karmela.s
18.10.10, 02:12
jeden rok, miłość. on teraz pyta, czy żałuję.
taniec godowy był zakrapiany, jako że alkohol zwykle spożywany podczas schadzek. sama nie wylewałam za kołnierz, może dlatego późno zauważyłam, jak jest. byliśmy zakochani, związek się rozwijał, choć było poczucie samotności, kiedy był nietrzeźwy, no i czasem zażenowanie w sytuacjach społecznych. poza tym doświadczyłam samego dobra. kiedy się rypło, koniec też był właściwie dobry. uczciwy. ukochany rzekł, że jest uzależniony. odrzucił propozycję wspólnej terapii. nie chce się ze mną leczyć, chce pić.
teraz jestem sama i mam
ogromny wstręt do alkoholu, kiedyś cieszył, teraz tyle mi odebrał
skupienie życia w kontekście picia/nie picia
szacunek do byłego, za określenie priorytetów bez ściemy
wkurw na byłego, że ze mnie zrezygnował,
poczucie odrzucenia w związku z powyższym, wszak puszka piwa jest bardziej atrakcyjna, niż ja
rozpacz
miłość, z która nie wiem, co zrobić
w sumie sprawa nie jest skomplikowana. mogliśmy być razem, ale nie będziemy.
czeka mnie dużo pracy, którą widzę jako ciężar. przestać się szarpać, pogodzić z utratą.
ale jak?