Dodaj do ulubionych

Alkoholik w pracy

IP: 83.27.8.* 05.02.04, 16:24
W dzisiejszej Gazecie Prawnej przeczytałam co następuje: "Stwierdzono, że
alkoholicy częściej poddają się leczeniu na skutek wymagań firmy niż
rodziny. Tu okazuje się, że bodaj najskuteczniejszym środkiem jest nacisk ze
strony zwierzchników. Skuteczna bywa rozmowa. Jednak wyłącznie wówczas, gdy
przeprowadza ją osoba, do której delikwent ma zaufanie."
Co o tym sądzą osoby trzeźwiejące? Czy faktycznie tak jest? Bo jakoś trudno
mi w to uwierzyć. Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • hepik1 Re: Alkoholik w pracy 05.02.04, 16:55
      Wydaje się,że to dane dotyczące raczej Europy Zachodniej czy wręcz Stanów,wątpię
      by w polskiej obecnej rzeczywistości,któryś z pracodawców dbał o takie
      szczegóły.Choć za komuny tak zdajsie bywało,że na wniosek zakładu pracy
      kierowano na leczenia ale to jakiś weteran by musiał przypomnieć.Inna sprawa,że
      wtedy leczenie polegało na zupełnie czym innym.Pozdr.
    • Gość: gb Re: Alkoholik w pracy IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 05.02.04, 20:00
      Niedawno mialam okazję przyjżec się pewnej sytuacji. Pani X pół roku nie pije,
      ktoregos wieczoru jednak decyduje sie ukoić smutki ale....na tym nie
      poprzestaje, poprawia rano i udaje sie do pracy. Tam wspolpracownicy przez ok
      3 godz. udaja niewidomych a wspomniana Pani zatacza się i kompromituje.
      Reakcja zwierzchnika następuje dopiero na skutek interwencji z zewnątrz.
      Komentarz jest następujący....nikt nie mowi o chorobie, słowa alkoholizm nikt
      nie używa, zwierzchnik nie informuje o powodzie nieobecnosci i zabrania rozmów
      na ten temat a nawet sugeruje by o sprawie jak najszybciej zapomnieć. To nie
      to. Takie rzeczy nie zdarzaja sie takim ludziom jak Pani X. Coś mi to wyglada
      na dulszczyzne. To tylko jeden przykład, innych nie znam ale ciekawa jestem
      reakcji pracodawców.
    • kleofas11 Re: Alkoholik w pracy 05.02.04, 20:57
      hermi, po co się nad tym zastanawiasz, do czego ci to tak naprawdę potrzebne?
      Ja musiałem upaść nisko i sam stwierdzić, że chcę się podnieść. Ale decyzję o
      udaniu się do poradni podjąłem "dla rodziny". Dopiero potem zrozumiałem, że
      trzeźwieję dla siebie. Niczyje słowa nie docierały do mnie dopóki nie
      zdecydowałem, że jednak chcę żyć. To, że jakąś perswazją można przekonać
      alkoholika aby się leczył dowiadywałem się później z amerykańskich filmów.
      Teorytycznie najlepiej kiedy wszyscy wpółdziałają; rodzina i zwierzchnik i
      terapeuta.Tam jest inna świadomość problemu u szefów. Ale myślę, że
      zastanawianie się nad tym bez konkretnej sytuacji jest stratą czasu.
      • jklepacz Re: Alkoholik w pracy 06.02.04, 01:27
        alkoholik w pracy zawsze jest super
        czesto się kamufluje
        a polski pracodawca nie toleruje jego choroby a gdy się dowie to delikwent
        często się zegna z pracą
        sam już trzykrotnie tego doświadczyłem,chociaz ostatnią prace straciłem na
        własne życzenie
        a leczenie alkoholika na siłę nie ma sensu
        to trzeba trzeźwieć dla siebie nie dla rodziny ,przyjaciół czy pracy
        jakikolwiek dalsze rozważania odłożył bym w kąt
        pozdr
        Jutro też jest dzien trzeźwego alkoholika
      • Gość: hermi do kleofasa11 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.04, 08:44
        Zastanowiłam się nad tym, bo orientując się trochę w mechanizmach tej choroby,
        nie wydało mi się prawdziwe stwierdzenie, czy sugestia autora arykułu, że
        alkoholikowi może pomóc zwierzchnik. Byłam ciekawa, czy komuś z forumowiczów
        przydarzyła się taka sytuacja, że jego przełożony "natchnął" go do pójścia na
        terapię. Poruszyłam ten temat, bo uważam, że takie uproszczenie wprowadza w
        błąd laików.
        • hepik1 Re: do kleofasa11 06.02.04, 09:17
          Mnie się wydaje,że z mechanizmem choroby to,kto może "natchnąć"chyba nie ma nic
          wspólnego.Jeśli wierzymy w Boga czy Siłę wyższa to wierzymy ,że nic nie dzieje
          się przypadkiem,że w naszym życiu ktoś czy cos staje na drodze i prób€je wskazać
          co dalej,co można zrobic.I takich ludzi i zdarzeń jest całe mnóstwo.Pytanie
          tylko czy my to "coś" dostrzegamy i czy jesteśmy gotowi przyjąć te wskazówki czy
          wręcz pomoc.W Polsce przy takim wyścigu szczurów,walce o zachowanie pracy nałóg
          raczej powodem do zwolnienia i to nie tego czynnego alkoholika ale tego
          trzeźwiejącego właśnie.Chyba ,że będziemy mieli szczęście na natrafienie szefa
          ,który sam jest alkoholikiem i sam trzeźwieje.Zupełnie inaczej wyglada to w Usa
          ,ktoś o tym stamtąd o tym pisał,choć było to na innym forum.Może kiedyś to
          odnajdę,to wkleję.A ja osobiscie poznałem człowieka,górnika,któremu sztygar
          czyli bezpośredni przełożony powiedział o AA i innych możliwościach leczenia.Ale
          na pewno nie było to działanie standardowe a stało się tylko tak dlatego,bo to
          dobry i mądry człowiek po prostu był.Pozdr.
        • Gość: maliana Re: do kleofasa11 IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.02.04, 11:07
          Zależy. Mojego znajomego z terapii "natchnął" do leczenia właśnie przełożony.
          Podczas delegacji poszli do knajpy na dobry obiad, i szef wyłłuszczył mu co
          następuje: znany jest jego (kolegi) pozytywny stosunek do alkoholu (różne hece
          podczas wyjazdów służbowych), zaczynają się już z tego powodu kłopoty
          (zaniedbywanie pracy) wizerunek firmy leci na pysk (eksponowane stanowisko)
          ultimatum: leczenie lub zwolnienie. Jako pracownik - poza problemami z piciem-
          przedstawiał dla firmy wysoką wartość, wydajny, kreatywny, dobry szef,
          zorganizowany, kompetentny (był przełożonym grupy ludzi). Dodam, ze firma
          międzynarodowa, a szef ludzki. Cała rozmowa przytoczona tu przeze mnie w sposób
          skrótowy przebiegła w atmosferze życzliwości. Kolega oczywiście na terapię
          poszedł i rozpoczął trzeźwienie.
          • kleofas11 Re: do kleofasa11 13.02.04, 23:45
            Fajna historia. Zdarzyła się pewnie jednak wyjątkowo. Czy kolega rzeczywiście
            rozpoczął trzeźwienie to się za jakiś czas okaże. Na razie podporządkował się
            propozycji pójścia na terapię. A tak przy okazji: nie za bardzo wierzę, że był
            taki zorganizowany i wydajny skoro jednocześnie zauważono zaniedbywanie pracy.
            Co by nie mówić; szef znajomego popisał się. I nie wnikam czy jest ludzki czy
            po prostu wolał uniknąć zmian kadrowych.
    • wojtech451 Re: Alkoholik w pracy 06.02.04, 16:24
      U mnie sytuacja właściwie była odwrotna. Na terapii poznałem człowieka, który
      prowadził dość duże interesy. W ciągu 4 tygodni (przyszedł do ośrodka 2
      tygodnie po mnie) zaprzyjaźniliśmy się. Zaproponował mi pracę u siebie. Mój
      terapeuta zdecydowanie odradzał mi taki układ jako zbyt niebezpieczny dla mnie.
      A ja widziałem to jako dwuosobowe AA. Pierwsze dwa miesiące pracy były bardzo
      trudne. On wrócił do picia a ja będąc cały czas obok (24 na dobę oprócz
      wekendów) próbowałem go od tego odciągnąć. Kilkakrotnie doszło do szarpaniny,
      zabierałem mu i wylewalem ostentacyjne wódkę. Jeździliśmy razem na comiesięczne
      spotkania terapeutyczne - on był tylko dwa razy. Mimo moich starań pił coraz
      więcej, pracował zrywami, pogrążał i tak zadłużoną firmę. Wielokrotnie
      znosiłem go pijącego z gwinta na przednim siedzeniu samochodu podczas gdy ja
      siedziałem za kierownicą. Byłem jego "prawą ręką" ale nie tą, która podnosiła
      szklankę z wódką do ust. Był to dla mnie olbrzymi stres przed którym terapeuta
      mnie przestrzegał. Widząc moje starania i zabiegi, wręcz walkę o jego trzeźwość
      nazwał mnie nawet "Mojżeszem" - w sensie - człowiek który chce zbawić świat.
      Zrobiłem wszystko co było w mojej mocy aby ponowił terapię, przestał pić,
      niestety nie pomogło. Nie dałem rady, spasowałem, odszedłem z firmy po 11
      miesiącach. Przy odejściu zapytałem tylko o jedno:
      - W prawie tym samym czasie wyszliśmy z ośrodka. Gdzie dzisiaj jesteś ty a
      gdzie ja? Odpowiedzi nie było.
      Gdy mój terapeuta na kolejnym zjeździe dowiedział się że odszedłem z firmy i
      dałem sobie spokój z wyciąganiem mojego przyjaciela i szefa z alkoholizmu
      powiedział mi że miał bardzo duże obawy czy aby podczas tej mojej "misji
      Mojżesza" sam nie sięgnę po kieliszek. Obawy nie były bezpodstawne, kilka razy
      byłem blisko, bardzo blisko.
      • kleofas11 Re: Alkoholik w pracy 07.02.04, 22:39
        Biorąc pod uwagę okoliczności i krótki wtedy staż abstynencki skończyła się ta
        chora sytuacja nadzwyczaj dla ciebie pomyślnie. Tylko po co sobie fundować
        takie wyzwalacze?
        A jeśli chodzi o szefów i moje picie to zawsze okazywali zdumienie, że moje
        nawalanki ( a miałem ich duży asortyment ) są spowodowane alkoholizmem.
        Wyjaśnię, że od dawna się leczę ale zapijałem i zawsze wiązało się to w końcu z
        utratą pracy. Byłem na początku bardzo dobrym pracownikiem ale gdy zapijałem
        zaczynały się kłopoty ( nagłe zwolnienia, telefony o urlop gdy miałem sporo
        rozbabranej roboty itp.). Szefowie po prostu głupieli w takiej sytuacji bo z
        rzetelnego i operatywnego gościa nagle im się zmieniałem w roztelepanego
        emocjonalnie lawiranta. Miałem taką sytuację, że w ciągu 2 lat pracy byłem 2
        razy na odwyku a miałem samodzielne stanowisko i bardzo dobrze byłem oceniany.
        Praca była jednak bardzo dla mnie stresująca. Zamiast znależć inne rozwiązania
        zacząłem pić. Jednak umówiłem się z szefem, że po odwyku wrócę do roboty ale
        następnych odwyków nie będzie, jeśli będą to koniec z pracą.
        Po roku znów zapiłem, znów odwyk i rozstaliśmy się. Wiem jednak, że szczególnie
        za pierwszym razem nie umiał podjąć decyzji i konsultował się parokrotnie ze
        swoim zwierzchnikiem w innym mieście. Ten ważniejszy raczej chciał się mnie od
        razu pozbyć, jednak wtedy zostałem. Wcześniej w innych firmach też musiałem
        odejść, gdy wracałem do picia. Nigdy też nie było to "z dnia na dzień",
        szefowie nie wiedzieli co robić. Szkoda im było dobrego pracownika, który
        zamieniał się w bumelanta. Żaden nie wiedział nic jak postąpić w przypadku
        pracownika-alkoholika.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka