Po przeczytaniu was dostalam ataku paniki

Jestem tu najstarsza 38 lat
Staramy sie od ok. 8-9 cykli i nic. Moj lekarz powiedzial, ze o bezplodnosci
mowi sie dopiero po 12 miesiacach starania. Ale ja juz jestem "staruszka", i
ten rok jest dla mnie jak 10 lat u mlodszych. Dalam sobie limit do 39, pozniej
sie poddaje, a czas leci

((
Moje wyniki badan jak na razie okazaly sie w porzadku, wiec lekarz
zaproponowal mojemu M badania, ale niestety moj M sie ociaga, gdyz twierdzi,
ze nie sa potrzebne, bo on ma dzieci, wiec nie moze ta bezplodnosc lezyc u
niego. Biorac jego wypowiedz pod uwage, to u mnie tez nie, gdyz ja tez mam
core 18-sto letnia.
Lekarz "odmowil" dalszych badan, iz twierdzi, ze najpierw musi widziec winiki
mojego M, twierdzi, ze z wiekiem wszystko sie moze zmienic, a dalsze moje
badania sa bardzo bolesne i musza byc przeprowadzane pod calkowita narkoza
(ryzyko).
Przypuszcza powiklania po konizajci szyjki macicy (8 lat temu), ale najpierw
musi wykluczyc nieplodnosc mojego M. I kolo sie zamyka.
Nie chce zmieniac lekarza, gdyz jest on w tej dziedzinie najlepszym
specjalista w calym miescie z bardzo dobra aparatura.
Dodam tez, ze chec posiadania jeszcze jenego dziecka, wyszla pierwsza od
mojego M, o czym ja wczesniej cicho marzylam.
Na pytanie czy te badania sa dla niego krepujace, odparl, ze nie. Co ja mam o
tym myslec, odklada termin u urologa z dnia na dzien, faktem jest, ze mamy
teraz przeprowadzke, ale ja znalazlam w tym "trudnym" czasie czas na
profilaktyke u dentysty.
Czy konizacja moze byc przyczyna bezplodnosci???
A moze moj M zaluje tej decyzji i boi sie (widzac jak ja teraz bardzo chce)
mnie rozczarowac?

. A moze te moje durne przypuszczenia sa spowodowane tym
co miesiecznym rozczarowaniem?