liselle
24.09.16, 18:44
Dziewczyny. Jestem po In vitro w 2014 roku. Pierwsza próba udana, 7 mrożaczków jest. Mam 42 lata (za chwilę skończę). Dwa dni temu miałam podejść do kriotransferu. Tak bardzo chce serce, ale rozum i pragmatyzm swoje. W ostatniej chwili zrezygnowałam i mrożaczek znowu został zamrożony (ku okropnej złości lekarza). Moja pierwsza ciaża stala pod znakiem łozyska centralnie przodującego. Szczęśliwie krwawienie poszło dopiero 36 tygodniu i 5 dniu ( a od 32 byłam już w szpitalu zwabiona podstępem przez prowadzącego mnie lekarza) Urodził się zdrowy chłopczyk. Przez CC. I teraz się boję. Boję się, że sytuacja się powtórzy. Boję się, że będe przykuta do lozka, boję się, że dzidzi stanie się krzywda, boję się w koncu, że może już nie skonczyć się tak szczęśliwie. Dlatego zrezygnowałam. Ale serce, to głupie serce chciałoby jeszcze choć jednego mrożaczka zabrać do domu i móc potem tulić do snu. Kurde. Tak mało znam osób z takimi powikłaniami, które później znów zaszły w ciążę-szczęśliwą. Są skracające się szyjki, odklejające łożyska, zaburzenia krzepliwość itd. A ja nie mam punktu odniesienia. Od momentu pierwszego badania (teraz) do transferu upłynęło niecałe 4 dni. Bardzo się cieszylam, że owu, że cykl naturalny, że piekne endo. Ale koniec końców spanikowałam. Otoczenie mówi, że może i dobrze, bo mam już dziecko i nie trzeba się narażać. Ale to serce. Co Wy byście zrobiły kochane. PS. Nie wiem, czy w sumie temat na dobre forum, ale mało się udzielam ogólnie, więc strzelam.