Dodaj do ulubionych

Ja, On i alkohol

10.08.06, 01:50
Przyszedł do mnie z ukrytą w torbie butelką wódki. Nie pierwszy raz...
Poprosiłam o pokazanie torby (wiem, to upokarzające i dla mnie i dla niego).
Ale musiałam to zrobić. Czułam, że może mieć alkohol. Nienawidzę, kiedy
czuję, że pił. Zawsze się tego wypiera. Wylałam wódkę. Poczuł się urażony.
Stwierdził, że grzebię mu w torbie. Nie zrobiłam tego. Pewnie powinnam Go od
razu pożegnać, ale ja - i to jest chyba najgorsze w tym wszystkim - prosiłam,
żeby został, żebyśmy rozmawiali. Wyszedł...
Od jakiegoś czasu czytuję wątki na tym forum. Kobiety wahające się czy żyć z
alkoholikiem bardzo często otrzymują odpowiedź, że nie warto marnować sobie
życia, że trzeba czym prędzej zakończyć znajomość z osobą uzależnioną.
Cytuję "Subiektywnie uważam, że jedyną metodą na alkoholika jest wskazanie mu
drzwi i definitywne pozbycie się go z własnego życia". Chyba właśnie pozbyłam
się Go ze swego życia. Nie wiem, może tak lepiej. Może rozsądniej. Muszę
myśleć o sobie, o swoim życiu. I jeszcze jeden cytat z tego forum "życie jest
jedno i na dodatek szybko mija tak więc szanuj swoje i nie marnuj na byle kogo
bo w imie czego?"
Piszę to wszystko, bo chyba chcę się wygadać. A może staram się przekonać
samą siebie, że dobrze się stało, że wyszedł. Być może będzie chciał wrócić...
Nie jest mi teraz łatwo. Płaczę.... Chce wierzyć, że dobrze się stało jak się
stało...
Nie wiem czy to już współuzależnienie, ale zauważyłam u siebie niepokojące
objawy. Przed spotkaniem z Nim umieram ze strachu czy nie wyczuję od niego
alkoholu. Jest we mnie straszliwy lęk, że znów poczuję TEN ZAPACH (czy
raczej, mówiąc otwarcie: smród wódki). To człowiek uzależniony. 1,5 roku
temu, kiedy jeszcze się nie znaliśmy, był na terapii w osrodku zamkniętym.
Uznał fakt, że jest alkoholikiem. Chodził na meetingi, nie pił jakiś czas.
Jednak teraz coraz częściej zdarza się, że pije. Czy to znaczy, że terapia na
nic się zdała ? Czy to znaczy, że wrócił do picia ? Dodam, że nie pije może
dużo. Ale sam fakt, że pije jest już niepokojący. Pewnie nigdy nie zrozumiem
istoty tej choroby. Choć przyznam, że sama kilka lat temu miałam problem z
narkotykami. Udało mi się wyjść z tego bez pomocy innych, praktycznie od
razu, kiedy tak sobie postanowiłam. Tym bardziej nie rozumiem jego tzw.
wpadek alkoholowych.
Jest mi teraz cholernie ciężko. Płaczę.... Pisze do mnie teraz sms-y pełne
oskarżeń, że bawiłam się jego uczuciami. Chce wywołać we mnie poczucie winy ?
Przez pewnien czas przymykałam oko na jego popijanie. Zawsze kiedy wyczułam
od niego alkohol pytałam czy pił. Zaprzeczał. Tłumaczyłam to sobie tym, że
pewnie jestem przewrażliwiona i mi się tylko coś wydaje. Ale teraz
postanowiłam być konsekwentna i twarda. Stąd moja dzisiejsza prośba, by
pokazał mi swoją torbę. I się okazało, że ma małą flaszeczkę. Twierdził, że
nosił ją od kilku dni, bo nie wiedział co z nią zrobić, że chciał mi ją oddać.
MAM DOŚĆ JEGO KŁAMSTW I MATACTW !!!
Czy dobrze się stało, że wyszedł ??? Dla mnie jego wyjście jest pewnym
symbolem. Wyszedł, więc dokonał wyboru. Wybrał nie mnie...

Teraz dzwoni. Nie odbieram telefonu...
Obserwuj wątek
    • 7zahir Re: Ja, On i alkohol 10.08.06, 07:14
      Wybrał wódkę.
      Jeśli chcesz mu pomóc,to zajmij się sobą.
      Odrzucony przez wszystkich, ma większe szanse
      na podjęcie decyzji o trzeźwieniu.
      Idź na mityn Al Anon.
      Poczytaj tu :
      www.alkoholizm.akcjasos.pl/73.php
    • wojtech451 Re: Ja, On i alkohol 10.08.06, 08:37
      Nie miej ŻADNYCH wątpliwości i rozterek!
      Postąpiłaś właściwie, toleracja pogorszyłaby tylko Twoje życie. Może i na niego
      zadziała ten zimny prysznic. Treść listu świadczy o znajomości tematu i
      psychiki człowieka uzależnionego.

      > Dla mnie jego wyjście jest pewnym symbolem. Wyszedł, więc dokonał wyboru.
      > Wybrał nie mnie...

      I to jest kwintesencja!
      • magtomal Re: Ja, On i alkohol 10.08.06, 09:18
        Chciałabym móc napisać "walcz o niego, miłość jest silna etc", ale niestety
        prawda jest taka, że alkoholizm niszczy więzi i niszczy tych, którzy są blisko
        alkoholika. Żal tego uczucia, ale - dopóki niczego nie zbudowaliście -
        rzeczywiście lepiej zgodzić się na jego wybór (bo to on wybrał, jak słusznie
        zauważyłaś).
    • rauchen Re: Ja, On i alkohol 10.08.06, 12:29
      Te SMS-sy traktuj jako manipulacje, bo to nic innego.
      Postapilas tak jak powinnas,
      bo jak napisalas w temacie: Ja on i alkohol, taka jest faktyczna postac
      rzeczy,jest was troje,
      a alkohol jest bardzo zaborcza kochanka. I nigdy z nia nie wygrasz dopoki to on
      nie zacznie chciec skonczyc relacje z ta TRZECIA.

      Trzymaj sie naprawde cieplutko

      pozdrawiam
      • weronikab43 Re: Ja, On i alkohol 13.08.06, 22:16
        Dziewczyno nie załuj!!!!!Zacznij zyc swoim zyciem.miałam kontakt z kims tak
        uzaleznionym .Poswieciłam kawał swojego osobistego zycia, czasu .Zawiozłam na
        terapie , odwiedzałam , woziłam paczki, ulegałam .Pije nadal , pił nawet w
        trakcie terapii.Wiele tygo leczenia poszło na marne wyssał ze mnie cała dobra ,
        pozytywna energie.Ale to juz było , staram sie nie myslec , nie rozpamietuje
        .Wrociłam do swojego poprzedniego zycia , ale niczego nie załuje , to była dobra
        szkoła . To uzaleznieni dokonują wyborow . pozdrawiam i powodzenia zycze
    • gooch Re: Ja, On i alkohol 14.08.06, 00:11
      według mnie dobrze sie stało że wyszedł
      chociaż wyręczył Cię trochę - to nie ty pokazałaś mu drzwi, nawet próbowałaś go
      zatrzymać...
      bądź teraz konsekwentna i ich nie otwieraj. Gdzie twój instynkt samozachowawczy?
      A co do terapii: skoro twój znajomy uznał sie za uzaleźnionego, to wie też, że
      nie ma powrotu do kontrolowanego picia. Zapicia sie zdarzają, ale z tego, co
      piszesz, on po prostu nie chce utrzymywać abstynencji. Tak jak napisałaś: nie
      wybrał ciebie
    • awokador Re: Ja, On i alkohol 20.08.06, 11:15
      Witaj
      Napisalaś to 10 bm, jeżeli wytrwalaś to już o 10 dni jesteś bliżej
      siebie.Nie wierzę aby tak od razu zostawił Cię w spokoju, będą jeszcze różne
      ataki, wbudznie poczucia winy, oskarżenia, ba ,szntaze rOZnego rodzju, ale nie
      miej złudzeń!" Nie zaczął pić przez Ciebie i nie dla Ciebie przestanie" - cytat
      z poradni dla współuzależnionych.
      Ja w takiej sytuacji narzuciłam sobie całkowitą "abstynecję" od alkoholika.
      Liczyłam dni bez niego, kazdy następny był sukcesem.Bywało b. cięzko, miewałam
      chwile słabości ale wiedziłam jedno , jeżeli go wpuszczę do domu - piekło znów
      się zacznie ...
      Minęło prawie trzy lata, przez dwa nieustannie próbował wrócić - telefony,
      smesy i niespodziewane wizty, nie wpuściłam !
      Teraz żyję innym życiem, tak wpaniale, że nawet nigdy nie mogłam sobie tego
      wyobrażić.
      I nie mogę sie nadziwić, że to zalezało wyłącznie od MOJEJ decyzji, to JA
      wybrałam życie pełne upokorzeń, poniżenia, rozpaczy, kłamstw i manipulacji i
      oczywiście biedy, ciągłego niedostatku i to JA zdecydowalam z tym skończyć,
      wybrałam inny los.
      Serdecznie Cię pozdrawiam.
      Zyczę wytrwałości, bądż dzielna !
      • ona_bez_niego Re: Ja, On i alkohol 22.08.06, 00:24
        Niestety uległam...Zobaczyłam światełko w tunelu - stwierdził, że wróci na
        meetingi, na terapię. I rzeczywiście - kilka dni temu był na meetingu. Byłam
        przeszczęśliwa, kiedy przyjechałam po Niego i zobaczyłam, że wychodzi ze
        spotkania rozmawiając ze znajomymi z meetingu. Wczoraj spędziliśmy cudowny
        dzień. Tylko ja i On. A dziś ? Miał jechać na kolejny poranny meeting.
        Twierdzi, że był na nim, ale... ja znów czuję od niego alkohol. I znów wydawało
        mi się (a może raczej chciałam, żeby mi się wydawało), że to tylko moje
        złudzenie, przewrażliwienie... Ale tak nie jest. Czuję to wyraźnie. Cały pokój
        tonie w oparach wódki. Oczywiście zapewniał, że nic nie pił. Nie znalazłam w
        sobie tyle sił, by wskazać Mu drzwi. Zamilkłam i zamknęłam się w sobie.
        Teraz tu chcę się wygadać, wyrzucić to z siebie. Bo to ja mam problem. On chyba
        żadnego problemu nie ma. Śpi sobie w najlepsze od 2 godzin, a ja... ja znów
        płacząc błądzę po forach w poszukiwaniu... właśnie czego ? Nadziei ? Siły ?
        Siły do walki czy siły do tego, by powiedzieć STOP ?
        Wiem, że powinnam być konsekwentna. Wiem, że powinnam znaleźć w sobie tyle sił,
        by zakończyć tę znajomość. Z szacunku dla samej siebie... dla własnego dobra...
        dla Jego dobra... Ale to potwornie trudne. Jak to zrobić ?
        Chcę być szczęśliwa! Nie chcę żyć w ciągłym niepokoju czy spotkawszy się z nim
        wyczuję odór alkoholu! Nie chcę spać obok mężczyzny, który śmierdzi wódką!
        Dlaczego tak tudno odejść ? Wyrzucić Go ze swojego życia ?
        • 7zahir Re: Ja, On i alkohol 22.08.06, 07:44
          Krzywdzisz siebie i jego.
          Wiem, że to brzmi dziwnie.
          Poczytaj tu:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=41633658
        • aaugustw Re: Ja, On i alkohol 22.08.06, 11:21
          (Ona… napisala):
          > „a ja... ja znów płacząc błądzę po forach w poszukiwaniu... właśnie czego ?
          Nadziei ? Siły ? Siły do walki czy siły do tego, by powiedzieć STOP ?
          … Dlaczego tak tudno odejść ? Wyrzucić Go ze swojego życia ? “ <
          ___________________________________________________________________-
          Wiesz czego Ty szukasz? - Ty szukasz samej siebie!
          O jakim zyciu piszesz? Z jakiego swojego zycia chcesz go wyrzucic?
          Przeciez, Ty go jeszcze (tego swojego zycia) nie poznalas i nie masz.
          Jezeli chcesz to zmienic to zrob cos w tym kierunku.
          Na razie to Ty dalej bladzisz i w kolko sie krecisz!
          Nie boj sie tego przejscia ze ten drugi otoczajacy Cie mur...
          Tam tez jest zycie, na pewno nie gorsze od obecnego!
          A...
          A...
        • kylly Re: Ja, On i alkohol 22.08.06, 12:27
          hmmm nie uległaś...zachowałaś się całkiem normalnie....i zrobisz tak kolejny
          raz i kolejny i kolejny i tak całymi latami...aż on pojmie że jest chory (na
          dziś to raczej wykluczone...jeszcze musi sobie "popić" być może nawet do końca
          życia będzie pił) - albo aż Ty nie pojmiesz że robisz krzywdę i sobie i
          jemu....ale to już zależy tylko od Ciebie
        • alcine Re: Ja, On i alkohol 22.08.06, 20:06
          Przede wszystkim nie obwiniaj za nic siebie! To nie Twoja wina, że spotkała Cię
          sytuacja z którą nie umiesz się uporać. Mało kto umie. Dopóki nie zetknęłaś się
          z czyimś alkoholizmem realnie, nie masz prawa wiedzieć jak to jest i dlaczego
          tak Ci trudno. Zachowujesz się pozornie racjonalnie- ufasz obietnicom, dajesz
          wzbudzać w sobie poczucie winy i litość, popadasz z jednej skrajnej emocji w
          drugą.... To są wszystko zachowania typowe i jakoś tam uzasadnione w kontaktach
          z drugim człowiekiem. Tylko że w kontaktach z alkoholikiem prowadzą prosto w
          pułapkę jaką jest współuzależnienie. Dobra wiadomość jest taka, że możesz
          sięgnąć po ratunek. Tak jak alkoholik być może sięgnie po pomoc dla siebie
          kiedy już nie widzi innej możliwości, tak i osoby żyjące z nim mogą uzyskać
          pomoc kiedy ich życie staje się nie do zniesienia z powodu nadużywania alkoholu
          przez bliską im osobę. Owszem, nie jest to łatwe. Dla mnie w każdym razie nie
          było łatwe przyznanie się, że oto ja, z tzw. "dobrego domu", z dobrą pracą, po
          studiach i z dobrą sytuacją materialną mam szukać dla siebie pomocy wśród
          jakiegoś marginesu... Poradnie Odwykowe bardziej kojarzyły mi się z filią
          Ośrodka Pomocy Społecznej... No cóż, gdybym bardziej realistycznie podchodziła
          do życia, może pokonanie tych przekonań i dotarcie tam zajęłoby mi to trochę
          mniej czasu, może szybciej zaczęłabym dorastać i zmieniać siebie. Ale widać tak
          miało być, każdy musi sam w swoim tempie przejść przez to co jest mu potrzebne
          do rozwoju. Jeśli potrafisz, skorzystaj z tego i zgłoś się do poradni i na
          meeting AlAnonu. Nie rozwiąże to Twoich problemów od razu, ale nie będziesz
          sama, będziesz mogła komuś kto Cię rozumie powiedzieć to co tak bardzo starasz
          się ukrywać przed otoczeniem. Zdziwisz się jak bardzo nikt Cię tam nie
          wyśmieje, nie będzie oceniał ani nie będzie zmuszał do mówienia jeśli nie
          będziesz chciała. Powiem tak- mimo wszystkich moich obaw (a w wyobrażaniu sobie
          przeszkód i "a co będzie kiedy..?" jestem naprawdę dobra :)), poszukanie pomocy
          terapeuty i grupy AlAnon było najlepszą rzeczą jaką zrobiłam dla siebie od lat.
          Dla siebie, nie dla mojego męża (który nota bene nie pije od trzech lat).
          Zmieniam się, bo zrozumiałam dzięki temu że wiele jest w moim życiu do
          zrobienia żebym była szczęśliwa sama z sobą.
          Pytasz dlaczego tak trudno odejść i wyrzucić z życia kogoś z kim związek Cię
          krzywdzi. Tego się właśnie dowiesz na terapii, z lektur, z rozmów z innymi
          współuzależnionymi. Samo odejście w sytuacji gdy jesteś kompletnie
          zdezorientowana co do własnych uczuć, też Ci wiele nie pomoże. Odejdziesz
          fizycznie, a myślami będziesz się zadręczać... Możesz tak żyć jeśli tak
          wybierzesz, ale wiedz że nie musisz. Pozdrawiam serdecznie.
          • ona_bez_niego Re: Ja, On i alkohol 13.12.06, 00:17
            Od mojego ostatniego postu minęło blisko 4 miesiące.... Niestety kylly
            miał/miała rację pisząc "hmmm nie uległaś...zachowałaś się całkiem
            normalnie....i zrobisz tak kolejny raz i kolejny i kolejny". Ulegałam wiele
            razy. Przychodził pijany, śmierdzący wódą, prosił, błagał, płakał... Odtrącałam
            i pozwalałam wracać... Choć doskonale wiem, że powinnam być konsekwentna.
            Konsekwencji zabrakło. Zawsze widziałam w nim człowieka. Mimo mej złości,
            gniewu, żalu... Ale 1 grudnia nie wytrzymałam. Powiedziałam dość. Odwiozłam mu
            jego rzeczy. Przez kilka dni konsekwentnie nie odpowiadałam na jego sms-y,
            telefony. Myślę, że dojrzałam do decyzji, że to koniec. Nie widzę swej
            przyszłości z tym człowiekiem. Od partnera oczekuję czegoś innego... Chcę być
            szczęśliwa. Czy to dziwne ? On z ironią wypomina mi to, że chcę być szczęśliwa.
            Dziwne byłoby, gdybym nie chciała być szczęśliwa...
            Jego wczorajsze sms-y były pełne rozpaczy. Pił...Pewnie któryś dzień z kolei...
            Wymieniłam z nim kilka sms-ów. Chciałam przemówić mu do rozsądku (wiem, moje
            gadanie nic nie da, skoro sam nie będzie chciał sobie pomóc. teorie na temat
            alkoholizmu mam całkiem nieźle opanowaną). Poszedł pijany do pracy. I stało
            się... Stracił pracę. Dla mnie jest to niewyobrażalne jak można iść do pracy
            będąc pijanym. Nie mieści mi się to w głowie. Zresztą jest to już jego 4 utrata
            pracy w tym roku (choć pierwszy raz bezpośrednio z powodu alkoholu).
            Już nie mam sił pomagać mu w poszukiwaniach kolejnej pracy, już nie mam ochoty
            udostępniać mu swego komputera, by wysyłał ofert pracy, już nie mam ochoty go
            widzieć, nie mam ochoty utrzymywać go... Piszę to z wielkim żalem i bólem, bo
            jednak wciąż coś do tego faceta czuję. I nigdy nie pogodzę się, że ta podła
            choroba zabiera takiego-w gruncie rzeczy inteligentnego, jednak jeszcze
            wartościowego-człowieka.
            W czym zatem problem ?
            Przyjechał dziś do mnie pożyczyć pieniądze (swoją wypłatę, wprawdzie niewielką,
            stracił w ciągu kilku dni. po raz kolejny tak się niestety stało). Prosił o 20
            zł na jedzenie (mówiąc szczerze podejrzewam, że jednak na kolejną flachę. ale
            to już nie mój problem...). Po raz ostatni pożyczyłam mu jakieś pieniądze.
            Domyślam się, że niestety będzie pojawiał się u mnie częściej prosząc o
            pożyczkę. Znów powie, że nie ma na jedzenie.... I jak tu nie ulec ? Zostawić
            głodnego człowieka bez pomocy ? Oczywiście jakimś rozwiązaniem byłoby kupienie
            mu jedzenia. Ale na Boga ! Dlaczego ja mam pomagać komuś, kto na własne
            życzenie stracił pracę ? Kto przepijał notorycznie swoje pieniądze ? Potrafię
            powiedzieć "nie". Ale ja wciąż widzę w nim człowieka... Jeśli mu nie pomogę
            będę miała wyrzuty sumienia....
            Czy pomóc mu jednak w poszukiwaniach pracy ? Dla mnie to żaden problem
            powysyłać oferty pracy za niego czy udostępnić mu komputer, by sam to zrobił.
            Taki zwykły ludzki gest.
            No cóż, po raz kolejny sprawdził się znany scenariusz. Facet przez wódkę
            stracił pracę, został sam. Czy to już jego dno ? Może jeszcze zdąży odbić się
            od dna...
            Co mam zrobić ? Pomagać mu jakoś ? Tak po prostu... jak znajomemu....?
            Zamartwiam się tym co teraz zrobi, co się z nim stanie...
            A w głowie wciąż kołacze się jedna myśl: zajmij się sobą.... to Ty jesteś
            najważniejsza... zadbaj o swoje dobro....

            Co mam zrobić ???
            • myszabrum Re: Ja, On i alkohol 13.12.06, 00:31
              Mój tata mawiał, że jak kto ma miękkie serce, to musi mieć twardą d... Ja też
              mam miękkie serce i faceta na utrzymaniu. On już co prawda nie pije (przestał
              pić jakiś czas po mnie), ale do pracy nigdy nie będzie zdolny.

              Miłość przeminęła (tak, każda miłość przemija), a został zrujnowany fizycznie i
              bezradny człowiek, wobec którego próbuję być lojalna. Bo kiedyś, w tej wielkiej
              alkoholowej miłości mu przyrzekałam, że cokolwiek się stanie...
            • tranzyt80 Re: Ja, On i alkohol 13.12.06, 00:32
              ona_bez_niego napisała:
              > Co mam zrobić ???

              -no jak to co,jeszcze pytasz... ?!
              lec z rana do banku,bierz kredyt,ze 20.000zlociszkow i daj chlopu,
              tylko nie skap,jak poprosi o wiecej...
            • janulodz Re: Ja, On i alkohol 13.12.06, 00:34
              Dużo masz tych 20 złotówek?

              Bo on jeszcze może ..... dużo wypić. Pracować już nie.



            • xyz68 Re: Ja, On i alkohol 13.12.06, 08:27
              hmmmm smutna sytuacja...co robić ?? nic, dać mu jasno do zrozumienia że jego
              obecność w Twoim domu i życiu jest niepożadana...tyle że tego nie
              zrobisz...scenariusz przewiduję mniej więcej taki: on przestaje pić na 2,3
              tygodnie, może miesiące...TY uradowana że to wreszcie "ten czas", że wreszcie
              zrozumiał, że wreszcie "się leczy" - bo pójdzie do psychologa, może na
              miting...przygarniesz kolejny raz życiowego rozbitka...tyle że to dalej nie
              jego czas i za te parę tygodni odezwiesz się po raz kolejny....
            • wojtech451 Re: Ja, On i alkohol 13.12.06, 09:13
              ona_bez_niego napisała:
              > Co mam zrobić ???

              Kopnąć w dupę!
              Inni forumowicze juz wyjaśnili i TY wiesz dlaczego!

              > A w głowie wciąż kołacze się jedna myśl: zajmij się sobą.... to Ty jesteś
              > najważniejsza... zadbaj o swoje dobro....
              No właśnie!

              PS.
              Wiem, że masz wyrzuty sumienia ale nie ma innego wyjścia.
              Gdy ulegniesz on (jego alkoholizm) Cię zniszczy.
              • twoje_marzenie Re: Ja, On i alkohol 13.12.06, 21:56
                póki cza spewni to uciekaj!A co ja mam zrobić 16 lat małżeństwa,wspolny dorobek
                ,dzieci.Gdybym miał do kogo isc juz dawno bym to zrobiła.Niestety mąż sam nie
                chce sie wyprowadzić,a ja pewnie nie dojrzałam do tego żeby go wykurzyć z
                Naszego mieszkania
    • ja0010 Re: Ja, On i alkohol 14.12.06, 00:15
      Nie placz .Widze w Tobie silną kobietę...
      Nie placz,przeciez poradzisz sobie ...Nie placz,przeciez i po jego wyjsciu
      dalej jest Twoje zycie ...(ale glupoty mowiem -wiem .
      Chce Cie pocieszyc .Inaczej nie umiem)Nie placz,prosze...
      • ona_bez_niego Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 01:00
        Dziękuję wszystkim.... zarówno za słowa pocieszenia, jak i za te słowa pełne
        gorzkiej ironii...
        Dziś mam jeszcze większy chaos w głowie. Okazało się, że "mój" alko oprócz
        pracy stracił jeszcze - z dnia na dzień - pokój, który wynajmował. Stracił
        wszystko... Dziś pojechał na detoks (to już jego drugi detoks. poprzedni był 2
        lata temu). Pozwoliłam mu zostawić u siebie swoje rzeczy. Powiedziałam, żeby
        nie robił sobie złudnych nadziei... nas już nie ma. Prosił, bym jeszcze raz
        przemyślała tę decyzję. Prosił, bym pomogła mu pokonać chorobę....
        Mówiąc szczerze, nie spodziewałam się, że zdecyduje się na pójście do szpitala.
        Ale... no właśnie... czy ten jego detoks to rzeczywiście początek drogi do
        trzeźwości, która przecież prowadzi przez psychoterapię. Czy rzeczywiście
        dotarło wreszcie do niego, że przez swoje picie stracił wszystko co miał ? Czy
        wreszcie zacznie walczyć z chorobą ? Czy może to jego pójście do szpitala to
        taka swoista ucieczka przed światem, przed problemami ? Tam dadzą mu jeść,
        będzie miał dach nad głową...Niestety tylko przez 10 dni. A potem ? Wyjdzie
        prawdopodobnie dzień przed wigilią. Nie ma dokąd ani do nikogo pójść. Boże,
        jakie to straszne. Jaki on się musi czuć samotny. Powiecie, że się lituję. Nie.
        Próbuję wczuć się w jego sytuację...
        Jaki tym razem mam dylemat ? Zastanawiam się czy ów detoks jest jakimś tam
        światełkiem w tunelu. Dwa lata temu też miał detoks, potem - z tego co wiem, bo
        jeszcze się nie znaliśmy - nie pił rok. Ale zaczął pić. Najpierw jakieś małe
        ilości, potem - zawsze ilekroć zdobył jakieś pieniądze - pił w ciągach
        kilkudniowych. Dziś przyznał się, że przez ostatnie 2 tygodnie każdego wieczoru
        wypijał pół litra wódki, czasem rano kolejne pół...
        Czy jest dla niego jeszcze jakaś szansa ? Hmm... dobre pytanie. Wiem, że
        niektórzy wychodzą z detoksu i pierwsze co robią to idą się napić. Detoks to
        początek. To pierwszy krok... mały czy duży ???
        Waham się co zrobić. Nadal jestem nastawiona na "nie" do tego związku. Ale
        doskonale pamiętam te dobre chwile, które kiedyś tam były między nami... No i w
        końcu coś tam zaczął ze sobą robić... Pamiętam również jego złość, agresję,
        krzywdy i przykrości, które mi wyrządził. On tłumaczy to wszystko
        swoim "pijanym myśleniem". Czy wszystko da się wytłumaczyć tym "pijanym
        myśleniem" ? Jak to jest ? Prosi, bym próbowała go zrozumieć, zrozumieć jego
        chorobę... Staram się, ale chyba nigdy nie zdołam...
        Myślałam, by podejść któregoś dnia do jakiegoś terapeuty od współuzależnień.
        Czy to dobry pomysł w sytuacji, kiedy chce zakończyć tą znajomość ? Czy trzeba
        mieć legitymację ubezpieczeniową, czy założą mi tam w przychodni jakąś kartę
        pacjenta ? Jak to wygląda od strony formalnej ? Czy wybrać jakiegoś terapeutę
        na chybił trafił ? A może udać się do terapeutki, do której on chodził ?
        No i na koniec jeszcze jedna sprawa. Hmm... zaburzenia funkcji seksualnych...
        Niestety u niego występują. Ale to wraca do normy, tak ? Kiedy ? Po jakim
        czasie tak mniej więcej ?
        • myszabrum Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 11:53
          Ee tam. Ty wcale nie jesteś ona_bez_niego. Ty jesteś ona_z_nim i jeszcze długo
          tak będzie. Miłość kończy się dopiero wtedy, gdy do samego szpiku kości, do
          ostatniego włosa przeniknie nas świadomość, że z tej mąki chleba nie będzie.
          Ale na to trzeba czasu. Świadomość też czasem musi dojrzeć.

          W państwowej przychodni potrzebna jest książeczka, albo kwitek z pracy
          potwierdzający zatrudnienie. Terapeutę wybierz na chybił trafił. Zapewne i tak
          usłyszysz to samo, co tutaj. Nikt nie naprawi Twojego chłopa. Cudów nie ma.

          Moze terapeuta wyśle Cię na Al-Anon, gdzie spotkasz podobne babki, i będziecie
          siedzieć w kółeczku i ględzić o tych swoich potworach. Ale to również JEGO nie
          zmieni. On albo przestanie pić, albo nie, mam jednak podejrzenie, że gdy stanie
          na nogach, i tak Cię zostawi. Jak niepotrzebne koło ratunkowe. Czas, czas...
          • marblad Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 12:36
            Mam pytanie do MyszyBrum... nie chcac zarazem robic zludzen, nadziei forumowiczce Ona_z_nim.

            Czy nigdy tak sie nie stalo, zeby czlowiek pijacy jak ww. w poscie mezczyzna, nie przestal chlac? No,
            przeciez piciorysy niektorych znanych nam tutaj forumowiczow pokazuja, ze jednak jest to mozliwe.
            Robili nawet gorsze rzeczy.

            Tak wiec, nie mozesz byc pewna na 100%. Powiedzmy: 99%. Pewnie, ze detox moze spowodowac tyle,
            ze przez Swieta ten czlowiek sie nie napije, lecz potem moze znowu poplynac (Sylwester)... I pewnie tak
            bedzie. Tylko, ze nie mozna mowic, ze "cudow nie ma", bo Janu dzieki "oknu" przestal, innemu zas
            siadly nerki (znam takiego) i od kilku lat nie pije, bo wie, ze umrze (majac przed soba pijanych
            biesiadnikow, nie ruszy kieliszka za cholere).
            • myszabrum Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 13:04
              A czy ja gdzieś napisałam, że on nie przestanie pić? Broń Boze! Napisałam, że
              może przestanie, a może nie.

              Mam tylko wrażenie, że ona_z_nim łudzi się, iż jej chodzenie do terapeuty
              sprawi, że JEMU się poprawi, i chciałam ją z tego złudzenia wyprowadzić.

              Cudów nie ma - w sensie takim, ze cudu tego nie uczyni terapeuta. Zwłaszcza JEJ
              terapeuta.
              • ona_bez_niego Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 13:32
                Nie, to nie tak ! Ja nie mam złudzeń, że moje pójście do terapeuty sprawi, że
                jemu się poprawi. Miałam nadzieję, że terapeuta podpowie mi co zrobić, by jemu
                pomóc przestać pić. To, że zostawić samemu sobie i kopnąć w dupę to już wiem.
                Ale jeżeli podjąłby walkę, zacząłby się leczyć czy na tym etapie jakoś mu pomóc
                i na ile ta pomoc ma rzeczywiście sens.

                A tak szczerze powiedziawszy to chyba chciałam przeczytać takie właśnie słowa
                jakie napisała myszabrum. Słowa, pozbawiające człowieka wszelkiej nadziei, że
                on się zmieni. Słowa, które do końca przekonają mnie, że najlepszym
                rozwiązaniem jest definitywne zakończenie tego związku. Paradoksalnie nie
                szukam już chyba nadziei, że stanie się cud i on wyzdrowieje.
                Kiedy tak bardzo utwierdzam się w przekonaniu, że czas kończyć ten związek
                czuję coś na kształt ulgi, powraca do mnie wewnętrzny spokój. Kiedy zaczynam
                mieć dylematy, że może zacznie się leczyć...że może jednak dać mu jakąś szansę -
                zaczynam się bardzo szamotać.

                Chciałoby się rzec: zabierzcie mi wszelką nadzieję, obedrzyjcie mnie ze
                złudzeń !
                • marblad Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 13:47
                  W koncu i abstynenci sie rozwodza, odchodza, kloca itp.
                  • myszabrum Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 13:56
                    Oczywiście. Bardzo często małżeństwa rozpadają się właśnie wtedy, gdy facet
                    przestaje pić.
                    Może to wynikać z tego, że przez lata ktoś grał "ratownika", a ktoś "ofiarę", i
                    potem trudno jakoś bez tych ról, nieswojo...
                • myszabrum Re: Ja, On i alkohol 15.12.06, 13:53
                  Czyli chcesz usłyszeć, jak mu pomóc nie kopiąc go w dupę.

                  Nie da się. Przecież próbowałaś po dobroci, wiele razy. I terapeuta nic innego
                  Ci nie powie, bo gdyby istniał jakiś skuteczny sposób znany terapeutom, to na
                  forum ten sposób też już dawno byłby znany. W końcu większość jest tu po
                  terapiach ;).

                  Jeśli natomiast odetniesz się od niego i odmówisz pomocy, to masz szansę pomóc
                  o tyle, że on skonfrontuje się z sytuacją i zrozumie, że sam jest
                  odpowiedzialny za własne życie. I nikt nie ma obowiązku go ratować.

                  Z tym, że w takim wypadku istnieje też opcja, że sytuacja faceta przerośnie i
                  on po prostu pójdzie na dno. I musisz być na to psychicznie przygotowana. Na
                  ewentualne poczucie winy. Ryzyk-fizyk. W życiu nie ma prostych rozwiązań.

                  Ten cud, na który czekasz, musi się wydarzyć w nim samym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka