Gość: Mirek
IP: *.acn.waw.pl
25.08.03, 00:24
Za parę dni kończę 25 lat.Jestem studentem dziennym 5tego roku pewnej
renomowanej uczelni.W liceum nie piłem wogóle,na pierwszych latach studiów
okazjonalnie i tylko piwo.Potem był roczny wyjazd na stypendium zagraniczne
(rok rozłąki z dziewczyną),powrót do kraju 3 lata temu.Wkrótce po powrocie
dziewczyna mnie rzuciła.Nie mam do niej pretensji.Zostałem sam ale za to z
pieniędzmi zaoszczędzonymi zagranicą.
Jakieś 2,5 roku temu zacząłem częściej chodzić do pubów i dyskotek,nie raz
(czyt.prawie za każdym razem) się zbetoniłem.
Najwięcej piłem przez ostatni rok akademicki,od października 2002 do
czerwca br.minimum raz w tygodniu(bywało,że pijany byłem 3 razy w
tygodniu),już nie browar tylko drinki.Kilka razy zdarzyło mi się przyjść na
lekkim rauszu na zajęcia.Pochwalę się tylko,że ostatnia sesja to przewaga
piątek nad czwórkami,chociaż już tak nie zakuwam jak dawniej.
Moi znajomi,którzy widzieli mnie przez ostatni rok na imprezach wiecznie
nawalonego,sugerowali mi,że mam problem.Ja jednak uważam,że choć lubię sobie
wypić,to nie jestem alkoholikiem.Już parę tygodni nie piję,codziennie jeżdżę
na rowerze,siedzę w internecie i czytam książki.Gdybym był
uzależniony,chlałbym po dyskotekach a nie siedział w domu.Przynajmniej tak mi
się wydaje,ale może się mylę.
Boję się jednak co będzie na jesieni i zimą.Dodam,że jak zaczynam pić to
nie zachowuję umiaru-piję 8-10 a czasami i kilkanaście drinków.
Wiem,że mnie nie znacie i trudno Wam będzie mnie ocenić tylko na podstawie
tego posta,ale może napiszecie czy Waszym zdaniem to już alkoholizm?