mama-lala
16.06.13, 22:46
Witam,
proszę o pomoc, bo w internecie nie znajduję odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Mój mąż pije - moim zdaniem za często, jednak on twierdzi, że pije mało i nie ma problemu, tzn. może przestać, ale nie chce, bo lubi.
Pije co najmniej raz w tygodniu - w piątki. Zaczyna na ogół od czterech piw, a potem jest mu mało i idzie po więcej - np. następne cztery, chyba, że w domu jest jakiś inny alkohol, to otwiera sobie np. butelkę wina albo whisky - na ogół nie wypija całej, bo zasypia. Pije w domu, sam. Sam z siebie się nie awanturuje, chyba, że mu podpadnę - np. proszę, żeby się nie upijał. Nie bije, tylko krzyczy.
Zdarza się, że pije częściej, jak np. ma mieć następnego dnia wolne. Zdarza się też, że pije służbowo, z klientami, a potem wraca do domu i kontynuuje.
Najgorsze są urlopy, bo na ogół obiecuje, że nie będzie pił, ale najpóźniej trzeciego dnia jednak zaczyna - wiadomo, wszędzie dookoła widzi ludzi w kawiarniach, którzy popijają piwko, więc on też chce. Tak więc np. zaczyna w południe jedno, potem po południu jedno czy dwa i wieczorkiem już kilka.
Na imprezy prawie nie chodzimy, bo jest mi wstyd, że pije więcej i szybciej niż inni, zaczyna głupie dyskusje, pyskówki i nie może przestać. Nie potrafi skończyć, np. po dwóch czy trzech piwach, musi wypić więcej. Jeśli impreza za szybko się kończy, to on musi sobie coś dokupić do domu.
Następnego dnia odsypia, więc w każdą sobotę sprzątanie, zakupy, obiad i dzieci są na mojej głowie. Zdarza się, że pije też na kaca - czasem kończy się na dwóch, czasem czterech, albo i więcej.
Opisuję to dokładnie, bo już sama nie wiem, czy to jest normalne, czy nie - ja myślę, że nie, bo zaniedbuje dzieci i mnie.
Wiele razy obiecywał poprawę, ale jakoś mu nie wychodzi.
Dwa razy się zdarzyło, że w biały dzień wróciłam z dziećmi do domu i zastaliśmy go zalanego, zataczającego się i bełkoczącego - bo musiał się napić następnego dnia po imprezce.
Więc co teraz? Czytam w internecie, że mam nie zabraniać, nie wylewać, nie pilnować go. Czyli co - mam czekać, aż będzie gorzej i pozwalać? Ja nie chcę być żoną alkoholika i żeby nasze dzieci były dziećmi alkoholika. Wolę do tego nie dopuścić.
Czasem wydaje mi się, że chciałby przestać pić, ale wstydzi się przyznać, wstydzi się terapii, nie chce być uznany za alkoholika. On nie chce dorosnąć do roli ojca i męża, chce być takim luzakiem, jak za czasów studenckich.
Co mogę zrobić? Czy przymusowe leczenie wchodzi w grę? Albo separacja ze względu na pijaństwo? Boję się, że wytoczę działa dużego kalibru, a sąd uzna, że JESZCZE nie ma problemu. Wtedy mąż miałby argumenty przeciwko mnie.
Z drugiej strony myślę, że sama konfrontacja z biegłym od uzależnień i z sądem otrzeźwiła by go. Proszę o pomoc.