Pierwszy, że zaczęłam rodzić (!) i kazałam mojemu M. żeby mnie zawiózł do
szpitala. W samochodzie zaczęłam krzyczeć, że strasznie boli, w końcu M. się
zdenerwował i wysadził mnie z samochodu. Drugi, to poszłam do ginki żeby
obejrzała na USG czy pęcherzyk pękł i nie pękł. A dziś właśnie idę do ginki w
tej sprawie

Aż się boję