blurppp
07.02.09, 20:39
Witam i wkładam kij w mrowisko.
Moje pytanie brzmi po co komu rezydent?
Zjechałem chyba wszystkie najpopularniejsze kierunki wakacyjne Od
Portugali do Turcji i od Maroka do Jordani
Zwykle mój kontakt z rezydentem ogranicza się do zobaczenia go jak
stoi i trzyma kartkę z nazwą biura a potem mówi do autokaru numer 3
prosze. Druga sprawa to wywiesza kartki że powrót w czwartek ,
spotykamy sie o 13.30 To wszystko
Jak mi pokój nie pasuje to idę do recepcji. Jak mam ochotę na
fakultet to zawsze z lokalnego biura i taniej i mniejsza grupa i
ludzie zwykle milsi. A dziś lokalni tez mają polskich przewodników
choć ja wolę z angielskim, towarzystwo jak by ciekawsze i nie ma
d..wyżej szyji
Jak mi coś dolega to sam wiem jak lekarza znaleśc a takie info jest
w każdym przewodniku
Czytając uwagio turystów mam czasem wrażenie że, dorośli ludzie chcą
nianki. Najlepiej żeby rezydent do baru zaprowadził i powiedział ten
Pan ma AI i pija tylko Whiski z lodem i jak przyjdzie to takie mu
podawać i pamiętaj z 3 kostkami lodu
A jeszcze ma odpowiedzieć że jak sie jest w miejscu ABC to zobaczyć
trzeba zzz i xxxi yyy bo inaczej sąsiedzi powiedzą że sie nic nie
widziało.
Może zamiast marudzenia o rezydentach niech turysta mały risercz
zrobi. Przewodniki, sieć, znajomi itd. Swoja drogą chetnie
dowiedział bym się ilu turystów ma dość ochoty żeby się z
Przewodnikiem Praktycznym Pascalka zapoznać przed wylotem( wyjazdem)
Moje zdanie jest takie rezygnacja z rezydentów jedynie jeden w
formie " ostrego dyżuru" jako pierwszy krok cięcia kosztów przez
biura