ona_bez_niego
10.08.06, 01:50
Przyszedł do mnie z ukrytą w torbie butelką wódki. Nie pierwszy raz...
Poprosiłam o pokazanie torby (wiem, to upokarzające i dla mnie i dla niego).
Ale musiałam to zrobić. Czułam, że może mieć alkohol. Nienawidzę, kiedy
czuję, że pił. Zawsze się tego wypiera. Wylałam wódkę. Poczuł się urażony.
Stwierdził, że grzebię mu w torbie. Nie zrobiłam tego. Pewnie powinnam Go od
razu pożegnać, ale ja - i to jest chyba najgorsze w tym wszystkim - prosiłam,
żeby został, żebyśmy rozmawiali. Wyszedł...
Od jakiegoś czasu czytuję wątki na tym forum. Kobiety wahające się czy żyć z
alkoholikiem bardzo często otrzymują odpowiedź, że nie warto marnować sobie
życia, że trzeba czym prędzej zakończyć znajomość z osobą uzależnioną.
Cytuję "Subiektywnie uważam, że jedyną metodą na alkoholika jest wskazanie mu
drzwi i definitywne pozbycie się go z własnego życia". Chyba właśnie pozbyłam
się Go ze swego życia. Nie wiem, może tak lepiej. Może rozsądniej. Muszę
myśleć o sobie, o swoim życiu. I jeszcze jeden cytat z tego forum "życie jest
jedno i na dodatek szybko mija tak więc szanuj swoje i nie marnuj na byle kogo
bo w imie czego?"
Piszę to wszystko, bo chyba chcę się wygadać. A może staram się przekonać
samą siebie, że dobrze się stało, że wyszedł. Być może będzie chciał wrócić...
Nie jest mi teraz łatwo. Płaczę.... Chce wierzyć, że dobrze się stało jak się
stało...
Nie wiem czy to już współuzależnienie, ale zauważyłam u siebie niepokojące
objawy. Przed spotkaniem z Nim umieram ze strachu czy nie wyczuję od niego
alkoholu. Jest we mnie straszliwy lęk, że znów poczuję TEN ZAPACH (czy
raczej, mówiąc otwarcie: smród wódki). To człowiek uzależniony. 1,5 roku
temu, kiedy jeszcze się nie znaliśmy, był na terapii w osrodku zamkniętym.
Uznał fakt, że jest alkoholikiem. Chodził na meetingi, nie pił jakiś czas.
Jednak teraz coraz częściej zdarza się, że pije. Czy to znaczy, że terapia na
nic się zdała ? Czy to znaczy, że wrócił do picia ? Dodam, że nie pije może
dużo. Ale sam fakt, że pije jest już niepokojący. Pewnie nigdy nie zrozumiem
istoty tej choroby. Choć przyznam, że sama kilka lat temu miałam problem z
narkotykami. Udało mi się wyjść z tego bez pomocy innych, praktycznie od
razu, kiedy tak sobie postanowiłam. Tym bardziej nie rozumiem jego tzw.
wpadek alkoholowych.
Jest mi teraz cholernie ciężko. Płaczę.... Pisze do mnie teraz sms-y pełne
oskarżeń, że bawiłam się jego uczuciami. Chce wywołać we mnie poczucie winy ?
Przez pewnien czas przymykałam oko na jego popijanie. Zawsze kiedy wyczułam
od niego alkohol pytałam czy pił. Zaprzeczał. Tłumaczyłam to sobie tym, że
pewnie jestem przewrażliwiona i mi się tylko coś wydaje. Ale teraz
postanowiłam być konsekwentna i twarda. Stąd moja dzisiejsza prośba, by
pokazał mi swoją torbę. I się okazało, że ma małą flaszeczkę. Twierdził, że
nosił ją od kilku dni, bo nie wiedział co z nią zrobić, że chciał mi ją oddać.
MAM DOŚĆ JEGO KŁAMSTW I MATACTW !!!
Czy dobrze się stało, że wyszedł ??? Dla mnie jego wyjście jest pewnym
symbolem. Wyszedł, więc dokonał wyboru. Wybrał nie mnie...
Teraz dzwoni. Nie odbieram telefonu...