Chyba się podłamałam...

06.11.06, 11:06
Wybaczcie, że trochę pomarudzę ale dopadł mnie mega dół. Beta z 10 dnia po
IUI: 2. Czyli znowu porażka. Postanowiłam zrobić podsumowanie za ten rok i
oto co mi wyszło:
- 2 nieudane inseminacje bo pęcherzyki zawiodły
- 5 inseminacji że wszystko zagrało
- 1 ciąża ale poroniona w 7 tygodniu
Ponadto mam 30 lat z większym hakiem a za sobą ponad 3 lata starań. Przede
mną jeszcze jedna już ostatnia IUI. A potem może in vitro, oczywiście pod
warunkiem, że uzbieramy kasę. A będzie to trudne bo w pracy nam się wszystko
wali. Przez te 3 lata straciliśmy znajomych bo wszystkim w między czasie
porodziły się dzieci a przebywanie wśród szczęśliwych rodzin nas dobija i nie
pozwala zapomnieć o naszym problemie. Straciliśmy z mężem chęć na cokolwiek.
Cud że jeszcze potrafimy przebywać ze sobą chociaż to powoli staje się coraz
trudniejsze. Boję się co będzie dalej. Przeraża mnie nasza bezdzietność.
Kurcze nie przypuszczałam że droga do posiadania własnego dzieciaczka będzie
taka trudna. A ile jeszcze przed nami tego nikt nie wie. Skąd brać siłę do
dalszej walki? Trochę zasmuciłam to formu ale musiałam się Wam wygadać, bo
kto mnie lepiej zrozumie jak nie Wy.
    • leila78 Re: Chyba się podłamałam... 06.11.06, 12:06
      przykro, że Ci nie wyszło, ale nikt niestety nie mówił, że życie będzie proste,
      a jeśli nawet to kłamał perfidnie. Wszystkie tu jedziemy na jednym wózku i nie
      ma co sie roztkliwiać nad sobą. Cały czas masz jeszcze szansę. Jeszcze została
      iui, potem ewentualnie in vitro. Mnóstwo potencjalnych możliwośi!!! Więc uszy
      do góry. Nadzieja niech umiera ostatnia!!!
      • honeybeam Re: Chyba się podłamałam... 07.11.06, 12:20
        Zosiu, współczuję szczerze. Niestety IUI częściej się jednak nie udaje niż
        udaje sad. Może jakaś mała przerwa na wypoczynek dobrze by Ci zrobiła? Spojrzeć
        na chwilę w inną stronę życia, oderwać się od tych cykli, ginekologów, badań,
        testów, nadziei, rozczarowań... Powodzenia i daj się Czarnemu ludowi.
        • lilit2005 Re: Chyba się podłamałam... 07.11.06, 14:33
          Świetnie rozumiem Twoją desperację i ból, ale chyba trzeba trochę zrewidować
          własne nastawienie do problemu bezdzietności.
          Ja o naszej niepłodności dowiedziałam się ponad 3 lata temu, do in vitro
          podeszlismy ponad rok temu i na szczęscie jestem teraz w 10 tc po ICSI. Tym
          niemniej od samego początku przygotowywałam się psychicznie na to, że może
          nigdy nie będziemy mieć własnych dzieci, że może będziemy musieli zdecydowac
          sie na adopcje. Pracowałam we własnej wyobraźni nad wizją życia bez własnych
          dzieci, a jednocześnie otoczonej dziećmi siostry, brata, szwagierki, przyjaciół
          i znajomych. Rozmawialiśmy z mężem o ewentualnej adopcji od samego początku.
          Podejscie do ICSI tez nie bylo latwe - komplikacje po punkcji, operacja,
          czekanie na mrozaczki, nieudany transfer, potem torbiele... Za każdym razie
          mówiłam sobie, że muszę wyluzować - czasem jak czułam, że zbyt się nakręcam i
          chcę się po prostu odegrać na złym losie - robiłam sobie przerwę. Żadnych
          transferów, leków, podglądanek... To naprawdę działa! Z mężem mamy różne pasje.
          Kiedy z powodu torbieli nie można było podejść do transferu pojechaliśmy na
          egzotyczne wakacje - żartując ze to równie przyjemny sposób wydawania pieniędzy
          jak i na pampersy...
          Spróbuj zdystansować się od Waszego problemu, zróbcie sobie przerwę, zacznijcie
          planować alternatywne scenariusze na życie - to wbrew pozorom bardzo pomaga!
          Zresztą jesteś jeszcze w połowie drogi, jeszcze parę opcji zajścia w upragnioną
          ciąże Wam zostało... Życzę powodzenia!
    • anaika nie tak łatwo podłamać człowieka... 07.11.06, 14:58
      zosia
      niestety, borykam się ztym samym problemem samotnośći towarzyskiej co ty.
      trochę z naszej winy, trochę z winy innych nasz krąg znajomych stale się zawęża.
      większość ma dzieci my żyjemy bez nich... może myślą, że nasze nieszczęście jest
      zaraźliwe i nie chcą się narażać?
      naszego synka straciliśmy dwa lata temu. zgasał po 12 dniach z nami.
      następnie dwa lata leczenia się i prób zajścia w ciążę. w lipcu było IVF, udane.
      w 10 tc bobo ubumrało. myślałam, że tym razem już sie nie podniosę. po raz
      kolejny się myliłam. jest ogromny żal, ból i poczucie niesprawiedliwości ale
      pojawiają się również przebłyski nadziei.
      zrozumiałam, że nikt mi nie obiecywał szczęśliwego życia, bez łez i zmartwień. i
      staram się pogodzić z tym, że pewnych rzeczy mogę nigdy nie osiągnąć za to mam
      inne: wspaniałego męża, który wyciąga mnie z otchłani ropaczy, wspierającą
      rodzinę, niesfornego psa i w miarę lekkie życie (pomimo całej trauma związanej z
      niepłodnością i utratą moich dzieci).
      nie będziemy się już starali o własne dziecko. w styczniu zaczynamy kurs
      przygotowujący do adopcji. boję się potwornie i nadal mam przebłyski
      niezmiernego smutku, że nie będą moim udziałem doświadczenia wczesnego
      macierzyństwa..
      zosiu, przed tobą jescze pewnie trochę walki o bobasa. mam nadzieję, ze się uda.
      co mogę doradzić to spokój. wiem, jakie to trudne bo pamiętam jak mnie wypaliło
      to 1,5 roku walkę o drugie dziecko. ale wiem, też, że pomimo mojego PCO w
      pierwszą ciąże zaszłam prawie naturalnie (po laparo) bo nie było wtedy jeszcze
      takiego ciśnienia na dziecko. miałam 29 lat, dwuletnie spokojne starania u
      lokalnego gina, większość bezdzietnych znajomych i mnóstwo innych rzeczy do
      roboty poza staraniami. obsesja przyszła przy walce o drugą ciążę. i jak widać
      nic to nie dało, momo zaawansowanych medycznie zabiegów
      spokoju życzę
    • pawlakjo Re: Chyba się podłamałam... 07.11.06, 19:39
      Zosiu napisałam do Ciebie e-maila na pocztę gazetową, na twojego priva.Także
      odbierz pocztęsmile Pozdrowionka
Pełna wersja