tomek854
13.06.05, 15:42
Ja dwa razy. Raz jak sobie łapałem stopa pod łebą, i facet jakiś taki mało sympatyczny zaporponował mi podwiezienie "na pace" w transporterze bez szyb. Ok. W środku była lamka, a jedyny kontakt z zewnętrzem to była dziurka do kierunkowskazu. ruszylismy, i nagle widzę, że skręcamy i zapierdzielamy po jakichś strasznych dziurach. Wyjąłem i otworzyłem nóż, sprawdziłem czy drzwi nie są zablokowane i czekam. W końcu zatrzymaliśmy się, a ja desant - drzwi na oścież i z nożem... Facet się nieźle przeraził, bo akurat szedł mi otworzyć - po prostu pojechaliśmy na skróty i zajechaliśmy tam gdzie chciałem, tylko z innej strony. Przeprosiłem go, strasznie się śmiał :) Tu sam jestem sobie winien...
Drugi raz sprawa była poważniejsza. Łapałem z Poznania na Świebodzin. Wtedy jeszcze polskie samochody miały czarne blachy. I widzę, że jedzie wypasiona terenówka z przyciemnianymi szybami, białymi tablicami - musi że Niemcy. Macham twardo. Zatrzymują się dwaj... Mołdawcy. No dobra, ja tam uprzedzeń nie mam. Wsiadam.
Panowie się chyba uczyli jeździć po stepie, bo taktykę mieli oryginalną - 70mph na liczniku i przed siebie - jak sie nie da wyprzedzic z lewej, to z prawej, po poboczu...
Potem zaprosili mnie na obiad - zatrzymali sie w lesie i z bagaznika wyjeli bulki, po czym wybrali najmniej zaplesniale kielbaski z worka - podziekowalem. Papierki, stare kielbaski i wszystkie inne smieci - do rowu.
Jak wjechali pod prad na stacje paliw, to sie troche przestraszylem, ale naprawde stracha nabralem jak zaczelismy rozmawiac. Pasażer rozwiązywał krzyżowkę po rusku nie wiedział samolotu na 3 litery, to mu podpowiedziałem "MIG" . Zaczęła się gadka szmatka - skąd jadę, gdzie, po co i tak dalej. No to i ja się zacząłem pytać.
- A panowie dokąd?
- Do niemiec
- Do pracy, turystycznie?
- Nie.
- To po co?
Pan otwiera schowek na desce wyciąga pistolet, przeładowuje i chowa z powrotem
-"Eto taka komercja"...
W świebodzinie okazało się, że panowie oczekują pieniędzy. nie miałem, więc tłumaczę że za darmo i tak dalej. Ten od pistoletu był wściekły, ale ten drugi był zafascynowany: jak to, tak wożą za darmo, własnym samochodem obcych ludzi u was?
Dałem 5 zł - więcej nie miałem - pasażer był niepocieszony, że nie mam nawet dolara, ale ten drugi go udobruchał...