iskierka4
05.01.11, 18:52
Niepłodność dla każdej z nas jest jak wyrok. Kiedy okazuje sie że trudno nam zajść w ciąże załamujemy sie, pytamy "dlaczego my", nie wierzymy. Potem sie oswajamy z ta mysla i zaczynamy walczyc. Dla wielu z nas jedyna szansa jest in vitro.
Chcialabym sie podzielic z Wami moim doswiadczenien. Gdybym wiedziała tyle co teraz prawdopodbnie nie zdecydowałabym sie na in vitro.
Ponad rok temu stwierdzono, że jedyną szansa dla nas jest zapłodnienie pozaustrojowe. Trudno podjac taka decyzje. Pani dr opowiedziała na czym polega zabieg itd. Zapytałam o wady i skutki uboczne. Powiedziała, ze nie ma. "Jedyną wadą na dzien dzisiejszy jest cena" - odpowiedziala.
Zdecydowalismy sie na zabieg w grudniu 2010 r. Cała stymulacja rozpoczeła sie koncem listopada. Leki Gonal, Pregnyl, codzienne zastrzyki, duże kwoty zostawiane w aptece. Zaufałam lekarzowi. Przeciez wie co robi, przeciez ma doswiadczenie. Dzieki niemu będziemy mieć nasze ukochane Maleństwo.
Kilka wizyt USG. Rosną pęcherzyki. Lekarz mówi "troche mało ale cos wybierzemy, jeszcze kilka dni". Brzuch troszke wydymany, ale przeciez rosna pecherzyki. Troche bola jajniki i piersi, ale nie pfrzejmuje sie. Przeciez to od hormonów. W końcu umawiamy sie na punkcje. Pobierają 16 jajeczek. Szok! Nie spodziewałam sie az tak dużej liczby. Mąż oddaje nasienie. Wszystko jest jak film since fiction. Nie mozliwe ze to sie dzieje naprawde. Telefon kolejnego dnia "Zapłodniło sie 13 jajeczek". To bardzo duzo. Cieszy nas to ogromnie. Transfer za 2 dni. Wieczorem przed transferem mam powiekszony brzuch, nie mieszcze sie w spodnie. Mierze brzuch, ktory powiekszył sie od normalnego stanu o 14 cm. A myslalm ze po punkcji bedzie mniejszy, myslałam ze to przez pecherzyki. Dzwonie do lekarza, ze zle sie czuje, mam duży brzuch. Pytam, czy mozna wykonac transfer ? "Zobaczymy jutro" odpowiada. Zaczynam czytac w internecie o hiperstymulacji jajników. Podobno najczestszy skutek uboczny in vitro. Wogle o tym nie wiedziałam. Zalecaja jedzenie bialka. Dla mnie to nie problem, gdyż na codzień mam diete białkową.
Kolejnego dnia jedziemy rano na transfer. Lekarz bez usg mówi ze transfer moze zostac przeprowadzony. pytam czy obejzy jajniki. Mowi, że nie musi bo wie jak wygladają. Wkładaja nam 2 zarodki, zostajemy sami. Leżę dłuższy czas i do domu. Oszczedzam sie. Nie sprzatam, nie gotuje, mąż wszystko mi podaje a ja odpoczywam.
Czuję sie ciagle podobnie tzn. brzuch jest duzy ale ciesze sie z zarodków. duzo spie i czytam.
Równo po tygodniu od transferu brzuch zaczyna rosnąc. Zbiera sie w nim woda. czuję duzy dyskomfort. Ale poniewaz sa swieta nie dzwonie do lekarza. Kolejnego dnia brzuch rosnie. Mierze sie. Ma kolejne 2 cm wiecej. Dzwonie do dr. mam zrobic komplet badan i stawic sie w klinice. Okazuje sie ze elektrolity sa ponizej normy, podbnie bialko, leukocyty i ogolnie cała morfologia beznadziejna. Na szczescie zdrowe sa nerki i watroba. Lekarz stwierdza ze to hiperstymulacja, ale to nic takiego. Musmy robic kroplowki z białka i soli fizjologicznej w domu. Zakladaja wenflon, wieszaja kroplowke z sola na kinkiecie i wprowadzaja mi płyn. Mój mąż szybko jedzie po lek o nazwie "Albumina"- bialko w kroplówce. jedziemy do domu. Zadna pielegniarka nie chce podjac sie podania albuminy, gdyz mowia ze moze dojsc do powaznej alergii i lek jest uzywany w szpitalach i pyta jak to mozliwe ze ktos nam go sprzedal. Jestesmy przerazeni. Jedziemy do kliniki. Dr robi kroplowke, choc mocno nieporadnie. Na szczescie moj organizm reaguje dobrze. W domu kolejne kroplowki. Do nocy moj brzuch powiekszył sie o kolejne kilka cm. Trudno mi chodzic. Każa duzo pić. Wiec przymuszam sie choc nie mam miejsca. Wydaje mi sie jakby każdy łyk wody zatrzymywał sie w moim brzuchu. Ciezaka noc. Rano badania krwi. Wyniki podane dr , a on stwierdza ze jest bardzo dobrze i ze nadal mamy robic kroplowki w domu. Wiec robimy juz drugi dzien: 2 sole fizj. i 2 albuminy. Brzuch rosnie. Trudno oddychac. Woda uciska płuca. Noc jest tragiczna. Jedziemy do szpitala. Na szczescie nas przyjmuja. Stwierdzaja hiperstymulacje 2 stopnia. Robia badania krwi. Podaja kroplowki. Woda w jamie brzusznej. Jajniki z torbielami maja 10 cm. Torbiele w jamie brzusznej. Kolejnej nocy wszystko toczy sie szybko. Brzuch w ciagu 2 h rosnie o 3 cm. Jest tak wielki i napiety ze nie moge sie poruszac. Spie i siedze w pozycji siedzacej z podkulonymi nogami, gdyz inaczej dusze sie. Czuję sie okropnie. Dzwonie po pielegniarke. Lekarz robi punkcje tzn. nakłowa brzuch i rurka spuszcza płyn z jamy brzusznej. Odlewaja 1,5 l. Nareszcie czułam ulge. Jeszcze zostało jakies 4 l wody.
Stwierdzaja hiperstymulacje 3 stopnia. Jajniki ponad 12 cm, mogły peknąc, jelita mogły sie skrecic, moglam sie udusić, woda w organach. Zagrozenie zycia. Brzuch wiekszy o 26 cm. Koszmar.
Jestem 2 tydzien w szpitalu. Nikt z lekarzy prowadzacych in vitro nie zainteresowal sie moim zdrowiem. Na szczescie stan robi sie stabilny.
Szpital państwowy leczy mnie za błedy prywatnej kliniki, która wzięła duże pieniądze za in vitro. Klinika chcac poprawić swoje statystyki, bez zwazania na zdrowie a nawet zycie pacjentki zastosowała bardzo duze ilosci hormonów. Do transferu nie powinno dojsc. Powinien byc w kolejnym cyklu.
Dzis gdybym wiedziała że może dojsc do takiej sytuacji nie zdecydowałabym sie na in vitro. Albo moze szukałabym opinii o klinikach których wyznacznikiem nie jest jak najwieksza liczba jajeczek. Wszystko to moze odbic sie na zdrowiu. Paralizu nerwów, mięsni, ubytku na całe zycie.
Wiem, że dziecko jest wazne. Ale czy kosztem zdrowia i zycia? Gdybym ciagle ufała mojemu lekarzowi i bagatelizowała wszystkie moje objawy na pewno wszystko skonczyłoby sie tragiczniej.
Proszę zastanówcie sie przed ta ważna decyzją.
ps. za leczenie skutkow ubocznych zapłaciliśmy 4 tys.