Dodaj do ulubionych

Baliście się kiedyś?

13.06.05, 15:42
Ja dwa razy. Raz jak sobie łapałem stopa pod łebą, i facet jakiś taki mało sympatyczny zaporponował mi podwiezienie "na pace" w transporterze bez szyb. Ok. W środku była lamka, a jedyny kontakt z zewnętrzem to była dziurka do kierunkowskazu. ruszylismy, i nagle widzę, że skręcamy i zapierdzielamy po jakichś strasznych dziurach. Wyjąłem i otworzyłem nóż, sprawdziłem czy drzwi nie są zablokowane i czekam. W końcu zatrzymaliśmy się, a ja desant - drzwi na oścież i z nożem... Facet się nieźle przeraził, bo akurat szedł mi otworzyć - po prostu pojechaliśmy na skróty i zajechaliśmy tam gdzie chciałem, tylko z innej strony. Przeprosiłem go, strasznie się śmiał :) Tu sam jestem sobie winien...

Drugi raz sprawa była poważniejsza. Łapałem z Poznania na Świebodzin. Wtedy jeszcze polskie samochody miały czarne blachy. I widzę, że jedzie wypasiona terenówka z przyciemnianymi szybami, białymi tablicami - musi że Niemcy. Macham twardo. Zatrzymują się dwaj... Mołdawcy. No dobra, ja tam uprzedzeń nie mam. Wsiadam.

Panowie się chyba uczyli jeździć po stepie, bo taktykę mieli oryginalną - 70mph na liczniku i przed siebie - jak sie nie da wyprzedzic z lewej, to z prawej, po poboczu...

Potem zaprosili mnie na obiad - zatrzymali sie w lesie i z bagaznika wyjeli bulki, po czym wybrali najmniej zaplesniale kielbaski z worka - podziekowalem. Papierki, stare kielbaski i wszystkie inne smieci - do rowu.

Jak wjechali pod prad na stacje paliw, to sie troche przestraszylem, ale naprawde stracha nabralem jak zaczelismy rozmawiac. Pasażer rozwiązywał krzyżowkę po rusku nie wiedział samolotu na 3 litery, to mu podpowiedziałem "MIG" . Zaczęła się gadka szmatka - skąd jadę, gdzie, po co i tak dalej. No to i ja się zacząłem pytać.
- A panowie dokąd?
- Do niemiec
- Do pracy, turystycznie?
- Nie.
- To po co?
Pan otwiera schowek na desce wyciąga pistolet, przeładowuje i chowa z powrotem
-"Eto taka komercja"...

W świebodzinie okazało się, że panowie oczekują pieniędzy. nie miałem, więc tłumaczę że za darmo i tak dalej. Ten od pistoletu był wściekły, ale ten drugi był zafascynowany: jak to, tak wożą za darmo, własnym samochodem obcych ludzi u was?

Dałem 5 zł - więcej nie miałem - pasażer był niepocieszony, że nie mam nawet dolara, ale ten drugi go udobruchał...
Obserwuj wątek
    • khas Re: Baliście się kiedyś? 13.06.05, 18:16
      hahahaha dobre, dobre
      jak wracałem z koleżką do domu z nad morza, zmęczony jak kot, późno, za
      choleree złapać się nie dało, bo to wioska jakaś. czekamy i kombinujemy. na
      zegarku pólnoc. zatrzymuje się auto, w srodku towarzycho rozbawione, oni z
      kolei jechali nad mozre na creamfields festiwal, to my z nimi, w aucie browar,
      zioło, do wyboru. kierowca napija z nami i legalnie środkiem ulicy jedzie, z
      naprzeciwka widac światła samochodu, koles dalej jedzie, w ostatniej chwili
      skrecił na właściwy pas, i tak kilka razy. ogólnie za mocno
      • nocnylot Re: Baliście się kiedyś? 13.06.05, 18:55
        Ja dwa razy. Raz w Szwajcarii, w nocy, jak wsiadlem to zorientowalem sie, ze
        kierowca (Hiszpan) jest kompletnie pijany. Chcialem wysiasc, ale bylo za pozno -
        juz pedzilismy. Na szczescie dojachalismy do celu...
        Drugi raz stalem na jakims wygwizdowie we Francji i stalem dostatecznie dlugo,
        ze sobie obiecalem ze nawet jesli pojawi sie UFO to wsiade. UFO to nie bylo,
        pojawil sie sportowy kabriolet z dwoma napakowanymi kolesiami w skorach i
        lancuchac - typowa sadomasochistyczna para gejowska... Coz zrobic, bylem tak
        zdeterminowany aby sie wyrwac stamtad, ze wsiadlem. Tym bardziej - choc wydalo
        sie mi to troche podejrzane - powiedzili mi ze jada wlasnie tam gdzie chcialem
        dojechac (a to bylo jakies 350 km dalej)...
        Nic sie jednak nie wydarzylo. Dojechalem do celu o wiele szybciej niz
        przypuszczalem. Kolesie cieli po autostradzie 200 km popijajac whisky z gwinta
        i mnie tez czestujac... Odmowilem.
        nl

        • mrowka69 Re: Baliście się kiedyś? 30.06.05, 16:49
          a ja kiedys wsiadlam do samochodu sama bo juz nie bylo zadnych autobusow przez
          najblizsze kilka godzin a ja nie mialam wyjscia, musialam byc na miejscu, wiec
          zatrzymuje sie litwin, mowi wsiadaj, ok wiec jazda sie zaczyna, tam na desce
          rozdzielczej sam gołe baby, jakies straszne zdjecia, mysle no to ladnie, facet
          caly czas palil i zwalnial przy zjazdacj do lasu, wiec akcję mialam
          nieprzecietna, az w polowie drogi koles sie zatrzymuej przy kantorze, bo musi
          cos tam zrobic z kasa, mylse, pewnie jakis bandzior, uciekam, ale najpierw
          spisalam wszytskie dane bo zostawil dokumenty...koles przyszedl, i podwiozl
          mnie jeszcze dalej niz chcialam byl bardzo mily i w ogole az mi sie glupio
          zrobilo ze tak zle o nim myslalam...
          • dupekzoledny Re: Baliście się kiedyś? 30.06.05, 20:53
            rok66 autostop był na książeczki.
            wędrowałem z kumplem tomkiem 195 szafa,morda -zakapior a tak pozatym to dusza
            chłopak.gdzieś na mazurach,chyba koło orzysza stopujemy. a autek wtedu dużo
            mniej jezdziło. z miasta wyszła grupa coś 8 osób i STANĘLI PRZED NAMI.tomek
            mówi do mnie-powiedz im żeby poszli za nas-niepisane prawo-pózniej wychodzisz
            idziesz dalej.podszedłem,grzecznioe do kolesi-przyszliście pózniej,idzcie za
            nas.odpowioedz-pocałuj nas w dupe.
            wracam -tomek-kazali się w d.e pocałować. tomek wstał,przeciągnąl się,podszedł
            do grupy i zadał grzeczne pytanie: no., którego tam w d...ę pocałować.
            bez słowa zmyli się,poszli 200m za nas.
            • kr_kap Re: Baliście się kiedyś? 05.07.05, 00:47
              Parę razy. Raz kiedy wracaliśmy z kumplem z Gwatemali do Meksyku i zatrzymała
              się ciężarówka, z dwoma facetami w środku. Strasznie się kłócili, a ten przy
              kierownicy był w sztok pijany i jechał zygzakiem. W końcu wkurzył się
              ostatecznie i wysadził tego drugiego. Tamten został na środku szosy, coś
              krzyczał, ale kierowca zaintonował pieśń wielką, żeby zagłuszyć, i docisnął
              pedał gazu. Szczęśliwie kiedy złość mu opadła oddał mi kierownicę, na delikatne
              "może pan zmęczony?" ;)
              Byłam miesiąc po zrobieniu prawa jazdy. Golfem :)

              Noc już była, gdzieś pod Monachium, stacja benzynowa, skłoniłyśmy do zabrania
              nas młodego Niemca, w sportowym czerwonym woziku, który właśnie tankował. (A
              miałyśmy z koleżanką żelazną zasadę -po spotkaniu parę dni wcześniej dwóch
              Polaków z cytrusami w furgonetce, nazbyt ochotnych :)- nie wsiadać po nocy z
              więcej niż jednym facetem). Facet żadnych żelaznych nie miał, żadnych tam "piłeś
              - nie jedź" czy coś, był wielce radosny, po paru piwach, z Vanessą Mae na full
              oraz bardzo nie sam, bo z kolegą, jak się okazało, który wrócił kiedy my już
              siedziałyśmy z tyłu, zablokowane gdzieś pod przednimi fotelami. Oba dwa od
              początku popatrywali na nas lisio ;) i szeroko się uśmiechali, wymieniając
              między sobą jakieś uwagi, których nie słyszałyśmy, bo Bach dawał tak, że szyby
              drżały. Kazali częstować siebie i ich czekoladą i ciasteczkami z koszyczka,
              który znalazłyśmy w tyłu, i z braku miejsca trzymałyśmy na kolanach. Czułyśmy
              się jak pędzące na złamanie karku Walkirie, w tym grzmocie Bacha, jadąc
              najmarniej o setkę za wiele na godzinę, w perspektywie baaaardzo żabiej, z
              koszyczkiem pełnym wiktuałów babcinych na podołku i patrzącymi na nas z szerokim
              uśmiechem młodymi Niemcami :)

              Koło północy, okolice granicy polsko-niemieckiej, złapaliśmy z kolegą Polaka
              jadącego z lawetą i z mocnym postanowieniem dotarcia do Drezna. Gadało się miło,
              facet wydawał się być całkiem przytomny i nieśpiący, zresztą mówił, że
              nieśpiący, Niemcy usprawniali wtedy w byłym DDerze kolejne kilometry autostrad,
              więc co i rusz jakieś zwężenie, zmiana organizacji ruchu i tak dalej. No i
              zbliżaliśmy sie właśnie do większej grupy pachołków i światełek migających na
              żołto a facet nic, w ogóle nie zwalnia. Dwieście metrów - nic, sto metrów -
              patrzymy na siebie, ale gośćiu na pewno widzi, może taką ma fantazję na jazdę z
              lawetą, sześćdziesiąt metrów, pięćdziesiąt, widzi, no na pewno widzi, ale póki
              co grzejemy zdrowo, czterdzieści... chyba jednocześnie zobaczyliśmy się z tymi
              żółtymi światełkami na wskroś twarzy, więc chórem wrzeszczymy "uwaga!!!". Facet
              jakoś tak się wstrząsnął (nie widział!) i wykonał elegancką jazdę koszącą o
              centymetry od sygnalizacji, odłamując sobie tylko lusterko. Laweta przeżyła, on
              zdecydował, że do Drezna to może jednak jutro, bo śpiący trochę :)



    • hycwcyc Re: Baliście się kiedyś? 12.07.05, 18:37
      Wsiedlismy kiedys z dziewczyna w Kehl pod strasbourgiem do trzydrzwiowego
      samochodu ( oczywiscie do tylu, plecaki w bagazniku) z trzema napakowanymi
      Romami:)
      • kicior99 Re: Baliście się kiedyś? 13.07.05, 17:13
        1992 rok byl, lapalem stopa z Leszna do Poznania. Trase te przebylem w... 24
        minuty. Kierowca byl 20-letni Rosjanin, ktoremu "£sie spieszylo" do Berlina.
        (auto - Honda civic) Dla niewtajemniczonych - to 77 km! Odmowilem wszystkie
        znane mi modlitwy. Drugi raz - dwa lata temu, na odcinku Kassel - Hannover, gdy
        gosciu zaiwanial 240 km/h. (samochod - audi quatro, oba wozy czerwone)
      • kicior99 Re: Baliście się kiedyś? 13.07.05, 17:15
        Gdzie sie lapie w Kehl? Moj odwieczny problem. Na moscie nie wolnio, za mostem
        przepedzila mnie policja =) a dalej jest droga szybkiego ruchu i doopa zimna.
        • hycwcyc Re: Baliście się kiedyś? 14.07.05, 19:11
          Na stacji benzynowej, jeszcze przed mostem... Zresztá, to byla zlozona bardzo
          akcja w wykonaniu mojej dziewczyny, ktora pilnowala bagazy, w czasie, kiedy ja
          poszedlem do kibla. Otoz, najpierw zagadala z Turkami, ale oni powiedzieli, ze
          jada 'cos zalatwic' i wroca za 20 mimut. Wyszedlem z kibla i powiedziala mi -
          czekamy, fajne chlopaki przyjada po nas za 20 minut. No, to siedzimy. Po 20
          minutach podjezdzaja goscie, wiec ona do nich wyrywa. Watpliwosci byly, ale w
          koncu decyzja - dobra, wsiadamy. Na to podjechal drugi samochod, palen
          tureckich karkow, ktorzy zaczeli cos do nas gadac. Ci, z ktorymi wsiadalismy
          wlasnie, zaczeli nas przekonywac, ze nienienienie, z nimi nie jedzcie, bo oni
          to mafia. Bylem niezle skolowany, bo przeciez zaaranzowanie calej sytuacji
          przesiedzialem w kiblu. Okazalo sie, ze ona najpierw zagadala z Turkami (
          ktorzy ponoc pytali, czy ktos jeszcze z nia jest, a ona odpowiedziala,
          ze 'ami', a ze po francusku w tym wypadku plec to kwestia rodzajnika, to
          mysleli, ze 2 dziewczyna..), ale potem jak podjechali ci Romowie, to ona ich po
          prostu POMYLILA, wziela za tych poprzednich. A oni ( ci Romowie), jak
          zobaczyli, ze dziewczyna tak pewnie do nich wystartowala, nie potrafili
          odmowic...
          No, zostawic dziewczyne sama na moment...:)
          • swert1 Re: Baliście się kiedyś? 16.08.05, 02:40
            No i ja miałem 2 akcje, ale zasadniczo lajtowe :1)jade z kolesiem do Paryza
            (ehh ten pierwszy raz..;)stoimy sobie jak Pan Bóg przykazał na pageu (wjazd na
            autostrade-tam gdzie sie płaci) i łapiemy co sie da. Podjarani bylismy nieco bo
            do Paryza juz tylko 220 km,ogolnie zadowoleni usmiechnieci i brudni... ja z
            kartonikiem w rozciagnietym polarze.. no po prostu młody Bog;)Zaraz za bramką
            zwalnia BMW 750, szyba sie opuszcza, biznesmenik na oko 35 lat,gajerek,
            rolexik te sprawy cos tam do mnie nawija po francusku..a ze moj francuski tak
            jak jego chinski, to sie usmiecham i kiwam głowa. Myslałem ze jakis snobek
            bluzga mi tu i wykłada swoja wyzszosc..(jak to mielismy kilka razy watpliwa
            przyjemnosc doswiadczyc w Niemczech)Koles widzi ze ja nieponiemaju, to siup na
            angielski sie przerzucił i widzac ze mam kartonik PARIS mowi ze własnie tam
            jedzie, ja oczy jak5 złotych;/ to mowie ze jeszcze kolega jest, na to koles ze
            nie ma sprawy. Podjechał na parking, władowalismy bagaze( pierwswzy raz nasze
            conieco= 2 megaplecaki i duza torba z żaarciem zmiesciły sie do bagaznika i
            miejsca zostało w nim tyle ze mozna jeszcze dwutaktem byyło wejsc)zasiedlismy
            do fury, a tam klima..skóra..muzyczka gra, gpsy telefony, cuda na kiju.
            Jedziemy.no oczywiscie gadka szmatka skad to, gdzie to,a gdzie sie zatrzymacie
            w Paryzu..my mowimy ze jeszcze nie wiemy, ale chyba na jakims kampingu, bo mamy
            tu przewodnik a w nim pare adresow... Na to miły pan mowi dajcie mi ten
            przewodnik to zadzwonie na te pola namiotowe i zarezerwuje wam miejsce.. my na
            siebie;/ Oki doki masz pan...koles wział Pascala i se wertuje [kierujac] ja sie
            pod nosem usmiecham..zerkam na mojego ziomka ,oko puszczam ze zaj..iscie
            trafilismy , a moj ziomek zielony siedzi 8). Miły nasz pan kierowca wertujac
            mojego Pascala, odpalił se papieroska, zaczął wykrecac numer i małym palcem
            prowadził swoją gruba beje 270km/h Jak zobaczyłem ten licznik, jak sie
            chwyciłem uchwytu w drzwiach, to soki z niego zaczałem wyciskac..miły pan
            kierowca dobił nas, gdy stanelismy na stacji a on zaczał tankowac z zapalonym
            papierosem.. no nawet te 70 poduszek powietrznych nie dodawało mi otuchy.. ale
            eksplozji nie było mily pan wysadził nas pod samym Louvrem i jeszcze bilety na
            metro nam dał ;)To sie nazywa gest!
            2)wracamy se z kolesiem z południa Francji..łapiemu stopa na stacji pare
            kilonetrów przed Dijon. Zatrzymuje sie starsza pani megawozem -renówka 5 ;)no
            żałosc..ale nic wsiadamy. starsza pani nie kumała chyba o czym my do niej
            rozmawiamy,tzn gdzie chcemy jechac, tylko cały czas łiłiłiłi;/ mysle sobie c..j
            z tym stopem nie opłaca sie podjechac pare kilometrow i stracic dobre miejsce,
            lepiej poczekac an cos konkretnego, ale koles mnie naciska no dawaj dawaj
            jedziemy. no to ja lasce wykładam przez 10 min z mapa w reku gdzie chcemy sie
            dostac i czy ona na pewno tam jedzie, a stara łi łiłi Wsiedlismy. I to był qwa
            bład. Jebalimy sie przez Dijon 3 godziny (choc prawidłowo obwodnica 20 min by
            to zajeło)a stara raszpla za kółkiem juz ze 30 lat nie siedziała.. na kazdym
            skrzyzowaniu wymuszenie pierszenstwa, pół miasta na recznym przejechała,
            rozjechała psa,i o słup rozbiła reflektor. Po tej rundce po miescie opuscilismy
            samochod tak spoceni[wcale nie było goraco]z takim cisnieniem, ze moj ziomek na
            dowidzenia mało staruszce nie dał po mordzie..ale co tam licza sie intencje;)
    • calama Re: Baliście się kiedyś? 30.08.05, 23:06
      balam sie jak jasny piorun jak gosciu nas wysadzil na autostradzie( bo jasno
      powiedzialysmy,ze z bara-bara nici) i szlysmy do nastepnej stacji.pieszo przez
      most nad renem, most dla autostrady. dwa pasy w jedna,dwa w druga, barierka
      byla do lydek. pojde w prawo - wpadne w czelusc (byla noc), za bardzo w lewo -
      rozjada mnie. i jeszcze kto nas zobaczyl - to klakson.masakra.wtedy najbardziej
      sie balam.
      • essene Re: Baliście się kiedyś? 04.01.06, 16:31
        wracałem z gdanska z dziewczyna, na obwodnicy przed toruniem wysadził nas
        bardzo sympatyczny TIRowiec (jechał niestety do W-y, my do Łodzi), przesiadka
        niemal z samochodu w samochód.
        Facet w fiacie palio mordeczka taka sobie średnio rozgarnieta, gadki zero, ale
        jedziemy (a bylismy już zrąbani całym dniem jak para psów) - klient pocina tak
        srednio 130-150/godzine, wymija i wyprzedza w ułamkach sekundy tuż przed
        samochodem - po kilkudziesięciu kilometrach takiej jazdy i nieludzko spiący
        stwierdziłem: "dziej się wola Boża. Śpię, jak sie gdzieś rozpieprzymy, to się
        przynajmniej przed śmiercią nie przestraszę, bo to niezdrowe..."
        dowiózł jednak, mało, podwiózł nawet w miescie nieco.
        • pstosia Re: Baliście się kiedyś? 26.06.06, 21:43
          od niedawna jezdze stopem, ale juz mialam dwie takie sobie sytuacje. pierwsze:
          wracalismy z macedonii i na granicy serbsko-macedonskiej zlapalismy stopa do
          czestochowy! dwa polskie tir-y, zreszta swietni kierwocy. powiedzieli, ze nas
          wezma, ale pod warunkiem, ze ja jade w jednym, a moj chlopak w drugim
          samochodzie. mieli troche przeciazone samochody i nie chcieli miec wiecej
          problemow. luz. wsiadamy i jedziemy. przejechalismy pol serbii, gdzy
          zorientowalam sie, ze moj paszport jest w spodaniach macka... kolorowo by bylo,
          jakby nas zatrzymala policja :D

          druga sytuacja: stalismy za gizyckiem i jechalismy do rygi. zatrzymaly sie dwa
          litweskie tiry. i znowu, ze na dwa samochody. a ze nam sie spieszylo to sie
          zgodzilismy. nie dosc, ze litwini pedzili jak wariaci, wyprzedzali na zakretach
          itp. to ten kierowca z ktorym jechalam, zaczal sobie zartowac [po rosyjsku], ze
          mnie zaraz do lasu wywiezie. nie bylo zbyt przyjemnie. ale skonczylo sie na
          glupich zartach. w zamian za to zalatwili nam stopa przec cala litwe :D

          pozdr
    • spike23 srodek autostrady 03.07.06, 01:56
      koles zabral nas mercedesem a, ale bylo cos podejrzanego, jakby przed kims
      uciekal. caly czas ponad 200 na liczniku, po chwili powiedzial ze on jedzie w
      inna strone i musi nas wysadzic,zatrzymal sie na srodku autostrady no i trzeba
      bylo wysiasc, skoki przez barierki byly niezle, potem plot a dalej...nic,
      kompletne zadupie, do najblizszej drogi szlismy chyba z godzine w pelnym sloncu,
      tam zabral nas jakis koles do wjazdu na autostrade i po kolejnych 2 godzinach
      zlapalismy stopa i przejechalismy chyba z 400km...wiec skonczylo niezle,a
      zapowiadala sie noc pod mostem na autostardzie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka