26.03.16, 18:52
Witam
Postanowiłam wyrzucić swoje żale na forum. wiem że to co poniżej opiszę prosi sie o wizytę u psychologa ale jakoś tak mi łatwiej wyrzucić to z siebie anonimowo.
Jesteśmy sobie ja i mój mąż. 3 lata po ślubie, 13 lat razem. ja mam 35 on 38 lat. Przechodziliśmy różne etapy związku, raz było lepiej raz gorzej ale bardzo sie kochamy i przezwyciężyliśmy trudne czasy.
Teoretycznie niczego nam nie brakuje. Mieszkamy zagranica, mamy dobre prace i aktualnie zbieramy na nowy dom ktory mamy zamiar wybudować w Polsce bo tu nasze docelowe miejsce. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie to ze nie mamy dzieci. Zaraz po ślubie zaczęlismy ostre starania o potomka, stwierdzilismy ze dorosliśmy do rodzicielstwa i planowalismy 2 lub 3 dzieci. Po roku starań zaniepokojeni zgłosiliśmy sie do lekarza o szczegółowe przebadanie. U mojego męża wszystko wyszło dobrze, u mnie natomiast co rusz wychodziły niespodzianki. Najpierw zbyt wysoka prolaktyna, pozniej podejrzenie endometriozy z ktorego lekarze sie po jakimś czasie wycofali, pozniej polip szyjki macicy (usunięty) a ostatnio mieśniak na macicy.Koniec końców wyszło ze w sumie to wszystko jest ok bo mieśniak jest malutki i nie powinien przeszkadzać w zajściu w ciążę
W miedzyczasie, okolo roku temu mój mąż wlądowal w szpitalu z objawami zaburzeń neurologicznych. Diagnozowali go 2 tygodnie przeswietlając wzdłuż i wszerz po czym postawili diagnozę/ nerwica depresyjna. Cała jego rodzina łącznie z nim stwierdziła że to nie jest trafna diagnoza ale ja wiedziałam ze to prawda. To własnie ja znam go najlepiej i szperając w internecie wyczytałam ze wszystkie objawy które miał i nasilały się przez ostatnie 5 lat z czasem prowadzą właśnie do nerwicy. Aktualnie jest juz lepiej ale od czasu gdy zachorował nasze starania o dziecko mocno się ograniczyły z wiadomych powodów. Parę miesięcy temu , właściwie przez przypadek udało mi sie zajść w ciążę lecz nasza radość skończyła się równie szybko jak zaczęła, ciąża okazala sie biochemiczna. Zaczynam tracić powoli nadzieję ze zostaniemy rodzicami, mamy tyle miłości do dania a nie mamy komu, doszło do tego ze naszego psa traktujemy jak dziecko i rozczulamy sie nad nim. Jesteśmy razem, kochamy się i momo iz teoretycznie żyjemy jak pączki w maśle to nie wiemy jak zapełnić tą pustke w naszym życiu, czy wogóle da sie ja zepelnić czyms innym niz śmiechem dziecka? na invitro i adopcje nie zdecydujemy się ze względu na osobiste przekonania (nie chcę wnikać w szczegóły) Mam straszne wahania nastroju, dobija mnie wszystko co złe, przezywam to bardzo jak widzę biedę, choroby, okrucieństwo wobec ludzi i zwierzat. Ciągle czegoś szukam i nie wiem czego, chcialabym zbawic świat a wiem ze nie jestem w stanie! Wiem że to w dużej mierze przez to że brakuje mi dziecka. Bardzo interesuję się psychologią i wiem ze powinnam isć na terapie ale z drugiej strony jak napatrzyłam sie na niektórych pseudo psychologów to stwierdzam że oni sami powinni udać się po pomoc. No i tak sobie zyje z tą pustką i bólem. Jak dobrze że papier(komputer) jest cierpliwy i można wszystkie swoje żale na niego przelać.
Czy ktos z was jest/był w podobnej sytyacji lub zna kogos z podobnym problemem? jeśli tak to będe wdzieczna za rady smile


Obserwuj wątek
    • primavera34 Re: Pustka 08.04.16, 18:58
      Julik,
      poruszyl mnie Twij wpis wiec odpisuje. Bardzo dawno mnie tu nie bylo - zaczelam jako primavera34 a dzisiaj jestem prawie primavera40 - czy jestem w podobnej sytuacji - nie, ale przeszlam dluga droge wiec pozwolisz ze cos od siebie napisze.
      Zycie nauczylo mnie ze nie zawsze nasze marzenia sie spelniaja, a wlasciwie nie zawsze spelniaja sie tak jak tego pragniemy. I stajac ,,twarza w twarz,, z taka rzeczywistoscia mamy kilka mozliwosci do wyboru - plakac cale zycie nad tym czego nie udalo nam sie zrealizowac (z doswiadczenia wiem ze w ten sposob mozna stracic rowiez to co sie udalo zrealizoawac), robic dobra mine do zlej gry czyli udawac ze wszystko jest w porzadku nawet gdy w srodku wyje sie bolu, zamnkac sie na zycie co oznacza unieszczesliwic nie tylko siebie ale i osobe kochana ktora jest u naszego boku, poddac sie leczeniu w nadziei ze sie uda (z zalozeniem i z gotowiscia na porazke), podjac probe adopcji ( dla niewtajemniczonych- nie jest to wcale takie latwe), pogodzic sie z sytuacja i zyc dalej ..... i pewnie jeszcze kilka innnych rozwiazan. I mysle ze kazde z tych rozwiazan na dany okres w zyciu moze sie wydawac atrakcyjne.
      Dlatego warto sie zatrzymac - popatrzec z boku na wlasne emocje , oswoic je i zrozumiec i dac im mozliwosc istnienie. A potem pomyslec.... Nie przez dzien ale moze przez tydzien, miesiac lub dluzej i zastanowic sie CZEGO JA WLASCIWIE CHCE? I CZY TO CZEGO PRAGNE JEST WARTE KAZDEJ CENY? I JAK WYSOKA CENE JESTEM GOTOWA ZAPLACIC ZA REALIZACJE WLASNYCH MARZEN?
      Jak juz dojdziesz to tego i bedziesz miec jasno sprecyzowane cele warto skonfrontoewac je z celami Twojego meza. I tu kojena sytuacja do ogarniecie. Czy Wasze cele sie pokrywaja? Jesli tak to super , przechodzimy do planu B - realizacja. A jesli nie to trzeba znalezc kompromis. I przechodzimy do planu B...
      Wiem ze to dluga droga ale uwierz mi warto bo tu chodzi o Twoje szczescie. o Wasze szczescie. Moze sie okazac ze dzieki Waszej milosci jestescie w stanie przezwyciezyc brak dziecka, a moze sie tez okazac ze odnajdujac wewnetrzna harmonie odkryjecie zupelnie inna mozliwosc realzacji Waszych pragnien. Zycie jest naprawde pelnie cudownych niespodzianek - trzeba tylko miec szeroko otware oczy... Wierze - nie wiem bo jestem tego namacalnym dowodem - ze cala milosc ktora masz w sobie moze sie zrealizowac w bardzo zaskakujacy sposob.
      Moze pisze troche filozoficznie, ale mysle ze szczescie to jest rzecz ktora musimy odnalezc w sobie, w srodku i ze nie jest to kwestia posiadana czy nie wlasnych dzieci ale kwestia podpisana ,,paktu o nieagresji'' z losem. Bo tylko wtedy bedziemy wdzieczni za wszystko to co jest wokol nas.
      Dobrze koncze te wywody ba zanudze Cie na smierc. Nie mysl tylko o negatywach ale usmiechij sie do zycia - zobzczysz ono predzej czy pozniej odwazejmi ten usmiec.
      Zycze Ci pogody ducha, bo mimo tego ze nie zawsze jest rozowo zycie jest piekne.
      Primavera

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka