Dodaj do ulubionych

Nikt nie widzi że piję

07.09.04, 09:43
Mam problem z alkoholem,wiem to doskonale !Piję już parę lat, prawie
codziennie mogę wypic ok ćwiartki alkoholu. I nikt tego w domu nie zauważa!A
mieszka nas trochę, mama dzieci i ja z mężem.Wiele razy obiecywałam sobie, że
juz nie kupię alkoholu ale zawsze ulegam.Chyba sama sobie nie
poradzę.Papierosy rzuciłam 5 lat temu i udało mi się ale z alkoholem jest
trudniej.Czasem chciałabym,żeby ktoś zauważył to moze musiałabym przestać.Czy
jest nadzieja że sobie poradzę sama?
Obserwuj wątek
    • Gość: kubek Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.ld.euro-net.pl 07.09.04, 10:26
      NIE - a z tym nikt nie widzi - zapewniam że widzą tyle że na razie im to nie
      przeszkadza...
    • Gość: gwak Re: Nikt nie widzi że piję IP: 193.0.76.* 08.09.04, 11:36
      Bardzo ważne, że dostrzegasz problem i nie udajesz że go nie ma. To jest już
      coś. Jednak nie sadzę, że sama sobie z tym poradzisz. Alkoholizm to bardzo
      poważna choroba. Powinnaś zwrócić się o pomoc do innych ludzi, którzy mają
      problem z piciem i starają się żyć w trzeźwości. Myślę o wspólnotach
      Anonimowych Alkoholików.
      • lilak21 Re: Nikt nie widzi że piję 08.09.04, 13:08
        Tylko jak tam isc jeżeli nikt w domu nie wie,że mam taki problem.A nie są
        wyrozumiali w tym temacie- mój brat leczył się z alkoholizmu, ale dalej popija.
        popijam sobie sama popołudniu, nie tyle żeby się upić,mąż wraca wieczorem i
        nic nie zauważa.Więc jak mam o tym mówić? Wszyscy byliby w szoku!
        • Gość: qwak Re: Nikt nie widzi że piję IP: 193.0.76.* 08.09.04, 13:52
          Przecież jeżeli nie jesteś gotowa, to nie musisz mówić swoim bliskim o
          kontaktach z AA. Do otwartości trzeba dojrzeć, i właśnie wspólnota AA ma w tym
          pomóc.
        • Gość: kubek Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.ld.euro-net.pl 08.09.04, 13:54
          cóż zawsze mozesz nic nie mówić tyle że alkoholizm to choroba postępująca więc
          prędzej czy później się dowiedzą - dopiero wtedy będą w szoku...i mam
          pytanie...nie są wyrozumiali w temacie leczenia czy w temacie pijącego
          alkoholika ??
          pozdrawiam
          • lilak21 Re: Nikt nie widzi że piję 08.09.04, 14:06
            Wtym drugim a wogóle w temacie alkoholizmu
            • Gość: kubek Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.ld.euro-net.pl 08.09.04, 14:18
              tyle że to nie oni a Ty jesteś chora (właśnie chora...) i to Ty a nie oni bedą
              (lub nie) się leczyć...w końcu to Twoje życie...
              pozdrawiam
              • lilak21 Re: Nikt nie widzi że piję 08.09.04, 14:30
                Dzięki ale chyba nie mam tyle odwagi,żeby wywołac rewolucję w domu,z
                papierosami się udało to może spróbuję teraz z alkoholem.Chociaż popróbuję!Pa
                • valpoliczella Re: Nikt nie widzi że piję 12.09.04, 22:55

                  Zrob cos z tym! Sama jestem alkoholiczka, i nic z tym nie robie, i wiem jak to
                  boli! tyle , ze moje picie nikogo nie boli, bo mieszkam sama! Ale powoli
                  dojrzewam do terapii , bo sama nie dam rady! Ta choroba (jesli to choroba a nie
                  jakas bezsilnosc?) jest cholernie podstepna i silniejsza od mej woli! niestety!
                  @ Tak wiec, jesli masz dla kogo, to walcz, ja nie mam dla kogo, dlatego nie
                  walcze, a teksty typu wlacz dla siebie, bo masz jedno zycie, jakos mnie nie
                  przekonuja! Tak wiec, walcz!!!! zycze duzo sily!!!!
                  • Gość: Patryk Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 12.09.04, 23:29
                    O!A jak urlop?
                  • lilak21 Re: Nikt nie widzi że piję 13.09.04, 13:53
                    Dobrze wszystkim mówić -zapisz się na leczenie! Tylko żeby pójsć na leczenie
                    trzeba najpierw się przyznać do picia a w domu naprawdę nikt o tym nie
                    wie.Czasami mam do nich żal że nic nie widza tak jakbym nikogo nie obchodziła.
                    Nigdy się nie upijam. Kupuję pół litra i mam to na 2 lub 3 popołudnia.W
                    towarzystwie się kontroluję i również się nie upijam.Zresztą nie mogę dużo
                    wypić,bo później jestem chora.W sumie nie mam żadnych strat z tego powodu,
                    nikogo jeszcze nie skrzywdziłam moim piciem ale problem widzę, tym bardziej ze
                    mam brata alkoholika.(Czy skłonność do alkoholu jest dziedziczna?).Mój tata
                    lubił sobie wypić, a mama nawet nie ruszyła nigdy alkoholu. pozdrawiam.
                    • Gość: Anna Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.dip.t-dialin.net 14.09.04, 09:45
                      Witam.Nie masz strat a twoja psychika.Juz zrobilas pierwszy krok piszac tu.Nie
                      trzeba sie codziennie upijac aby byc alkoholikiem.Nikogo nie skrzywdzilas a co
                      z Toba samy siebie krzywdzisz najbardziej.Czy alkoholizm jest dziedziczny nie
                      wiem.Napewno dziedziczy sie predyspozycje a czy bedziemy pili to zalezy od sily
                      charakteru,otoczenia itp.Pozdrawian
                  • wojtech451 Re: Nikt............ - do valpoliczelli 13.09.04, 20:37
                    valpoliczella napisała:

                    > Zrob cos z tym! Sama jestem alkoholiczka, i nic z tym nie robie, ja nie mam
                    dla kogo.........................

                    Będąc na terapii usłyszałem dwie historie, pozwolisz, że przytoczę.

                    Wiesz zapewne, że istotnym jeżeli nie najważniejszym warunkiem trzeźwienia jest
                    motywacja. Jeden z pacjentów nie miał żadnej rodziny, samotny, stary kawaler,
                    stracił pracę, mieszkał u przypadkowych ludzi, jednym słowem - żadnych
                    przesłanek do wzbudzenia w nim chęci wytrzeźwienia, ZERO motywacji. Terapeuci w
                    ośrodku (skierowano go przymusowo) widząc jego sytuację nie mieli żadnego
                    punktu odniesienia aby tę motywację w nim wskrzesać. Wszyscy - trzynaście osób -
                    uznało że z niego nic nie będzie. Stało się jednak inaczej. Facet po wyjściu z
                    terapii, nie wziął kieliszka do ust, znalazł pracę, załatwił sobie mieszkanie,
                    prowadzi normalne zycie i NIE PIJE. Już dziewięć lat!!!
                    I do dzisiaj żaden z tych 13 terapeutów nie zna odpowiedzi na pytanie -
                    dlaczego on przestał pić?

                    Był też przypadek odwrotny.
                    Miał kochającą rodzinę, niezłą pracę, wzorowy, wręcz idealny pacjent. Aktywny
                    na zajęciach, wyróżniał się inteligencją, itd. itp. Rokowania do utrzymania
                    trzeźwości po wyjściu z ośrodka 100/100. Po 6 tygodniach terapi, po wręczeniu
                    dyplomów, pożegnalnej kawie i przemówieniach ten wzorowy wrócił do ośrodka po
                    DWOCH godzinach pijany w sztok. Dlaczego? Po co? Nie wiadomo. Pije dalej.

                    P.S.
                    Obydwie historie są prawdziwe.
                    • Gość: Allex Re: Nikt............ - do valpoliczelli IP: *.futuro.com.pl 13.09.04, 22:02
                      Wojtech - akto to rokował. Myśle, że nie ty. Myślę,, że są to takie rokowania
                      pijanych jeszcze pacjentów. Którzy liczą zdrowienie stratami. Właśnie tak jak
                      ktoś kto mówi - piję i nikt nie widzi jak zobaczą to będę miał motywację aby
                      przestać. A narazie jest spoko. Ten stary kawaler wiedział, ż enie jest spoko a
                      ten 100% wiedział że jest w porzo i tak się zazwyczaj kończy. A gdzie to jest
                      aż 13 głupich terapeutów.
                      Allex
    • Gość: Anna Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.dip.t-dialin.net 09.09.04, 14:40
      To Tobie sie wydaje ze nikt nie widzi ,Oni nie chca tego widziec .Moja matka
      tez niby nie widziala ze ojciec i brat pija tak bylo latwiej.Nie kazdy moze sie
      z tym pogodzic ze w ich rodzinie jest alkoholik.Pomysl o dzieciach obiecywanie
      nie wystarczy rob cos ratuj siebie i rodzine zycie jest tez bez alkoholu
      piekne.Idz do poradni szukaj wszedzie pomocy .Alkoholizm to choroba nie ma sie
      czego wstydzic.Wstyd to jest krasc.Jedni maja chore np nerki inni zoladek itp a
      Ty masz pecha dwoja dusza jest chora ,choroba nie wybiera.Ja nie pije ale wiem
      co to znaczy miec Alkoholika w domu.Moze byc tak choc nie musi ze ta cwiartka
      Tobie nie bedzie starczac i co wtedy.Moj brat i ojciec tez byli Alkoholikami
      ale niestety nie ma ich juz posrod nas.Nie strasze Ciebie Prosze rob
      cos.Pozdrawiam zycze wytrwania silnej woli
    • basia5073 Re: Nikt nie widzi że piję 01.10.04, 19:10
      Lilak21, przykro mi, ale nie poradzisz sobie sama..Ten problem Ciebie
      przerośnie. Nadejdzie dzień, ze najbliżsi Cię zdemaskują. Zacznie sie
      tłumaczenie, zaprzeczanie, kłamstwa i ostatecznie awantury. Z czasem tez
      zaczniesz zwiększać dawkę alkoholu, który wypijasz. Rozejrzyj się wokół. Na
      pewno jest ktoś, kto poda Tobie rękę...
      • andsin Re: Nikt nie widzi że piję 03.10.04, 17:06
        Siedem lat nie piję i wszyscy to w najbliższej rodzinie zauważyli, a wcześniej
        jak piłem to nikt niczego nie widział i nie słyszał.
        Dziwne prawda ?
        • lilak21 Re: Nikt nie widzi że piję 05.10.04, 21:26
          Wczoraj zmarł mój brat, miał 42 lata. Miał wylew a wczesniej pewnie padaczkę.
          A wszystko to pewnie z tego ze pił.Taki wykształcony kulturalny człowiek i co
          wódka zrobiła? Czy mnie czeka to samo? Dno

          • hepik1 Re: Nikt nie widzi że piję 05.10.04, 21:54
            lilak21 napisała:

            > Wczoraj zmarł mój brat, miał 42 lata. Miał wylew a wczesniej pewnie padaczkę.
            > A wszystko to pewnie z tego ze pił.Taki wykształcony kulturalny człowiek i co
            >
            > wódka zrobiła? Czy mnie czeka to samo? Dno

            Wyrazy współczucia.
            Alkoholizm jest chorobą śmiertelną.Tylko,że nie jest wpisywany do aktu zgonu
            jako przyczyna.
            Myślę,że jest to dobry moment by pomyslec o swoim życiu,o swoim piciu i co z tym
            zrobic.pare podpowiedzi juz otrzymałaś.Pozdr



    • Gość: Akmed Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.aster.pl / *.aster.pl 09.10.04, 23:55
      Szanse są niestety niewielkie. Czy na pewno nikt nie zauważa? Wątpię, może
      tylko nie maja odwagi powiedzieć?
      • Gość: Andrzej Re: Nikt nie widzi że piję IP: *.aster.pl 10.10.04, 13:40
        Teraz dopiero zauważam, że jak piłem to szefowa delikatnie zapytała;
        pracownicy "mówią", że Pan popija. I co ? nic ... sam się zwolniłem (byłem
        kadrowcem).
        • natasza33 Re: Nikt nie widzi ze pije 12.10.04, 11:37
          mozesz sprobowac sama
          pewnie ze nie ma gwarancji ze sie uda
          ale sprobowac zawsze mozna,
          ja probowalam kilka razy az sie udalo /grunt to dobrze przygotowac sie
          psychicznie, w sumie to z alkocholem bylo mi latwiej niz z papierosami /dodam
          ze wczesniej przez conajmniej 5 lat popijalam codziennie /minimum 2 piwa lub
          pol wina a okazyjnie i w weekendy wiele wiele wiecej/
          pozdrawiam i powodzenia zycze :)
          • lilak21 Re: Nikt nie widzi ze pije 16.10.04, 22:49
            Witam Natasza, jak Ci się udało samej? wszędzie tu słyszę ze samej nie da rady
            ja już dwa tygodnie nie kupiłam ani grama alkoholu. nie mówię że nic nie
            wypiłam bo w sobotę byli goście i piłam ale z umiarem. Z papierosami było mi
            łatwiej bo w ciąży nigdy nie paliłam tak teraz tezz przestałam i jużz nie
            zaczęłam nawet mnie nigdy nie ciągnie ale nie wiem czy z alkoholem dam radę
            pić tak jak wszyscy znajomi, przy okazji , bez wyrzutów sumienia.
          • bella15 Re: Nikt nie widzi ze pije 16.10.04, 23:26
            Witaj Nataszo 33
            A jak długo nie pijesz-sama?
            belka
    • Gość: fajka_niepokoju dzieci napewno widzą n/t IP: *.aster.pl 15.10.04, 09:38
      • natasza33 Re: dzieci napewno widzą n/t 22.10.04, 11:45
        witaj Lilak, witaj Belka
        przepraszam ze z takim opoznieniem odpowiadam ale rzadko tu zagladam odkad nie
        chleje
        a "nie pije sama" od jakis 7 miesiecy, moze troche wiecej moze mniej, juz nie
        licze
        faktem jest ze nie jestem 100% abstynentem ale jestem zadowolona z kolosalnej
        zmiany jakiej udalo mi sie dokonac w moim podejsciu do alkocholu
        jak to zrobilam sama? trudne pytanie, nie wiem, to napewno kwestia odpowiedniej
        motywacji, jedyne co moge zrobic to napisac jaka byla moja motywacja ale
        wiadomo, kazdego motywuje co innego
        mi pomogl strach przed byciem obrzydliwa pijaczka, nadszedl taki moment, w
        ktorym uswiadomilam sobie ze moje zycie dzien po dniu kreci sie wokol
        alkocholu, czasami juz o 15-tej myslami bylam "w barku" i liczylam czy
        wystarczy na dzisiaj, pamietam doskonale to latanie do sklepu wieczorem,
        chodzenie na kacu do pracy, wysuszona cere, since pod oczami rozpaczliwie
        maskowane makijazem, tysiace drobnych a jednak niezalatwionych spraw i to
        bezsensowne spedzanie wieczorow przy kieliszku czy szklance piwa i tak dzien w
        dzien przez ladnych kilka lat, w odstawke poszly wszystkie zainteresowania, na
        nic nie mialam sily, dzien zrobil sie beznadziejnie krotki, przestalam spotykas
        sie ze znajomymi, mialam wrazenie ze zycie plynie gdzies obok mnie, w zyciu
        wszystkich ludzi cos sie dzialo a moje wygladalo dzien w dzien tak samo, ten
        sam sklep, fotel, kieliszek, troche wstydu od czasu do czasu? nie chcialam tak
        dluzej, zaczelam czytac to forum, uswiadomilam sobie ze najprawdopodobniej to
        ostatni moment zeby nie wpasc w taki dol ze bez pomocy z zewnatrz sie nie
        obejdzie, wystraszylam sie tego jak moze za pare lat wygladac moje zycie,
        zaczelam bac sie alkocholu i to chyba wystarczylo zeby w pore oprzytomniec
        powiedzialam sobie stop, nie pilam ani kropli przez kilka miesiecy, na poczatku
        bylo ciezko, jak przy kazdym "rzucaniu", kazdy musi znalezc swoja droge, mi
        najbardziej pomagaja nagrody, robilam sobie bardzo duzo nagrod, wszystkie
        pieniadze ktore normalnie poszlyby na alkochol + te na papierosy /przestalam
        palic troche wczesniej niz pic/ przeznaczalam na kosmetyki , ciuchy, nawet
        dokladalam troche wiecej, mysle ze prawie kazda kobiete takie nagrody motywuja,
        zaczelam wiele lepiej wygladac, wszyscy dookola to zauwazyli /wniosek taki ze
        musieli tez widziec jak zle wygladalam wczesnieJ/, teraz wiem ze "niepicie"
        samo w sobie jest nagroda, zrobilam wiele fajnych rzeczy przez ten czas, zdalam
        egzaminy do ktorych pewnie nawet bym nie podeszla gdybym pila, tym samym mam
        nowy zawod i generalnie odkad przestalam chlac wszystko zmienilo sie bardzo na
        + , chce zeby tak zostalo, wiem jednoczesnie ze jestem "z tych podatnych" i
        wiem ze do konca zycia bedzie wisiec nade mna grozba "zostania wstretna
        pijaczka" wciaz sie tego boje ale ten strach bardzo mi pomaga
        a jak przychodzi mi ochota sie uchlac to z milosci do siebie ta ochote w sobie
        zabijam ale alkochol obrzydzilam sobie do tego stopnia ze nie jest to bardzo
        trudne
        oczywiscie nie wiem Lilak jaka jest dokladnie twoja sytuacja i to nie jest tak
        ze odwodze kogokolwiek od pojscia na terapie, mowie tylko ze mi udalo sie
        zmiecic role alk. w moim zyciu, na jak dlugo nie wiem, wiem ze mam tak zwane
        sklonnosci i musze sie pilnowac ale niekoniecznie musze kierowac sie do aa zeby
        sobie z problemem /przynajmniej na dzien dzisiejszy/ poradzic
        pozdrawiam i powodzenia zycze, Natasza
        ps. zapewniam cie ze WSZYSCY widza
        • Gość: ULKA Re: dzieci napewno widzą n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.04, 23:19
          O TO NIE MUSISZ SIE MARTWIĆ, ŻE NIKT NIE ZAUWAŻA ,BO NAPEWNO WIDZA TYLKO NIE
          MÓWIĄ NIC BO I TAK MAŁO KTO SIĘ DO TEGO PRZYZNAJE .JA TEŻ MAM W RODZINIE KOGOŚ
          TAKIEGO KTO PIJE ,TO JEST OSOBA MI BARDZO BLISKA JA BOJĘ SIĘ NA TEN TEMAT MÓWIĆ
          BO WIEM ŻE SIĘ DO TEGO NIE PRZYZNA,ŻE JEST ALKOHOLIKIEM .A MNIE SIĘ SERCE KRAJE
          JAK ZNAJDUJĘ TE PUSTE BUTELKI.NAPISZ CZEGO OCZEKUJESZ OD RODZINY TO MOŻE JA SIĘ
          OD CIEBIE DOWIEM ,JAK JA MAM ZAREAGOWAĆ .Z GÓRY DZIĘKUJĘ
          • lilak21 Re: dzieci napewno widzą n/t 05.11.04, 22:49
            Mam 2 dzieci juz dorosłych,które nie pija tzn czasami bardzo okazjonalnie i
            wydaje mi się, ze gdyby widziały to powiedziałyby mi, gdyz mamy dobry kontakt
            ze sobą,mąż czasami lubi sobie wypić ijak wraca do domu pod wpływem to i tak
            nie zauważy. Mój problem zauwazam tylko ja sama. obcujemy w towarzystwie które
            nie zauważa nic szkodliwego w piciu alkoholu nawet drinka codziennie.mnie więc
            jest trudno powiedzieć o moim problemie komukolwiek, a coraz bardziej
            utwierdzam sie, że samej trudno będzie mi sobie poradzić
        • szprota natasza 03.11.04, 01:01
          napisałaś: faktem jest ze nie jestem 100% abstynentem
          w taim razie nie jesteś abstynentką. to nie jest cecha stopniowalna.
        • Gość: kubek Re: dzieci napewno widzą n/t IP: *.ld.euro-net.pl 03.11.04, 10:42
          cóż na dziś jedziesz na zasadzie "idę w zaparte" i udowodnię wszystkim że
          jestem inna...pytanie po co i komu chcesz udowodnić...piszesz niekoniecznie
          terapia czy aa ("muszę się pilnować") wiele osób tak robiło przed Toba i będzie
          robiło po Tobie i im się nie udało - myślisz że jesteś wyjątkowa i że pierwsza
          odkryjesz "nową drogę" ?? tak z ciekawości zapytam
          pozdrawiam
          • Gość: stachu34 do Nataszy... IP: *.gda.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.04, 07:37
            Post o egoiźmie.
            Ciebie,droga Nataszo,drązy choroba alkoholowa,jak cholera.Przepraszam za
            porównanie..."życie z korkiem w tyłku",jak wystrzeli to wszystko zafajdasz.
            Minęło troszkę czasu od jego napisania,ciekawe jak tam z abstynencją?
            • natasza33 Re: do Nataszy... 11.11.04, 14:47
              dziekuje, z moja choroba calkiem dobrze /nigdy Stachu nie napisalam ze mnie nie
              drazy choroba, napisalam tylko ze lecze sie sama / radze sobie niezle, chociaz
              tak naprawde nic specjalnego nie robie, poprostu nie pije a co najciekawsze nie
              jest to okupione jakimis wyrzeczeniami, na moj gust choroba zostala zaleczona
              nawroty oczywiscie mozliwe ale po co z gory zakladac ze napewno beda
              nie wiem o co wam chodzi, dlaczego probujecie mi wmowic ze sie nie uda, czy aa
              ma jakis monopol na leczenie alkoholizmu?
              tak przeczuwalam ze moj post wywola zacietrzewienie u niektorych stalych
              bywalcow tego forum ale nie sadzilam ze beda mi wrozyc gowniana przyszlosc,
              Twoj scenariusz Stachu jest oczywiscie wsrod tych, ktore mam do wyboru, na
              szczescie wybor scenariusza nalezy do mnie, bogu dzieki nie do Ciebie
              pozdrawiam
              • hepik1 O Nataszy... 12.11.04, 07:01
                Nie piszę w obronie.Ale to co pisze Natasza mnie przekonuje.Taka jest jej prawda
                subiektywna.I jest tego zupełnie świadoma.Może panowie nie doczytali do końca:
                ".. i to nie jest tak
                ze odwodze kogokolwiek od pojscia na terapie, mowie tylko ze mi udalo sie
                zmiecic role alk. w moim zyciu, na jak dlugo nie wiem, wiem ze mam tak zwane
                sklonnosci i musze sie pilnowac ale niekoniecznie musze kierowac sie do aa zeby
                sobie z problemem /przynajmniej na dzien dzisiejszy/ poradzic"

                Nie chciałbym jakiegos zmasowanego ataku-ale jednak jest różnica w pewnych
                zachowaniach alkoholowych,różnica w piciu ciagami ,do zupełnej utraty
                świadomości,gdy z życiorysu wypisywany jest okres kilku,kilkunastu dni, okresy
                te są coraz dłuższe a skutki społeczne i zdrowotne dotkliwe i zkumulowane.
                A troche inaczej wygląda to u pijących codziennie,dużo mniejsze dawki ale
                bedących na rauszu (od rana do wieczora czy tylko wieczorami) z upiciami mniej
                lub bardziej częstszymi.Wszystko tutaj jest bardziej rozłozone w czasie.Co nie
                znaczy ,że kiedyś ten sposób picia nie przekształci sie w ten pierwszy.A nawet
                jest to bardzo prawdopodobne.
                Myślę,że z jednej strony to właśnie sposób picia ,z drugiej właśnie to różnica
                bycia w w drugiej czy na samym początku trzeciej fazy choroby alkoholowej.
                Na terapii jest takie zadanie,zaznaczania poszczególnych elementów (zachowań)by
                zorientowac się na jakim etapie jesteśmy.
                Osobiście zaznaczyłem wtedy dwa elementy z fazy trzeciej.Terapeuta powiedział
                ,że wystarczy-jednak ta trzecia faza jest.A akcja w tym filmie życia może w
                każdej chwili potoczyc sie błyskawicznie.I ja to przyjąłem.
                Myśle,że podjęcie leczenia właśnie na tym etapie jest najbardziej optymalne.Jest
                po prostu łatwiej.Nie ma jakieś strasznej obsesji napicia(choc są chwile
                trudne,zwłaszcza gdy dzieja sie rzeczy ,na które reagowaliśmy zapiciem) i jeśli
                sie przyjmie tozsamośc alkoholika,uwierzy w to,nie eksperymentuje ,nie sprawdza
                czy juz przeszło-jest dobrze.A uczestnictwo w AA ,nawet sporadyczne,gdy złe
                wspomnienia z okresu picia sie zacierają ,jest bardzo wskazane.Zawsze można
                wtedy zobaczyć siebie z przed jakiegoś czasu.
                Dlatego -wierzę Nataszy,że tak jest jak pisze.Jest to przy takim modelu picia
                możliwe.Ja podjałem leczenie ,nie pije i nie cierpię.Natasza podjeła jeszcze
                eksperyment,który do tej pory sie sprawdza.Pytanie czy o to chodzi i czy z tym
                jest jej dobrze?
                I jak długo będzie tak w miare dobrze...?
                Tego nie wie nikt.
                • babcia50 zanim wypijesz pomyśl czt warto ? 19.11.04, 19:07
                  ja żyję z mężem 29 latodkąd pamiętam pije aż doszło do tego że dostaje ataki
                  padaczki jak ma ciąg i przestaje pić bo ile można pić?więc zastanów sie czy
                  warto a tym bardziej masz dzieci,to nieprawda że niewidzą w domu że pijesz bo
                  przecież śmierdzisz alkocholem jak wypijesz odór okropny dziwię sie twojemu
                  mężowi że nieczuje smrodu?że niezaóważa problemu może niechce szukaj
                  porady w aa sama sobie nieporadzisz ale trzeba chcieć samemu
    • olivia25 Re: Nikt nie widzi że piję 06.12.04, 12:23
      HEY:)poszukaj w swoim mieście spotkań anonimowych alkoholików.W każdym mieście
      sa organizowane taki emeetingi,tam napewno dasz sobie radę z pomocą ludzi z tym
      samym problemem.Sama chodzę na grupe wsparcia od narkotyków duzo to pomaga ni
      ebiore od 4 lat.Pogody ducha Ci życzę
    • lilak21 Re: Nikt nie widzi że piję 21.01.05, 23:35
      lilak21 napisała:

      > czy kazdy alkoholik musi sie leczyć? mój wujek pił po trochu całe zycie
      kazdy w rodzinie wiedział ze lubi sobie sobie co dzień wypić, nikomu nie robił
      krzywdy nie awanturował sie dozył 85 lat, męza dziadkowie codziennie wypijali
      kieliszek alkoholu rano ( na rozszerzenie Zył podobno) też niby nałóg ale
      wydaje mi się ze dla nikogo nie szkodliwy, czy kazde picie musi skończyć się
      tak,że znajdziemy się na samym dnie? przecież dużo ludzi pije całe zycie
      inikomu to nie zagraza w takim stopniu jak się tu nieraz pisze/
      • deoand Re: Nikt nie widzi że piję 22.01.05, 00:17
        a czy zawsze jak przechodzisz przez ulicę na czerwonym swietle - musisz wpaśc
        pod samochód - ale możesz !
    • jerzy30 Nikt nie widzi że piję - czyżby????????????? 24.01.05, 11:02
      Widzą i czują [chociażby nosem] - cała Twoja rodzina, koledzy, koleżanki -
      wszyscy to widzą.
      Udają tylko "greka" - bo to trudny i wstydliwy temat.
      Nie łódź się zatem.
      Czerwone światło Ci mruga.
      Uzależnienie ma to do siebie, że się pogłębia - na razie jest to ćwiartka -
      jutro może być dwie flaszki. Tolerancja rośnie - ale potem drastycznie spada.
      Spytaj się czy widzą? Samemu jest trudniej sobie poradzić, więc skorzystaj z
      pomocy fachowców i tych co wiedzą czym jest uzależnienie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka