie sytuacji zanim zaczniemy myśleć o wspólnym życiu. Wszystko rozsądnie. Ja mam swoje życie, ułożone, on układał swoje. Uczucie narastało, miesiąc po miesiącu byliśmy sobie coraz bliżsi. Układało się dobrze, chodź zaliczył tez kilka wpadek.
      Wczoraj mnie porzucił, raptownie. Nieoczekiwanie.Wyjechał twierdząc, iż musi sam uporać się ze sobą w odosobnieniu,zgłosić na leczenie zamknięte, zanim znów przede mną stanie. Że nie może naruszać mojej stabilizacji.
      A ja jestem teraz w rozpaczy. Mimo iż na zdrowy rozsądek mogę to zrozumieć, że to dojrzały krok.
      Ciężko mi dziś bardzo i jak cię czytam, to myślę sobie , ze gdybym kiedyś chodziła na terapię, to dziś lepiej bym to zniosła, lepiej rozumiała. Dlatego myślę iż mnie to nie minie. Jestem córka alkoholika. To raczej DDA :) Warto robić coś dla siebie, dla swojego rozwoju, samoświadomości. Tak myślę, i życzę powodzenia :) ciesz się swoim nowym życiem , nic nie jest zapisane. Czekają przeżycia, o których dziś jeszcze nam się nie śni :)
      • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 01.01.10, 20:17
        Miłość wymaga ducha entuzjazmu,a nie ducha strategicznych manewrów.
        • casey80 zle ze mna =/ 18.02.10, 20:20
          Witajcie, postanowiłam odezwać się po przerwie. Otóż, nie jest ze mną
          najlepiej...Jestem w trakcie terapii indywidualnej, chodzę tez na spotkania
          alanon. W trakcie powychodziły u mnie nieciekawe rzeczy, jestem DDA i masa pracy
          przede mną. Jestem zdeterminowana pomóc sobie i choć część mnie (pewnie ta
          rozsądniejsza, a może to instynkt samozachowawczy) mówi mi,ze postąpiłam i
          postępuje słusznie to dlaczego czuje się tak podle?? Czuje się strasznie bo mój
          eks oczernia mnie na wszelkie możliwe sposoby, opowiada, ze zrobiłam z niego
          alkoholika sama jestem wariatka i chodzę do jakiejś sekty, oczywiście
          zmarnowałam mu życie, tak tez opowiada jego mamusia każdemu kogo spotka. Wspólni
          znajomi odwrócili się ode mnie! bo jak ja mogłam tak biedaczka potraktować :( po
          tylu latach, on teraz taki biedny jest...z nikim nie rozmawiam (oprócz
          terapeuty, ludzi z al anon i rodziców) bo nie mam siły tłumaczyć tego
          wszystkiego, zresztą czy ja powinnam się tłumaczyć? Jeśli nie to dlaczego dręczy
          mnie to cholerne poczucie winy?? Boli mnie strasznie tez to, że w tym moim
          bałaganie w głowie, gdzieś tliła się cały czas nadzieja, że jak zrobię ten
          radykalny krok, jak zrobię to czego tak bardzo się boję czyli zacznę dbać o
          siebie i zakończę ten związek, on nagle ocknie się, zrozumie jak bardzo mnie
          kocha, zacznie się leczyć, chodzić na terapie dla AA i DDA, będziemy się
          wspierać i razem uratujemy ten związek. Idiotka jestem, wiem...kiedy ja w końcu
          zacznę widzieć jakieś światełko w tunelu i wygrzebywać się z tego bagna?
          Przepraszam,że tak zrzędzę, ale ciężko mi...
          • pierzchnia Re: zle ze mna =/ 18.02.10, 20:38
            Na tym właśnie polega siła charakteru i motywacji-inaczej zawsze znajdą się
            tacy, którzy będą Cię wykorzystywać.
            Skoro podjęłaś radykalne kroki to widocznie miałaś ku temu powód.
            Jeżeli wrócisz to możesz zostać potraktowana jeszcze gorzej, a początki, jak to
            początki, zazwyczaj są trudne.

            • casey80 Re: zle ze mna =/ 18.02.10, 20:58
              Wydaje mi się, ze powód miałam, po pierwsze miałam dosyć jego picia, co kilka
              dni, wyzwisk, awantur, oskarżeń, obwiniania. Po każdej awanturze obietnica, że
              "już nigdy więcej" ,że
              "kocham i nie potrafię bez ciebie żyć" do następnego razu...a ja siedziałam jak
              na bombie zegarowej, po prostu przestałam w to wierzyć. Jak zaczęłam postępować
              jak mi się wydawało słusznie,"twarda miłość" stałam się wrogiem nr 1, bezduszna
              egoistka, która myśli tylko o sobie i niszczy związek. W końcu pomyślałam ,że
              zwariuję jeśli nie zrobię czegoś ze sobą i chociaż na jakiś czas nie odetnę się
              od niego...Namawiałam na terapie ale mnie wyśmiał, podsuwałam artykuły, nie
              czytał, mówił "ja wiem jak zachowuje się alkoholik i ja NA PEWNO nim nie
              jestem..." =/ Odeszłam i czuje,że zapadam się w jeszcze większą dziurę, dziurę
              moich poronionych uczuć i emocji. Nie wrócę bo nie mam do czego, zresztą skoro
              się zdecydowałam dociągnę to do końca. Po prostu boli mnie to wszystko, to ,że
              on dalej nie widzi swojej choroby, że znienawidził mnie i innych nastawia
              przeciwko mnie.Chciałam dobrze i dostałam po tyłku, mocno, bardzo mocno... Oby z
              czasem było łatwiej...
              • casey80 Re: zle ze mna =/ 18.02.10, 21:08
                Acha zapomniałabym, odchodząc zapewniłam go,że go kocham i ,że jeżeli zechce
                podjąć trud wyjścia z nałogu, będę go wspierać i,że usuwam się po to by mógł
                poczuć konsekwencje swoich czynów. Oczywiście tez mnie wyśmiał, "jakiego
                nałogu??"...i "ja nic złego nie robię..."
                • pierzchnia Re: zle ze mna =/ 18.02.10, 21:26
                  Myślę, że nie powinnaś pozostawać sama-czas musi być dobrze zorganizowany.
                  Ja rozumiem, że jest to dla Ciebie trudne, wciąż jesteś "przypięta" ponieważ
                  uczucia rządzą się swoimi prawami-nie wystarczy powiedzieć sobie-od jutra już
                  nie kocham.
                  Ja też kiedyś przeżywałem swój koszmar, dzisiaj już nie potrafię być taki jak
                  kiedyś...
              • kajda28 Re: zle ze mna =/ 18.02.10, 23:06
                Casey na wszystko potrzeba czasu, za jakiś czas poczujesz ulgę,
                ucichnie całe to zamieszanie. A teraz odpuść sobie tłumaczenie
                swojej decyzji. Nawet jeżeli wszyscy uważają ją za głupią to była
                Twoja decyzja i miałaś prawo ją podjąć. Nigdy nie zadowolisz
                wszystkich, więc spróbuj przynajmniej zadowolić siebie. Pomyśl czy
                byłoby Ci lepiej gdybyś nie podjeła tego kroku? Czy jakbyś wiedziała
                że to się tak skończy dalej byś z nim była?

                Nie dostałaś po tyłku, po prostu nie ułożyło się tak jak chciałaś.
                Za parę lat będziesz za to wdzięczna. A teraz żyj i rób to co
                zaplanowałaś, czyli terapie- może tylko nie przesadzaj z nimi.
                Twoje poczucie winy pewnie wynika stąd, że miałaś plan w głowie
                odejścia tylko po to aby on się ocknął i zaczął się leczyć. Niestety
                poszło to w inny kierunku- ale to nie jest Twoja wina. Zrobiłaś to
                co w tamtym momencie uważałaś za słuszne, nie mogłaś zrobić inaczej.

                Casey wiem że Ci się uda :)
                • casey80 Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 09:48
                  Dziękuje wam, może faktycznie, tak było, i teraz jestem rozczarowana =/ trudno
                  jest mi się pogodzić z faktem, że być może (najprawdopodobniej) zależało mu na
                  mnie do momentu, kiedy jego to nic nie kosztowało, kiedy nie musiał się starać i
                  było mu wygodnie ze mną, bo miał ze mną komfort picia i po prostu było mu wygodnie.

                  Smutne jest jeszcze to,że ja przez te wszystkie lata nie skarżyłam się nikomu,
                  nie chodziłam i nie opowiadałam jak mi źle,próbowałam sobie sama poradzić, i
                  pewnie dlatego teraz wszyscy wierzą w każde jego słowo, uważają go za "dusze
                  towarzystwa", "wesołka", który może faktycznie trochę za dużo pije ale przecież
                  nikomu krzywdy nie robi..Zreszta, jak tak wszystko analizuje teraz to on jest
                  /był naprawdę bardzo sprytny w tej swojej chorobie, wyzwiska, poszturchnięcia,
                  krzyki padały tylko wtedy gdy byliśmy sami lub wtedy kiedy był tak pijany,że
                  tracił nad sobą kontrolę.

                  I tak jak napisałaś kajda28, wszystkich nie zadowolę, postaram się jakoś to
                  wszystko przeczekać...obym tylko nie zwariowała...
                  • kajda28 Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 10:12
                    > Dziękuje wam, może faktycznie, tak było, i teraz jestem
                    rozczarowana =/ trudno
                    > jest mi się pogodzić z faktem, że być może (najprawdopodobniej)
                    zależało mu na
                    > mnie do momentu, kiedy jego to nic nie kosztowało, kiedy nie
                    musiał się starać
                    > i
                    > było mu wygodnie ze mną, bo miał ze mną komfort picia i po prostu
                    było mu wygod
                    > nie.

                    To nie tak. To nie to że on tylko wtedy chciał być, teraz pewnie też
                    chce, jakby nie chciał to by odpuścił. Odszedłby po prostu, nie
                    zależało by mu aby się wybielać przed znajomymi- szkoda tylko że
                    robi to Twoim kosztem (ale to nietety normalne:(). On przyzwyczaił
                    się do tamtego życia, więc nic dziwnego że teraz się nie może
                    dostosować do nowych reguł, że je wyśmiewa. Poza tym alkoholizm to
                    choroba więc nie do końca teraz robi to co by chciał- co absolutnie
                    nie powinno wpływać na Twoje zachowanie i dalsze działania!

                    Zreszta, jak tak wszystko analizuje teraz to on jest
                    > /był naprawdę bardzo sprytny w tej swojej chorobie, wyzwiska,
                    poszturchnięcia,
                    > krzyki padały tylko wtedy gdy byliśmy sami lub wtedy kiedy był tak
                    pijany,że
                    > tracił nad sobą kontrolę.

                    Powiem jedno,bardzo banalne ale przynajmniej do tej pory w moim
                    życiu się sprawdzało: prawda zwycięża :)

                    > Smutne jest jeszcze to,że ja przez te wszystkie lata nie skarżyłam
                    się nikomu,
                    > nie chodziłam i nie opowiadałam jak mi źle,próbowałam sobie sama
                    poradzić, i
                    > pewnie dlatego teraz wszyscy wierzą w każde jego słowo,

                    Sama odpowiedziałaś sobie na pytanie dlaczego nikt Ci nie wierzy.
                    Może gdybyś wtedy zaczeła głośno mówić o problemie to teraz by go
                    już nie było. To taka rada na przyszłość- również dla mnie.

                    Ja, aby nie zwariować pomagałam sobie lekami uspokającymi, również
                    relanium. Modlitwa też mi bardzo dużo wtedy pomogła. No i dzieci,
                    patrzenie na nich, na ich zabawy, miny dawało mi dużo szczerej
                    radości.
                  • aaugustw Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 12:30
                    casey80 napisała:
                    > ... trudno jest mi się pogodzić z faktem, że być może
                    (najprawdopodobniej) zależało mu na mnie do momentu, kiedy jego to
                    nic nie kosztowało, kiedy nie musiał się starać i było mu wygodnie
                    ze mną, bo miał ze mną komfort picia i po prostu było mu wygodnie.
                    - - - - - - - - - - - - - -
                    Wiadomo: Kazdy handluje, (Ty takze...!). Widocznie bylo Ci to na
                    reke, inaczej przeciwstawilabys sie jemu...! :-!
                    Jako alkoholik moge Tobie tylko tyle powiedziec, ze jemu dalej
                    zalezy i na Tobie i na alkoholu...
                    ____________________________________________.
                    casey80 napisała dalej:
                    > Smutne jest jeszcze to,że ja przez te wszystkie
                    lata nie skarżyłam się nikomu...
                    - - - - - - - - - - - - - -
                    Czyli: Razem z nim wystepowalas przed publika w tej glownej roli
                    szczesliwego malzenstwa...
                    _____________________________________.
                    casey80 napisała dalej:
                    > ... pewnie dlatego teraz wszyscy wierzą w każde jego słowo...
                    - - - - - - - - - - - - -
                    Tobie dalej zalezy wiecej na opinii ludzi...
                    ___________________________________________.
                    casey80 napisała dalej:
                    > /był naprawdę bardzo sprytny w tej swojej chorobie, wyzwiska,
                    poszturchnięcia, krzyki padały tylko wtedy gdy byliśmy sami...
                    - - - - - - - - - - - - -
                    On sprytny...`? - Albo Ty "blondyna" (vel cierpietnica panska).
                    Gdybym ja po pijaku poszturchiwal i wyzywal swoja zone, budzilbym
                    sie z nozem w brzuchu... - "Kazdy kroi na tyle ile sie da...!".
                    A...
                    • casey80 Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 12:56
                      Auuuuuuuuć!! aaugustw, walisz prosto z mostu, co? No dobrze, spojrzałam na to
                      wszystko trochę inaczej, on-chory (AA, DDA), ja-zaburzona/chora
                      (DDA,Współuzalezniona). Razem graliśmy we wspólnym teatrzyku?jak dwie pijawki
                      wysysaliśmy z siebie to co było nam w danym momencie potrzebne?
                      Wykorzystywaliśmy się nawzajem? Ja jako DDA weszłam w ten związek z pewnym
                      zaburzeniem, potem doszła jego choroba, na która moja tolerancja wzrastała
                      latami? stałam się współuzależniona...Robiłam to wszystko czego nie powinnam,
                      godziłam się SAMA (bo przecież nikt mnie nie zmuszał)na to co mnie wyniszczało...

                      Skapitulowałam pierwsza bo nie dawałam rady w tym układzie, nie dawałam sobie
                      rady sama ze sobą.Chciałam,żeby tez poprosił o pomoc, zaoferowałam mu ją i
                      przegrałam...

                      Zależy mu?? Ale co? Jako chory,dopóki sam, nie poczuje, że potrzebuje pomocy,
                      będzie robił WSZYSTKO, żeby pić i dalej się oszukiwać...to tak jak ja? Robiłam
                      WSZYSTKO, żeby nie przerwać tego pijanego kręgu?? Udawałam przed innymi, ze
                      wszystko jest super (a teraz dziwie się, że inni tak myślą dalej?) on wyzywał,
                      poniżał a ja przebaczałam i wierzyłam, że to "ostatni raz...' Bałam się, że jak
                      się przeciwstawię to on przestanie mnie kochać i , że zostanę sama, albo,że beze
                      mnie on sobie nie poradzi? Ja tkwiłam w tym bo jestem tak samo chora jak on, bo
                      mi to było potrzebne, aż osiągnęłam swoje dno...

                      Ok, czyli nie mogę NIC, jestem bezsilna całkowicie wobec jego choroby i jej
                      mechanizmów, mogę zrobić coś tylko ZE SOBĄ. A on MOŻE kiedyś się obudzi, może...

                      I jeszcze do tego wszystkiego,zależy mi na opinii ludzi? No dobra, w takim razie
                      nie chce żeby mi zależało bo mnie to boli! chce mieć to gdzieś bo postąpiłam
                      słusznie!



                      Gdyby pól roku temu, ktoś mi powiedział, ze napisze to wszystko o sobie, że będę
                      tak na to patrzeć, wyśmiałabym go...ale teraz kim jestem? emocjonalna kaleką =/
                      im bardziej się w to zagłębiam tym mocniej mnie to dołuje. Ale może to tak ma
                      być ,może osiągnęłam swoje apogeum jako Współuzależniona w tym związku, teraz
                      będzie jeszcze gorzej, a dopiero za jakiś 9długi) czas zacznę się podnosić...


                      • kipur Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 13:14
                        Moja droga!To co napisałaś miałem/mam w domu wsród znajomych w 99%
                        to samo mimo że mieszkam gdzie indziej i to że jestem mężczyzną i
                        wiele wiele rzeczy nas różni ale choroba ta sama .Aaugust ma rację
                        musisz przewartościować swoje życie choć nie jest to łatwe ponieważ
                        ja staram się to zrobić i też nie mogę niczego zmienić z dnia na
                        dzień .Tak Towój jak i mój myślę że wielu wielu innch też problem
                        polega na tym że długo czekaliśmy na opamiętanie a choroba się
                        rozwijała coraz bardziej.Wierz mi 2 lata temu lekarz psychiatra-
                        psychterapeuta powiedział mi że pan musi postawić ostre warunki
                        łącznie z rozwodem leczenie albo koniec .Wyszedłem i pomyślałem że
                        to niemożliwe że on jest głupi.Dlatego że tak pomyślałem to dzisiaj
                        chodzę w skarpetkach opieczętowanych przez komornika , a rozwiść się
                        i tak musiałem.
                      • kajda28 Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 13:19
                        Gdyby pól roku temu, ktoś mi powiedział, ze napisze to wszystko o
                        sobie, że będ
                        > ę
                        > tak na to patrzeć, wyśmiałabym go...ale teraz kim jestem?
                        emocjonalna kaleką =/
                        > im bardziej się w to zagłębiam tym mocniej mnie to dołuje. Ale
                        może to tak ma
                        > być ,może osiągnęłam swoje apogeum jako Współuzależniona w tym
                        związku, teraz
                        > będzie jeszcze gorzej, a dopiero za jakiś 9długi) czas zacznę się
                        podnosić...


                        Emocjonalną kaleką byłabyś gdybyś tego wszystkiego nie czuła, gdybyś
                        miała gdzieś co mówią ludzie. Byłaś emocjonalną kaleką kiedy
                        udawałaś że nie czujesz się zła po jego pijanych "wyskokach", kiedy
                        musiałaś mu wybaczać aby nie czuć się winna kolejnym kłótniom.

                        > Skapitulowałam pierwsza bo nie dawałam rady w tym układzie, nie
                        dawałam sobie
                        > rady sama ze sobą.Chciałam,żeby tez poprosił o pomoc, zaoferowałam
                        mu ją i
                        > przegrałam...

                        Nie skapitulowałaś, wyrwałaś się z tego, pierwsza otworzyłaś oczy,
                        pierwsza sięgnełaś po pomoc- to nie ma nic wspólnego z przegraniem-
                        to jest początkiem wygrania. Ale nie wygrania z mężem, tylko
                        wygrania sama ze sobą. Musisz przestać z nim walczyć.


                        > Ok, czyli nie mogę NIC, jestem bezsilna całkowicie wobec jego
                        choroby i jej
                        > mechanizmów, mogę zrobić coś tylko ZE SOBĄ. A on MOŻE kiedyś się
                        obudzi, może..

                        To prawda. Ja do tej pory mam nadzieję że mój eks w końcu załapie że
                        ma dla kogo żyć. Ale gdyby nie dzieci nie myślałabym o nim.
                  • kipur Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 12:41
                    Moja droga!Zrobiłaś to co musiałaś nie to co sama chciałaś.Wyobraź
                    sobie że to co piszesz w 99% było i jest moim udziałem ( żona
                    alkoholik). Jestem już krok dalej od Ciebie czyli po
                    rozwodzie ,który też nie wiele zmienił.Jest to bardzo ciężka i
                    przykra choroba która niszczy nie tylko chorego ale przedewszyskim
                    jego najbliższych i otoczenie.Jeżeli jego otoczenie go akceptuje to
                    bądź pewna że przyjdzie czas (za niedługo)że przestanie go
                    akceptować i będzie omijać z daleka.To co piszą stali forumowicze
                    jest szczerą prawdą i ja również szczerze polecam czytanie ich
                    wpisów.Choroba nazywa się alkoholizm i objawy w każdym przypadku są
                    takie same natomiast skutki zależą od najbliższego otoczenia chorego.
                    • casey80 Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 13:36
                      My jeszcze małżeństwem nie byliśmy (mało brakowało, odwołałam wszystko -
                      myślałam,że wtedy się ocknie, a stało się odwrotnie, awantury, wyzwiska, picie,
                      nasiliły się) i nie mamy dzieci,choć on bardzo nalegał. Ja nie chciałam i nie chcę.
                      • kipur Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 13:58
                        Moja droga ja byłem żonaty prawie 28 lat dletego prawie ponieważ
                        sąd rowiązał małżeństwo 3 dni przed 28 rocznicą ślubu.Przez 25 lat
                        byliśmy wspaniałym małżeństwem stawianym za przykład przez znajomych
                        i rodzinę i nie była to farsa tak był rzeczywiście .Niestety choroba
                        alkoholowa i to potrafiła zniszczyć.Czyli wniosek z tego że na
                        akoholizm niema mocnych.
                        • casey80 Re: zle ze mna =/ 19.02.10, 14:21
                          Straszna jest ta bezsilność i to,że MUSIMY się z tym pogodzić, że NIC nie
                          możemy. Jak przeczytałam twojego posta kipur to coś mnie w żołądku ścisnęło, 25
                          lat szczęścia, a przynajmniej zgodnego związku i wszystko zniszczone, naprawdę
                          bardzo mi przykro.
                          • deoand Re: Kocia łapa tym sie kończy 19.02.10, 14:37
                            Kocia łapa zawsze kończy się tym samym czyli rozejsciem .. i dobrze
                            każdy idzie w swoja stronę i ok - gorzej jak tu pisza z małżeństwem -
                            tez sie niestety rozchodza ludzie i wtedy wiekszy problem ..

                            ale jak juz zaczniesz chodzic na terapie dla współuzaleznionych
                            potem mitungii Alanon a potem alko to masz juz pewne , że nigdy z
                            alko - zoo nie wyjdziesz a nastepny partner bedzie jeszcze gorszym
                            alkoholikiem niz ten poprzedni ..

                            Prawie masz to jak w banku

                            ale jak lubisz ten sport to również ok


                            pzdr deoand
                            • casey80 do deoand 19.02.10, 14:53
                              Skąd ta pewność deoand? i tyle jadu w twojej wypowiedzi?
                              • deoand Re: do deoand 19.02.10, 15:37
                                Pewność wynika z obserwacji alko i z tego że w tym akurat temacie jestem deo

                                To nie jad to raczej jak sama napisałas bezsilne współczucie to tak jak ogładasz
                                kogoś kto idzie po kruchym lodzie i nie chce zawrócisz ---
                                -
                                • kubek341 Re: do deoand 19.02.10, 15:52
                                  hmmm w sumie już mi się parę lat nazbierało tego niepicia...i w sumie jakby tak
                                  powiedzieć jestem aowcem (tyle że nie "rasowym" jak mawiam pewien mój kolega -
                                  też aowiec "nierasowy" :))) ale przyznam Ci deo rację...w wielu kwestiach mimo
                                  różnicy w tym że ja alkoholikiem jestem Ty nie ;) masz rację...i w zasadzie
                                  lubię od czasu do czasu wejść na to forum by Twoje posty poczytać
                                  • aaugustw Re: do deoand 19.02.10, 16:10
                                    kubek341 napisał:
                                    > hmmm w sumie już mi się parę lat nazbierało tego niepicia...i w
                                    sumie jakby tak powiedzieć jestem aowcem (tyle że nie "rasowym"...
                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                    Nie musisz tego pisac... - To widac po Twoim pisaniu...!
                                    _________________________________________________.
                                    kubek341 napisał dalej:
                                    > ... przyznam Ci deo rację...w wielu kwestiach mimo różnicy w tym
                                    że ja alkoholikiem jestem Ty nie ;) masz rację...
                                    - - - - - - - - - - - - - - -
                                    Skad Ty, jako nierasowy aowiec (czyt. szewc) mozesz o tym wiedziec i
                                    oceniac...!? - Skonczyles studia terapeutyczne...!?
                                    __________________________________________________.
                                    kubek341 napisał dalej:
                                    > lubię od czasu do czasu wejść na to forum by Twoje posty poczytać
                                    - - - - - - - - - - - - -
                                    A Wielka Ksiege AA juz przeczytales...!?
                                    A...
                                    • kubek341 Re: do deoand 19.02.10, 22:16
                                      czy ja się z Tobą wdaję w dyskusję ?? droga antyreklamo ruchu aowskiego...tak
                                      drogi auguscie - ANTYREKLAMO - twój pi-ar (takie trudne słowo) jest godny
                                      pożałowania....ale cóż jest zasada "pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy" -
                                      dyskusja z Twą szacowną osobą mnie nie INTERESUJE
                                      • aaugustw Re: do deoand 20.02.10, 11:03
                                        kubek341 napisał (do A...):
                                        > czy ja się z Tobą wdaję w dyskusję ?? droga antyreklamo ruchu
                                        aowskiego...tak drogi auguscie - ANTYREKLAMO...
                                        - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                        Pytasz, wiec odpowiadam: Z powyzszego wynika,
                                        ze tak... - wdajesz się w dyskusje ze mna...!
                                        _________________________________________.
                                        cubek napisal wczesniej (do Deo...):
                                        > ... lubię od czasu do czasu wejść na to forum
                                        by Twoje posty poczytać
                                        - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                        Dlaczego wiec czytasz takze i moje...!? :-o
                                        A...
                                      • aaugustw do cubka... 20.02.10, 16:15
                                        kubek341 napisał (do A...):
                                        > ...droga antyreklamo ruchu aowskiego...tak drogi auguscie -
                                        ANTYREKLAMO - twój pi-ar (takie trudne słowo) jest godny
                                        pożałowania....
                                        ____________________________________________.
                                        Tani kubku...
                                        Tak by i bylo, gdybym ja byl przedstawicielem
                                        tej Wspolnoty AA, albo gdybym ja reprezentowal
                                        w jakis sposob, a ja tylko tam chodze do tych
                                        pijakow (bylych) i sluze swoja osoba, powiedz
                                        mi wiec sam; Czym ja moge im szkodzic, kiedy
                                        liczy sie tam glos sumienia calej Grupy AA...!?
                                        Tym, ze taki swir tam chodzi i nie pije dzieki tym
                                        ludziom, nie moge im zaszkodzic...!
                                        ANTYREKLAMA jestem tylko dla takich, jak ty,
                                        ktorzy podaja sie za (cyt. twoje slowa):
                                        "... jestem aowcem (tyle że nie "rasowym"",
                                        a wiec dla mnie taki ni pies, ni wydra - (rasowy mieszaniec...!).
                                        Cos podobnego, jak z tym ksiedzem, ktoremu chwalil sie taki jeden,
                                        ze on jest katolikiem tylko ze nie-praktykujacym, na to tenze ksiadz
                                        mu odpowiedzial, ze on z kolei jest nudysta, ale nie praktykujacym...
                                        A...
                                        Ps. Znam jeszcze jedna opowiesc o gowienku, ktore czepia sie okretu
                                        i wola na glos: "plyniemy"...!?
                                • aaugustw Re: do deoand 19.02.10, 16:00
                                  deoand napisał:
                                  > ... za chwilę zaczniesz chodzic na mitingii Alanon , które są z
                                  reguły przy klubach aowskich bo niby gdzie maja być - znowu ich tak
                                  dużo nie ma przecie - a za chwile pochodzisz na mitingii AA i kogo
                                  tam poznasz - no trzeźwego alkoholika czyli powiedzmy naszego Gucia
                                  i wszystko bedzie cacy dopóki nasz Gucio nie ruszy w tan ..
                                  Załóżmy , ze uduchowiony Gucio to nie tak szybko - ale inni Guciowie
                                  mniej uduchowieni to raczej bedą patrzec akurat nie na twoje
                                  uduchowienie w ramach programu AA tylko na całkiem inne cechy o
                                  których nawet Guciowi sie nie sniło...
                                  ___________________________________________________.
                                  Jemu sie to snilo... - Oj snilo i doswiadczylo... -
                                  Dzis on takze wie juz o tym, nie z ksiazek psycholskich,
                                  ale z zycia, o ktorym i przerabia mowi: "Krok XIII AA..."
                                  A...
                                • casey80 ok... 19.02.10, 16:08
                                  Rozumiem twój punkt widzenia, który jak twierdzisz wynika z obserwacji,i ok,
                                  masz prawo do swoich spostrzeżeń i przemyśleń. Być może i masz trochę racji,
                                  chodzi mi o kobiety, które wpadają cały czas w ten sam schemat. Piszesz,ze nie
                                  wiem czego chcę, otóż nie do końca tak jest. Jasne, chciałabym,że mój eks się
                                  ocknął, zrobił coś dla siebie i wytrwał w trzezwości, nawet jeśli nie mielibyśmy
                                  już nigdy byc razem,życze mu jak najlepiej (wiem,że to możliwe bo w moim
                                  najblizszym otoczeniu jest ktoś nie pije od prawie 20 lat - i daleko mu do
                                  "uduchowionengo Gucia" =)-nie generalizuj deo) ale jeśli to się nie stanie (a na
                                  to sie nie zanosi, uświadamiam to sobie coraz bardziej,że on nie miał i nie ma
                                  dalej zamiaru przestać pić) nie będziemy razem i jakoś, w końcu pogodzę sie z
                                  tym. To, co jest dla mnie najważniejsze ponad wszystko to właśnie, żeby nigdy
                                  juz nie dac się nabrać, ani jemu ani nikomu innemu (nie dac się wplątac w
                                  poczucie winy i nie obwiniać samemu, nie litowac, nie dac się zmanipulować) bo
                                  wiem, zdaję sobie sprawę, że bycie, nawet z trzezwym AA to ryzyko. Chce wiedziec
                                  jaka częśc mnie jest odpowiedziala za moje wspóuzaleznienie i nauczyć się
                                  walczyc z tym. Chce walczyć z moim DDA, które jest chyba jeszcze gorsze (terapia
                                  indywidualna) W Alanon spotkałam naprawdę wielu fajnych, wartościowych ludzi, z
                                  których wiekszośc jest w o wiele gorszej sytacji niz ja. Spotkania nie odbywaja
                                  sie obok żadnego klubu AA. Właściwie to oprócz tej bliskiej mi osoby nie znam
                                  żadnego AA (chodzi mi o trzezwego). A od środowiska mojego eks odciełam się,
                                  wlaściwie to ono mnie odcięło od siebie, jednym szybkim cięciem, ja nie piję i
                                  go porzuciałam i teraz jestem be...Nie chce do tego wracać, i mam nadzieję, że w
                                  końcu stanę na nogi.

                                  A co do konkubinatu, to moze własnie to mnie uratowało i uchroniło od jeszcze
                                  wiekszych kłopotów??, byłam o krok, ale się cofnęłam...Nie wiem czy gdybysmy sie
                                  pobrali na początku znajomości(byliśmy bardzo młodzi)to może on by nie wpadł w
                                  alkoholizm,a moze by wpadł tak czy inaczej i dzisiaj byłabym tą żona
                                  cierpietnicą, szukajaca porady "co zrobic żeby mój mąż nie pił??" Naprawdę, nie
                                  wiem, co by było gdyby....
                              • aaugustw Re: do deoand 19.02.10, 15:50
                                casey80 napisała (do deo...):
                                > Skąd ta pewność deoand? i tyle jadu w twojej wypowiedzi?
                                _________________________________________________________.
                                To nie jad... - To tylko doswiadczenie i przestroga dla Ciebie!
                                Ty (w dodatku DDA) nie znasz innego zycia... - Prawie kazdy
                                czlowiek idzie w znany mu uklad i w takie srodowisko, ktore
                                jest mu znane od dziecka i w ktorym wie jak sie poruszac...!
                                To tylko przestroga dla Ciebie i zyczenia wszelkiego dobrego
                                na przyszlosc...!
                                A...
                                Ps. Zdobylas wspaniale doswiadczenie zyciowe... - Wykorzystaj to...!
                                • casey80 Re: do deoand 19.02.10, 16:27
                                  aaugustw napisał:

                                  > Ps. Zdobylas wspaniale doswiadczenie zyciowe... - Wykorzystaj to...!



                                  Postaram się, bardzo bym chciała...dzięki..
                                  • aaugustw Re: do deoand 19.02.10, 16:40
                                    casey80 napisała:

                                    > A... napisał:
                                    > Ps. Zdobylas wspaniale doswiadczenie zyciowe... - Wykorzystaj to..!
                                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                                    > Postaram się, bardzo bym chciała...dzięki..
                                    __________________________________________.
                                    To tylko od Ciebie zalezy, czy zmarnujesz przezyte lata...!
                                    Staraj sie, zeby nic nie poszlo na marne... - Inaczej bylby to
                                    stracony czas...!
                                    Cierpliwosci i konswekwencji w dzialaniu, zycze:
                                    A...
                                  • aaugustw Do Casey80 19.02.10, 18:15
                                    casey80 napisała:
                                    > Postaram się, bardzo bym chciała...dzięki..
                                    _____________________________________________________.
                                    Jezeli bardzo bedziesz chciala, spelnia sie Twoje zamiary...!
                                    A wtedy, (juz dzisiaj moge Ci to powiedziec), ani przez moment nie
                                    bedziesz zalowala tego, czego doswiadczylas w swoim zyciu, wrecz
                                    przeciwnie bedziesz wolna, zadowolona z zycia i siebie kobieta! ;-)
                                    Pogody Ducha: A...
                                    • deoand Re: Do Casey80 20.02.10, 10:44
                                      Hej casey 80 . Sądząc z nicka 30 -stka mija i czas na dalsze decyzje co dalej .
                                      Dobrze , że akurat byłas w konkubinacie bo rozstanie może wtedy przebiegać
                                      bezboleśnie ale z drugiej strony 10 lat zmarnowanych ...

                                      wspólny dorobek, dzieci i takie tam rzeczy przynależne małżeństwu i rodzinie .

                                      A 30 lat to akurat dzwonek może już nie ostani ale pierwszy nad zastanowieniem
                                      sie co dalej ...

                                      Kobiecie z reguły łatwiej byc samą problem tych pierwszych dni kiedy
                                      powstaje pustka gdy nikogo nie ma a do tej pory pijak czy nie pijak ale chłop był .

                                      ale jak większośc kobiet o ile nie wszystkie pewno poradzisz sobie z tym
                                      problemem bylebys nie popadła w uzależnienie od terapeutów , psychologów i leków .

                                      Na początku terapie oczywiście jak najbardzej tak ale do czasu

                                      Zycie trzeba brać w swoje ręce a nie posługiwać się cudzymi terapeutycznymi bo
                                      wtedy daleko nie zajedziesz !!

                                      to zresztą test na ile jesteś zakorzeniona w alko - Zoo / DDA współuzależniona a
                                      czy aby nie uzależniona / może uda ci się opuścic alko Zoo choc zawsze powstaje
                                      pytanie - czy będziesz wtedy szczęśliwa

                                      a kto to wie ???

                                      pzdr deoand
                                      • aaugustw Re: Do kubka tyz... 20.02.10, 11:06
                                        deoand napisał (do Casey80):
                                        > .. ale jak większośc kobiet o ile nie wszystkie pewno poradzisz
                                        sobie z tym problemem bylebys nie popadła w uzależnienie od
                                        terapeutów , psychologów i leków .
                                        _______________________________________.
                                        Tak jak kubek popadł w uzależnienie od A...
                                        A...
    • kipur Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 20.02.10, 12:01
      w poprzednich Twoich wpisach zauważyłem nutkę nadziei , która była
      równiż moją nadzieją .Otóż piszesz że znasz takich którzy po
      kilkanaście lat nie piją.Tak są tacy.Może Twój ukochany też zaliczy
      się do tej grupy , ale zwróć uwagę na to iż praktycznie jest to
      około 4% alkoholików . Jeżeli się bardzo kogoś kocha mocno się w to
      wierzy że ta osoba znajdzie się gronie tych 4%.Myślę że każdy w to
      wierzy.Niestety 96% myli się.Wszyscy wpdają w uzależnienie od
      hazardu poniewż grają i mocno wierzą że wygrają nie biorąc pod uwagę
      że praktycznie mają tylko 4% szans.
      • jerzy30 "Tani kubku.." - znowu sie prostak agust odezwal 20.02.10, 16:31
        Jak nie ma argumentow to ubliza rozmowcom
        Antyreklama AA.
        Ale "Wielka ksiege" czyta.
        Czyta i nic wiecej.
        • aaugustw do jerzyka...! 20.02.10, 16:40
          jerzy30 napisał:
          > Jak nie ma argumentow to ubliza rozmowcom
          > Antyreklama AA.
          > Ale "Wielka ksiege" czyta.
          > Czyta i nic wiecej.
          _________________________________________.
          Czy ja dalej mieszkam w twoim kadlubku...!?
          Czy mowienie prawdy uwazasz za obraze...!?
          Kiedy wytrzezwiejesz?-nie myl z abstynencja
          A...
          • kubek341 dzięki jerzy - pozdrawiam 21.02.10, 10:17
            właśnie jerzy powiedz mi skąd się tacy biorą ?? bo na mitingach to może 1 %
            (rasowych oczywiście aowców z mikrym poczuciem wartości....ale od 100 lat w
            służbach...bo co im innego zostało (hmm no augustowi został net hehe )
            • aaugustw Re: dzięki jerzy - pozdrawiam 21.02.10, 15:20
              kubek341 napisał:
              > właśnie jerzy powiedz mi skąd się tacy biorą ?? bo na mitingach to
              może 1 % (rasowych oczywiście aowców z mikrym poczuciem wartości....
              - - - - - - - - - - - - - - - - -
              Nic z tego balakania nie rozumiem, a chcesz, zeby jerzyk
              dal tobie odpowiedz na ten pijany belkot...!? :-\
              ____________________________________.
              kubek341 napisał dalej:
              ale od 100 lat w służbach...bo co im innego zostało (hmm no
              augustowi został net hehe )
              - - - - - - - - - - - - - -
              Cos cieniutki ten zart...! :-(
              (przypomina mi pewnego czubka)
              A... ;-)
              • jerzy30 nie wiem kubku skad sie tacy biora - ale znam 21.02.10, 21:21
                wielu takich AA-owcow jak agust co "niosa poslanie" tym "jeszcze
                cierpiacym"
                A sa tak pijani jakby wychlali 3/4 litra mocnej gorzaly.
                Problem jest w tym ze oni jedynie odstawili flaszke - zachowania
                zostaly - zachowania pijane jak u agusta - ublizac, obsmiewac innych,
                miec sie za lepszego.
                Sa niereformowalni - bo nie byli w teapii.
                Z nimi nie ma dyskusji - nie ma jak z pijanymi.
                To nawieksza forma pijanstwa - byc pijanym bez picia gorzaly - to
                sztuka nie lada.
                W AA tego mozna sie nauczyc - jak sie AA niewlasciwie rozumie.
                Zara aaguscik odpowie mi w swoim stylu - naubliza mi i nawsadza.
                Kubek - pozdrawiam - jakby co to pisz na priwa.
                Znam ten ruch od 22 lat.
                • aaugustw Re: nie wiem kubku skad sie tacy biora - ale znam 22.02.10, 14:10
                  jerzy30 napisał:
                  > znam wielu takich AA-owcow jak agust co "niosa poslanie"
                  tym "jeszcze cierpiacym" A sa tak pijani jakby wychlali 3/4 litra
                  mocnej gorzaly.
                  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                  Moj ty Panie, w jakim towarzystwie i w jakim ruchu ty sie
                  obracasz...!?
                  __________________________________________________.
                  jerzy30 napisał dalej:
                  > Znam ten ruch od 22 lat
                  - - - - - - - - - - -
                  Czas swiety abys poszukal sobie trzezwej Wspolnoty,
                  w ktorej moglbys wytrzezwiec, np. AA...
                  A...
          • jerzy30 to nie prawda - to belkot co uprawiasz 21.02.10, 21:24
            wole nie trzezwiec i byc mocno pijany nic miec z takimi jak ty do
            czynienia.
            Jest to bardziej zdrowe.
            • aaugustw przemowil dziad do obrazu a obraz na to ani razu 22.02.10, 14:15
              jerzy30 napisał:
              > wole nie trzezwiec i byc mocno pijany nic miec z takimi jak ty do
              > czynienia. Jest to bardziej zdrowe.
              ________________________________.
              Widzisz gupku, jak ci dokopal...!
              Taki on...! :-(
              A...
              • jerzy30 ty nawet polskich tekstow nie pojmujesz 23.02.10, 18:48
                takis tzrezwy
                • jakimow Re: ty nawet polskich tekstow nie pojmujesz 24.02.10, 08:46
                  Nie dajmy się zastraszyć własnej przeszłości.
                • aaugustw Re: ty nawet polskich tekstow nie pojmujesz 24.02.10, 11:10
                  jerzy30 napisał (do czubka):
                  > ty nawet polskich tekstow nie pojmujesz takis tzrezwy
                  ______________________________________________________.
                  Przyznam szczerze, ani ja nie pojmuje tego, choć em trzezwy...!
                  A... :-(
    • franciszek1961 Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 25.02.10, 15:34
      Zapraszam na Nowe Forum niepijemy.pl jest ono jeszcze w
      trakcie budowy,ale samo forum jest już gotowe do dyskusji
      niepijemy.pl/forum/
      Można również się już rejestrować w panelu rejestracyjnym.
      niepijemy.pl/forum...b0cbc7401cd1933
      Reszta podstron będzie rozbudowywana w miarę Waszych potrzeb i
      oczekiwań.
      Informacja dodatkowa;
      Poszukuję osób chętnych do opieki i moderowania poszczególnych
      tematów jak "Alkoholizm: "Ala-anon" DDA" " Narkomania"
    • fionka4u Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 25.03.10, 15:05
      DO
      casey80
      ....Nie mam w zwyczaju opisywać na forum swoich problemów, ale nie bardzo mam z
      > kim porozmawiać bo zostałam sama =/ Potrzebuje, żeby ktoś obiektywnie spojrzał
      > na moja sytuację bo zwariuję...
      Ja właśnie znalazłam się bardzo podobnej sytuacji 7 lat z czego 5 wspólnego
      mieszkania - zerwane zaręczyny..(po tym jak kolejny raz znalazłam ślady
      pochowanego alkoholu mimo kolejnych obietnic..) nie wyobrażam sobie innego życia
      choć w tym dotychczasowym czasami bywało strasznie..
      Próbowałam już odejść 2 razy - bez skutku - tym razem mimo wszystko chcę
      wytrwać..ale boje się że nie dam rady..



      • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 25.03.10, 15:15
        fionka4u napisała:
        > ... Próbowałam już odejść 2 razy - bez skutku - tym razem
        mimo wszystko chcę wytrwać..ale boje się że nie dam rady..
        __________________________________________________.
        To oznacza, ze ze chcesz takiego zycia, jak do tej pory,
        a to Twoje; "boje się że nie dam rady.." jest doskonalym
        alibi do tego, aby przy nim dalej pozostac...! ;-)
        A...
        • fionka4u Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 25.03.10, 15:45
          aaugustw napisał:

          > To oznacza, ze ze chcesz takiego zycia, jak do tej pory,
          > a to Twoje; "boje się że nie dam rady.." jest doskonalym
          > alibi do tego, aby przy nim dalej pozostac...! ;-)
          > A...
          ______________________________________________________________
          Nie mam siły żeby z nim być - nie mam siły żeby z nim zostać - błędne koło - ale
          przestałam już wierzyć że cokolwiek się zmieni..
          Miał mnóstwo czasu żeby to zrobić gdyby tylko chciał a ja miałam mnóstwo powodów
          żeby odejść i też tego nie zrobiłam do tej pory - i jak tu od kogoś wymagać aby
          się zmienił jak nawet samej sobie zaufać się nie da..Teraz chcę ale jestem
          przerażona...
          • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 25.03.10, 15:54
            Świat uczuć kieruje się swoimi prawami-jest rozciągnięty, w czasie.
            Wyjątkowo silni ludzie potrafią wyznaczyć termin i go zrealizować.
            Taka jest cena zaangażowania.
            • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 25.03.10, 16:04
              pierzchnia napisał:
              > Świat uczuć kieruje się swoimi prawami-jest rozciągnięty, w czasie.
              > Wyjątkowo silni ludzie potrafią wyznaczyć termin i go zrealizować.
              > Taka jest cena zaangażowania.
              ______________________________.
              Widze, ze praktyka musi poczekac!
              A... :-(
          • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 25.03.10, 16:03
            fionka4u napisała:
            > Nie mam siły żeby z nim być - nie mam siły żeby z nim zostać -
            błędne koło - ale przestałam już wierzyć że cokolwiek się zmieni..
            > Miał mnóstwo czasu żeby to zrobić gdyby tylko chciał a ja miałam
            mnóstwo powodów żeby odejść i też tego nie zrobiłam do tej pory - i
            jak tu od kogoś wymagać aby się zmienił jak nawet samej sobie zaufać
            się nie da..Teraz chcę ale jestem przerażona...
            ______________________________________________.
            Sil to Ty masz za nadto duzo, Ty tylko je inwestujesz
            nie dla siebie, lecz na to, czego zmienic nie potrafisz
            zamiast skoncentrowac sie na tym malym przedziale swojego "JA".
            Wiem dlaczego tak myslisz, bo boisz sie ze za tym
            murem przed ktorym sie krecisz dookola nie ma innego
            juz zycia, a ono tam jest i czeka na Ciebie i na
            pewno nie bedzie gorsze od tego, ktore masz teraz...!
            Z nim, albo bez niego, ale za tym juz murem...!
            A...
            • casey80 fionko.... 25.03.10, 19:09
              Jestem w stanie wyobrazić sobie jak się czujesz, bo czułam się bardzo podobnie,
              gdyby pół roku temu ktoś powiedział mi, że znajdę się w miejscu w którym teraz
              jestem, wyśmiałabym go...i na pewno nie uwierzyłabym. Było mi już tak strasznie
              źle a nie mogłam nic zrobić, jakbym była przyklejona do niego, jakbym miała
              "betonowe buciki", targało mną tysiące często sprzecznych ze sobą uczuć,
              naprawdę byłam w strasznym stanie. I nadszedł w końcu moment kiedy ja już ze
              sobą nie mogłam wytrzymać, osiągnęłam swoje dno jako współuzależniona, myślę, że
              u ciebie jeszcze on nie nadszedł.

              Teraz jestem w trakcie terapii (jestem też DDA i jak sobie uświadomiłam tez
              ostatnio,że byłam/jestem chyba nadal uzależniona od niego i tych wszystkich
              negatywnych emocji,moje myślenie paradoksalnie chociaż nie pije jest "pijane", i
              pewnie jeszcze długo potrwa zanim całkowicie się oderwę emocjonalnie, a nie
              widzieliśmy się już prawie 3 miesiące) nie jest mi łatwo, właściwie to czasami
              jest mi bardzo ciężko bo dotykam obszarów dotąd mi nieznanych, w końcu jestem
              SAMA ZE SOBĄ i okazuje się ,że to boli i pewnie jeszcze długo będzie bolało (mam
              nadzieje, że z czasem coraz mniej =))

              Co do mojego byłego narzeczonego to dochodzą mnie słuchy,że pije dalej i obwinia
              mnie o swoje zmarnowane życie, oczernia mnie gdzie się tylko da...czasami pisze
              do mnie i dzwoni, ale staram się nie reagować bo głownie są to wyzwiska, płacz
              lub groźby...=/ Tak bardzo chciałbym, żeby zechciało mu się chcieć coś zmienić
              w swoim życiu. Bije się z myślami, czuje się współodpowiedzialna i chyba dalej
              obwiniam się, że nie reagowałam tak jak trzeba wcześniej, ze może byłyby wtedy
              większe szanse dla niego, może zechciałby się leczyć, może, może, może....tego
              tez próbuje się oduczyć, gdybania =) jak widać kiepsko mi idzie. Koniec końców,
              czuję się czasami jakbym bardzo długo spała i powolutku, naprawdę powoli budziła
              się, to co dla jednych jest normalnością i codziennością dla mnie jest często
              wielkim odkryciem =)


              Z całego serca życzę ci,żebyś któregoś dnia zawalczyła o siebie, pozdrawiam

              • fionka4u Re: fionko.... 26.03.10, 10:49
                Spakowałam torbę i..z ledwością wyszłam z domu - on nic mie mówi chyba wie że po
                raz kolejny zawiódł i poddał się - i jego obietnice nie znaczą już nic..Ale od 5
                lat odkąd zamieszkaliśmy razem on jeden był moim światem i całe moje życie
                kręciło się wokół niego - rodzina daleko nikt nic nie wie bo postarałam się o to
                sama ja, znajomi tez nie maja pojęcia..a ja zastanawiam się jak zacząć wszystko
                od nowa i póki co entuzjazm trochę rośnie jak tłumaczę sobie ze przecież tyle
                czasu miał na zmiany i nic się nie zmieniło - a potem diametralnie spada..Bo nie
                mam już swojego kąta(chwilowo zatrzymałam się u znajomych- i całe życie - choć
                bardzo nieidealne się sypnęło) - po prostu nie wiem co dalej - wszystko było
                zaplanowane-przez jakiś czas uszczęśliwiona wizją jego niepicia (wytrzymał pól
                roku) przestałam się bać kiedy wychodził i kontrolować i zapomniałam, że
                przecież alkoholikiem jest się przez cale życie..
                • kipur Re: fionko.... 26.03.10, 11:06
                  Nie narzekaj .Spójż na życie trochę inaczej.Za tym murem też jest
                  świat nie gorszy a nawet lepszy.Sypnęło ci się 5 lat .To
                  niewiele .Jesteś osobą młodą i życie przed tobą .Mnie sypnęło się 28
                  lat plus 5 chodzenia ze sobą .Czy chcesz osiągnąć taki staż ? i
                  dopiero zmieniać ?
                  • fionka4u Re: fionko.... 26.03.10, 12:09
                    Najgorsze że ja to wszystko wiem i co z tego jak zwykle na przekór robiłam
                    inaczej..chciałabym usnąć i obudzić się za pól roku - ale lekko nie ma :) Dobrze
                    ze chociaż słońce świeci na zewnątrz i napawa nadzieją..Walczę sama ze sobą żeby
                    tym razem się nie złamać..i nie wracać już do tego co było. Szkoda tylko że ten
                    mur urósł mi do takich rozmiarów że muszę go przebić głową (nie bezboleśnie)
                    żeby przejść bo przeskoczyć już nie dam rady..Ciekawe tylko ile ta głowa będzie
                    mnie bolała...
                    • kipur Re: fionko.... 26.03.10, 12:16
                      Dasz radę .A mór wcale nie jest taki wysoki jak ci się wydaje.Masz
                      siłę .Musisz tylko chcieć.Czas jest lekarzem który zagoi każdą
                      ranę.Oczywiście blizna pozostanie ale...Ktoś kiedyś napisał mi dobrą
                      myśl ,,Nie dajmy zastraszyć się własnej przeszłości"
                  • kajda28 Re: fionko.... 26.03.10, 12:15
                    Mnie sypnęło się 28
                    > lat plus 5 chodzenia ze sobą .Czy chcesz osiągnąć taki staż ? i
                    > dopiero zmieniać ?

                    Kipur czy naprawdę żałujesz tych 28 lat?
                    Przecież nic nie możesz wiecznie trwać- jak mówi piosenka. Z tego co
                    piszesz przeżyłeś ponad 30 lat szczęśliwie, czy naprawdę żałujesz
                    tego. Ja nie uważam że lata spędzone z moim mężem, a było ich tylko
                    kilka, są stracone. Miałam kogoś komu ufałam, kogo kochałam, z kim
                    się dzieliłam radościami, mam z nim dzieci- cieszę się że te lata
                    były, pomimo że skończyło się jak się skończyło. Przez te lata
                    cholernie dużo przeżyłam, zmieniłam się z czego bardzo się cieszę.
                    • kipur Re: fionko.... 26.03.10, 17:02
                      Ja patrzę na to trochę inaczej.Nie mogę powiedzieć że były to lata
                      stracone .Kochaliśmy się i ufaliśmy sobie .Było nam dobrze ze
                      sobą .Może zbyt duże zaufanie z mojej strony doprowadziło do
                      totalnego krachu rodzinnego i finansowego ale jeżeli się kocha to
                      zaufanie jest nieodzownym elementem.Była wspaniałą żona i
                      matką .urodziła i wychowała dwoje wspaniałych dzieci ( syn 28-
                      prawnik , córka 23-jeszcze studentka).Nie czuję do niej
                      nienawiści .To co czuję to żal za utratę tego co było i litość
                      widząc jak w przeciągu paru lat z pięknej , mądrej i wpływowej
                      kobiety stała się zwykłym , śmietnikowym menelem.Mądre przysłowie
                      mówi że im wyżej wejdziesz tym upadek jest boleśniejszy.Dlatego
                      uważam że ktoś kto ma krótszy staż łatwiej się podniesie.
                      Oczywiście każdy musi podjąć decyzję sam ponieważ to jego życie , a
                      i przypadek każdy jest inny , czym innym uwarukowany.Forum traktuję
                      jako miejsce wymiany doświadczeń i myśli.Mój przypadek jest jak
                      widzę szczególny.Nigdzie nie znalazłem drogowskazu jak wyjść z tego.
                      To co mogę teraz zrobić choć może to zabrzmi okrutnie ale tylko
                      patrzeć i czekać na jej śmierć...
                      • pierzchnia Re: fionko.... 26.03.10, 18:39
                        "To co mogę teraz zrobić choć może to zabrzmi okrutnie ale tylko
                        patrzeć i czekać na jej śmierć..."

                        A ja myślę, że tli się jeszcze, w Tobie iskierka nadziei.

                        Twoja żona, nie ma przecież ,największego stażu ,pośród wszystkich uzależnionych-byli "lepsi", a jednak z tego wyszli.
                        Bardzo uważnie obserwowałem zmiany, jakie zachodziły we mnie podczas odtruwania- to nagłe oświecenie-już wiedziałem na czym polega błąd.
                        To nie tylko dodatkowa wesołość,lekkość spojrzenia na rzeczywistość-raczej jak wirus, w komputerze.
                        Tłumaczę to ,mojemu uzależnionemu przyjacielowi,ale ciężka z nim sprawa-on może i mi wierzy, ale zrozumieć tego nie zdoła.
                        Kiedy jeszcze żyła jego matka, a była kobietą głęboko wierzącą,nie raz powtarzała, że jej syn jest opętany.
                        Żeby znaleźć tylko to maleńkie okienko i zacząć działać, ale wciąż pojawia się napis-BRAK DOSTĘPU!
                        Hatha joga, ma się do radża jogi, jak korzeń do kwiatu-może trzeba zacząć szukać rozwiązania, w tych najskrytszych obszarach?
                        Liczy się wyłącznie efekt!

                      • kajda28 Re: fionko.... 26.03.10, 22:41
                        > To co mogę teraz zrobić choć może to zabrzmi okrutnie ale tylko
                        > patrzeć i czekać na jej śmierć...

                        Wg. mnie mylisz się. Możesz spróbować ją ubezwłasnowolnić, dodatkowo
                        sprawa karna. Nie wykorzystałeś jeszcze wszystkiego, ale na to
                        trzeba Twojej siły i determinacji, to znowu będą nerwy i walka- ale
                        przecież teraz też nie masz spokoju.
                        Może się mylę, ale z Twoich postów wnioskuje że się poddałeś, że
                        pogrzebałeś ją już dawno. Z drugiej strony gdyby byłoby Ci z tym
                        dobrze nie pisałbyś tu.
                        • kipur Re: fionko.... 27.03.10, 10:45
                          Nie pogrzebałem jej.I nie chcę jej pogrzebać ponieważ tak jak
                          pisałem wcześniej mimo rozwodu i wygaśnięcia uczucia które nas
                          łączyło jest matką moich dzieci , a dzieci potrzebują rodziców cały
                          czas.Robię wszystko co jest możliwe , łącznie z tzw nie popularnymi
                          posunięciami , ale obawiam się że nie zdążę otworzyć jej
                          oczu.Badania laboratoryjne wskazują na uszkodzenie watroby ,
                          trzustki i jeszce innych organów .Jej picie nie jest zwykłym
                          piciem .Jest to stały ciąg praktycznie bez jedzenia przerywany
                          czasem jakąś krótką najczęściej kilkudniową terapią czy detoksem lub
                          pobytem na izbie wytrzeźwień . Ostatnio prawie miesiąc temu została
                          wyrzucona z zamkniętego ośrodka leczenia uzależnień ponieważ po
                          trzech tygodniach terapi opiła sie tam.Widzę również że po
                          wyrzuceniu stała się alkoholowym recydywistą.Jej zachowanie jest
                          podobne do tego o którym pisze pierzchnia .Zna 12 kroków na pamięć
                          ale moim zdaniem ich nie rozumie,opisywywała na terapiach swoje
                          zachowanie ale nie uważąła tego za złe . Opisywała to bo musiała.
                          Tunel w którym się znajduje jest coraz bardziej wąski , a ciemność
                          coraz gęstrza.Ani ja ani moje dzieci niestety nie dostrzegamy
                          najmniejszych oznak światła.Pozostaje tylko stwierdzenie choć i ono
                          z każdym dniem traci na znaczeniu ;puki żyje jest nadzieja bo nie
                          zbadane są wyroki Pana.
                          • pierzchnia Re: fionko.... 27.03.10, 12:13
                            Kogoś mogą śmieszyć opowieści ,o złych energiach, opętaniu itd.
                            Jednak wielu przestaje się śmiać dopiero wtedy, gdy znajdą się, w więzieniu...
                            Jeżeli chodzi o Twoją żonę,Kipur, to szybciej uwierzę, np.w Zielonoświątkowców niż jakąś terapię.
                            Tak jak ostatnio napisałem-można nie pić, ale wciąż pozostawać, w tym drugim świecie-stąd pewnie biorą się te wszystkie wpadki.
                            Pamiętam opis delirium tremens przedstawiony, w jednym z podręczników jogi-oni uważają, że te zwierzątka, które widzi nieszczęśnik, są jak najbardziej realne.
                            Jest to tzw. świat eteryczny /jego najniższy poziom/.
                            W okresie mojego knajpowania ,gdy przychodziłem, w nocy do domu, chyba musiałem coś za sobą ciągnąć, bo później miałem okropne sny.
                            Człowiek emanuje określoną wibracją i przez to przyciąga podobne myślokształty.


                          • kajda28 Re: fionko.... 27.03.10, 12:43
                            Mój eks opowiadał mi że jego pierwsza żona usłyszała od lekarzy żeby
                            dała sobie z nim spokój bo jego wątroba jest w takim stanie że
                            niewiele już mu dni zostało. To było ok 16 lat temu. On jeździł na
                            odwyki tylko po to aby uciec przed więzieniem, a kilka razy był też
                            i na przymusowym (wtedy jeszcze takowe były).

                            Co nazywasz "niepopularnymi posunięciami"?

                            W sumie ja też czekam na śmierć mojego eks, chociaż jest mi to
                            strasznie nie na rękę. Ale wcześniej zrobiłam to wszystko co ci
                            proponuje (i to dało mi rok spokoju), oprócz ubezwasnowolnienia- mam
                            dwójkę małych dzieci i to przede wszystkim nimi muszę się opiekować.
                    • fionka4u Re: fionko.... 27.03.10, 14:04
                      kajda28 napisała:

                      > Mnie sypnęło się 28
                      > > lat plus 5 chodzenia ze sobą .Czy chcesz osiągnąć taki staż ? i
                      > > dopiero zmieniać ?
                      _______________________________________________________________________
                      Po raz pierwszy zdecydowałam się coś zmienić nie użalając się nad sobą - niczego
                      nie wymuszam dałam wolny wybór ... Myślicie że warto dawać jeszcze jedna szansę?
                      • aaugustw Re: fionko.... 27.03.10, 15:57
                        fionka4u napisała:
                        > Po raz pierwszy zdecydowałam się coś zmienić nie użalając się nad
                        sobą - niczego nie wymuszam dałam wolny wybór ... Myślicie że warto
                        dawać jeszcze jedna szansę ?
                        _____________________________________.
                        Zycie to jeden wielki deal, a czlowiek
                        to jedno wielkie EGO... - Ty sobie dalas
                        te "jeszcze jedna szansę," - nie jemu...!
                        (znowu przegralas ze swoim uzaleznieniem!).
                        A...
                        • fionka4u Re: fionko.... 24.10.10, 22:55
                          aaugustw napisał:
                          _____________________________________.
                          > Zycie to jeden wielki deal, a czlowiek
                          > to jedno wielkie EGO... - Ty sobie dalas
                          > te "jeszcze jedna szansę," - nie jemu...!
                          > (znowu przegralas ze swoim uzaleznieniem!).
                          > A...

                          Niestety...tak było...po raz kolejny jestem na "odstawieniu" i wcale nie jest łatwiej - pół roku podejrzeń braku zaufania i nowych barier do pokonania na szczęście są ludzie którzy chcą mi pomóc - nawet wbrew mojej woli - już to doceniam chociaż są dni, że toczę wiele walk z samą sobą - i...chyba zaczynam choć trochę stawiać się w jego sytuacji - jego ciągłej walki z samym sobą - niespełnionymi obietnicami i brakiem konsekwencji - a ja niby co lepsza ... ciągle to samo ultimatum, płacze, nerwy a tak naprawdę stoję przy nim potulnie coby się nie działo wyczekując słowa przepraszam które załatwia wszystko..czasem wręcz wymuszone i wkładane przeze mnie w jego usta...
                          Siłą wypychałam go na terapię - sama chciałam przestać chodzić tam jak najszybciej..
                          I nawet teraz kiedy zdecydował że nam obojgu nie jest po drodze bo priorytety są inne - on jednak nie wyobraża sobie życia bez picia - byłam w stanie zaakceptować to że raz na pół roku pojedzie na 3 dni zaszyje się gdzieś zapije i wróci do domu jak gdyby nigdy nic - zapominając o tym że to przecież niemożliwe.. sama już nie wiem czy to on mną tak zmanipulował czy to ja sama usprawiedliwiam moje uzależnienie od niego..wszystko potrafiąc sobie wytłumaczyć..zwłaszcza że przez tyle czasu "świetnie" sobie radził zastępując alkohol modnymi ostatnio dopalaczami a ja przymykałam oko traktując nowe hobby jako mniejsze zło..
                          I po pół roku doprowadziło mnie to do tego samego punktu tych...samych emocji...
                          Tym razem powiedziałam rodzicom o wyprowadzce rodzeństwu i znajomym o jej powodzie..wyprowadziłam się nie z jedną torbą jak poprzednim razem żeby móc do niego często zaglądać pod byle pretekstem..a zabierając wszystko co moje - mam nadzieję że zmobilizuje mnie to do tego żeby odciąć się od mojego uzależnienia..z którym tyle razy już przegrałam...
                      • kajda28 Re: fionko.... 27.03.10, 16:00
                        >... Myślicie że warto dawać jeszcze jedna szansę


                        A chcesz? Umiesz mu zaufać, być z nim , przytulać się, rozmawiać,
                        nie bać się jak wychodzi i przychodzi? I dlaczego tą szansę masz mu
                        dać teraz, już? Bo on chce? Daj wam czas, m-c, a może i pół roku,
                        jak będziesz już pewna że chcesz mu dać szansę, że na to zasługuje i
                        gdy nikogo nie będziesz musiała pytać czy masz mu ją dać czy nie.

                        Użalanie się nad sobą nie jest złe, pod warunkiem że się to twórczo
                        i kreatywnie wykorzystuje.
                        • casey80 august... 27.03.10, 16:24
                          Twoje posty zawsze czytam z zainteresowaniem, i to co do napisałeś do fionki,
                          twój ostatni post, jeszcze kiedyś jakiś czas temu ja bym się na niego oburzyła
                          strasznie, no bo jak to??, przecież odeszłam, czyli naprawdę DAŁAM mu wolny
                          wybór,w końcu, po TYLU latach szarpaniny, przy okazji uspokajając swoje
                          sumienie, bo przecież zrobiłam tyle, żeby mu pomóc, tylko znosiłam,
                          czekałam...takie byłoby moje rozumowanie...od kiedy odkryłam,że jestem nie tylko
                          współuzależniona ale też całkowicie od niego uzależniona emocjonalnie i od
                          momentu kiedy zaczęłam się z tym godzić, zaczyna zupełnie inaczej patrzeć na
                          wszystko. Wtedy, w grudniu ja wcale nie odeszłam, żeby mieć spokój bo miałam
                          dosyć, chociaż tak właśnie mi się wtedy wydawało, ja to zrobiłam,że mu pokazać,
                          udowodnić jaki słaby jest i ,że beze mnie sobie nie poradzi, gdzieś w
                          zakamarkach duszy miałam nadzieję, że to będzie dla niego bodziec do zmiany,
                          mimo wszystko...ale nie był i ja przecież nie wiem kiedy to nastąpi, może kiedyś
                          a może nigdy. Tak czy inaczej, odchodząc, wydawało mi się, że robię to dla
                          siebie, ale tak nie było...dopiero teraz pomalutku dociera do mnie, że jest
                          szansa na zmianę swojego toku myślenia, ale kiedy stanę się zdrowsza a tym
                          temacie to nie wiem, końca nie widać :) pozdrawiam!
                          • aaugustw Re: august... 27.03.10, 16:46
                            casey80 napisała:
                            > Twoje posty zawsze czytam z zainteresowaniem, i to co do napisałeś
                            do fionki, twój ostatni post, jeszcze kiedyś jakiś czas temu ja bym
                            się na niego oburzyła strasznie, no bo jak to??, przecież...
                            _____________________________________________.
                            Ciesze sie Casey, ze moglem Ci posrednio pomoc...! ;-)
                            A...
                            Ps. Moze i Deo z Pierzchnia to zrozumieja...(!?) :-(
                            • pierzchnia Re: august... 27.03.10, 20:07
                              > Ps. Moze i Deo z Pierzchnia to zrozumieja...(!?) :-(

                              Co tu rozumieć?
                              Walisz z dwóch Ników i tyle.
                              • aaugustw Re: august... 27.03.10, 20:55
                                pierzchnia napisał:
                                > Co tu rozumieć?
                                > Walisz z dwóch Ników i tyle.
                                _____________________________.
                                Mowisz, ze A... i pierzchnia to jedna i ta sama osoba...!?
                                A... :-O
                                • pierzchnia Re: august... 27.03.10, 21:33
                                  > Mowisz, ze A... i pierzchnia to jedna i ta sama osoba...!?
                                  > A... :-O

                                  Chciałbyś!
                                  Przestań mnie naśladować-kradniesz moje pomysły/muszę to zgłosić moderatorowi/.
                                  • pierzchnia Wracając do tematu... 27.03.10, 21:44
                                    Znalazłem ten PDF na Necie:
                                    newage.pingwin.waw.pl/dokumenty/SWIADECTWO%20EGZORCYSTY%20-%20DEMON%20ALKOHOLIZMU%20W%20PRZYPADKU%20SWIETLANY.pdf
                                    • aaugustw Re: Wracając do tematu... 27.03.10, 22:00
                                      pierzchnia napisał:
                                      > Znalazłem ten PDF na Necie:.........
                                      _____________________________________.
                                      Pierzchnia, bum cyk to co teraz napisze jest jak
                                      najbardziej powazne...!
                                      Czytajac Twoje wypowiedzi chcialem przed paroma godzinami
                                      Tobie napisac, ze Ty powinienes poddac sie egzorcyzmom...!
                                      Z tej nauki i praktyk ozdrowienia wcale sie nie wysmiewam,
                                      tym bardziej ze sam JP II faworyzowal te szkole a po nim Benedykt.
                                      A...
                                      • pierzchnia Re: Wracając do tematu... 28.03.10, 13:14
                                        Co Ty, biedny nieszczęśniku, możesz o tym wiedzieć.
                                        Kompetencje masz knajpiane, a zgrywasz wielkiego duchowego mądralę.

                                        • aaugustw Re: Wracając do tematu... 28.03.10, 14:30
                                          pierzchnia napisał:
                                          > Co Ty, biedny nieszczęśniku, możesz o tym wiedzieć.
                                          > Kompetencje masz knajpiane, a zgrywasz wielkiego duchowego mądralę.
                                          ___________________________________________________.
                                          Coz, napisalem tylko to, co o tym wiedzialem...!
                                          A teraz zastanawiam sie wlasnie, dlaczego Ty nie dzielisz
                                          sie w tym temacie z nami, lecz tylko udajesz tu wiecej niz
                                          "asa", bo calego "kut-asa"...!?
                                          A...
                                          Ps. Tak, kompetencje mam knajpiane, stad wziela sie potem
                                          moja duchowosc, czym i w tym temacie nie umiesz sie pochwalic...! :-(
                                          • pierzchnia Re: Wracając do tematu... 28.03.10, 15:57
                                            Ps. Tak, kompetencje mam knajpiane, stad wziela sie potem
                                            moja duchowosc, czym i w tym temacie nie umiesz sie pochwalic...! :-(

                                            Przechwalanie się swoją duchowością...?
                                            Wolę pozostać cichym i pokornego serca, albowiem właśnie tacy, odziedziczą Ziemię.
                                            • aaugustw Re: Wracając do tematu... 28.03.10, 21:20
                                              pierzchnia napisał:
                                              > Przechwalanie się swoją duchowością...?
                                              > Wolę pozostać cichym i pokornego serca, albowiem właśnie tacy,
                                              odziedziczą Ziemię.
                                              ________________________________________.
                                              To nie jest przechwalanie sie... - To fakty...! ;-)
                                              A co do "odziedziczenia ziemi", coz moge Ci tylko
                                              wspolczuc, bo ci inni odziedzicza niebo...!
                                              A... ;-)
                                              • pierzchnia Re: Wracając do tematu... 28.03.10, 21:45
                                                > To nie jest przechwalanie sie... - To fakty...! ;-)
                                                > A co do "odziedziczenia ziemi", coz moge Ci tylko
                                                > wspolczuc, bo ci inni odziedzicza niebo...!
                                                > A... ;-)

                                                Jeżeli Ty będziesz, w Niebie to ja wolę być na Ziemi.
                                                • aaugustw Re: Wracając do tematu... 28.03.10, 22:15
                                                  pierzchnia napisał (do A...):
                                                  > Jeżeli Ty będziesz, w Niebie to ja wolę być na Ziemi.
                                                  ______________________________________________________.
                                                  Ale wtedy nie narzekaj wiecej juz na swoj poziom...!
                                                  A... ;-)
                                                  • pierzchnia Re: Wracając do tematu... 28.03.10, 22:23
                                                    Ty, w ogóle nie masz poziomu...
                                                    Muszę kończyć bo jadę na mityng.
                                                  • aaugustw Re: Wracając do tematu... 29.03.10, 15:55
                                                    pierzchnia napisał (do A...):
                                                    > Ty, w ogóle nie masz poziomu...
                                                    > Muszę kończyć bo jadę na mityng.
                                                    __________________________________.
                                                    Mam, tylko on jest tak wysoko, ze Ty
                                                    nie potrafisz go dostrzec...!
                                                    A...
                                                    Ps. Na jaki Mityng jezdzisz...!?
                                                  • pierzchnia Re: Wracając do tematu... 29.03.10, 16:04
                                                    August napisał:
                                                    Ps. Na jaki Mityng jezdzisz...!?

                                                    Na mityng przedwyborczy.
                                                  • jakimow Re: Wracając do tematu... 29.03.10, 17:58
                                                    ... przyjaciele się kłócą a psy zające zjadają...
                                                  • pierzchnia Re: Wracając do tematu... 29.03.10, 21:18
                                                    jakimow napisał:

                                                    > ... przyjaciele się kłócą a psy zające zjadają...

                                                    A znasz bajkę o wilku?
                                                  • aaugustw Re: Wracając do tematu... 29.03.10, 21:55
                                                    pierzchnia napisał:
                                                    > A znasz bajkę o wilku?
                                                    _______________________.
                                                    I pijanym zajacu...!? :-o
                                                    A...
                                                  • jakimow Re: Wracając do tematu... 30.03.10, 08:35
                                                    ...nie znam ...
    • ivonne77 Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 28.03.10, 23:46
      Dobrze zrobilas, ze odeszlas i nawet nie mysl o powrocie. Zmykaj od niego gdzie
      pieprz rosnie! Ciesz sie, ze nie macie jeszcze dzieci. Szkoda zycia dla takiego.
      Nie zaluj go i nie daj sie nabrac na obietnice poprawy. Trwale wyjscie z nalogu
      udaje sie tylko nielicznym. Potrzebne do tego sa chec i naprawde silna
      motywacja, a z tego co pisalas tych cech mu brakuje. 10 lat sie z nim meczylas i
      wystarczy. Wciaz jestes jeszcze mloda i masz wiele czasu na to, by ulozyc sobie
      zycie na nowo, poznac kogos wartosciowego. Inaczej zamienisz swoje zycie w
      wieczny koszmar.
      • fionka4u Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 09:40
        ivonne77 napisała:

        > Dobrze zrobilas, ze odeszlas i nawet nie mysl o powrocie. Zmykaj od niego gdzie
        > pieprz rosnie! Ciesz sie, ze nie macie jeszcze dzieci. Szkoda zycia dla takiego
        > .
        > Nie zaluj go i nie daj sie nabrac na obietnice poprawy. Trwale wyjscie z nalogu
        > udaje sie tylko nielicznym. Potrzebne do tego sa chec i naprawde silna
        > motywacja, a z tego co pisalas tych cech mu brakuje. 10 lat sie z nim meczylas
        > i
        > wystarczy. Wciaz jestes jeszcze mloda i masz wiele czasu na to, by ulozyc sobie
        > zycie na nowo, poznac kogos wartosciowego. Inaczej zamienisz swoje zycie w
        > wieczny koszmar.
        ______________________________________________________________________
        Przykre że ta choroba dopada bardzo wrażliwych ludzi - a moze własnie dlatego
        tych bo nie potrafią oni mówić o swoich kłopotach i obawach..Chcial spróbować
        jeszcze raz ale obarczając mnie w dużej mierze tym co będzie: "zadzwonię do
        Ciebie zanim wypiję pierwszego łyka.." a co jesli nie uda mi cię go
        odwieść..wycofałam się..on błaga o pomoc a ja nie wiem co robić..ten pierwszy
        raz jest szczery i bardzo to cenię - najgorsze że gdzieś podswiadomie wierze że
        obudzi się sie wkońcu..i wszystko się jakoś ułozy bo tak naprawde nie chcę
        odchodzić..
        • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 10:10
          fionka4u napisała:
          > Przykre że ta choroba dopada bardzo wrażliwych ludzi - a moze
          własnie dlatego tych bo nie potrafią oni mówić o swoich kłopotach i
          obawach..Chcial spróbować jeszcze raz ale obarczając mnie w dużej
          mierze tym co będzie: "zadzwonię do Ciebie zanim wypiję pierwszego
          łyka.." a co jesli nie uda mi cię go odwieść..wycofałam się..on
          błaga o pomoc a ja nie wiem co robić..ten pierwszy raz jest szczery
          i bardzo to cenię - najgorsze że gdzieś podswiadomie wierze że
          > obudzi się sie wkońcu..i wszystko się jakoś ułozy bo tak naprawde
          nie chcę odchodzić..
          _________________________________________________.
          On doskonale wie gdzie sa Twoje slabe miejsca, w ktore
          moze "zaatakowac"... - Ten "wrazliwy" (jak go nazywasz)
          jest bezwzglednym i bezpardonowym, zapatrzonym w siebie
          dzieciakiem z nadetym EGO...!
          Skad wiem...!? - Sam taki bylem...!
          Chce pomocy. Daj mu z dziesiec adresow AA (Anonimowych
          Alkoholikow), z miejsca i okolic Waszego zamieszkania.
          Jezeli tam nie pojdzie to znaczy, ze gra z Toba w
          ciuciubabke, i ze wcale mu nie zalezy na trzezwieniu,
          tylko na dalszym chlaniu, oczywiscie przy Tobie, co
          doprowadzi Ciebie predzej, czy pozniej do zyciowej
          katastrofy, a on bedzie coraz bardziej zamkniety w sobie
          i coraz bardziej "wrazliwszy"...!
          A...
          • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 13:47
            Moim zdaniem, wpisy fionki, świadczą o jej dojrzałości.
            Tworzenie obrazu na podstawie forumowych treści to kolejne szaleństwo.
            Nie ma dwóch takich samych ludzi-znałem osoby bardzo mocno uzależnione, które nie manipulowały drugimi...
            Osoby manipulujące innymi, oprócz uzależnienia ,muszą posiadać określone cechy osobowościowe.
            Podobno ,im człowiek prymitywniejszy, tym mniej różnic dostrzega między ludźmi.
            • lindabel Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 13:59
              Dokładnie, żaden alkoholik nie jest identyczny. Identyczne są tylko mechanizmy,
              które nimi kierują. U większości jednak na alkoholizm nakładają się różne
              rodzaje osobowości, a nawet sposób wychowania czy styl życia (przed piciem).
              • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 14:17
                Według Twojego pojęcia,linabel, alkoholizm to po prostu jakaś druga osobowość,na którą składa się wiele czynników-myślę podobnie.
                Bywa, że taka osobowość ,wykazuje się demonicznością wręcz opętaniem i właśnie dlatego, jak sądzę, pospolite metody nie przynoszą efektów.
                Ciekawe jest też potraktowania alkoholu jako składowej-bez niej taka osobowość wydaje się wybrakowana-potrzeba odpowiedniego komponentu.
                Generalnie to bardzo ciekawe zagadnienie-dla trzeźwych.
                • casey80 pierzchnio... 30.03.10, 14:30
                  "Osoby manipulujące innymi, oprócz uzależnienia ,muszą posiadać określone cechy
                  osobowościowe (...)" - czy mógłbyś rozwinąć tę myśl, zaciekawiła mnie, jakie
                  cechy osobowości masz na myśli, po czym właściwie poznać czy dana osoba
                  manipuluje nami czy tez nie? z góry dzięki za odpowiedz!
                  • pierzchnia Re: pierzchnio... 30.03.10, 14:53
                    To bardzo szerokie zagadnienie ponieważ tak naprawdę, cały czas żyjemy, w świecie manipulacji-manipulujemy i jesteśmy manipulowani.
                    Manipulacja emocjonalna-może opierać się np. na dręczeniu drugiego człowieka poprzez złożone formy zachowań /demonstracje/.
                    Wystarczy moje odpowiednie spojrzenie i zaczniesz się bać-osiągnąłem zamierzony cel.
                    Niektórym ludziom, manipulacja tak mocno weszła, w krew, że robią to podświadomie-nie planują, nie zastanawiają się...
                    Jeżeli taki klasyczny manipulant uzależni się od alkoholu, to żeby się napić /często tworząc kamuflaż/wykorzysta swoje umiejętności maksymalnie.
              • sabinac-0 Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 17:14
                lindabel napisała:

                > Dokładnie, żaden alkoholik nie jest identyczny. Identyczne są tylko mechanizmy,
                > które nimi kierują. U większości jednak na alkoholizm nakładają się różne
                > rodzaje osobowości, a nawet sposób wychowania czy styl życia (przed piciem).

                Niewazne, jak bylo przed piciem. Co z tego, ze kiedys ktos byl dobrym, wrazliwym
                czlowiekiem, gdy zaczyna pic staje sie bezwzglednym egoista o wrazliwosci
                szczerzui, ktorego jedyna miloscia jest butelka i dla niej klamie i manipuluje,
                bez zadnej refleksji czy wyrzutow. Nawet jesli szlocha, przeprasza czy sypie
                glowe popiolem, jest to tylko tani teatrzyk, by zyskac spokoj lub kase na nowa
                butelke.
                Jesli, jak podaje Pierzchnia, ktos pije sam, i tak usiluje manipulowac - chocby
                lekarza lub opieke spoleczna.

                • lindabel Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 18:03

                  > Niewazne, jak bylo przed piciem. Co z tego, ze kiedys ktos byl dobrym,
                  wrazliwym czlowiekiem, gdy zaczyna pic staje sie bezwzglednym egoista o
                  wrazliwosci szczerzui, ktorego jedyna miloscia jest butelka i dla niej klamie i
                  manipuluje, bez zadnej refleksji czy wyrzutow. Nawet jesli szlocha, przeprasza
                  czy sypie glowe popiolem, jest to tylko tani teatrzyk, by zyskac spokoj lub kase
                  na nowa butelke.

                  nie zgodzę się z Tobą. Piszesz o objawach typowych dla alkoholizmu, a ja
                  podkładam jeszcze pod to, kogoś, kto był wcześniej. Jeżeli był to introwertyk,
                  to raczej upija się w samotności (ale może też pod wpływem alkoholu otworzyć się
                  na ludzi - nabrać pewności siebie w początkowym stadium), choleryk może okazać
                  się przemocowcem psychicznym, fizycznym jakimkolwiek (dołóż sobie do tego
                  alkohol), melancholik może mieć zapędy samobójcze i wpływać pesymistycznie na
                  całe otoczenie itp. nie będę wymieniać wszystkich typów, uważam jednak, że
                  osobowość człowieka sprzed picia ma duże znaczenie chociażby w wychodzeniu z nałogu
                  • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 19:04
                    Jeżeli jesteś kobietą,Lindabel, to mądra z Ciebie kobieta.
                    A żeby kobieta była mądra, nie wystarczy super inteligencja ,tu potrzeba jeszcze głębi.

                    Dla mnie najważniejszy jest bezpośredni kontakt ,z drugim człowiekiem.
                    Jak to, w życiu bywa, na mojej drodze spotykałem różnych ludzi-ci uzależnieni ,to nikt inny, jak po prostu ludzie.
                    W typologii ludzkiej istnieją oczywiście pewne naukowe zaszeregowania, podziały, które na zasadzie podobieństw grupują osobowości według ich cech.
                    I między innymi ,właśnie te cechy ,decydują o konkretnym przypadku.
                    Jeżeli dołożymy do tego jeszcze inne elementy, takie jak- psychopatie,zmiany organiczne,czynniki kulturowe...itd. to powstały obraz będzie trudny do uchwycenia.


                    • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 20:30
                      pierzchnia napisał:
                      > A żeby kobieta była mądra, nie wystarczy super inteligencja ,tu
                      potrzeba jeszcze głębi.
                      > Dla mnie najważniejszy jest bezpośredni kontakt ,z drugim
                      człowiekiem...
                      > W typologii ludzkiej istnieją oczywiście pewne naukowe
                      zaszeregowania, podziały, które na zasadzie podobieństw grupują
                      osobowości według ich cech.
                      > I między innymi ,właśnie te cechy ,decydują o konkretnym przypadku.
                      > Jeżeli dołożymy do tego jeszcze inne elementy, takie jak-
                      psychopatie,zmiany organiczne,czynniki kulturowe...itd. to powstały
                      obraz będzie trudny do uchwycenia.
                      __________________________________________________________.
                      Obojetne jak to "mundrze" nazwiesz nawet pijac w pojedynke bedziesz
                      manipulowal ludzmi, jak to ladnie napisala Sabinac, cyt.:
                      "Jesli, jak podaje Pierzchnia, ktos pije sam, i tak usiluje
                      manipulowac - chocby lekarza lub opieke spoleczna."
                      C.b.d.o.
                      A...
                      • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 21:02
                        Manipuluje lekarzem-w jakim celu?
                        Ktoś może np. być nieuzależniony, ale po prostu bać się zastrzyku i też będzie kombinował.
                        Skończ, August, z tą swoją demagogią.
                        Niedługo napiszesz, że manipuluje ptakami za oknem.
                        • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 21:12
                          pierzchnia napisał:
                          > Manipuluje lekarzem-w jakim celu?
                          > Ktoś może np. być nieuzależniony, ale po prostu bać się zastrzyku
                          i też będzie kombinował. Skończ, August, z tą swoją demagogią.
                          > Niedługo napiszesz, że manipuluje ptakami za oknem.
                          ____________________________________________________.
                          Czy z ptakami za oknem, tego nie wiem... - Wiem natomiast ze na
                          pewno z tym ptakiem w glowie... - Wiem takze, ze czlowiek sam na tym
                          swiecie nie potrafi przezyc, wiec z cala pewnoscia manipulowales
                          swoim szefem, wspolpracownikami, czy zwyklymi szarakami, z ktorymi
                          odczasu, do czasu miales sie spotkac...
                          A...
                        • sabinac-0 Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 23:43
                          pierzchnia napisał:

                          > Manipuluje lekarzem-w jakim celu?

                          1- w celu wyludzenia zwolnienia,
                          2- w celu poprawy wizerunku ("ja wcale nie pije, to tylko od kawy/z nerwow
                          cisnienie mi skacze"),
                          3- w celu wydeptania renty (co miesiac swieza kasa na flache bez koniecznosci
                          trzezwienia i wychodzenia do pracy - jest o co powalczyc),
                          4- w celu unikniecia oplaty za karetke wezwana gdy byl pijany ("ja nic nie pilem
                          tylko mam chory blednik i dlatego sie chwialem"),
                          5- w celu wyludzenia recepty na leki nasenne (slynne "dla chorej matki").
                          • aaugustw Co Ty na to pierzchnia..!? 01.04.10, 10:05
                            sabinac-0 napisała:

                            > pierzchnia napisał:
                            > > Manipuluje lekarzem-w jakim celu?
                            - - - - - - - - - - -
                            > 1- w celu wyludzenia zwolnienia,
                            > 2- w celu poprawy wizerunku ("ja wcale nie pije, to tylko od
                            kawy/z nerwow cisnienie mi skacze"), 3- w celu wydeptania renty (co
                            miesiac swieza kasa na flache bez koniecznosci trzezwienia i
                            wychodzenia do pracy - jest o co powalczyc), 4- w celu unikniecia
                            oplaty za karetke wezwana gdy byl pijany ("ja nic nie pilem tylko
                            mam chory blednik i dlatego sie chwialem"), 5- w celu wyludzenia
                            recepty na leki nasenne (slynne "dla chorej matki").
                            ________________________________.
                            ;-))))))))))
                            A wiec, co Ty na to pierzchnia...!?
                            A...
            • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 18:18
              pierzchnia napisał:
              > ... Nie ma dwóch takich samych ludzi-znałem osoby bardzo mocno
              uzależnione, które nie manipulowały drugimi...
              _____________________________________________.
              Co Ty Pierzchnia za ciemnoty nam tu znowu wciskasz...!?
              To ze nie ma dwoch pierzchni jednakowych, to nawet blizniacy kaczory
              o tym wiedza...!
              Ale pamietaj o tym co teraz napisze, ze KAZDY alkoholik
              manipuluje i uzaleznia wszystkie stworzenia, ktore znajduja
              sie w jego otoczeniu... - To nie tylko musi byc zona, dzieci,
              matka, ojciec, etc... - ale takze sasiad, czy pies, jezeli go ma...
              A...
              • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 20:55
                Skoro twierdzisz, że każdy alkoholik manipuluje, to wyjaśnij na czym ta manipulacja polega-twierdzić można wszystko.
                Są ludzie, którzy piją, w samotności-na czym polega ich manipulacja?-chyba na tym, że w ogóle żyją.
                • casey80 manipulacje... 30.03.10, 21:16
                  Chcąc dowiedzieć się więcej na temat sposobów jakimi może posługiwać się
                  manipulator, poszperałam w necie i znalazłam taki oto artykuł, może kogoś
                  zainteresuje, moi zdaniem jest ciekawy i wiele rzeczy mi rozjaśnił:

                  blog-mezczyzny.pl/news.php?extend.139.8
                  • pierzchnia Re: manipulacje... 30.03.10, 22:02
                    Zapewniam Cię,Casey, że samo poznanie tematu niczego nie załatwia, ponieważ manipulacja potrafi rozegrać się, w ułamku sekundy, a wtedy do głosu dochodzą reakcje spontaniczne.
                    W każdym razie, temat jest niezwykle ciekawy i ważny.
                • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 22:01
                  pierzchnia napisał:
                  > Skoro twierdzisz, że każdy alkoholik manipuluje, to wyjaśnij na
                  czym ta manipulacja polega-twierdzić można wszystko.
                  > Są ludzie, którzy piją, w samotności-na czym polega ich
                  manipulacja?-chyba na tym, że w ogóle żyją.
                  - - - - - - - - - - - - - - -
                  a w nastepnym liscie Casey przytoczyl artykul, w ktorym mialo byc o
                  manipulacji... - Przeczytalem pierwsze zdanie i odlozylem te
                  lekture, bo tam chodzi o celowe manipulowanie kims, a my jestesmy na
                  FU - uzaleznienia, a to rozni sie od manipulowania niecelowego
                  kazdego alkoholika...!
                  ______________________________________________________.
                  A teraz wracam do Pierzchni i sprobuje dac mu odpowiedz,
                  (w przerwie meczu) o manipulowaniu przez alkoholika...
                  Z punktu zony: Przyjdzie dzisiaj trzezwy, czy nie...!?
                  Jezeli przyjdzie trzezwy, dam mu to piwko, zeby nie byl
                  taki nerwowy, wtedy bedzie miedzy nami fajna atmosfera...
                  Przychodzi podpity... - Pies ucieka pod tapczan... - Zona
                  wsciekla... - Dzieci maja strach w oczach... - Sasiad z ponizszego
                  pietra widzial go, jak wracal pijany i juz go krew zalewa, ze znowu
                  nie bedzie mogl spokojnie posluchac muzyki, bo bedzie klotnia i
                  dudnienie sufitu... - A jak do tej pory, na razie nikt nie wymowil
                  jeszcze zadnego slowa...!
                  Teraz zona pyta: Co chcesz jesc... - On czujac te napieta atmosfere
                  domowa i swoja chec do dalszego picia odpowiada bezwiednie... - Nic
                  nie chce jesc i ponosi go coraz bardziej... - Wie ze gdyby wypil
                  jeszcze tylko jedna setke, to napiecie jego by zniklo... - Masz cos
                  do wypicia, pyta zony...? - Nic nie mam odpowiada wsciekle zona...!
                  Przeciez widzialem piwo w lodowce... - Juz dosc masz na dzisiaj...
                  Glupia jestes. Wypilem dzis tylko jedno piwo.... Od slowa, do slowa
                  dochodzi do klotni... - Wszyscy zaczynaja krzyczec, a pies szczekac.
                  Takiej atmosfery nie potrafi wytrzymac zaden alkoholik. Wstaje i
                  idzie zapic. A ja ide na mecz...!
                  A... ;-)
                  • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.03.10, 22:10
                    Mogę Tobie, August, przedstawić podobne historyjki bez udziału alkoholu-wystarczy brak chęci do działania.
                    Powtarzam jeszcze raz-wielu ludzi pije, w samotności, nie obarcza swoim nałogiem innych.
                    August, jako redukcjonista, dopasowuje wszystko i wszystkich do schematu, który wyznaje.
                    • aaugustw Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 16:00
                      pierzchnia napisał:
                      > Mogę Tobie, August, przedstawić podobne historyjki...
                      > Powtarzam jeszcze raz-wielu ludzi pije, w samotności, nie obarcza
                      swoim nałogie m innych.
                      __________________________________________.
                      Wtedy manipuluje soba siebie (a konkretnie:
                      jego chory psychicznie umysl...!).
                      A...
                      Ps. Reszta wieczorem... - Musze jeszcze kumplowi (z AA) pomoc
                      i wymienic opony na letnie...
                      • pierzchnia Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 31.03.10, 16:19
                        Wszystko się zgadza, ale używasz niewłaściwych słów.
                        Manipulować samym sobą można,przy rozdwojeniu jaźni-jak Ty sobie to wyobrażasz?
                        Wielu uzależnionych facetów żeruje na kobietach-choć trzeba przyznać, że są to nieraz układy bardzo skomplikowane.
                        Tak do końca nie wiadomo ,czy tam nie ma uczucia...

                        • fionka4u Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 24.10.10, 23:05
                          aaugustw napisał:
                          _____________________________________.
                          > Zycie to jeden wielki deal, a czlowiek
                          > to jedno wielkie EGO... - Ty sobie dalas
                          > te "jeszcze jedna szansę," - nie jemu...!
                          > (znowu przegralas ze swoim uzaleznieniem!).
                          > A...

                          Niestety...tak było...po raz kolejny jestem na "odstawieniu" i wcale nie jest łatwiej - pół roku podejrzeń braku zaufania i nowych barier do pokonania na szczęście są ludzie którzy chcą mi pomóc - nawet wbrew mojej woli - już to doceniam chociaż są dni, że toczę wiele walk z samą sobą - i...chyba zaczynam choć trochę stawiać się w jego sytuacji - jego ciągłej walki z samym sobą - niespełnionymi obietnicami i brakiem konsekwencji - a ja niby co lepsza ... ciągle to samo ultimatum, płacze, nerwy a tak naprawdę stoję przy nim potulnie coby się nie działo wyczekując słowa przepraszam które załatwia wszystko..czasem wręcz wymuszone i wkładane przeze mnie w jego usta...
                          Siłą wypychałam go na terapię - sama chciałam przestać chodzić tam jak najszybciej..
                          I nawet teraz kiedy zdecydował że nam obojgu nie jest po drodze bo priorytety są inne - on jednak nie wyobraża sobie życia bez picia - byłam w stanie zaakceptować to że raz na pół roku pojedzie na 3 dni zaszyje się gdzieś zapije i wróci do domu jak gdyby nigdy nic - zapominając o tym że to przecież niemożliwe.. sama już nie wiem czy to on mną tak zmanipulował czy to ja sama usprawiedliwiam moje uzależnienie od niego..wszystko potrafiąc sobie wytłumaczyć..zwłaszcza że przez tyle czasu "świetnie" sobie radził zastępując alkohol modnymi ostatnio dopalaczami a ja przymykałam oko traktując nowe hobby jako mniejsze zło..
                          I po pół roku doprowadziło mnie to do tego samego punktu tych...samych emocji...
                          Tym razem powiedziałam rodzicom o wyprowadzce rodzeństwu i znajomym o jej powodzie..wyprowadziłam się nie z jedną torbą jak poprzednim razem żeby móc do niego często zaglądać pod byle pretekstem..a zabierając wszystko co moje - mam nadzieję że zmobilizuje mnie to do tego żeby odciąć się od mojego uzależnienia..z którym tyle razy już przegrałam...
                        • fionka4u do aaugustw 24.10.10, 23:08
                          aaugustw napisał:
                          _____________________________________.
                          > Zycie to jeden wielki deal, a czlowiek
                          > to jedno wielkie EGO... - Ty sobie dalas
                          > te "jeszcze jedna szansę," - nie jemu...!
                          > (znowu przegralas ze swoim uzaleznieniem!).
                          > A...

                          Niestety...tak było...po raz kolejny jestem na "odstawieniu" i wcale nie jest łatwiej - pół roku podejrzeń braku zaufania i nowych barier do pokonania na szczęście są ludzie którzy chcą mi pomóc - nawet wbrew mojej woli - już to doceniam chociaż są dni, że toczę wiele walk z samą sobą - i...chyba zaczynam choć trochę stawiać się w jego sytuacji - jego ciągłej walki z samym sobą - niespełnionymi obietnicami i brakiem konsekwencji - a ja niby co lepsza ... ciągle to samo ultimatum, płacze, nerwy a tak naprawdę stoję przy nim potulnie coby się nie działo wyczekując słowa przepraszam które załatwia wszystko..czasem wręcz wymuszone i wkładane przeze mnie w jego usta...
                          Siłą wypychałam go na terapię - sama chciałam przestać chodzić tam jak najszybciej..
                          I nawet teraz kiedy zdecydował że nam obojgu nie jest po drodze bo priorytety są inne - on jednak nie wyobraża sobie życia bez picia - byłam w stanie zaakceptować to że raz na pół roku pojedzie na 3 dni zaszyje się gdzieś zapije i wróci do domu jak gdyby nigdy nic - zapominając o tym że to przecież niemożliwe.. sama już nie wiem czy to on mną tak zmanipulował czy to ja sama usprawiedliwiam moje uzależnienie od niego..wszystko potrafiąc sobie wytłumaczyć..zwłaszcza że przez tyle czasu "świetnie" sobie radził zastępując alkohol modnymi ostatnio dopalaczami a ja przymykałam oko traktując nowe hobby jako mniejsze zło..
                          I po pół roku doprowadziło mnie to do tego samego punktu tych...samych emocji...
                          Tym razem powiedziałam rodzicom o wyprowadzce rodzeństwu i znajomym o jej powodzie..wyprowadziłam się nie z jedną torbą jak poprzednim razem żeby móc do niego często zaglądać pod byle pretekstem..a zabierając wszystko co moje - mam nadzieję że zmobilizuje mnie to do tego żeby odciąć się od mojego uzależnienia..z którym tyle razy już przegrałam...
                          • aaugustw Do Fionki... 25.10.10, 13:50
                            Nie przejmuj sie Fionka... - Ty jeszcze nie zdajesz sobie nawet z tego sprawy,
                            ile korzysci mozesz z tych swoich doswiadczen wyniesc, pod warunkiem ze nic
                            nie pojdzie z tego na marne...
                            Teraz gdy jestes sama masz czas, aby wreszcie spojrzec na siebie i... do siebie.
                            Zacznij odkrywac siebie i nie pozostawaj z tym bagazem doswiadczen sama... -
                            Podziel sie z nim z innymi.
                            Trzymaj sie blisko zwyciezcow...!
                            Ja wiem po Twoim pisaniu, ze Ty dasz sobie ze soba rade, a wtedy zobaczysz
                            jaki ten swiat jest piekny, mimo ze nic sie on nie zmienil w tym czasie, kiedy Ty sie zmienialas...!
                            A... ;-)
    • zolwik123-to-ja Nie poddawaj się... 28.10.10, 15:47
      .... napewno wytrzymasz. Miałam taką samą sytuację i w końcu nie wytrzymałam i wyrzuciłam dziada na zbity pysk! Fakt - musiałam się wyprowadzić ze swojego domu na rok czasu, by się od niego uwolnić, bo dochodziło do takich sytuacji, że przyprowadzał na podwórko swoich "szemranych kolesiów" i pijąc z nimi wyzywał mnie na całe podwórko i namawiał ich, by mi coś zrobili - bałam się o siebie i naszego 5-letniego wówczas synka. Kiedy zobaczył, że już nie mieszkam u siebie i nie ma jak mnie zastraszać, to w końcu dał sobie spokój, a ja po roku wróciłam do siebie mieszkać. W tym roku minęło 16 lat jak się go pozbyłam. Prubowałam chodzić też na terapie dla współuzależnionych, ale stwierdziłam, że osoby tam uczęszczające miały jeszcze gorsze życie ode mnie, więc zrezygnowałam z tych spotkań (nawet psycholog stwierdził,że nie potrzebna mi jest ta terapia, bo doskonale radze sobie sama ztym problemem). Zawsze myślałam pozytywnie, że kiedyś w końcu mi się w życiu poszczęści i choć długo to trwało jestem zadowolona z życia, ale jestem nadal sama. My kobiety z takimi doświadczeniami w swoim życiu przy każdym następnym związku doszukujemy się niestety takich samych zachowań jak w poprzednich związkach, co utrudnia nam znalezienie drugiej połówki i zaufaniu jej. Ale myślę, że jeśli będziesz chciała, to jeszcze ułożysz sobie życie z kimś normalnym. A mój były jest obecnie bezdomny, bo takie sobie wybrał życie i nic się w nim nie zmieniło, więc próżne były wówczas moje starania o to, by mógł się zmienić - alkoholik nigdy nie wyleczy się ze swego nałogu, może jedynie go zaleczyć na jakiś czas. Wierze w Ciebie i życzę Ci powodzenia, pozdrawiam. Ela
      • aaugustw Re: Nie poddawaj się... 28.10.10, 17:50
        zolwik123-to-ja napisała:
        > .... Miałam taką samą sytuację i w końcu nie wytrzymałam i wyrzuciłam dziada na zbity pysk!...
        > ... W tym roku minęło 16 lat jak się go pozbyłam. Prubowałam chodzić też na terapie dla współuzależnionych, ale stwierdziłam, że osoby tam uczęszczające miały jeszcze gorsze życie ode mnie, więc zrezygnowałam...
        > ... alkoholik nigdy nie wyleczy się ze swego nałogu, może jedynie go zaleczyć na jakiś czas.
        ____________________________________________________.
        Elu, Ty nie przerobilas swego zadania domowego...!
        Po pierwsze; po 16 latach masz dalej chore emocje.
        Po drugie: to nie dziad, lecz chory czlowiek...
        Po trzecie; "Nigdy nie mow nigdy"... - Alkoholik doskonale moze
        wyzdrowiec z tej choroby na zawsze i za zycia, czego nie mozna
        powiedziec o Tobie; chorej, nie "zaleczonej" wspoluzaleznionej...!
        A...
        • wiesj23 Re: Nie poddawaj się... 30.10.10, 18:40
          chopie nie pijesz ale myślenie to masz uzależnione.Zabrakło ci alkoholu to latasz po internecie i dalej zgrywasz boga.
        • zolwik123-to-ja Re: Nie poddawaj się... 06.11.10, 16:29
          pierdu, pierdu, a ja posłucham.... Całe moje życie opiera się na alkoholikach - najpierw ojciec (bił,pił,wynosił z domu,znęcał się nad rodziną i od alkoholu umarł), następnie ojciec mojego syna (tak jak opisałam i też prubował bić,znęcał się,wynosił zdomu i skończył na ulicy), a teraz syn poszedł też w jego ślady (szukałam pomocy w różnych instytucjach, by nie był taki jak on,ale tej pomocy NIE ZNALAZŁAM - i też wynosił z domu,były awantyry itp i już ze mną nie mieszka). Przeczytałam wszystko na temat alkoholizmu, chodziłam na wspólne terapie z synem (skierowali go po moich usilnych prośbach o pomoc w szkole podstawowej na terapie..... antynarkotykową - monar. Dla małoletnich alkoholików nie ma pomocy - państwo nie przewidziało, że małoletni też może zostać alkoholikiem), więc nie mów mi, że alkoholika można z tej choroby wyleczyć. Na moich notatkach o alkoholiźmie i doświadczeniach z życia z alkoholikami ktoś napisał prace dyplomową na mature i zdał celująco, więc NIKT mi nie powie, że jestem "chora" i nic na ten temet nie wiem. Miałaś/eś takie życie przez ponad 35 lat??? Więc nie mów mi, co ja na ten temat mogę wiedzieć!
          • wolfigen Re: Nie poddawaj się... 06.11.10, 17:06
            a co zrobilas sama ze soba przez te 35 lat dziewczyno?.......bez urazy.
            ojciec menel, mąż menel.....a Ty co?.....wychowałaś syna na następnego strukturalnego menela. wiesz kim będą Twoje wnuki?......bo ja sie domyślam / bez urazy/....to jest tak zwane : pokoleniowe dziedziczenie syfu. a czemu syfu? bo jak sie w syfie wyrosło, trudno sobie wyobrazić , że życie może wyglądać inaczej. aby byłło konkretnie i na temat:
            chcesz zmieniać świat wokół- zacznij od siebie !...to prawda banalna, ale niemal niewykonalna w 80%...dlaatego jedni mają ptasie mleczko, drudzy ptasie guano. to jest norma'pozdrawiam
      • fionka4u Re: Nie poddawaj się... 29.10.10, 09:37
        Na razie się trzymam...na szczęście mi tego nie utrudnia i mam wrażenie, że chyba na razie jest z tego powodu zadowolony i tez chce jak najszybciej zamknąć pewien rozdział w swoim życiu - wrócić do tego co dobre bo przecież to ja przez cały czas stałam mu na drodze do jego szczęścia. Robiąc mu ciągłe awantury i "kopiąc leżącego" kiedy był na kacu wyciągając wtedy wszystkie moje bolączki...może to i prawda...pewnie gdzieś tam się po drodze minęliśmy..mnie przez te wszystkie jego akcje..powoli też się odechciewało..(zresztą dlatego tym razem się napił - ponieważ o niego nie dbałam tak jak on by sobie tego życzył) teraz z jednej strony czuję ulgę że w końcu będę wolna już nie będę musiała się, martwić denerwować - bo dochodziło do sytuacji takich kiedy spóźniał się 15 min a ja już nie mogłam znaleźć sobie miejsca denerwując się i układając najczarniejszy scenariusz ...obsesja.. z drugiej strony to wszystko jest strasznie przykre że człowiek przez tyle lat wybacza i zapomina rzeczy, których chyba nie powinno się tolerować, chce pomóc, a to wszystko i tak ostatecznie okazuje się syzyfową pracą, która nie ma sensu..tak naprawdę to zaczęłam zastanawiać się czy tak naprawdę to on już dawno nie przestał mnie kochać - a było mu wygodnie bo zawsze był ktoś kto po burzy jednak był przy nim - łagodząc wszystkie konsekwencje...bo przecież tak naprawdę tego wszystkiego nie można tłumaczyć chorobą..miałam siłę z nim być będę miała i teraz...chociaż nie jest najłatwiej...
        • boja55 Re: Nie poddawaj się... 29.10.10, 17:06
          fionka4u jestem alkoholikiem i w pełni Cię rozumiem.Podjęłaś jedyną słuszną decyzję odchodząc od niego.Pamiętam jak sam przyrzekałem,przysięgałem swojej żonie że już nigdy więcej i szedłem pić.Nie bierz tego do siebie że poszedł pić bo o niego nie dbałaś,bo alkoholik wymyśli sobie każdy pretekst aby się napić.Alkoholizm jest chorobą,choć ludziom stojącym z boku trudno to zrozumieć.Jak w takim razie można wytłumaczyć mój ostatni dwuletni ciąg,kiedy przez ten czas byłem na okrągło pijany,bo bałem się wytrzeźwieć,kiedy rzuciłem pracę i dla mnie jedynym pragnieniem było tylko jak tu się dalej napić.Myślisz że ja tak chciałem,że robiłem to rozmyślnie? Nie,ja nie chciałem już pić,a nie mogłem tego rzucić,bo było to ponad moje siły.Czasami zaczynałem myśleć,chciałem przestać pić,ale nie mogłem, alkohol zawładnął całym mną.A co do Ciebie,to myślę że może spróbuj iść na terapię,miting Al-Anon i nie myśl że inne kobiety miały gorzej niż Ty.Tak jak nie jest ważne czy alkoholik pił alkohol z "górnej półki" czy "wynalazki" jeden i drugi jest alkoholikiem
    • georgaa Re: po rozstaniu z alkoholikiem.... 30.12.25, 14:26
      Przeczytaj co napisałaś ! Jeszcze się zastanawiasz,? Horror.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka