Gość: anszar
IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl
21.04.04, 08:08
moja wczorajsza historia: w grudniu 2003 (po dwóch miesiącach badań -
czystość pochwy, cytologia, kolposkopia itd)dostałam skierowanie na
histeroskopię. (Leczę niepłodość i żeby rozpocząć stylumulacje muszę pozbyć
się polipa.) Zadowolona, że to już, ze skierowaniem z prywatnej kliniki
poszłam do szpitala klinicznego (bo tam profesor i te sprawy)- tam szok,
termin zabiegu 20 kwietnia. Na pytania, czy można jakoś to przyspieszyć,
lekarka z prywatnej kliniki mówiła tylko, ze nie, bo obcinają wydatki, bo tak
jest , no wiec czekałam. Wczoraj, spakwana,pojawiłam sie w szpitalu
(państwowym oczywiście - profesor, najlepsi specjaliści). W izbie przyjec
powiedzieli mi, że nie przyjmą mnie, bo wykonują tylkko zabiegi onkologiczne -
ja mam dzwonić i dowiadywać się, kiedy coś sie zmieni. Na pytanie, dlaczego
mnie nie powiadomili o tym wcześniej, powiedzieli, że mają zablokowane
rozmowy wychodzące. Co wy na to, to wczorajszy dzień, nie Bareja. Wieczorem
poszłam do innej prywatnej kliniki (histeroskopów jak na lekarstwo), skakali
nade mną, dali mi zwolnienie z pracy (zostałam trochę "na lodzie", pokazali
sale dla chorych, pięknie i ślicznie,termin zabiegu po 15 maja (wtedy będą
mieć najlepszy histeroskop), oczywiście jak tylko go dostaną zaraz do mnie
będą dzwonić, koszt zabiego 1960zł. Puenty nie będzie, bo jaka? /Dodam tylko,
że leczę się w raczej dobrej klinice - na forum też ma ona dobre notowania-i
jakoś , mimo zostawianych w niej pieniędzy, lekarze nie mogą zająć sie
pacjentem, rzucają go na głębokie wody publicznej służby zdrowia, zamiast od
razu powiedzieć, komu trzeba zapłacić. taka smutna prawda./