niebezpieczenstwo AA

02.05.07, 20:19
Haha
Rauchen zapnij pasy.


Ostatnio doszeldem do nastepujacej refleksji: dla niektorych osob z
zaburzeniami depresyjnymi, obsesyjno kompulsywnymi czy tez fobiami chodzenie
na mityngi moze byc bardzo szkodliwe.


Dlaczego?
Na mityngach AA dochodzi do udzielania pomocy psychologicznej.
W zakres tej pomocy wchodza m.in: objasnianie schematow myslowych,
tlumaczenie zachowan i postaw, zmiana nawykow, ksztaltowanie zachowan.

Niestety, psychologicznych porad i interwencji udzielaja osoby bez
kwalifikacji.
Dodatkowo- wiele z tych osob ma niezdiagnozowane lub niewyleczone zaburzenia
wlasne(fobie spoleczne, obsesje, natrectwa, inne fobie, depresje, nerwice,
paranoje).

Chore osoby propagujac swoj chry sposob myslenia wtlaczaja chore sposoby
myslenia i reagowania innym osobom.
Najgorsze, ze dzieje sie to w atmosferze "pomocy"- dochodzi do sytuacji
groteskowej wrecz, gdy pod pancerzem leczenia osoba chora psychicznie nie
tylko nie pomaga ale wrecz szkodzi.

To jak chodzenie do znachora.


Na ta sytuacje wplywa zarowno postawa terapeutow uzaleznien, ktorzy nagminnie
lekcewaza wszelakie problemy psychologiczne, wszystko zrzucajac na karb
uzaleznienia, jak i fakt, ze wiele osob jest tylko w AA, nie korzysta z
innych form leczenia.


Aby wyzdrowiec czlowiek potrzebuje poznania zdrowych sposobow reagowania,
potrzebuje wcielic w zycie wlasciwy sposob myslenia i reagowania.
Moze to zrobic tylko dobry psycholog, podchodzac do leczenia kompleksowo.
Zla pomoc moze bardziej zaszkodzic.
Gdyby tylko nei pomagala- pol biedy.

Ktos z lagodnymi zaburzeniami trafiajacy do AA moze zaburzenia te utrwalic
albo blednie uznac ze nie moze sie ich pozbyc.




Primum non cere-









    • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 02.05.07, 20:35
      Mityngi sa odpowiednie dla osob, ktore jednoczesnie maja dobrego- podkreslam
      dobrego- psychologa i to nie od uzaleznien,
      albo ktore nie maja innych zaburzen od uzaleznien.

      tych drugich jest niewiele- wiec dlatego wedlug mnie mityngi nie sprawdzaja sie
      w znakomitej wiekszosci prypadkow.

      Jako nie sprawdzaja sie rozumiem zarowno rezygnacje z chodzenia jak i chodzenie
      bez poprawy.

      A co mnie sklonilo w ogole dzis do tej refleksji?

      Bylem na pewnej wystawie nt zdrowia, m.n psychicznego.

      nabralem kupe ulotek- i sobie przysiadlem i poczytalem.



      Szczegolnie duze watpliwosci wzbudzily we mnie broszury o zaburzeniach
      obsesyjno- kompulsywnych oraz o fobiach.

      Zauwazylem, ze osoby uzaleznione czesto miewaja takie zaburzenia.

      Rady dawane na mityngach i terapiach uzaleznien powodouja poglebianie tych
      zaburzen.

      Naturalna a zarazem chora reakcja w tych zaburzeniach jest unikanie ( bodzca,
      ktory wywoluje atak fobii, obsesyjne mysli).
      Unikanie prowadzi do poglebienia zaburzenia na rozne sposoby- traci sie
      mozliwosc "cwiczenia" w okreslonej sytuacji, brak konfrontacji zaburza
      samoocene i wiare w swoje mozliwosci, brak konfrontacji powoduje, ze
      wyobrazenia chorego zastepuja potencjalne fakty.

      udzielane na mityngach i terapiach rady nie biora pod uwage koniecznosci
      konfrontacji- jedynego ratunku przy tych zaburzeniach, a wrecz odnosnie tych
      postaw zyciowych bazuja przede wszystkim na unikaniu, ucieczkach i wypieraniu.

      Dodatkowo spostrzeglem, ze to co niektorzy wygaduja na mityngach to sa typowe
      przejawy myslenia obsesyjnego lub nerwicy- kiedy ktos np. ciagle mowi o smierci
      od alkoholu- to moze byc zwykle zaburzenie obsesyjno- kompulsywne, obsesja
      smierci oraz chwilowa ulga przez powtarzanie tego na mityngu- ale potem znow
      npiecie powraca.
      Taka osoba upowszechnia swoja obsesje. upowszechnia zaburzenie.

      Jezdzenie w "bezpieczne" miejsca, ttowarzystwo "bezpiecznych ludzi"- to typowe
      postawy unikania.
      Unikanie w przypadku ych zaburzen zawsze, zawsze powtarzam prowadzi do
      zaostrzenia objawow.
      Konczy sie na unikaniu wszystkiego.

      Niestety, chory ktory stosuje uniki czest adaptuje sie do nowej sytuacji- i po
      pewnym czasie uznaje ja moze nie za dobra ale za nieunikniona.

      Osoba, ktora ma zaburzenia myslenia, np. obsesyjne mysli, ze ktos ja chce
      skrzywdzic i oszukac, ze jest nielubiana, ze jej cos grozi- na mityngach
      slyszy, ze tak powinno byc, ze to normalne, nieuniknione, uczy sie ucieczkowych
      zachowan, staje sie dzikusem i coraz bardziej nieszczesliwieje.

      A zyskuja tylko sinonosi, ktorzy i tak nie maja innego wyjscia.



      • a_riczia Re: niebezpieczenstwo AA 04.05.07, 20:30
        Addi, jesteś fantastyczny.
        Zapisuję się do twojego fanklubu.
        Marnujesz się tutaj. Powinieneś opublikować to, co napisałeś, w jakimś poważnym czasopiśmie
        naukowym poświęconym uzależnieniom. Tam być może znalazłbyś godnych polemistów.
        A co znajdujesz tutaj? Nic, zero polemiki, tylko rozdziawione ze zdumienia i podziwu gęby twoich
        wiernych czytelników.
        A może właśnie o to ci chodzi? Tym się pasiesz Addi, na tej łączce?


        • myszabrum Re: niebezpieczenstwo AA 04.05.07, 20:32
          Do pisywania w czasopiśmie naukowym trzeba zwykle mieć stosowny tytuł naukowy :P

          • a_riczia Re: niebezpieczenstwo AA 04.05.07, 20:36
            No chyba że w rubryce "Listy, opinie, polemiki czytelników"
            Tam nie trzeba :D
            • myszabrum Re: niebezpieczenstwo AA 04.05.07, 20:38
              No tak, ale tam trudno być stałym autorem :) A takie listy i tak zwykle pisują
              redaktorzy :))
              • a_riczia Re: niebezpieczenstwo AA 04.05.07, 20:45
                No w tych mniej poczytnych gazetach redaktor czasem musi robić za czytelnika. Znam takich co własną
                gazetę w kiosku kupują, żeby podnieść wskaźniki sprzedaży.
                Ale pomyśl, ileż on się, ten redaktor piszący polemikę czytelnika do własnego artykułu, musi się wtedy
                napracować, żeby wymyślić takie bzdury, w które sam nie wierzy.
                Jak nie przymierzając, jakiś niesterapeutyzowany i programowo antyaowski alkoholik.
                Ty sobie wyobrażasz, mysza, jaki to heroizm przeciwstawić się w kwestii F.10.2 całej Światowej
                Organizacji Zdrowia i trzymilionowemu ruchowi Przyjaciół Billa W.? Fajnie być bohaterem.
                • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 04.05.07, 23:46
                  Kupujesz swoją gazetkę? To kupuj dalej... Jak Addi zacznie pisać - a talent ma
                  prześwietny - znajdą sie chętni, żeby za jego pisanie dobrze płacić.

                  Trzeba bowiem przyznać, że niewiele do tej pory pojawiło się na szerokiej niwie
                  publicznej tekstów, które byłyby - w sposób niezależny od klanu i obowiązującej
                  linii- prezentowały obraz "leczonych" na odwykach i przechowywanych w AA.

                  Myślę, że wiele skandalicznych historii ze świata minnesoty znajdzie czcigodnych
                  czytelników... ludzie kochają buntowników, a tych z AA czy z wariatkowa - nie za
                  bardzo. A jak kochają terapeutów? hmmmm:)))

                  ale skurczył się dramatycznie ruch aowski - dopiero co nasz Jerzy pisał o 5 mln,
                  a tu tylko 3 mln.. zaraźliwy rak trzustki, dżuma wątrobiana???
                  • hepik1 Re: niebezpieczenstwo AA 06.05.07, 21:35
                    e4ska napisała:

                    > Jak Addi zacznie pisać - a talent ma
                    > prześwietny - znajdą sie chętni, żeby za jego pisanie dobrze płacić.

                    Biorąc pod uwagę płodność literacką-1316 postów w tym roku na tym forum, a to zaledwie początek maja,jak zaczna go wydawać na papierze,Puszcza Amazońska zniknie z powierzchni ziemi;))
                    • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 07.05.07, 15:31
                      hepik1 napisał:

                      > e4ska napisała:
                      >
                      > > Jak Addi zacznie pisać - a talent ma
                      > > prześwietny - znajdą sie chętni, żeby za jego pisanie dobrze płacić.
                      >
                      > Biorąc pod uwagę płodność literacką-1316 postów w tym roku na tym forum, a to
                      z
                      > aledwie początek maja,jak zaczna go wydawać na papierze,Puszcza Amazońska
                      znikn
                      > ie z powierzchni ziemi;))



                      Ty kolego to nie powinienes sie odzywac bo Ty byles osoba, ktore mi odpisala
                      kiedys, gdy wahalem sie czy isc na terapie, napisales " tam nikt Ci nie powie
                      czy jestes alkoholikiem, decydujesz sam" a w rzeczywistosci musialem 20 razy
                      dziennie powtarzam"nazywam sie x, jestem alkholikiem" a gdy nieopacznie
                      zapomnialem to od razu terapeuta zwracal uwage " przedstaw sie poprawnie".

                      I juz nie chodzi o sam fakt wypowiedzenia zdania tylko o przymuszanie i
                      niezgodnosc tego z tym co napisales.

                      a moje posty w 3/4 daloby sie strescic w jedntym poscie a poza tym wieksozc
                      zawiera 2-3 zdania, zsumowane zmiescilyby sie na kilkunastu stronach a4

                      no i niejedn ja tyle pisze, ale innym jakos nie zwracasz uwagi.
        • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 04.05.07, 23:36
          "co znajdujesz tutaj? Nic, zero polemiki, tylko rozdziawione ze zdumienia i
          podziwu gęby twoich wiernych czytelników".

          Eeee, zaraz gęby... rozdziawione w dodatku - znaczy gapowate, nie?

          Czego jak czego, ale polemistów i polemik Addiemu nie brakuje. Po tym jednym
          słowie "zero", które w istocie oznacza "mnóstwo" - widać obiektywizm osoby
          komentującej.

          "godny polemista" - w dobie dzisiejszej nie ma podziału na godnych i niegodnych.
          Co rozumiesz pod tym wyrażeniem?

          I zaraz przypisanie Addiemu jakiś zdrożnych chęci "pasienia na łączce"? chcesz
          sie wypasać - załóż swój fanklub. Przecież latasz na mityngi, terapie masz za
          sobą piękne - w takim kręgu sami godni słuchacze - tyle ze polemiki jakby brak -
          uszy po sobie, siad - waruj... i nie pchaj się do normalnych ludzi... pilnuj sie
          swoich, bo się do świata nie nadajesz... itd.

          Addi i jemu podobni bardzo nie w smak strukturom... a gdy sie wszystko wzburzone
          ułoży w Addiego głowie, może wiele dobrego zdziałać dla uzależnionych. Jak w
          każdej dziedzinie - również i tutaj kiedyś nadejdzie koniec pewnej epoki - runie
          zmurszała pseudowiedza i jej pazerni prorocy.
          • rauchen Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 00:06
            nie wiem eska czy dobrze czytasz addiego, ale tak jak juz kiedys napisalam,
            chyba nie za dokladnie.
            Otoz addi tak sie stara uwazac ze mu sie uklada, bo jak juz mi napisal gna go
            chec pokazania mi piet. Przy czym jeszcze wczesniej napisal cos w stylu, ze nie
            kieruje nim chec pochwalenia sie nim czy stazem w trzezwosci, czy tez
            trzezwoscia, na co pieknie odpisal kolejanek, cos w stylu, ze addi ma racje, bo
            on nie ma sie mianowicie w tych dziedzinach czym wykazac.

            Natomiast co do zdzialania czegokolwiek dobrego dla uzaleznionych, to addi nie
            tak dawno, bo wczoraj jeszcze przeliczal fundusze na "jakas butelczyne", wiec
            co do "ulozenia w glowie", miejmy nadzieje ze ta butelczyna mu w koncu ulozy.
            osobiscie wolalabym zeby nie ukladal mi w glowie alkoholik, ktory twierdzi ze
            potrafi pic alkohol, i nie ma z tym zadnych problemow. No chyba ze bedzie mial
            wszczepiona w glowe elektrode, stymulujaca nasycenie (slyszalam ze nad czyms
            takim pracuja, w sprawie stymulacji glodu u osob otylych i jesli sie uda, maja
            zamiar probowac u narkomanow i alkoholikow), a sam addi bedzie pracowal na
            rzecz wszczepiania takich elektron, i beda mu oczywiscie za to placili.
            Przy czym sadze, ze nawet jesli cos takiego wymysla, i bedzie skuteczne, to
            poleci na to raczej mloda generacja alkoholikow, bo ci, ktorzy ucza sie
            trzezwosci bez elektrod nie wiem czy beda mieli potrzebe wszczepiania
            czegokolwiek i gdziekolwiek.
            • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 08:05
              rauchen napisała:

              > nie wiem eska czy dobrze czytasz addiego, ale tak jak juz kiedys napisalam,
              > chyba nie za dokladnie.
              > Otoz addi tak sie stara.......



              Nie wiem Eska czy dobrze czytasz Addiego ale rauchen na pewno czyta go dobrze.


              ... uwazac ze mu sie uklada, bo jak juz mi napisal gna go
              > chec pokazania mi piet.


              gna???
              nie pochlebiaj sobie tak bardzo.


              Przy czym jeszcze wczesniej napisal cos w stylu, ze nie
              >
              > kieruje nim chec pochwalenia sie nim czy stazem w trzezwosci, czy tez
              > trzezwoscia, na co pieknie odpisal kolejanek, cos w stylu, ze addi ma racje,
              bo
              >
              > on nie ma sie mianowicie w tych dziedzinach czym wykazac


              a czym sie moze wykazac kolejanek albo Rauchen?
              wlasnie przez takie "wykazywanie" nie mam ochoty zliczac trzezwych dnio i za
              jakies pol roku nie zapomne wypic jednego zeby znowu wyzerowac licznik dla
              samego faktu, by nie brac udzialu w tej glupiej licytacji.



              Natomiast co do zdzialania czegokolwiek dobrego dla uzaleznionych, to addi nie
              > tak dawno, bo wczoraj jeszcze przeliczal fundusze na "jakas butelczyne", wiec
              > co do "ulozenia w glowie", miejmy nadzieje ze ta butelczyna mu w koncu ulozy.


              eee tam, nie chwytasz pewnych prowokacji, poza tym- czego akurat nie musisz
              wiedziec, akceptuje to- ja sobie cytowalem Slasha z gunsnroses, ktory kiedys
              powiedzial, ze do zycia nie potrzeba mu nic oprocz gitary i butelki.


            • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 08:09
              i tradycyjnie juz w tym natloku argumentow wypadla sprawa zasadnicza, temat.

              Rauchen, albo kto chce- na temat tego co pisalem:

              Co myslisz o tym, ze alkoholik z umyslowoscia paranoidalna udziela rad nowo
              przybylym?
              Myslisz, ze naprowadzi ich na dobra droge?

              Oczywiscie paranoik nie wie, ze jest paranoikiem, nie oglasza na wstepie"
              prosze panstwa, prosze brac poprawke na to co mowie bo jestem paranoikiem"-
              nie, on wypowiada sie jako "trzezwiejacy" medrzec, a jeszcze jak ma iles tam
              lat stazu- no to po prostu patrzec sluchac i podziwac.

              teraz prosze o udowodnienie mi, ze nie mam racji.
              Prosze przeprowadizc wywod, kttory udowodni albo ze nie wystepuje zjawisko o
              jakim mowie albo ze nie ma ono znaczenia.
              Jak ktos przekonujaco udowodni- przeprosze i wycofam sie z forum.
              • tenjaras Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 12:33
                > Jak ktos przekonujaco udowodni- przeprosze i wycofam sie z forum.

                nie kuś
                • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 12:40
                  tenjaras napisał:

                  > > Jak ktos przekonujaco udowodni- przeprosze i wycofam sie z forum.
                  >
                  > nie kuś
                  >


                  ha ha, kusze, propozycja aktualna przez 10 lat.

                  • tenjaras Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 12:54
                    gdzie pójdziesz?
                    • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 12:58
                      tenjaras napisał:

                      > gdzie pójdziesz?
                      >


                      " Zawsze tam gdzie Ty"
                      albo
                      "Zegnam was juz wiem nie zalatwie wszystkich pilnych spraw ide sam wlasnie tam
                      gdzie czekaja mnie Tam przyjaciól kilku mam od lat "
                      • tenjaras Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 13:26
                        jak pojawiły się TOYTOYe na mieście, to z początku były dla mnie objawieniem,
                        tak tam pachniało, ale wkrótce przypomniałem sobie, że to wciąż tylko kibel

                        na początku w AA zobaczyłem zjawisko, jakiego wcześniej nie widziałem, naprawdę
                        niepijący alkoholik, porównuję to do spotkania z ufo, nie wierzyłem w takie
                        zjawisko, myslałem, że pijaństwo zabija prędzej czy później, ważne, żeby
                        później, bo szkoda gorzały, ale wkrótce przypomniałem sobie, że to zjawisko, to
                        nadal alkoholik i bardzo mnie to zabolało, bardzo mnie bolało, że musiałem temu
                        zjawisku przypisać zwykłe ludzkie cechy, te nie lubiane też, i że nie z każdym
                        z nich mi po drodze, część decyzję o odrzuceniu sama podejmowała, odpadając, z
                        częścią muszę się nielubieć, a część podziwiam i z tymi trzymam, co nie znaczy,
                        że zawsze i wszystko jest ok, to tylko w niektórych aspektach się zgadzamy i
                        dążymy wspólnie do celu, w dziedzinach, w których nic nas nie łączy, nic nas
                        nie łączy

                        nie czekam na Twoją decyzję o tym, czy Cię przekonałem, ale skoro istnieje taka
                        opcja, że pójdziesz za mną to zapraszam AA Gwiazda Morza, Gdynia, Ujejskiego
                        40, w każdy czwartek o 18, niezależnie od koloru kartki w kalendarzu
                        • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 14:07
                          tenjaras napisał:
                          > nie czekam na Twoją decyzję o tym, czy Cię przekonałem, ale skoro istnieje
                          taka
                          >
                          > opcja, że pójdziesz za mną to zapraszam AA Gwiazda Morza, Gdynia, Ujejskiego
                          > 40, w każdy czwartek o 18, niezależnie od koloru kartki w kalendarzu
                          >


                          dziekuje z zaproszenie, nie skorzystam juz z samego wzgledu, ze do Gdyni mm
                          jakies 1800 kilometrow, wiecej nie bede pisal:)
    • luna_76 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 18:14
      ?
      Hm, byłam z ciekawości na mit. otwartym, kilka razy, tam nikt nikogo nie
      poucza, nie nawraca, każdy mówi o własnych przeżyciach, odczuciach,
      wyrzuca "bolączki" i wychodzi weselszy.
      Całą resztę przerabia się z psychologiem, osobiście.
      Nie wiem dokładnie, jak wyglądają zamknięte, bo póki co już żaden ze mnie
      alkoholik :*
      • addicted11 Re: niebezpieczenstwo AA 06.05.07, 09:25
        luna_76 napisała:

        > ?
        > Hm, byłam z ciekawości na mit. otwartym, kilka razy, tam nikt nikogo nie
        > poucza, nie nawraca, każdy mówi o własnych przeżyciach, odczuciach,
        > wyrzuca "bolączki" i wychodzi weselszy.
        > Całą resztę przerabia się z psychologiem, osobiście.
        > Nie wiem dokładnie, jak wyglądają zamknięte, bo póki co już żaden ze mnie
        > alkoholik :*


        Dla mnie retoryka wypowiedzi ma niewielkie znaczenie, liczy sie tresc i przekaz.
        oczywiscie, ze bardzo rzadko wprost ktos powie " masz robic to i tamto".
        Bo to jest nawet takiego rodzaju kanon czy tez konwencja- podkreslac, ze sie
        mowi tylko o sobie, ze sie nie radzi tylko " mowi wlasnych dosiwdczeniach".
        taka wypowiedz wyglada mniej wiecej tak
        " przekonalem sie, ze kiedy przestalem przychodzic na mityngi zapicie przyszlo
        bardzo szybko. Nie wierzylem w to, przyjaciele w AA czesto mowili z wlasnych
        dosiwadczen ze tak bedzie, ale ja myslalem ze jestem wyjatkowy i mnie to nie
        dtyczy. Na wlasnej skorze przekonalem sie, ze nie ma osob wyjatkowych, ze
        rowniez mnie to dotyczy".]
        Pan formalnie nic nie nakazuje, nic nie radzi, nic nie sugeruje.
        Formalnie.
        • tenjaras Re: niebezpieczenstwo AA 06.05.07, 11:47
          ależ właśnie sugeruje - i o to chodzi

          ale to Twoja rzecz, co z tą sugestią zrobisz
    • angua0 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 19:53

      "Na ta sytuacje wplywa zarowno postawa terapeutow uzaleznien, ktorzy nagminnie
      lekcewaza wszelakie problemy psychologiczne, wszystko zrzucajac na karb
      uzaleznienia,"

      podpisuję się pod tym
      mi na poczatku nic tak nie pomogło jak mitingi, a to dalego, że miałam strasznie
      obnizone samopoczucie, cały czas mam, ale przez pierwsze 3-4 miesiące miałam
      silne mysli samobójcze
      na terapi słyszałam, że to dlatego że nie piję, gdybym nie chodziła na mitingi i
      nie słuchała z czego udało się ludziom wyjść, bo tam w przeciwieńswtei do terapi
      picie nie jest uwazane za przyczynę, jest skutkiem , który wywołuje kolejne
      przyczyny ... nie wiem czy ostatecznie bym się nie usuneła z tego padołu
      teraz cały czas czuje się fatalnie, ale nawet nie idę z tym do psychologa, bo
      jedyne co zrobi to zapropunuje psychiatrę albo wyśle na miting (jakiekolwiek złe
      samopoczucie czy nieradzenie sobie uważane jest za nawrót;/ a lekarstwm jest
      miting;/)

      nie chcę terapeuty, który nie zajmuje się uzależnieniami więc jestem w kropce
      jestem dda, poszłam na terapie dda gdzie mnie odesłano na terapie alkoholizmu, a
      teraz pozostaje mi tylko wegetowac az ktos uzna ze mam wystraczajaco duza
      absytnencje, bym mogla isc na terapie dda i podejsc do moich problemow jako
      efektow niedojrzalosci a nie chlania ?

      ja mam dosc wszystkiego
      • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 22:54
        "teraz pozostaje mi tylko wegetowac az ktos uzna ze mam wystraczajaco duza
        > absytnencje, bym mogla isc na terapie dda i podejsc do moich problemow jako
        > efektow niedojrzalosci a nie chlania ?"
        Potrzebujesz, żeby odpowiedzialność za swój koślawy żywot zrzucić na zewnętrzne
        okoliczności... Smutne to.
        Dlaczego masz wegetować? Skończysz terapię DDA - i co, będziesz wspaniała? Czego
        zamierzasz dowiedzieć sie o sobie - czego nie wiesz jeszcze?
        Pić się zawsze może zachcieć - i terapia nie na nic.
        • angua0 Re: niebezpieczenstwo AA 05.05.07, 23:44
          bo ja widze co mi pomaga
          nie pomaga mi gadanie o chlaniu i rozpoznawanie nawrotow ... czyli kazda oznaka
          zlosci, zlego samopoczucia juz sie zalicza do stanu bycia w nawrocie ;/
          pomaga mi praca nad uczuciami i myslami
          bez zmiany wnetrza nie naucze sie radzic sobie inaczej z problemami
          a jak sie nie naucze to nawet nie pijac wynajde sobie inny chory spsob rozladowania
          czego o sobie nie wiem ? nie wiem wielu rzeczy
          a nie rozumiem jeszcze wiecej

          • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 06.05.07, 10:07
            Współczuję... ale ja też za bardzo na swoich rodzicach polegać nie mogłam - byli
            i są z gatunku "toksycznych", w wyjątkowo zjadliwy sposob - a mimo tego - zawsze
            było mi dobrze...

            może tobie kogoś dobrego i solidnego brakuje - no to trzeba szukać, przyglądać
            sie ludziom... w grupie DDAowców nie znajdziesz, dziewczyno, rzutkich i
            zadowolonych z siebie, tam wszyscy podrapani...
            A jak znaleźć dojście do drugiego człowieka - tego cię żadna terapia nie nauczy,
            choć wiadomo - obiecanki cacanki ;/

            I są też takie problemy, które największego mędrca złamią - pijemy nie dlatego,
            że jesteśmy skażeni - często pijemy, bo nam się zawala rzeczywistość nasza.
            Jesteś pewna, ze to tylko twoje emocje zawiodły?
      • tenjaras Re: niebezpieczenstwo AA 06.05.07, 11:55
        spotykając się ze swoją terapeutką indywidualną, psycholożką, rozmawiałem z nią
        na temat moich bierzących problemów, tak jak potrafiłem to wyłożyć i zawsze
        spotkałem się z postawą, dochodzenia jak do tego doszło, trochę pogrzebaliśmy w
        moich ostatnich zachowaniach i dniach, i wychodziła jakaś prawidłowość
        doprowadzająca do takiego stanu, że szedłem do niej po poradę

        bardzo to sobie teraz cenię, bo posiadłem tą umiejętność i wykorzystuję ją nadal
    • loona81 Re: niebezpieczenstwo AA 06.05.07, 13:34
      --cyt. (...)lekcewaza wszelakie problemy psychologiczne, wszystko zrzucajac na
      karb
      uzaleznienia, jak i fakt, ze wiele osob jest tylko w AA, nie korzysta z
      innych form leczenia... (...)
      Jakie są inne formy leczenia? Wychodzę za mąż za alkoholika, budzi to ogólne
      wzburzenie ale go kocham i razem pokonamy chorobę. Na razie tylko terapia o 6
      miesięcy 0 alkoholu, wątpliwości są to oczywiste.
    • jerzy30 tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 06.05.07, 15:57
      jak jad kobry - wiedza to doskonale ci co nie byli nigdy na zadnym mityngu AA -
      a sie wypowiadaja jak znawcy - to forum na psy zeszlo - jak dyskusja handlarek
      na targu - zegnam czule wszystkich "znawcow AA" - bawcie sie dalej w swoje
      rewelacje
      • addicted11 Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 06.05.07, 16:16
        Panie Jurku, aj chcialbym tylko przypomniec, ze bylem na wiecej niz 10
        mityngach w wiecej niz 10 miejscach.

        A odchodzic nie masz co bo tylko zapijesz i po co ci to.
        • janulodz Za rączkę z psycholożką 06.05.07, 22:10
          Jaras napisał:
          spotykając się ze swoją terapeutką indywidualną, psycholożką, rozmawiałem z nią
          na temat moich bierzących problemów, tak jak potrafiłem to wyłożyć i zawsze
          spotkałem się z postawą, dochodzenia jak do tego doszło,......

          Kurcze, Jaras Ty z każdą pierdołą latasz do psycholożki?
          No chyba że ona ładna kobitka jest i to taki pretekst.
          Jak się taką na zwierzenia weźmie, to już jest prawie Twoja.
          • tenjaras Re: Za rączkę z psycholożką 07.05.07, 14:56
            latałem, minęło już parę lat, a fakt, że młoda i ładna i mądrze gadała, po
            latach tego co spotykałem, była jak anioł, cud prawdziwy, ale mi nie odbiło ;-)

            rok temu po śmierci mamy, wróciłem do niej, parę razy porozmawialiśmy, pomogła
            mi kilka spraw zrozumieć, mam do niej wielki szacunek jako psycholożki, no i
            wtedy załapałem się na tą terapię DDA - i dobrze

            teraz dziewczyna na macierzyńskim ;-) hehe... bułgarii się zachciało, z dala od
            tych pijaków, to i na męża lepszym okiem spojrzała i mocniej przytuliła ;-)
      • e4ska Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 06.05.07, 23:05
        Gdybyś, drogi Jerzy, prześledził nieco koleje forum, zauważyłbyś, że fatalna
        opinia o AA i o aowcach to dzieło pewnego chorego dziadziusia, który -
        przepiwszy swoje życie - na starość postanowił zabawić się w zbawcę alkoholików.
        W moim przypadku wielka sympatia dla ludzi zmityngowanych przeistoczyła się w
        lęk i dystans. Poza tym - naprawdę - wierz mi - u nas , w Łodzi - zmusza sie
        ludzi do chodzenia na mityngi. Zmusza się biedaków, a jakże, bogaczom mogą na
        kant..., za łyżkę zupy - za makaronu paczkę...
        Już rozumiem, żeby do jakiej roboty - choćby do zbierania flaszek na poboczach
        albo w leśnej kniei - ale żeby przymus administrrrracyjny?

        Boisz się faktów, Jerzy - a fakty są następujące: można nie pić bez wspomagania
        terapeutów i AA... zaś na mityngach trzeba by sie spotkać z ludźmi bardzo
        podejrzanej konduity - w tym z obleśnymi dziadygami, tfu! do tej pory
        wspominałam o kobietach, żeby płci nienadobnej nie obrażać, ale... wydaje mi się
        czasami, że na te mityngi to chadzają też łowcy posagów. Wypłakała mi się
        niegdyś osoba wcale nie najmłodsza, kobieta - trudno, ja w takie miejsca chodzić
        nie będę...

        a co do etycznej wartości terapeutów pewnie sam najlepiej wiesz.
        • jerzy30 Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 07.05.07, 09:50
          tu Ci e4ska moge przyznac racje [i przeprosic za moje niestosowne slowa] ze
          masz racje poniekad - mityngi AA sa rozne rozniste - ja mam dwie grupy na ktore
          uczeszczam - jest wiele nudy i czczego gadania na mityngach - ktore ja omijam
          szerokim lukiem - ale do tego tzreba miec doswiadczenie w wieloletnim
          chodzeniu - co nie kazdemu pasuje - jak taki swiezy delikwent trafi na slaba
          grupe to po prostu odpada - ale na to nie ma rady - takie sa koszty - 90 %
          0dpada - ale gadanie ze AA jest niebezpieczne to duza przesada - jeszcze nikomu
          gadanie nawet takie najglupsze nie zaszkodzilo - co do skutecznosci innych form
          leczenia alkoholizmu [bo jest to choroba] to fakt sa inne i czsami skuteczne w
          takim samym stopniu co AA - AA ma to do siebie ze pokazuje niebezpieczenstwa
          uporczywego picia [przez to gadanie uczestnikow i opowiadanie o sobie] -
          pokazuje jak unikac sytuacji piciogennych - tak jak piszesz niebezpieczni sa
          nawiedzeni Aowcy bo tak samo jak laicy [co byli na dwu mityngach]
          znieksztalcaja obraz AA - i jesze jedno - samo AA to nic, zero, nul, niente -
          potrzebna jest profesjonalna terapia czy to indywidualna czy to w grupie -
          potrzebny jest tez drugi czlowiek co w sytuacjach stresowych da wsparcie i
          pomoc - a zmuszanie do chodzenia na mityngi to tylko zniecheca - szczegolnie
          tych nowych - etyczna wartosc terapeutow - to znikomy procent tych solidnych i
          etycznych - co do podejrzanych typow na mityngach - tez tacy sa jak to w zyciu
          • tenjaras Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 07.05.07, 14:51
            jak mówi mądrość AA - nic tak do nas nie przyciąga jak sam alkohol
          • e4ska Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 08.05.07, 00:58
            Jerzy - jesteś nadal jednym z moich miłych forumowych rozmówców - wcale nie
            uważam cię za dogmatyka - wydaje mi się, że bardzo praktycznie podchodzisz do
            naszej pijackie rzeczywistości. Forum było naprawdę fajne - tyle osób chętnych
            do pomocy, serdecznych - ale... kiedy zrobiło sie na nim swojsko i tłoczno, to
            wyszło, jak wyszło. Bez podtekstów - ciekawa jestem, jaki jest Jerzy w
            rzeczywistości - wyobrażam sobie (projektuję) bardzo konkretnego faceta - z tymi
            szczególnymi sposobami wzruszania się - a to sikorą zimową, a to kotem, a to...

            Przyjemny jest trzeźwy żywot pijaka:) w tym się chyba zgodzisz:)
            I masz rację - gdzieś tam funkcjonują grupy aowskie, w których mają głos ludzie
            przyzwoici. Dziś męczyła mnie jedna z moich sąsiadek - pijaczka zatwardziała -
            ta, z która nie chciałabym na wspólnym mityngu być. Twarz posiniaczona, jakieś
            strupy, jakiś bełkot - nie wytrzymałam, pytam: dlaczego pani nie chodzi na
            mityngi? Bo one głupie są, sąsiadeczko, przecie mówiłam... same księgowe... I
            tak mi sie wydaje, że są różne kategorie ludzi - tych, co traktują swoje
            trzeźwienie poważnie, i tych, co nawet o tym nie myślą - choćby ich obiegało stu
            terapeutów, a opieka socjalna na mityngi gnała administracyjnym nakazem.

            Zawsze są tacy jak ona, i tacy jak ja, i tacy jak ty, jak Zyg... i to samo
            pragnienie picia, które nas niszczyło - nieważne, jakie teorie wybierzemy -
            piliśmy, a teraz - nie pijemy.


        • a_riczia Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 07.05.07, 17:51
          No proszę zaledwie cztery posty napisałam na tym forum, a koleżanka e4ska już wszystko o mnie wie.
          Ale mnie to dziwi.
          Kolezanka e4ska wszystko wie o terapiach na podstawie krótkiej rozmowy z jednym terapeutów.
          I koleżanka e4ska wszystko wie o AA na podstawie zerowej liczby mityngów z jej udziałem.
          I koleżanka e4ska z właściwą sobie pełną odpowiedzialnością twierdzi że ma ponad dwa lata
          abstynencji.
          No, nie licząc tych lampek szampana, które wypiła, bo przecież nie wiedziała, i tych kropelek na
          żołądek na spirytusie, i tych baryłeczek z likierkiem. Do tego się koleżanka e4ska sama przyznaje, a
          pewnikiem coś tam niewielkiego zataja.
          Ja oczywiście rozumiem: szampan nie alkohol - się nie liczy, spirytus w kropelkach nie alkohol - się nie
          liczy, likierek w beczułeczkach nie alkohol - się nie liczy...
          Grunt że można się pochwalić: jestem trzeźwa od ponad dwóch lat! I mówię to z pełną
          odpowiedzialnością za swoje słowa!
          E4sko: prawda jest taka, że abstynencja oznacza ZERO alkoholu w organizmie.
          Nie lampeczki szampana, kropeleczki na spirytusie i likierki w beczułeczkach.
          Zero wprowadzania alkoholu do organizmu!
          Rozumiesz to?



          • addicted11 Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 07.05.07, 19:14
            a_riczia napisała:

            > > E4sko: prawda jest taka, że abstynencja oznacza ZERO alkoholu w organizmie.
            > Nie lampeczki szampana, kropeleczki na spirytusie i likierki w beczułeczkach.
            > Zero wprowadzania alkoholu do organizmu!
            > Rozumiesz to?
            >


            oczywisice ze prawda jet taka.
            ale czy kazdy musi byc 100% abstynentem?
            mzoe niektorzy chca byc abstynentami na 99% i raz na miesiac zjesc cukierka z
            likierem?
            a wiesz ze alkohol jest tez w polowie lekow?
            tak samo odkazacze do rak.
            tez nie uzywasz?

            >
            • a_riczia Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 07.05.07, 19:42
              Nie używam świadomie słodyczy, leków, kosmetyków ani innych preparatów z alkoholem.
              Sprawdzam skład chemiczny.
              Bo ja chcę być trzeźwa, a nie "prawie trzeźwa".
              Bo "prawie" czyni znaczną różnicę.
              E4ska natomiast w ciągu swych dwóch latswojej "trzeźwości" wprowadzała świadomie alkohol do
              swojego organizmu.
              I doskonale pamięta, że to robiła.
              A mimo to publicznie w internecie ogłaszała swoją drugą rocznicę. Czego rocznicę pytam? Bo na pewno
              nie była to druga rocznica abstynencji.
              E4ska nie jest trzeźwa od ponad dwóch lat. Jest "prawie trzeźwa".
              A "prawie" czyni znaczną różnicę.
              Nie, oczywiście że nie każdy musi być stuprocentowym abstynentem.
              Ale jeśli ktoś nie jest w stu procentach abstynentem, niech nie twierdzi publicznie, że jest trzeźwy.
              • addicted11 Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 08.05.07, 08:53
                a_riczia napisała:
                > Bo ja chcę być trzeźwa, a nie "prawie trzeźwa".
                > Bo "prawie" czyni znaczną różnicę.
                >> E4ska nie jest trzeźwa od ponad dwóch lat. Jest "prawie trzeźwa".
                > A "prawie" czyni znaczną różnicę.
                > Nie, oczywiście że nie każdy musi być stuprocentowym abstynentem.
                > Ale jeśli ktoś nie jest w stu procentach abstynentem, niech nie twierdzi
                public
                > znie, że jest trzeźwy.



                A czy tylko trzezwi w 100% moga sie wypowiadac na forum?
                Dajmy szanse tym troszeczke pijanym.
                A chwileczke, jak sie nie jest w 100% trzezwym to jest sie w 1005 pijanym?
                Jak to sie wylicza?




              • svetomir Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 24.05.07, 11:34
                > Ale jeśli ktoś nie jest w stu procentach abstynentem, niech nie twierdzi
                public
                > znie, że jest trzeźwy.

                Co za brednie. Jeśli ktoś wypije terapeutyczna dawkę, czyli dwadzieścia
                kropelek kropli żołądkowych, co daje mniej niz pół grama czystego alkoholu,
                tyo nadal jest CAŁKOWICIE TRZEZWY. Podobnie po jednym cukierku, czy małym
                łyczku szampana.
                • aaugustw Re: tiaaaaaaaaaaaa - AA jest niebezpieczne 24.05.07, 12:18
                  svetomir napisał:
                  > > Ale jeśli ktoś nie jest w stu procentach abstynentem, niech nie twierdzi
                  > publicznie, że jest trzeźwy.
                  >
                  > Co za brednie. Jeśli ktoś wypije terapeutyczna dawkę, czyli dwadzieścia
                  > kropelek kropli żołądkowych, co daje mniej niz pół grama czystego alkoholu,
                  > tyo nadal jest CAŁKOWICIE TRZEZWY. Podobnie po jednym cukierku, czy małym
                  > łyczku szampana.
                  ________________________________________________________________.
                  Ale powstaje pytanie: Po co Ci te dawki...!?
                  Ty i bez nich myslisz nietrzewo...!
                  A...
          • e4ska Dewotka abstynencji 08.05.07, 09:59
            Aricjo, nie wiem wszystkiego o sobie, a co dopiero o tobie:) wiem natomiast, że
            masz te same argumenciki, którymi zawsze grają tacy jak ty: eska nic nie wie, bo
            nie odbyła terapii ani nie mityngowała... w takim razie ty nic nie wiesz o
            jakiejkolwiek terapii poza ta jedną jedyną, którą odbyłaś.

            Chwycik zastosowany przez ciebie w pościku jest prościutki jak drucik: z jednej
            lamki szampana robisz ciąg lampek, z cukierka z likierem robisz ciąg baryłeczek,
            z kropelek miętowych czy syropu robisz ciąg spirytusowych nalewek...

            ano i o to chodzi, kochana, że terapeuci straszący klienta skutkami pożarcia
            kremowego tiramisu są gupkami pospolitymi i kłamcami. Nawet taki alkoholik jak
            ja nie wpada w ciągi, jeśli zje czekoladkę alkoholizowaną, wypije lamkę szampana
            w dzień upału- bo mu sie pić chce po długiej ślubnej ceremonii - czy jeśli
            spożyje kropelki na żołądek.

            Tak samo alkoholik może bezpiecznie kropić się perfumami na spirytusie - chociaż
            podobno był taki, co kupił sobie na rocznicę abstynencji wodę kolońską i wychlał
            w łazience... no, to już - podejrzewam - zmyślił pijak... ja też, dla jaj,
            zmyślałam terapeucie - wymyśliłam takiego głoda, co mną tydzień targał -
            straszne:))) - a teraz mam wyrzuty sumienia, bo może moja bajeczka jest podawana
            jako przykład szczególnie intensywnego głodu, kiedy ja po prostu sprawdzałam
            zdolność fachowca do wyjaśniania zjawisk podobnych - a przede wszystkim chciałam
            sprawdzić, czy można nabrać terapeutę, opowiadając głupstwa.

            Mam wrażenie, że uwierzył:)))

            A już twoje insynuacje, czy ja sobie nie popijam aby - cóż, a ty sobie nie
            popijasz aby? Jeśli ja piję, to ty też możesz pić - przecież monitor nie jest
            szklaną kulą - nawet Jaras świetlisty może pić, i Rauchen czupurna, i Janu
            pracowity, i Parys nieTrojański, i brylantowy Tranzyt, i zalotna Mysza - każdy
            monitorowo niepodejrzany jest podejrzany:)

            Taka abstynencja, która jest twoim ideałem, dla mnie jest głupotą totalną. Gdyby
            np. - lecimy samolotem, szaleniec z bombą - i żeby ratować sytuacją, musisz go
            upić - sama oczywiście pijąc. To ja bym się ani chwili nie wahała... Inny
            przykład: jestem zagubiona na Saharze, mam tylko butelkę wina i butelkę
            mineralnej. Otóż - mieszam mineralną z winem, zyskuję więcej płynu i w miłym
            nastroju pozwalam się ratować przystojnemu Beduinowi. A ty, Aricjo, wylałabyś
            wino w piach, ponieważ tak czynią dewoci. I byłabyś bez szans u Beduina.

            Abstynencja bywa pijana - w formacie dnia powszedniego.
            • tenjaras Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 10:29
              przecież nieobliczalny facet z bombą, nie stałby się obliczalny pod wpływem
              alkoholu, nikt nie upija się do nieprzytomności w 10 sekund, a i to dużo czasu
              dla takiego typa

              a wino na pustyni by Cię zabiło, alkohol jest moczopędny, powoduje uczucie
              większego pragnienia i wpływa na zmysły, w polączeniu ze słońcem pustyni to by
              nie przystojny beduin, a sucha kostucha, udzielała pomocy

              żaden alkohol nie gasi pragnienia, nawet tak niewielki jak w piwie, zresztą
              sposób produkcji piwa się zmienił, nie da się wyleżakować piwa powyżej 4%
              alkoholu, w każdym razie niewiele powyżej 4

              jasne, że beczułki z alkoholem to jeszcze nie "alkoholizowanie" się, ale pół
              kilo beczułek, nie pozostawia wątpliwości, lampka szampana na pragnienie to
              można wmawiać komuś, kto nie wie, co to alkohol, szampan nie jest wymyślony do
              gaszenia pragnienia, a podniesienia... nazwijmy to nastroju ;-)

              pomyślałaś, że możesz być podawana jako przykład oszustki, która próbowała
              testować terapeutę? możesz oczyścić sumienie...

              i jeszcze co do tej nieskazitelności - łatwo wyjarzyć, czy ktoś jest trzeźwy,
              czy nie, nawet po tym co tu pisze na forum, choć zdaję sobię sprawę, że to
              tylko literki i tak naprawdę, czytam i mam własne odczucia, niekoniecznie
              piszącego, to jednak, ktoś kto wie czym jest trzeźwość, kuma kukumbę
            • a_riczia Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 10:36
              Skoro nie jesteś abstynentką, to po co chwaliłaś się swoją rzekomą dwuletnią trzeźwością?
              Co do lampek, kropelek i baryłek z likierem - ty sama używałaś liczby mnogiej pisząc o nich.
              Ja ci ich nie rozmnożyłam z jednego do kilku.

              A co do reszty twojego rozbudowanego wywodu - abstynencja to abstynencja.
              Abstynencja to ZERO wprowadzania alkoholu do organizmu.
              I choćbyś milion rozbudowanych zdań ułożyła, aby temu zaprzeczyć, prawda nie będzie inna, droga
              prawie trzeźwa koleżanko.
              A że coś tam kiedyś zmyśliłaś terapeucie, to mnie jakoś wcale nie dziwi.
              Nieraz coś zmyślasz, a potem sama sobie zaprzeczasz.
              A przyłapana na niekonsekwencji i kłamstwie - bronisz się atakiem.
              • tranzyt80 Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:19
                a_riczia,jestes tu,na forum,kolejnym przykladem...kobieta,
                ktora swoimi postami udowadnia,ze alkohol tylko powieksza wasze intelektualne
                doskonalosci:)
                I w tym sensie,pozwole sobie wydobyc okrzyk:"NIECH ZYJE ALKOHOL!";))
              • e4ska Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:28
                A ja i tak uważam się za trzeźwą - ale nie abstynentkę w twoim rozumieniu. I
                głupotą nazywam niebranie lekarstwa, jeśli zawiera ono alkohol... nie słyszałam,
                aby ktoś upił się paroma kroplami specyfiku, tak samo, jak nie słyszałam, aby
                kto upił się cukierkiem. Żeby sie uwalić np. tortem, do którego walorów
                smakowych przyczynia sie kieliszek spirytusu, to ile musiałabym tych tortów
                pożreć... z dziesięć co najmniej. Kobieto, nie jestem słoniem...

                Promowanie takiej "abstynencji", pozbawionej zdrowego rozsądku, okrywa
                alkoholika śmiesznością. Częstuje cię ktoś czekoladką, a ty prosisz o
                opakowanie, sprawdzasz - czy aby nie ma w tym alkoholu... albo nadgryzasz i
                wypluwasz... to przecież ludzie sie w czoła stukają - i stąd tez tyle dowcipów o
                "trzeźwiejących alkoholikach". Żałosne ludziki, które trzęsą się ze strachu na
                widok kieliszków czy "baryłeczek". Które zdechłyby z pragnienia, a nie napiły
                się szampana w upał... widzisz, ja wypiłam szampana, a na weselu i poprawinach
                zachowałam absolutną abstynencję. Według terapeutów powinnam natychmiast wpaść w
                ciąg, uwalić się wniebogłosy. Dlatego takie nauki, jakie serwują na terapiach,
                zwyczajnie - chlustam pod stół. Wierzę też, że niektórzy alkoholicy mogą
                spokojnie wypić lampkę wina i nic im nie będzie. Jeśli nie byli na terapii - i
                odróżniają abstynencję ortodoksyjną od trzeźwości.

                "Nieraz coś zmyślasz, a potem sama sobie zaprzeczasz" - niby co zmyślam? Z
                grubej rury - typowe dla dewotek. Jeśli coś prostuję, wyjaśniam, dopowiadam, to
                nie zaprzeczam. Strasznie chciałabyś mnie złapać na kłamstwie - jakbyś mogła, to
                przylazłabyś do mnie z alkomatem, przetrząsnęła kąty - żeby znaleźć jaką
                napoczętą flaszkę. Przykro mi - flaszki stoją w barku i są zakręcone fabrycznie.

                Jaras, co ty wypisujesz... akurat pijaki nie wiedzą, że w upał piwo nie gasi
                pragnienia... albo wino zmieszane z wodą mineralną powoduje natychmiastowy zgon
                na słońcu:))) Co do szaleńca na pokładzie samolotu - jakie dziesięć sekund, mamy
                czas, lecimy nad Atlantykiem, chmurki pod skrzydłami... za mamusię, za ten
                obłoczek - szaleniec je czy raczej pije nam z ręki... powiedzmy, że jest to
                skrzywdzony klient z akmedu... oszalał, bo stracił majątek na ratowanie
                życia... okrutna depresja... uczymy go picia kontrolowanego - i wszystko dobrze
                sie kończy. A znowuż ten Beduin jest piękny, młody, ma ekstra wielbłąda jakby z
                AA... oksfordzki akcent, a gdy skosztuje naszej mineralnej, zapalają mu sie w
                oczach diabelskie ogniki.

                A kto opowieści mej nie kuma - znaczy - jest nietrzeźwym abstynentem - albo, co
                gorsza, nie posiada wyobraźni. Wydaje mu się, że pisanie znaczy to samo, co
                przepisywanie. Pewnie, że przepisywać łatwiej, ale - co to za życie?
                • tenjaras Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:54
                  > Częstuje cię ktoś czekoladką, a ty prosisz o opakowanie,

                  odmawiam - wolno odmawiać?

                  jeśli używasz syropy i nalewki z alkoholem, albo jesz takie pokarmy, to
                  polecisz - jeśli polecisz - nie dlatego, że tak Ci mówią terapeuci, ale
                  dlatego, że taka prawidłowość rządzi alkoholizmem, siła wyższa, ale
                  niekoniecznie trzeba polecieć od razu, alkoholicy mają w sobie coś, co czasem
                  determinuje nas na dłużej, w AA nazywa się to dupościskiem, i przetrwać ten
                  czas, który wydaję się szczególnie zagrożonym, a gdy minie, można się napić...

                  test zdany, nic nie grozi

                  lekarstwa istnieją nie tylko w płynie, a tylko w płynie mogą zawierać alkohol,
                  choć nie muszą, wystarczy zapytać farmaceutę, chyba, że takie pytania zadają
                  tylko bezzębne kryminały, wtedy strach pokazywać innym, że się dba o siebie

                  e4ska, ja rozróżniam wyobraźnię od pobożnych życzeń, dlatego Ci odpisuję
                  • e4ska Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 12:28
                    "jeśli używasz syropy i nalewki z alkoholem, albo jesz takie pokarmy, to
                    polecisz" - Jaras, takie basko jak ja, zdrowe niczym beduiński wielbłąd, nie
                    używa nagminnie syropów - a już nalewek - wypraszam sobie. Słodyczy prawie nie
                    jadam, bo nie chcę się upaść. Jeśli mam mieć wyrzuty sumienia z powodu
                    czekoladki albo wpuszczania terapeuty w maliny... heh, wybacz... nie mam żadnych
                    wyrzutów. Naprawdę: kiedy ktoś zje przypadkowo ciasto z alkoholem - śladowa
                    ilość czegoś takiego nie uruchamia tkwiącej w nas ciemnej mocy. Chyba że celowo
                    jesz, że chcesz tego alkoholu, że za nim tęsknisz - a to co innego.

                    Wydaje mi się, że jednym z powodów zapijania klientów po terapii jest uczucie
                    dyskomfortu - dyskomfortu życia w ciągłym strachu - że nagle byle czekoladka
                    wpędzi nas do grobu. Ja tam nie podpieram się prymitywnymi pouczeniami - nie
                    wiem, czy istnieją alkoholicy wpadający w ciąg po torciku u babci Stasi - wiem,
                    że ja nie wpadam i wpadać nie zamierzam - a kiedy jem ciasto, to sie raduję
                    smakiem, a nie przeliczam gorączkowo, ile kropel spirytusu wprowadzam do organizmu.

                    Jaki tam dupościsk, Jarasie - ty lecisz na dupościsku, bo wciąż musisz pamiętać
                    - nie wolno, nie wolno - a w moim przypadku: nie piję piwa, wina, wódki - ale
                    lekarstwo to nie wódka, syropu nie wypija się litrami, a ciasto świetnie
                    zrobione - rozkosz podniebienia. Jak to ma być dupościsk, to jest on bardzo
                    przyjemnym uczuciem.

                    Trwaj, dupościsku - jesteś piękny:)))
                    • tenjaras Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 12:52
                      w zasadzie u kobiet dupościsk ma swój urok...

                      tak się tu przyznam, że jak trafię na smak alkoholu w jakimkolwiek czymś, to mi
                      nie smakuje, podobnie kosmetyki, po prostu śmierdzą, mówię o sobie, że w
                      drogówce nie mógłbym pracować ;-)

                      nigdy alkohol mi nie smakował, zazdrościłem tym, którzy twierdzili, że po
                      pierwszym im łatwiej, mi nie było, ani po pierwszym, ani dziesiątym, pamiętam
                      to wieczne obrzydzenie...

                      co nie znaczy, że reaguję paniką, to po prostu sygnały, które mi towarzyszą
                      przy kontakcie z alkoholem, podobnie jak nie wściekam się na psie odchody na
                      chodnikach, choć swoje myślę, a od kiedy mam psa, paradoksalnie, nie wdeptuję...

                      widzę, że "konflikt" tutaj polega jak najbardziej na konkurencji, ciekawostką
                      jednak jest, że sędzią w nim jest nasza przypadłość ;-)
                • a_riczia Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 12:48
                  Droga kolezanko e4sko. Podsumujmy. Ty siebie uważasz za trzeźwą. Mnie natomiast uważasz za
                  dewotkę abstynencji, moje argumenty to dla ciebie cienkie argumenciki, jestem twoim zdaniem
                  śmieszna, pozbawiona zdrowego rozsądku, jestem żałosnym ludzikiem trzęsącym się ze strachu, nie
                  posiadam wyobrazni oraz jestem... nietrzeźwym abstynentem.
                  Zobacz ile amunicji we mnie wystrzeliłaś.
                  I co mi to robi?
                  Ano nic mi to nie robi.
                  To tylko twoje poglądy. Ich miejsce jest tam gdzie powstały - w twojej głowie.
                  A w moim domu nie ma barku z alkoholem.
                  Bo ja nie odczuwwam takiej potrzeby, aby przechowywać w swoim domu butelki z alkoholem. Ani
                  odkręcone, ani zakręcone fabrycznie butelki nie są mi do niczego potrzebne.
                  Moj dom jest czysty. Mój organizm jest czysty.
                  Mówiąc językiem wojskowym - mam uregulowany stosunek do alkoholu.
                  • e4ska Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 14:18
                    Mój dom też jest czysty... bo ja nie uważam, że butelka w barku czyni dom
                    brudnym. Poza tym: w organizmie moim nie ma alkoholu, gdyż nie jadałam od dawna
                    ciastek, czekoladek ani nie aplikowałam syropów. Czy myślisz, ze nasz organizm
                    nie wymienił już wszystkich cegiełek? Nasze komórki żyją - i alkohol wypijany
                    przed laty dawno znikł... nie ma cudów.

                    Różnica podstawowa: ja nie mam wobec alkoholu stosunku wojskowego. Ty musisz
                    mieć nad sobą bat - terapeutę czy bezduszne zasady. Potrzebujesz siły,
                    autorytetu - cieszysz się, ze robisz odtąd dotąd, dokładnie tak, jak ci kazali -
                    dla mnie to nie jest życie, to odrabianie lekcji, to wykonywanie dyrektyw - a
                    ty z tego czerpiesz satysfakcję. Ja zaś żyję inaczej - i dlatego mi nie po
                    drodze z treserem, który sam jest wytresowany. Mnie terapeutyczne wywody nudzą,
                    ich pisma drażnią pustotą, a pism AA w ogóle nie jestem w stanie przeczytać - to
                    znaczy zaczynam i nie kończę.

                    Nie nadaję się na klienta terapeuty czy psychologa - z jednej strony mam gorzej,
                    bo wiem już, ze "leczenie" byłoby dla mnie straszne. Ale póki nie piję - a za
                    dużo bym straciła pijąc - czemu mam się katować ograniczeniami, których sensu
                    nie widzę? Czemu mam gadać z nadętym głupkiem, który jest tylko żałosnym
                    człowieczkiem, wytresowanym do zadań specjalnych? - całe dnie w tym samym
                    ciasnym kręgu - nie ma co się dziwić, że syndrom wypalenia zawodowego jest tam
                    powszechnym zjawiskiem - nuda, nuda, nuda. Co w tobie było ciekawego, Aricjo,
                    żeby twój treser - sam wytresowany - zainteresował się małpką taką samą jak
                    wszystkie małpki? sprzedawał ci ten sam kit, co każdemu, a ty kupowałaś kit jak
                    każda.

                    W moim domu istnieje barek, ponieważ nie mieszkam sama - bywają u nas goście
                    trunkowi - a ja osobiście wolę spotkania podlewane niż niepodlewane, bo ludzie
                    są weselsi... pijanych nie znoszę - boje się ich i brzydzę, choc sama jestem
                    pijaczką. Niemniej na forach publicznych uważałam - i nikt mnie obrzyganej nie
                    widywał. Ja nie mam potrzeby trzymania butelek, ale inni mają potrzeby - i mnie
                    ich potrzeby nie przeszkadzają. A jak dostanę flaszkę dobrą w nagrodę, to nie
                    wylewam - stawiam do barku. Przyzwyczaiłam się. Jakbym miała się napić, to
                    znajdę drogę - a stać się to może i poza domem - wszędzie te pułapki:)

                    Tak więc - dyskusja dotyczy czegoś takiego: czy jedyna linia pomocy alkoholikom
                    przebiegać powinna wedle obecnie dominujących reguł? Jeśli nie pasuje terapia,
                    czy można nie pić? Czy moje niepicie i ta "gorsza" abstynencja ma być gorsza niż
                    wierna służba cudzym rozkazom?

                    I na twierdzenie: nie da się wytrzeźwieć samemu - odpowiadam: tak samo się
                    trzeźwieje jak i po terapiach czy AA. I tak samo można sie opić i zrujnować
                    życie.
                    To zależy od naszego charakteru, środowiska, wiedzy, upodobań... nie ma jednej
                    reguły, nie ma lepszych czy gorszych w trzeźwości - nie pijemy - a reszta to
                    nasz wybór.
              • svetomir Re: Dewotka abstynencji 24.05.07, 11:43
                > Abstynencja to ZERO wprowadzania alkoholu do organizmu.
                To nie jest prawda. Nawet religijne zobowiązania abstynencyjne dopuszczaja leki
                w dawkach i wskazaniach terapeutycznych, słodycze w normalnych ilosciach i
                sakramenty, nie mówiac juz o zewnętrznym stosowaniu kosmetyków.
            • tranzyt80 Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:08
              Janumezczyzna dorobil sie przymiotnika "pracowity":)

              e4ska napisała:
              "...i brylantowy Tranzyt,"

              -tu stanowczo protestuje!Jedyny przymiotnik jaki do mnie pasuje to BAJERANT!,
              cale zycie BAJERANT!,i tylko BAJERANT tranzyt :))),

              Eska,Bajeranta na powaznie brac nie nada,
              mozesz dostac na moj widok,
              na naszym,kiedys tam;),zjezdzie wolnych alko-strzelcow,
              naglego skretu do flaszki :))

              • a_riczia Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:14
                A co do tego bajeru z Beduinem, E4ska to ja bym akurat nie była taka pewna, czy przystojny Beduin
                poleciałby na Saharze na laskę cuchnącą wińskiem. No chyba, że byłby to Beduin na głodzie.
                • tranzyt80 Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:36
                  Beduini sa 24h glodni...,
                  a na lonie natury i na Saharze sie nie znasz !:P
                  • a_riczia Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 12:09
                    No i wlasnie o to chodzi.
                    Jak się na czymś nie znam, to nie twierdzę, że mam rację, tylko wyrażam swoje wątpliwości.
                    Przeczytaj uważnie, Tranzyt co ja napisałam o Beduinie.
                    Napisałam mianowicie że "nie byłabym taka pewna" w sprawie Beduina, jak koleżanka e4ska. :D
                    Zresztą w różnych innych sprawach też... :D

                    • tranzyt80 Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 13:27
                      a-riczia! napisz nam najlepiej to,na czym sie znasz... ;)
                      OK!Sahary i Beduini nie twoja dyscyplina,zostawmy "laskom"...
                      • a_riczia Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 13:54
                        "Nam"? A kto to jest "nam"?
                        Ja tu nie piszę wam.
                        Skąd przypuszczednie że ja wam tu coś piszę?
                        • myszabrum Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 14:03
                          Hmm... a komu piszesz na publicznym forum? Wysyłasz zaszyfrowane znaki w
                          kosmos :)?

                        • a_riczia Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 14:05
                          Przepraszam za literówkę.
                          Miało być "przypuszczenie" :)
                          Ja tu sobie piszę a nie wam. :D
              • e4ska Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:32
                Nie będzie tak źle:)To nie mityng...
                • a_riczia Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 11:44
                  Jasne że nie mityng. To taki "prawie mityng". :D
            • myszabrum Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 12:43
              No żesz kurdę. Zalotna. Wobec kogo?!!
              Idę po wór. Pokutny.
              • myszabrum Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 12:45
                To odnośnie tego tekstu było:

                "Jeśli ja piję, to ty też możesz pić - przecież monitor nie jest
                szklaną kulą - nawet Jaras świetlisty może pić, i Rauchen czupurna, i Janu
                pracowity, i Parys nieTrojański, i brylantowy Tranzyt, i zalotna Mysza - każdy
                monitorowo niepodejrzany jest podejrzany:)"
                • tranzyt80 Re: Dewotka abstynencji 08.05.07, 13:23
                  czyzby najblizsza kolezanka raz strzelila w dyche ?:)))
            • jafajna Re: Dewotka abstynencji 10.05.07, 17:00
              e4ska powtarzam jeszcze raz Nie ROB ludziom pouczeń na temat twojej abstynencji,
              bo masz chore zaburzenia!!! Obudz sie kobieto wreszczcie, twoja abstynencja to
              TO NIE ABSTYNENCJA , DALEJ łAZISZ NARąBANA I LEJESZ TU LUDZIOM WODĘ !!!!!!!!
    • evcia32 Re: niebezpieczenstwo AA 08.05.07, 18:54
      Dziękuje za ostrzeżenie! częsciowo bardzo słuszne i trafione ale co zrobic jak
      mam "łagodne zaburzenia alkoholowe" - chyba? jutro ide do psychoterapeuty,
      szukam pomocy, pewnie skieruje mnie na miting ( to jest kobieta dlatego
      pisze "chyba" ) Byłam, u mezczyzny "psychoterapeuty" którego najbardziej ze
      wszystkich moich problemów interesowało moje współzycie seksualne - to był
      dopiero koleś! ( złozyłam juz skargę na niego) nie wiem czy dalej pracuje w
      zawodzie czy nie - nie interesuje już mnie to. Ja tylko szukam pomocy. Skąd
      poznac czy ktoś jest dobrym psychoterapeutą? - chyba po własnych
      doswiadczeniach - nieprawdaż?
      • jafajna Re: niebezpieczenstwo AA 10.05.07, 16:55
        a_riczia - ja do ciebie.Mam takie samo zdanie jak Ty o e4sce- kompletna
        paranoja,ma nie pokolei w głowie, a emocje chore jak szlag!!!!!!!!
        • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 10.05.07, 20:23
          Przeczytałam o tej kodeinie - Jafajno - pochodna morfiny - może uzależniać -
          zażywana bywa też jako narkotyk. Nie wiem, dlaczego uważasz, ze wzmiankowanie o
          kodeinie jest nie na miejscu. Dziwny tok pisania, agresywny - zero dowcipu -
          bezmyślny... wskazywałby, ze nie jesteś w pełni sprawna umysłowo. Zastąpić
          alkohol narkotykiem albo odwrotnie - to ma świadczyć o twoich zdrowych emocjach?

          Z uporem stwierdzam: ludzie, zanim weźmiecie prochy - to choćby wam je przepisał
          psychiatra po 500 zł za wizytę - spróbujcie najpierw bez. To jest gorsze niż
          alkohol...

          Co do emocji - zdrowy psychicznie człowiek nie wałkuje w kółko swoich
          psychicznych bebechów. Kiedyś zastanawiałam sie, jakbym pisała dzienniczek
          uczuć. Np. gdy Jafajna napisała na forum o moich chorych emocjach i o tym, że
          cały czas piję - odczułam napływ świetnego humoru, zaskoczenie i zdumienie... że
          ludzie są tak prości. Poczułam też dumę, satysfakcję oraz intelektualną rozkosz,
          że nie muszę pisywać dzienniczków uczuć, bo wiem, że nie zgłupieję na komendę
          fachowców od siedmiu pijackich boleści.
          • cortona Re: niebezpieczenstwo AA 10.05.07, 21:19
            Eska, siedzę sobie właśnie jeszcze w pracy przy komputerze i widzę, że Ty też.
            I tak sobie myślę, czując się obecnie wolna od wszelkich ciągot alkoholowych, że
            gdyby nie Ty i nie Janu, to ja, słowo daję, już dawno poleciałabym do terapeuty.
            Bo należę do takich osób, które jak coś przeczytają, to wierzą.
            Więc jak przeczytałam, że Ewa Woydyłło ( może nie tak się pisze jej nazwisko?)
            gdzieś tam napisała, że jeśli ktoś jest uzależniony i czuje, że zaczyna tracić
            kontrolę nad piciem, to sam sobie nie da rady, to jej uwierzyłam.
            I uwierzyłam niejakiemu Hepikowi ( inteligentny gość ), który tak samo
            twierdził. Myślałam, że u mnie będzie już tylko obsów, terapia, kluby AA
            i wogóle beznadzieja.
            Może ja tam nie jestem jakąś wielką alkoholiczką, ale nikt od razu nie jest.
            To się gdzieś zaczyna i nakręca. A u mnie przestało się już nakręcać. Wiem
            że mam nie pić i koniec. I na szczęście nie czuję z tego powodu żalu - no może
            czasami, ale to nie jest nic bardzo groźnego.

            Szkoda, że forum jest takim miejscem gdzie dwie frakcje nieustannie się atakują.
            Nie wiadomo po co i w czyim imieniu.
            A Ty tak fajnie umiesz pisać. Ostatnio do Valpoliczelli, o głodach i wpadkach.
            Już myślałam, że ten wątek jakoś ciekawie się rozkręci. Niestety.
            Tak po cichutku Ci powiem, że niech sobie tam Niefajna i Ryczy gadają co chcą,
            w końcu jest demokracja, ale przecież są tu też mądrzy i rozsądni ludzie po
            różnych terapiach. Rozsądnym ludziom chyba żadna terapia nie zaszkodzi.


            • jafajna Re: niebezpieczenstwo AA 10.05.07, 23:02
              Nie zgłupiejesz, bo już masz nie pokolei w głowie, sama piszesz, ze jestes
              uzalezniona od alkoholu i nie wiesz,że takie osoby są podatne do konca życia na
              wszelkie uzależnienia???????? Ponadto co cię tak zainteresowała moja
              kodeina????, może Ty już sama ćpasz?, co, nawet niewiesz, a piszesz Bóg wie co,
              ja nie brałam czystej kodeiny, tylko w leku bez recepty, a to różnica-
              prawda.Jesteś taka mądra,że aż mnie coś skręca, gdy słyszę twoje porady.Zygać
              się chce!
              • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 10.05.07, 23:28
                Jafajno... Porada moja: od prochów z daleka - ciebie nie dotyczy. Czy z receptą,
                czy bez - po ptokach. Już się stało.

                To, że osoby, które nadużywały alkoholu, są podatne na inne uzależnienia -
                straszak, moja droga. I kłamstwo. I wygodny mechanizm iluzji i zaprzeczeń:)))...
                dla osób, które weszły w coś tam śmierdzącego - znów.

                Spokojnie - mnie nie sprawia satysfakcji, że masz problem. Bo masz - co tu
                ukrywać. Żaden wstyd. Chodzi po prostu o to, że teoria o chorych emocjach jest
                fałszywką. Nie ma się czego wstydzić "chorych" emocji - jakie można mieć emocje,
                kiedy ci się flaki nastawią na trawienie gorzały? Ja tam przynajmniej
                uzależniłam się na wesoło, czciłam Bachusa i Wenerę - czego mam żałować? Emocje
                miałam... ekstremalne - teraz chyba powinnam na skoki spadochronowe licencję
                zrobić... inni mogą, to i ja - mogę:)

                Cortono - racja racja... wcale nie jestem taka skrajna w opiniach - ale w grupie
                istnieje potrzeba - żeby było lewo, prawo i centrum. Mnie pozycja ekstremy nie
                przeszkadza. Co do ryczyAricji - ona ma tak od zawsze. Typowy królik Lejzorka,
                który chciałby kicać królikiem Playboya...itd.

                reszta - potem. I nie pal wreszcie, bo.

                Czy macie ostatnio problemy z pocztą Gazety?
                • janulodz Re: niebezpieczenstwo AA 10.05.07, 23:43
                  jafajna napisała:
                  "ja nie brałam czystej kodeiny, tylko w leku bez recepty, a to różnica-
                  prawda."

                  jafajna napisała:
                  "jasne, że nie ma, ponadto ona piła, dla niej lampka szampana to nic.Alkoholik
                  ma nic nie pić!!!, i tak jak wczesniej ktos pisał nawet uważać na leki i
                  słoeycze z alkoholem, bo niestety to są wyzwalacze."

                  O Matko!!!
                  Jafajna, ale ty jesteś "fajna"
                  Jak Kalemu ukraść krowa to jest be, ale jak Kali ukraść , to cacy
                  • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 11.05.07, 00:03
                    Janu:) Wyraźnie gdzieś tam pisałam, że lampkę szampana wypiłam przed byciem u
                    terapeuty - co wskazuje na to, że było to na początku mojej drogi twórczej:)
                    Gdyby mnie uświadomiono wcześniej, że słabowity szampan to wyzwalacz, poszłabym
                    się napić wody z tego cóś, co to sie w tym się macza palce do przeżegnania. I
                    dobrze... nie uświadomiono mnie.
                    Te nauki niech sobie wsadzą pod kurę złotopiórę.

                    Moje doświadczenie wskazuje, że lampka szampana, czekoladki z likworem, krople
                    na żołądek, bigos z winem, golonka w piwie, tort tiramisu - nie są żadnymi
                    wyzwalaczami dla alkoholika. To, że naiwnym biedakom terapeuci serwują podobne
                    bzdety, dowodzi, że spycha się te biedne istoty do getta. Czytałam niedokładnie
                    - no, niewiele mi zostało z lektury jakiegoś tam Freya czy coś koło tego, że mu
                    robili przykrą stomatologię i szycie - bez znieczulenia, bo narkoman i pijak...
                    i pomyślałam: przecież - jeśli facet był już w ośrodku, to nie mógł kupić sobie
                    tego czy owego - a więc... po co oni mu zrobili?

                    Myślę: jak bardzo musi być chory ktoś, kto podobne nieszczęsne istoty spycha do
                    getta podludzi. Skazując na zbędne cierpienie.

                    XX wiek - teraz już XXI... a jak będzie nawet XXXXX - zawsze znajdzie sie król
                    Herod i niewiniątka, które same podłożą gardziel pod miecz, kwicząc przy tym z
                    radości.
                    • yuraathor Re: niebezpieczenstwo AA 11.05.07, 00:35
                      Eska napisz że dla Ciebie nie są wyzwalaczem kropelki żołądkowe bo u mnie
                      kiedyś cia dwutygodniowy się od kropli zaczął. nie generalizuj że dla każdego
                      alkoholika, pisz o sobie.
                      A niedawno jak w składzie maści na hemoroidy przeczytałem że zawiera alkohol
                      etylowy to jako wyterapeutowany ,sie głęboko zastanawialem czy mogę tą maścią
                      stwora w mojej d... nakarmić. aż w końcu postanowiłem: raz pijakowi
                      setę,zaryzykuję. chwała sile wyzszej nawrót choroby nie nastapił a i potwór w
                      d... został zlikwidowany, ale jaja.
                      • e4ska Re: niebezpieczenstwo AA 11.05.07, 00:51
                        Yura - na zimnym nie siadać.

                        Toż ja o sobie piszę. Ale jeśli napisałbyś: zacząłem od kropli... może sobie
                        nakropiłeś jak głupi, poczuwszy zapach?

                        Na mnie nie działa. Zwyczajnie. Po co mi zmyślać.

                        ciekawe, swoją droga, dlaczego jeden ma taką, a inny odmienną reakcję. Poważnie
                        - śmieszył mnie wywód terapeuty, bo był - o szampanowym wyzwalaczu. Teraz to bym
                        sie naprawdę bała szampana. Po lekturze forum:) Ale czekoladek czy bigosu - bać
                        sie nie zamierzam.

                        bo ja dawniej np. zaczynałam od nalewek na cytrynie i czosnku. Tylko że ja
                        szukałam pretekstu - wszystko mi było jedno. Byle sie napić, byle poczuć.

                        może więc w nastawieniu też jest różnica?
                        • yuraathor Re: niebezpieczenstwo AA 11.05.07, 01:03
                          w te czekoladki nigdy nie moglem uwqierzyc i nadal chyba powątpiewam ale nie
                          jadam, bo ja jestem abstynent ortodox, ale tylko jesli chodzi o mnie.każdy inny
                          ma swoje poglądy ,swój sposób trzeźwienia i potrafię to zrozumiec i uszanować.
                          Z terapii wziąłem tyle ile mi było potrzebne, AA też traktuje po swojemu-
                          pomaga mi w utrzymaniu trzeźwości ale potrafie dostrzec jego wady i
                          niedociągnięcia a czasem nawet karykaturalne formy jakie przybiera. A dr.Bob
                          powiedział "pozostawmy to w prostocie"
                          na zimnym to ja spałem dwie noce w sierakowie w namiocie.
                          • tranzyt80 Re: niebezpieczenstwo AA 11.05.07, 08:24
                            yuraathor napisał:
                            > na zimnym to ja spałem dwie noce w sierakowie w namiocie.

                            -Yuraathor!sie popilnowac,namiotu od srodka,zadna ci nie dala...??
                            Ach!!!Te suche alkoholiczki!;)

                            P.S.
                            na taki Zjazd tylko z dobrymi czekoladkami,namiotu nie trzeba...:)



                            • alisa13 Re:well,well,well adi 11.05.07, 15:37
                              wspaniały autoportret w wątku.gratuluję samopoznania,już ci kiedyś to
                              zasugerowałam(że warto zajrzeć wgłąb siebie).i popatrz jak trafnie się
                              określiłeś : obsesyjno-kompulsywny paranoik,z zaburzeniami maniakalno-
                              obsesyjnymi,zgorzkniały mistrz manipulacji.
                              kimże bowiem byłbyś bez tego forum i jego dającymi ci się wciągać,w twe chore
                              urojenia,czytaczami,potakiwaczami,także z nienawidzącymi i zwalczającymi cię
                              wrogami.ale kociołek wrze i szafa gra.
                              z niecierpliwością czekam też na powrót na forum,podobnie jak Ty,wiecznie
                              sfrustrowanego,pana A,z jego wypchaną gębą,pełną frazesów i pięknych słówek,a w
                              istocie pełnego pychy,obłudy,fałszu i hipokryzji - faryzeusza AA.
                              oj,bedzie się działo.
                              • addicted11 Re:well,well,well adi 11.05.07, 18:11
                                alisa13 napisała:

                                > wspaniały autoportret w wątku.gratuluję samopoznania,już ci kiedyś to
                                > zasugerowałam(że warto zajrzeć wgłąb siebie).i popatrz jak trafnie się
                                > określiłeś : obsesyjno-kompulsywny paranoik,z zaburzeniami maniakalno-
                                > obsesyjnymi,zgorzkniały mistrz manipulacji.
                                > kimże bowiem byłbyś bez tego forum i jego dającymi ci się wciągać,w twe chore
                                >
                                > urojenia,czytaczami,potakiwaczami,także z nienawidzącymi i zwalczającymi cię
                                > wrogami.ale kociołek wrze i szafa gra.
                                > z niecierpliwością czekam też na powrót na forum,podobnie jak Ty,wiecznie
                                > sfrustrowanego,pana A,z jego wypchaną gębą,pełną frazesów i pięknych słówek,a
                                w
                                >
                                > istocie pełnego pychy,obłudy,fałszu i hipokryzji - faryzeusza AA.
                                > oj,bedzie się działo.


                                Faktycznie bylbym nikim.
                                Wraz z moim odejsciem uczynilbym nikim moich potakiwaczy, czytaczy i
                                nienawidzacych mnie i zwalczajacych wrogow.

                                Nie moge im tego uczynic, sumienie mi nie pozwala.

                                Faryzeusz AA- ha ha, August sie na zjezdzie w namiocie przewraca.




                • a_riczia Re: niebezpieczenstwo AA 11.05.07, 15:48
                  e4ska napisała:

                  >Co do ryczyAricji - ona ma tak od zawsze. Typowy królik Lejzorka,
                  > który chciałby kicać królikiem Playboya...itd.
                  >

                  Cóż... ja jestem królik poniemiecki,
                  a ten kot co z miasta Łodzi pochodzi, najpierw łapał myszy po obu stronach płotu, potem go na
                  sznurku paśli, a na koniec rozstrzelali.
                  Czy ja muszę przebywać w pobliżu łódzkich kotów i czytać takie teksty pod moim adresem?
                  Bynajmniej nie muszę :)))
                  • zyg_zyg_zyg Re: niebezpieczenstwo AA 11.05.07, 18:08
                    > Bynajmniej nie muszę :)))

                    No, Ty czytac nie musisz. Ale e4ska pisac musi - inaczej sie udusi, uuuu...
                    :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja