Gość: aneta
IP: 62.233.251.*
25.04.04, 07:40
Kochane Forumowiczki,
Wczoraj bardzo długo naradzaliśmy się z mężem, co dalej.
Wspólnie doszliśmy do wniosku, ze szkoda życia na udrękę.
Chcemy też odbudować szczęście, które kiedyś wspólnie czuliśmy będąc tylko we
dwójkę. Dziwne, ale kiedyś wystarczało mi to, że mam dobrego męża.
Byłam szczęśliwa w parze.
W każdym razie postanowiliśmy, że w maju dajemy sobie miesiąc przerwy w
staraniach.
Serce mnie trochę boli, bo każdy cykl jest dla mnie na wagę złota,
ale moja noga w najbliższym miesiacu
nie postanie w żadnym gabinecie lekarskim, nie będzie
stymulacji, pregnylu ani monitoringu.
Nie pójdę tez do żadnego laboratorium zbadać PRL ani innych hormonów.
N i nie będzie testów ani wyczekiwania na 2 kreski. Koniec.
Starać się będziemy, ale jak całkowice normalni ludzie bez obciążeń.
Nie rezygnujemy z walki, ale po tylu przejściach, badaniach i oczekiwaniu na
cud, postanowiliśmy, że spróbujemy jeszcze 1 lub 2 inseminację, później
będzie ivf.
Później chyba zrobimy znowu przerwę, a następnie pójdziemy pomóc
jakiemuś dziecku z domu dziecka.
Kiedyś mieszkaliśmy w pobliżu pogotowia opiekuńczego i codziennie widziałam,
jak opiekunki wyprowadzały malutkie dzieci na spacer.
I to były najsutniejsze chwile.
Te dzieci szły trzymając sę za rączki i żadne z nich sie nie odzywało, nie
było śmiechów, dokazywania, cisza. Kiedy ten smutny kondukt mijał przystanek
tramwajowy, to ludzie także przestawali rozmawiać, nawet słońce zachodziło.
Postanowiliśmy, że pomożemy jakiemuś dziecku wyrwać się z tego i stworzymy mu
dom.
To była ciężka decyzja, ale ja nigdy nie wykluczałam adopcji. Zawsze myślałam
o tym, że warto pomóc, tylko wyobrażałam sobie, że będzie inaczej, inna
kolejność. Najpierw dziecko biologiczne a później dziecko darowane przez los.
Ale ja juz swoje lata mam i nie chcę marnować dalej życia.
Dziękuję za dobre słowa Femalespirit, Aneczce, Manus oraz Maksi.
Serdecznie Was pozdrawiam i dziękuję. Trzymam kciuki za wszystkie
Forumowiczki, życzę nadziei i cierpliwości. No i nosy do góry!
Ja przynajmniej swój już trochę podniosłam.
aneta