Gość: Wicio
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
15.12.03, 01:40
Trochę to śmieszne chyba w porównaniu do innych naromanów, nikotyniarzy czy alkoholików, ale ja akurat jestem uzależniony od słodyczy ( i internetu, ale to akurat mi nie przeszkadza). Jem sporo różnej maści słodkości. Rocznie tyję około kilograma (teraz ważę mniej więcej 80 kg przy wzroście 179, więc to nie tragedia, aczkolwiek mam mały brzuszek i oponkę, ale co będzie za 20 lat??). Łykałem jakies magnezy i inne chromy, ale nic to nie pomogło. Ostatnio od 3 miesięcy intensywnie ćwiczę (4 razy w tygodniu po godzinie do wyczerpania fizycznego), ale to tylko podsyca mój apetyt. Owszem, mogę sobie odmówić i przez jakiś czas nie jeść, ale z przyjemnością potem wracam do nałogu. U mnie w ogóle ćwiczenia fizyczne idą w parze z apetytem na słodycze - kiedyś biegałem codziennie kilka km przez dobre pół roku, ale nie schudłem nic a nic. Co wypalę to dojem. Raz tylko udało mi sie schudną 5 kilo w ciągu miesiąca, ale to było w Himalajach, gdzie łaziłem 6-10 godzin dziennie z 20 kg na plecach, a jadłem 2 liche posiłki. W Warszawie podobnej kuracji sobie nie zaaplikuję - tam po prostu nic więcej nie było do jedzenia. A i tak odrobiłem to w kilka miesięcy op powrocie. A do tego wszystkiego dodam, że absolutnie mój brzuch się po owym odchudzeniu nie zmniejszył. Optycznie pozostał identyczny - tylko twarz miałem bardziej pociąłą (a i tak mam długą).
Kiedyś stosowałem inną metodę. Przez jeden dzień w tygodniu NIC nie jadłem. Piłem tylko wodę - ze 3 litry. Robiłem tak kilka miesięcy. Efekt, oczywiście, żaden.
Ale i tak wszystkiemu winne są słodycze, które uzupełnią w moim organiźmie "niedobór" cukrów i tłuszczów.
Może ktoś miał podobny problem i wie jak zmniejszyć apetyt na słodkości???