Dodaj do ulubionych

Terapia mojego meza w toku.

02.11.06, 14:48
Chodzi od 2 miesiecy. Zmiany sa widoczne z tygodnia na tydzień, chociaz
dojscie do normalnosci zajmuje chyba od kilku miesiecy do kilku lat...
Co tydzien maz pisze na terapie 'prace domowe' - czyta mi fragmenty, sluza one
poznaniu
siebie. Maz sie do nich przyklada i widac ze to przezywa.
Bardzo dobrze sie czuje w ruchu AA, ten ruch mu sie podoba, odpowiada jego
potrzebom i osobowosci (byl kiedys czlowiekiem gleboko religijnym, poza tym ma
nature spolecznika i lubi rozne zebrania.
Mowi ze 'bardzo chcialby mnie na nowo pokochac". Ano poczekamy, zobaczymy, za
miesiac na terapii bedzie mial zajecia poswiecone zyciu uczuciowemu i
spustoszeniu ktore poczynil w nim alkohol (dla niewtajemiczonych dodam, ze byl
wplatany w dziwny romans z kobieta ktora miala jescze min. jednego kochanka.)
Ja tez chodze na terapie dla rodzin uzaleznionych (Al-anon) - rewelacja!
Dopiero zaczelam, ale juz odczuwam roznice w atmosferze domowej.
Jednak zasiegniecie opinii specjalistow bylo w tym przypadku strzalem w
dziesiatke.
Jedynym minusem jest to, ze ja mam chore serducho, zeby nie wyladowac na
drugim swiecie (od chwili odkrycia jego zdrady mialam ciagle zaslabniecia)
zaczelam brac silne leki uspokajajace, biore je od 2 miesiecy i boje sie ze
... sie uzaleznie. Postanowilam od nastepnej wizyty poprosic o polowe mniejsza
dawke (w artykule aut. jednego psychiatry w necie przeczytalam ze tak powinno
sie je odstawiac, nie od razu jak alkohol, ale zmniejszajac dawki.

Obserwuj wątek
    • kozel5 Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 16:43
      jestem alkoholikiem. mam zrabane zycie rodzinne. dla corki (19 l.) nie
      istnieje. pije co drugi dzien ok 8 piw mocnych. w srode ide na spotkanie aa.
      najpierw mam pogadac z terapeuta. w sierpniu znalazlem odwyk za ponad 5 tys zl.
      szkoda mi bylo kasy. pozdrow meza...
      • aaugustw Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 17:49
        kozel5 napisał:

        > jestem alkoholikiem. mam zrabane zycie rodzinne. dla corki (19 l.) nie
        > istnieje. pije co drugi dzien ok 8 piw mocnych. w srode ide na spotkanie aa.
        _____________________________________________________________________________.
        Kiedy pilem, tez oczekiwalem wyrozumienia w rodzinie, od dzieci, zony...
        W pracy szukalem wyrozumienia od szefa i przelozonych... - na darmo...!
        Moje dwie corki tez sie mnie wstydzily, kiedy pilem...
        Ale nadszedl kiedys taki dzien, ze wyladowalem w AA (bo juz chcialem!).
        Dzis nie oczekuje od nikogo nic, a mam wszystko!
        Rob to, co postanowiles. To co dyktuje Tobie Twoj "wewn. sedzia sprawiedliwy" -
        pozdrawiam:
        A...
    • aaugustw Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 17:42
      hiacynaa napisała:

      > Chodzi od 2 miesiecy. Zmiany sa widoczne z tygodnia na tydzień...
      > Bardzo dobrze sie czuje w ruchu AA, ten ruch mu sie podoba...
      > Mowi ze 'bardzo chcialby mnie na nowo pokochac"...
      > Ja tez chodze na terapie dla rodzin uzaleznionych (Al-anon) - rewelacja!
      __________________________________________________________________________.

      I o to chodzi...!! ;-))
      Tak trzymajcie...!!
      Wszystkiego dobrego, zycze i pozdrawiam Was:
      A... ;-))
      Ps. nie przejmuj sie zbytnio tym, ze na poczatku Twoje oczekiwania nie beda
      (na razie) sie pokrywaly ze zrealizowaniem ich i spelnianiem sie ich...! ;-)) -
      To minie...

    • myszabrum Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 18:05
      Gdyby mi mąż-alkoholik powiedział, że "chciałby mnie na nowo pokochać", to...

      No nic, może za duże wymagania wobec życia mam :).
      • aaugustw Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 18:48
        myszabrum napisała:

        > Gdyby mi mąż-alkoholik powiedział, że "chciałby mnie na nowo pokochać", to...
        > No nic, może za duże wymagania wobec życia mam :).
        ______________________________________________________________________________.
        Hiacynaa, slowa te kieruje do Ciebie - nie do szczekaczy zawistnych, ktorych
        oczekiwania sa tak wysokie, (czyt. chore, bo nie dopuszczaja do siebie
        jakiejkolwiek pomocy z zewnatrz. To ludzie zamurowani - glazy!), przez co nigdy
        ich nie dostapia.
        Gdybyscie nic miedzy soba nie zmienili, znaczyloby to, ze dalej znajdujecie sie
        w starych strukturach tej choroby (kombinacje, oszukiwania, zdrady, itd...).
        Kochac od nowa, (w koncu oboje tego chcecie), znaczy zamknac gruba linia
        przeszlosc za soba. Kochac na trzezwo znaczy zaufac, zawierzyc temu drugiemu,
        znaczy isc przez zycie we dwojke, dokonywac wspolnych decyzji, budowac na
        prawdzie, gdyz tylko ona moze nas wyzwolic z tego piekla na ziemi...
        Wierze w Was!
        (na poczatku wcale nie bedzie Wam latwo, kiedy zaczna juz powstawac te zdrowe
        struktury. Nie szantazuj go swoim sercem...!) ;-))
        A...
        • kozel5 Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 19:00
          boze (nie jestem katolikiem bo sie wstydze) chce z tego wyjsc pzdrawiam was...
          • aaugustw Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 19:44
            kozel5 napisał:

            > boze (nie jestem katolikiem bo sie wstydze) chce z tego wyjsc pzdrawiam was...
            ______________________________________________________________________________.
            Dzisiaj juz rozumiem (tego nauczylem sie na Mityngach AA), ze aby trzezwiec nie
            musze przynalezec do zadnej religi...!
            Ja nie jestem dzisiaj dobrym katolikiem, ale chce i staram sie o to, zeby byc
            dobrym chrzescijaninem!
            Pozdrawiam:
            A...
      • janulodz Re: Terapia mojego meza w toku. 02.11.06, 19:35
        Hiacyno.
        Napisałaś coś takiego:
        " ON mowi ze "bardzo chcialby mnie na nowo pokochac". Ano poczekamy, zobaczymy, za miesiac na terapii bedzie mial zajecia poswiecone zyciu uczuciowemu i spustoszeniu ktore poczynil w nim alkohol (dla niewtajemiczonych dodam, ze byl wplatany w dziwny romans z kobieta ktora miala jescze min. jednego kochanka.)"
        Chciałbym Ci powiedzieć, że mam trochę mieszane uczucia, co do Twojego optymizmu i przekonania o mających nastąpić zmianach. Oczekujesz ( takie odnoszę wrażenie), że na terapii nauczą Twojego męża Cie kochać. I to na dokładkę dopiero za miesiąc. Trochę mnie dziwi, jak dojrzała kobieta .... No chyba, że masz takie oczekiwania i bezgranicznie w to wierzysz. Podobno marzenia czasem sie spełniają.
        Był tu kiedyś taki wątek o mężu, który popadł z jednej skrajności w druga przeistaczając się z nałogowego alkoholika w nałogowego wyznawcę Aowskich zebrań i czczenia tamtejszych koleżanek.
        Cieszy mnie, że Twoje chodzenia na terapię odmieniło Cię i uspokoiło. To dobry początek. Dla Ciebie, bo zaczynasz wychodzić ze współuzależnienia.
        Może nie powinienem tego pisać, ale lepiej twardo stać na ziemi, niż głęboko sie rozczarować. A miłe rozczarowanie może być tym bardziej przyjemne.
        Ja w okresie swojego trzeźwienia odkrywałem na powrót swoją miłość do żony, ale to ona była głównym powodem mojej odnowy i nigdy nie zastanawiałem się czy ją po jakimś czasie na nowo pokocham, bo jej kochać nigdy nie przestałem. Nawet, kiedy piłem myślałem jak bardzo ją krzywdzę, ale ta cholerna gorzała mi to przyćmiewała. Kiedy trzeźwiałem miałem wyrzuty sumienia i chęć poprawy, ale głód alkoholowy tu przez długi czas zwyciężał.
        Pozdrawiam Cię i życzę dużo zdrowia. Bądź pogodna i dzielna. I niech Ci się spełnią Twoje marzenia.



      • e4ska Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 10:42
        Myszko droga, ale na tym polega to współuzależnienie - bardzo grzeczna nazwa. Z
        tym, że zbyt szeroka, bo jest - i tutaj na naszym forum też - wiele fajnych
        osób, przesympatycznych i myślących, które jakoś próbują walczyć ze swoimi
        instynktami, uczuciami... wiesz, nie wskazując paluszkiem - ale są to i matki
        narkomanów, i żony alkoholików, bo jakoś facetom trudniej przyznać się do
        destrukcyjnych związków. Zdają sobie jednak niektóre nasze koleżanki sprawę z
        pułapek uczucia, mają wielkie nadzieje, walczą ze swoim sercem, słowem: są
        waleczne i dzielne w odkrywaniu prawdy o sobie, no i prawdy gorzkiej o tym, jaki
        jest ON czy ONA.

        No a tutaj... nic się nie zmieni. Czy nie zdarzyło się, Myszo, wleźć Tobie w
        związek z kimś, komu wykręcałaś takie numery, że albo powinien Cię ktoś udusić,
        albo przynajmniej dobrze pie...ąć drzwiami? Tymczasem taki ktoś zaczyna
        rozmawiać, wyjaśniać, płakać przed rodziną i Twoimi przyjaciółkami... jak on
        kocha cię, co to za miłość wielka... zazdroszczą kumpelki... stajesz przed
        lustereczkiem i myślisz sobie: no kuuu..., za co? co on widzi, ślepy jaki... i
        odwalasz numer nieziemski, myślisz sobie: teraz to już przegięcie totalne...
        znów rozmowa i pochlipywanie... wreszcie wpadasz na pomysł z psychopatią,
        kończysz z hukiem straszliwym, udziałem osób trzecich i szeroką publicznością...
        a po latach okazuje się, że ktoś przechlipał za tobą -eścia lat... i jest ci
        zwyczajnie głupio - ale zrobiło się, co się mogło... hmmm.

        A teraz, Myszko miła, pomyśl, że jednak uległaś sile perswazji i jesteś związana
        stułą, łożem, stołem, garażem, pralką, biurkiem, dziecięciem niewinnym... i wiek
        już nie ten, nie wyszło z innym... butelka szczęścia nie dała... no to chcesz na
        nowo pokochać, bo co masz oprócz tego chciejstwa...? I żyjesz sobie pogodzona z
        samotnością na swojej bezludnej wyspie, odkrywasz jej posępną urodę, lepszy rydz
        niż nic... czujesz to, Mysza? Żyjesz jak wszyscy, jak inni, jak każda...
        przestajesz liczyć na cud. Takie to proste, szkoda tylko, że zdarza się akurat
        nam... Powinni tego zabronić:)))
        • myszabrum Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 10:47
          Hi hi.
        • aaugustw Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 10:56
          e4ska napisała:

          > Myszko droga...
          > Myszko miła, pomyśl, że jednak uległaś sile perswazji i jesteś związana
          stułą, łożem, stołem, garażem, pralką, biurkiem, dziecięciem niewinnym... i
          wiek już nie ten, nie wyszło z innym... butelka szczęścia nie dała... no to
          chcesz na nowo pokochać, bo co masz oprócz tego chciejstwa...? I żyjesz sobie
          pogodzona z samotnością na swojej bezludnej wyspie, odkrywasz jej posępną
          urodę, lepszy rydz niż nic... czujesz to, Mysza? Żyjesz jak wszyscy, jak inni,
          jak każda... przestajesz liczyć na cud. Takie to proste, szkoda tylko, że
          zdarza się akurat
          > nam... Powinni tego zabronić:)))
          __________________________________.
          Bardzo to smutne...!
          Taka abstynencja (alternatywa zycia, jak kto woli), jest gorsza od czynnego
          picia...
          Ja bym sie tam nie mordowal cale zycie w ten sposob. :-((
          A...
          Ps. (a powaznie) Moje motto w zyciu: Milosc zawsze zwyciezy...! ;-))
          • hiacynaa Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 11:05
            Wczoraj poczestowal mnie gadka, ze 'sobie na pare lat wyjedzie za granice" - a
            tu ma nota bene dobra prace i malenkie dziecko.
            Niech sie wypcha.
            • aaugustw Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 11:20
              hiacynaa napisała:

              > Wczoraj poczestowal mnie gadka, ze 'sobie na pare lat wyjedzie za granice" - a
              > tu ma nota bene dobra prace i malenkie dziecko.
              > Niech sie wypcha.
              _________________________________________________.
              Cierpliwosci Hiacynaa. Miej duzo cierpliwosci...!
              Nie wymagaj po uplywie paru godzin trzezwego
              postepowania od kogos, kto cale zycie byl pijany...!
              Nie wiesz co oczekiwal, (mowiac te slowa)od Ciebie (!?)
              A...

              • hiacynaa Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 11:24
                No nie wiem. Podejrzewam, ze ten wyjazd ma nieuswiadomione 'drugie dno' - tj.
                (podswiadoma) chec powrotu do picia.
                Powiedz mi jeszcze aaugustw- czy na spotkaniach AA poruszane sa kwestie stosunku
                z innymi ludzmi, poczucia odpowiedzialnosci za rodzine itp.
                Albowiem mam wrazenie, ze maz, choc znakomicie odnajduje sie w tym ruchu, mysli
                tylko i wylacznie o sobie.

                aaugustw napisał:
                > Nie wiesz co oczekiwal, (mowiac te slowa)od Ciebie (!?)
                > A...
                >
                • aaugustw Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 16:30
                  hiacynaa napisała:

                  > No nie wiem. Podejrzewam, ze ten wyjazd ma nieuswiadomione 'drugie dno' - tj.
                  > (podswiadoma) chec powrotu do picia.
                  > Powiedz mi jeszcze aaugustw- czy na spotkaniach AA poruszane sa kwestie
                  stosunku z innymi ludzmi, poczucia odpowiedzialnosci za rodzine itp.
                  > Albowiem mam wrazenie, ze maz, choc znakomicie odnajduje sie w tym ruchu,
                  mysli tylko i wylacznie o sobie.
                  __________________________________________________________________________.
                  Droga Hiacynaa! (dalem taki tytul, bo dla mnie wszystkie Al-Anonki to suuuper
                  kobiety...!) ;-))
                  Przepraszam, ze dopiero teraz odpisuje, ale bylem mocno zajety. Potem tez
                  mnie nie bedzie - jade na Mityng AA... Ale do rzeczy:
                  W AA poruszane jest wszystko !
                  Nie wszyscy jednak wszystko moga na poczatek zrozumiec...! :-((
                  Moj przyklad (w skrocie): Idac (dla rodziny) na terapie liczylem, ze naucza
                  mnie tam kontrolowanego picia... Potem, na pierwsze spotkania w AA tylko
                  dlatego chodzilem, bo bylem pod presja zony. Nie zgadzalem sie tam z nikim (nie
                  liczac paru pijokow). Dlugo trwalo zanim zauwazylem zachodzace zmiany we mnie,
                  dzieki temu duchowemu Programowi AA... Najpierw zaczalem cos rozumiec. Potem
                  odczuwac. Potem wdrazac do zycia... Dwa do trzy lata minely, kiedy zaczalem
                  trzezwiec... Przestalem byc Egoista i Egocentrykiem (nie dziw sie, ze maz Twoj
                  patrzy dalej tylko na siebie - tak to juz jest w tej chorobie). Nie wymawiaj mu
                  tego! Rozmawiajcie duzo ze soba...(w takiej rozmowie sztuka jest umiec
                  sluchac). Na poczatek jest to najwazniejsze...! Cierpliwosci! ;-))
                  Pozdrawiam:
                  A... ;-))
        • janulodz Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 12:39
          Smutne, aczkolwiek nie beznadziejne
          • janulodz Re: Terapia mojego meza w toku. 03.11.06, 12:44
            Przepraszam . Źle się wkleiło. Miało być po poście Eski do Myszy. łeee
    • jerzy30 apropo lekow uspokajajacych 03.11.06, 18:28
      one nie pomagaja a raczej szkodza - jak masz chore serce - to tylko kardiolog -
      wiem cos o tym bo 7 dni lezalem na erce na kardiologii - stresy - ale teraz
      jest ok - w lekach jest duzy postep - skorzystaj [ale nie lekach uspokajajaych -
      one tlumia emocje - a to najgorsze rozwiazanie]
      • hiacynaa Re: apropo lekow uspokajajacych 04.11.06, 22:47
        Ja mam jakiegos tetniaka w sercu, i stres potwornie mi szkodzi. Dodam ze mam
        trzydziesci pare lat. Bez tych prochow bym wyladowala na drugim swiecie.
        • aaugustw Re: apropo lekow uspokajajacych 05.11.06, 11:01
          hiacynaa napisała:

          > Ja mam jakiegos tetniaka w sercu, i stres potwornie mi szkodzi. Dodam ze mam
          > trzydziesci pare lat. Bez tych prochow bym wyladowala na drugim swiecie.
          - - - - - - - - - - - - -
          To jest Twoja diagnoza! - A co mowi lekarz ?
          Czy bylas u (np.) psychologa. Niedawno pisalas tu, cyt.:
          >"...zeby nie wyladowac na drugim swiecie (od chwili odkrycia jego zdrady
          mialam ciagle zaslabniecia)zaczelam brac silne leki uspokajajace, biore je od 2
          miesiecy i boje sie ze ... sie uzaleznie."<
          Do czego wiec sluza Tobie naprawde te leki!?
          Pozdrawiam:
          A...
          • jerzy30 stress dlawi naczynia wiencowe w sercu 05.11.06, 21:07
            i dlatego czasami nas "zatyka" i brak nam tchu - ale od tego sa leki nasercowe
            a nie prochy na uspokojenie
          • hiacynaa Re: apropo lekow uspokajajacych 05.11.06, 22:57
            U lekarza bylam, mialam ECHO i EKG, u psychologa tez. Obydwoje sa zdania ze te
            leki sa mi potrzebne, nie jestem lekomanka i biore je pierwszy raz w zyciu
            (spadla na mnie kosmiczna dawka stresow- nie dosc ze alkoholizm i trzezwienie,
            to jeszcze odkrycie perfidnych zdrad) Przy nastepnej wizycie poprosze o polowe
            slabsza dawke, doczytalam w necie ze tak sie z tego wychodzi (tj. Xanaxu nie
            odstawia sie z dnia na dzien ja alkoholu, ale powoli zmniejsza sie dawke).
            A maz jest niesamowicie zlosliwy - nie pije od 3 miesiecy (bez tygodnia). A im
            bardziej ja sie denerwuje, tym bardziej jego stan sie pogarsza i tak w kolko
            Macieju... (na AL-Anon chodze, ale dopiero od 2 tygodni, na terapie dla
            wspoluzaleznionych tez od 2 tygodni).
            • jerzy30 Re: apropo lekow uspokajajacych 06.11.06, 20:27
              chodź - to najlepsza terapia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka