Dodaj do ulubionych

czasem mam już dość...

18.02.07, 20:41
dziewczyny, skąd Wy bierzecie tyle siły? ja coraz bardziej pogrążam się w smutku, dopadają mnie stany depresyjne... brakuje mi tej nadziei, którą miałam na początku leczenia, brakuje mi wiary w spełnienie...
jestem teraz w stanie zawieszenia - przyjmuję difereline co 28 dni w zastrzyku, za mną już laparo, przyjmowanie danazolu na zaleczenie endometriozy, trzy zastrzyki difereline - przede mną jeszcze dwa zastrzyki, czyli do maja mam z głowy...
brakuje mi już sił
Obserwuj wątek
    • finka77 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 08:41
      dronka3 Witaj
      chyba każda z nas czasami opada z sił .ja juz kilka razy przechodziłam załamanie
      .Wszystkiego mam dosyc ,nie mam siły ,ryczę ,nie wierze że sie uda.
      Ale potem nabieram siły i mocy do działania.
      Podobnie jak ty mam zastoj mam nadzieję że tylko do maja w marcu czeka mnie
      resonans głowy a w kwietniu laparo.mam podejrzenie endo i boje się że pottem
      będe brała leki ,ale narazie nie myślę o tym .
      jaki stopien masz endo i co Ci powiedzieli ,jaka szansa na ciąże ,i czy jest
      naturalnie czy rozród wspomagany.
      taki zastoj jest najgorszy ,ale może warto wykorzystac to i pozałatwiac jakies
      inne sprawy zdrowotne np. dentysta .No chodzi żebys cos robiła z mysla że teraz
      naprawiasz swoje zdrowie a potem starasz sie o dzidziusia.
      musisz jakos to przetwrac .Wiem jak jest cięzko , ja juz wiem że nikt nie
      obiecywał że będzie łatwo .Ale jak czytam ilu para sie udaje ,po jakich
      przejsciach są ,a teraz tula swojego dzidziusia to mysle że warto sie teraz
      pomeczyc .Nie możemy sie poddac.Napewno sie nam uda.Trzymaj sie .
      • urzednik.ilawa nie jesteś sama 19.02.07, 08:50
        • urzednik.ilawa Re: nie jesteś sama 19.02.07, 08:58
          nie wiem jak Cię pocieszyć ale...
          opoiwem Wam coś może jak zrzucę trochę z siebie to wszystkim nam zrobi się
          lepiej........ albo gorzej
          Od kilku miesięcy staraliśmy się z żoną o potomka. W końcu zdecydowaliśmy się
          na wizytę u ginekologa. Żona była u ginekologa jakiś rok lub 1,5 temu.
          Myśleliśmy, że badanie to będzie rutyna, jakieś leki dostaniemy itp. Niestety w
          ciągu kilku minut cały świat zawalił się nam na głowę. Moja żona ma jakąś
          torbiel. Wielkości ok 4 cm - lekarz powiedział, ze niemożliwe żeby to coś było
          podczas ostatnich badań, a jak urosło w ciągu roku do rozmiarów 4 cm to on
          podejrzewa najgorsze.
          Za miesiąc żona ma kolejne badania i wtedy najprawdopodobniej będzie musiała
          iść do szpitala
          w międzyczasie ja musze zrobić badania nasienia....
          ogólnie nie jest ciekawie
          na to forum wszedłem, żeby znaleźć coś co pomoże mi w wspieraniu żony. Nie wiem
          jak mam jej pomóc ani jak być dla niej oparciem....
          może wy dziewczyny dacie mi jakiś "oręż" w walce...

          • dronka3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 09:22
            urzednik.ilawa
            bardzo dobrze, że tu przyszedłeś. może ja Ci nie pomogę, ale dziewczyny mają tyle siły w sobie, że na pewno znajdą ją też dla Ciebie. choć wiem, że to nie jest łatwe, bo i przed Tobą badania (dość krępujące - jak to mówi mój mąż), to musisz być ze swoją żoną, musisz ją wspierać.
            powiem Ci czego ja nie lubię, jakiego "wspierania". hasła typu: "będzie dobrze, przecież coś się dzieje, to znaczy, że się uda, a myślisz, że ja się nie załamuję"
            po czasie przestałam płakać, a przynajmniej nie przy nim. teraz oboje, ale osobno przeżywamy ten ból.
          • pkmk3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 09:53
            Ja też przeżywałam to co WY.Też płakałam całymi nocami i zadawałam pytanie
            dlaczego ja?Dlaczego świat jest taki niesprawiedliwy?A jak usłyszałam, że w
            śmietniku na moim osiedlu znaleźli martwego noworotka to serce mi
            pękło.Dlaczego zachodzą w ciążę kobiety które nie chcą dzieci,bija je albo i
            zabijaja a my chcieliśmy dać miłość dzidzi.Cały czas miałam nadzieje mimo że
            sama nie dostawałam okresu tylko miałam wywoływany,nie miałam owulacji,małe
            endometrium,torbiele po 8 cm, bardzo wysoka prolaktyna,złe nasienie męża i
            teraz po 1,5 roku walki jestem w 16 tygodniu ciąży.Dla Boga nie ma rzeczy
            niemożliwych.Nie mogłam sobie wyobrazić że będę kiedys w ciąży a jednak.to jest
            cud!!! musicie w to wierzyć bo przecież nie jesteście gorsi od innych, tylko
            chcecie dać miłość.Ja byłam chyba u 10 lekarzy,raz nawet usłyszałam że jestem
            za chuda i że nigdy nie zajdę naturalnie w ciążę tylko przez in vitro.Tak
            płakałam jak wyszłam od tej pani że mąż nie mógł mnie powstrzymać i co??
            zaszłam naturalnie.W moim przypadku zmiana lekarza któremu ufałam bardzo i
            chodziłam do niego prawie 1,5 przyniosła efekt.
            • dronka3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 09:57
              pkmk3
              po pierwsze gratuluję z całego serca. to prawdziwy cud!
              to prawda, nie jesteśmy gorsi, tylko może musimy dłużej poczekać. dziękuję za Twój uśmiech, za Twoją radość smile
              • pkmk3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 10:21
                To mi się podoba,głowa do góry.Mnie się wydaje że nic nie dzieje się bez
                przyczyny.Po coś Bóg chce żeby tak było.Ja inaczej patrzę na ciążę i dzidzie
                niż 1,5 roku temu.Mnie też każdy mówił że jeszcze jestem młoda,po co już
                klinika niepłodności,każdy naciskał żebym dała sobie luz bo jeszcze mam czas a
                ja nie umiałam siedzieć z zalożonymi rękoma.Myślałam że przez takie bezczynne
                siedzenie zmarnuję ten czas.Tak bardzo pragnęłam dzidziusia że zrobiłabym
                wszystko.Kiedy się starałam o dzidziusia nie uczestniczyłam w rozmowach na
                forum tylko czytałam że nie jestem sama i że tylu starającym się udaje ale
                kiedy mnie się udało postanowiłam że będę odpisywać i dawać nadzieję bo cuda
                się zdarzają!!!Musicie mocno w to wierzyć.Ja naprawdę czytam to co piszecie i
                łzy mi lecą bo wiem co to znaczy i bardzo bym chciała żeby Was spotkało to co
                mnie.Trzymam kciuki
                • dronka3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 10:30
                  pkmk3
                  jesteś kochana. ja też długo nic nie pisałam na forum. ale teraz potrzebuję tego wsparcia bardziej niż kiedykolwiek. za długo żyję w zawieszeniu, a co gorsza, jeszcze troszkę mi tego czasu zostało. dopiero w maju dostanę @,a do maja... ech...
                  • pkmk3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 10:46
                    Zobaczysz jak Ci zleci.U mnie na początku każdego cyklu przychodziła nadzieja a
                    kiedy dostawałam @ odchodziła i tak za każdym razem.Jak miałam dni płodne to
                    nie umiałam się na niczym skupić w pracy, cały czas o tym myślałam.A w cyklu w
                    którym zaszłam w ciążę za nic w świecie się tego nie spodziewałam ponieważ
                    przyjęłam bardzo duzo drogich leków i zastrzyków na owulację i niestety
                    zostałam przestymulowana i zrobiły mi się torbiele na jednym i drugim
                    jajniku.Wiesz jaki był płacz jak wyszłam z gabinetu dr Sobkiewicza.Rano to nic
                    nie widziałam na oczy, koleżanki wiedziały co jest grane i jedna nawet
                    zaproponowała żebym przyprowadziła męża do niej skoro ja nie mogęwink))byłam
                    przygotowywana już do laparoskopii a tu niespodzianka.Jak zrobilam test i
                    zobaczyłam 2 kreski pierwszy raz w życiu to jak zadzwoniła do męża to tak
                    płakałam że biedny nie mógł zrozumieć o co mi chodzi.To była najcudowniejsza
                    chwila w naszym życiu i bardzo pragnę żebyście też to przeżyły.Pomodlę się dziś
                    za WAS.Powodzenia
                    • dronka3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 11:40
                      oby tylko czas mi nie uciekł za szybko, coraz mniej go mam. choć wszyscy mnie pocieszają, że jeszcze nie jestem taka stara wink
                      zazdroszczę Ci, ale wiesz, to nie jest taka zazdrość o coś... to jakby zazdrość z żalu, że ja nie mogę, że nie jestem, że...
                      często wyobrażam sobie tą chwilę, jak zareaguję, jak powiem mężowi, jak będzie.
                      modlitwa jest mi bardzo potrzebna - sama zaniedbałam tą strefę życia... może to kara
                      • urzednik.ilawa Re: nie jesteś sama 19.02.07, 11:51
                        dronka3 napisała:


                        > często wyobrażam sobie tą chwilę, jak zareaguję, jak powiem mężowi, jak
                        będzie.

                        - nie wiem jaki jest Twój mąż ale ja w takiej chwili chciałbym być oparciem
                        dla żony. Z autopsji wiem, że reakcja może być różna - nie zdziw się jak Twój
                        mąż będzie musiał pobyć sam (faceci tak mają - ja jak mam doła to jadę
                        postrzelać albo rąbię drwa - pomaga się wyładować)


                        > modlitwa jest mi bardzo potrzebna - sama zaniedbałam tą strefę życia... może
                        to
                        > kara


                        OJ nie wolno tak mówić
                        nie wiem jaką wiarę wyznajesz ale mój Bóg jest miłosierny.
                        Pamiętaj, że Bóg nie zsyła kar (cokolwiek twiewrdzą moherowe beraty)
                        • dronka3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 11:58
                          mój mąż byłby w tym momencie chyba najszczęśliwszym facetem pod słońcem, czeka na tą chwilę razem ze mną, może nawet bardziej niż ja... jestem katoliczką, tylko zagubiłam się i nie jestem już tak blisko Boga, choć wiem, że On na mnie czeka...
                          • urzednik.ilawa Re: nie jesteś sama 19.02.07, 12:03
                            Pamietaj, że nawet gdy oddalasz się od Boga to nie oznacza, że ON oddal się od
                            Ciebie. Bóg zawsze czeka na Ciebie, nigdy Zie nie odtrąci - dla mnie
                            To zawsze było oparcie. (kiedy nie masz na coś wpływu - niech się dzieje wola
                            nieba z nią się zaasze zgadzać trzeba)
                            Mam nadzieję, że wasze marzenia spełnią się jak najszybciej
                            • dronka3 Re: nie jesteś sama 19.02.07, 12:06
                              często sobie to powtarzam, że mimo wszystko On jest ze mną... życzę Wam szczęścia!
          • male_piwo Urzedniku.... 20.02.07, 20:13
            urzednik.ilawa napisał:

            > jak mam jej pomóc ani jak być dla niej oparciem....
            > może wy dziewczyny dacie mi jakiś "oręż" w walce...

            Czuję się wywołany do tablicy i choć nie pytałeś o zdanie facetów big_grin

            A więc od początku...

            >Niestety w
            > ciągu kilku minut cały świat zawalił się nam na głowę. Moja żona ma jakąś
            > torbiel. Wielkości ok 4 cm - lekarz powiedział, ze niemożliwe żeby to coś było
            > podczas ostatnich badań, a jak urosło w ciągu roku do rozmiarów 4 cm to on
            > podejrzewa najgorsze.

            Nie chcę Cię straszyć, ale to jeszcze nie jest koniec świata. Trochę mnie dziwi
            podejście lekarza... podejrzewa najgorsze (?). Oczywiście powinien uprzedzić o
            potencjalnych zagrożeniach, jednak chyba niepotrzebnie was wpędził w stres.

            A co do Twojego zasadniczego pytania, jak wspierać żonę...
            Rzecz sama w sobie jest niebywale trudna i oczywiście pewnie dość indywidualna,
            ale z autopsji mogę Ci udzielić kilka wskazówek:
            1. Nie mów jej, że będzie dobrze, kiedy jest źle. (to jest chyba najgorsze
            pocieszenie)
            2. Nigdy nie wykorzystuj tego, że ona ma problem (nawet w mega kłótni, ja zawsze
            powtarzałem, że jest to "rzecz święta", której się nie tyka)
            3. Pamiętaj, że jest to Wasz problem, a nie tylko jej.
            4. Nie martw się na zapas i staraj się to myślenie zaszczepić swojej połówce.
            5. A poza tym musicie działać, działać, działać... Nie tracić czasu ani nadziei

            No i ostatnia rada, w chwilach absolutnego zwątpienia, mojej M. powtarzałem, że
            musimy zrobić wszystko, nawet jeśli się nie uda, tak abyśmy mogli za kilka lat z
            czystym sumieniem spojrzeć w lustro...

            A tak na marginesie, nie to że taki przemądrzały jestem, to wszystko powyżej,
            nieraz zawodziło i dostawało mi się, a to że się w ogóle nie interesuje, że mam
            to gdzieś, że jestem z boku itp...

            ech... życie

            Pozdrawiam i wytrwałości życze.
      • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 09:18
        fifko77
        u mnie sinusoida wciąż się zmienia, teraz znowu jestem w totalnym dole, pomimo tego, że żyję w zawieszeniu.
        pytasz o moją endo - nikt mi nie powiedział, który to sopień, ale w czerwcu ubiegłego roku miałam laparo, niestety po operacji nie miałam kontaktu ze swoim lekarzem (był na zwolnieniu) a drugi lekarz zapomniał o lekach pooperacyjnych. dlatego dopiero od października brałam leki.
        mój lekarz nigdy mi nie powiedział o sznasach - a gdybym nawet zapytała, to wiem, że powie, że wszystko da się zrobić.
        naczytałam się o endo i wiem, że to wcale nie jest takie proste. ale cóż poczekam.
        na pewno warto się pomęczyć, ale to czekanie wykańcza, a ja czekam już bardzo długo...
    • mika805 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 09:04
      hej.ja miałam tak już wiele razy,załamanie , brak wiary,depresja...
      poszłam na psychoterapię i teraz jest troszkę lepiej.jestem w dość trudnej
      sytuacji po 4 inseminacjach i 2 transferach.nie mam juz mrozaczków więc jak bym
      się zdecydowała to od nowa badania i zastrzyki...miałam ciężkie chwile ale dużo
      rozmawiałam z dziewczyną która urodziła bliżnięta po wielu latach leczenia.i
      wiesz pomogło mi to podjąć decyzję.na kilka miesięcy(2-3)odpuszczam, załatwię
      pewne sprawy i przestanę żyć tylko badaniami, wizytami,lekami i depresją.potem
      ostro biorę się do 3 transferu!wiem że brakuje ci sił bo ja 5 lat walczę więc
      możesz sobie wyobrazić co przechodziłam, ale musisz wierzyć!wiara czyni cuda a
      jak czytasz na tym forum wiele dziewczyn zaciążyło, więc i na nas kiedyś
      przyjdzie pora!bądż silna!jestem z tobą!
      • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 09:27
        mika805
        nie miałam jeszcze żadnego transferu - wciąż nie byłam w odpowiednij klinice. dopiero teraz lekarz wziął się za nas. moje czekanie też liczy juś pięć lat, z tego dwa intensywnej walki.
        na ogół jest ze mną dobrze... ale przychodzą dni, kiedy chciałabym uciec, zapaść się pod ziemię, zakończyć...
        wiara czyni cuda - od lat to słyszę. chciałabym ją znowu odzyskać. może po tym leczeniu się znów uda, znów będę liczyć na cud...
        powodzenia w walce!
        • mika805 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 09:34
          ja też tracę wiarę ale w końcu trzeba jakoś żyć!u nas niby ok a ciąży nie
          ma.wkurza mnie to czekanie ale co mam zrobić?pozostaje wiara i czekanie, ale ile
          można czekać????????????????????mam nadzieję że będzie dobrze.może idz do
          kliniki niepłodności, bo ja kilka lat chodziłam do zwykłych gin i ręce
          rozkładali.a kasa szła.jestem z tobą.damy radę!
          • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 09:36
            jestem w takiej klinice, w końcu! i to tylko dzięki temu mam zrobioną laparo. za późno się tam wybrałam - liczyłam na cud jakiś czy coś wink
            • mika805 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 09:41
              ja tak samo.bałam się tej nazwy!zresztą byłam młoda i nie dopuszczałam do siebie
              myśli że nie będę mogła mieć dzieci.a teraz to dla mnie "naturalne"że tam
              jeżdżę.tylko tyle czasu zmarnowałam bo każdy mi tłumaczył że jestem jeszcze
              młoda i będę mieć dzieci.
              • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 09:51
                no właśnie. jeden lekarz wciąż mówił, że naturalnie, że poczekamy - zmarnowałam przez niego dwa lata. ja tylko dzięki znajomym dowiedziałam się o tej klinice i na całe szczęście, bo inaczej dalej liczyłabym na cud, który by nigdy nie nadszedł.
                • mika805 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:04
                  ważne, że jesteś na dobrej drodze.ja jestem już po wszystkich badaniach, laparo,
                  hsg, hormony, przeciwciała...teraz już tylko może być lepiej.wciąż wierzę że mi
                  się uda.i dla ciebie i dla mnie niedługo zaświeci słońce!ale mam dzisiaj
                  nastrój(hihi), gdybyś poczytała mnie po testowaniu, kilka dni
                  temu...buuuuuuuuuu.więc sama widzisz że kobieta zmienną jest!głowa do góry i
                  walczymy dalej!
                  • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:17
                    takie nastroje będą z nami jeszcze długo. dopóki nam się nie uda. raz dobrze, a raz źle. musimy być silne, choć czasem to trudne. jak bardzo chciałabym mieć tyle siły i wiary co Ty. ale mam tylko nadzieję, że może chociaż radość życia w końcu odzyskam.
                    • mika805 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:35
                      wiesz u mnie nie zawsze było tak jak teraz.ale w końcu nadszedł taki moment że w
                      pewnym sensie pogodziłam się z tym stanem rzeczy.ale w sumie nie wiem czy z tym
                      się można pogodzić?tym bardziej jest mi trudno bo wkoło mam mnóstwo dzieci
                      chcianych i mniej chcianych i czasem szlag mnie trafia, jak kobiety przyjmują
                      ciążę i jak traktują dzieci.ale cóż przecież nie zamknę się w domu.chociaż
                      czasem tak robię...kiedy przychodzi @ to chcę być sama, wyryczeć się i nie
                      słuchać "dobrych" rad i pocieszania!zobaczysz damy radę.ja jestem zdania że co
                      nas nie zabije to nas wzmocni!trzymaj się!i nie poddawaj!popłacz powściekaj się,
                      a potem do przodu!
                      • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:44
                        trudno jest pogodzić się z tą sytuacją, z tym stanem. przecież bardzo tego chcemy. robimy wszystko, by się udało,a tu co miesiąc okazuje się, że nic z tego.
                        wiesz. kiedyś płakałam, kiedyś bardzo chciałam wsparcia mojego męża... teraz płaczę w ciszy, sama, nie chcę jego pocieszeń, nie chcę pokazywać swojej słabości, nie chcę jeszcze jego dołować.
                        do tego się na da przyzwyczaić
                        • mika805 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:48
                          ja też nie chcę płakać przy mężu ale czasem nie wychodzi.on już teraz to nawet
                          krzyczy na mnie żebym nie płakała, bo tylko nerwy dodatkowe.sam zresztą zaczyna
                          jak mnie widzi.ale jak jego nie ma to nie żałuję sobie i ryczę na głos jak
                          głupia.a potem jet lepiej...troszkę.wiem że nie da się do tego przyzwyczaić ale
                          trzeba z tym żyć.
                          • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 11:42
                            czasem zanoszę się jak dziecko... stałam się z resztą ostatnio bardzo wrażliwa na wszystko - głupia reklama w tv potrafi mnie rozczulić do łez. głupie.
    • tymonka30 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:41
      Ja nie wiem, chyba stąd, że czasem popłaczę właśnie... popłaczę, podołuję się i
      znowu mam siły smile)
      • mika805 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:44
        hej tymonka a co u ciebie?
        • tymonka30 Milka zwana Miką :-)) 19.02.07, 10:48
          Otóż zaczęłam brać clo od soboty i za tydzień idę na monitoring. No ciekawe...
          • mika805 Re: Milka zwana Miką :-)) 19.02.07, 10:50
            to inv czy ins?bo ja to się już gubię która co i kiedy?
            • tymonka30 Re: Milka zwana Miką :-)) 19.02.07, 10:56
              Nie nie, natural, jeśli coś w ogóle urośnie.
              • mika805 Re: Milka zwana Miką :-)) 19.02.07, 11:05
                a co ma nie urosnąć?weż się do roboty hihihi,ja ci pokibicuje bo na razie nic
                nie robię.trzymam kciuki- jak ci się uda to będę ci zazdrościć i wezmę się sama
                do roboty!pozdrawiam.
                • tymonka30 Re: Milka zwana Miką :-)) 19.02.07, 11:19
                  No wiem z doświadczenia, że różnie reagowałam w całej swojej historii na leki
                  także nie ma nic pewnego tutaj. Ale i tak się cieszę, że coś się dzieje.
                  • mika805 Re: Milka zwana Miką :-)) 19.02.07, 11:26
                    pewnie zawsze trzeba mieć nadzieję.w końcu kiedyś musi być lepiej.ja chociaz
                    czasem już tracę nadzieję to jednak gdzieś głęboko,głęboko wierzę że będzie
                    dobrze.spadam teraz bo jadę zapisać się na prawo jazdy.trzeba się czyms zająć
                    żeby nie zwariować!ściskam cię mocno i produkuj ładne jajeczka!
      • dronka3 Re: czasem mam już dość... 19.02.07, 10:45
        łzy oczyszczją, wywalam wtedy z siebie ten żal.
        • ronia.p Re: czasem mam już dość... 20.02.07, 10:36
          Dronko, wiem jak Ci trudno, bo sama swego czasu przechodziłam załamanie, a
          dzisiaj jestem w 5tc (licząc od 1dc). Ja, co prawda nie zaliczyłam tych
          wszystkich leków, które Ty wyliczyłaś, ale naprawdę potrafiłam wpaść w dół.
          Z czasem jednak dotarło do mnie, że mogę się leczyć, biegać po lekarzach, a i
          tak biegu spraw nie przyśpieszę.
          Jeśli Ci to pomoże, to spróbuj sobie wytłumaczyć, że istnieje przeznaczenie i
          Tobie i Twojemu m. jest pisane rodzicielstwo. Może jeszcze nie w tym roku, może
          nie w nastepnym, ale np. za 5 lat, bo Wasze przyszłe dziecko musi kogoś spotkać
          w przyszłości i to już jest odgórnie ustalone.
          Nie rezygnuj z leczenia, ale nie oczekuj natychmiastowych efektów, bo to prosta
          droga do depresji a nawet rozpadu związku.
          Musisz sobie uświadomić, że najważniejsza jest miłość łącząca Was dwoje, taka
          prosta i codzienna, i że nieważne co się stanie, bo i tak przetrwacie to razem.
          Nie uzależniej swojego szczęścia od faktu posiadania dziecka. Bo to ślepa uliczka.
          W momencie, kiedy zaczęłam doceniać beztroskę wynikającą z braku dziecka, to
          maleństwo we mnie zagościło.
          Nie staraj się walczyć, lecz uwierz w swoje dobre przeznaczenie i spróbuj je
          formować poprzez wytrwałe leczenia. Trzymam za Ciebie kochana i za Twój
          wewnętrzny spokój. smile)
          • dronka3 Re: czasem mam już dość... 20.02.07, 11:28
            ronia.p
            gratuluję Ci z całego serca!
            będę czekać, bo przecież bardzo tego chcę, tylko przeraża mnie to czekanie, to, że lata mi uciekają, a ja wcale nie staję się młodsza...
            nie zrzygnuję, bo za długo czekałam...
            dziękuję Ci, bardzo chciałabym odzyskać ro co utraciłam...
    • mimi282 Re: czasem mam już dość... 20.02.07, 10:53
      Nie wiem co mam ci powiedziec, sama mam w tej chwili dół jak nie wiem co.
      i nie potrafię sobie pomóc. może świadomośc że nie jestes sama, poprawi ci
      nastrój?
      ja własnie czekam na @ po półrocznej kuracjii diphereline. a potem program,
      teraz zastanawiam się nad zmianą kliniki. pierwsze ivdf robiłam w AM
      Białymstoku, a teraz zastanawiam się na d Kriobankiem, bo u nich warunki
      laboratoryjne sa lepsze. a podczas mojego pierwszego ivf uzyskałam z 10 komórek
      pobranych tylko jeden zarodek. więc moze zmiana ? ach tam sama nie wiem...rycze
      od kilku dni i nie moge sie pozbierać.
      mimo to życzę ci powodzenia, i siły do walki. bo mnie już jej na długo nie
      wystarczy.
      • tymonka30 Re: czasem mam już dość... 20.02.07, 11:07
        Mimi bidaku! Masz plan, nie płacz, to już niedługo. Please! bo się zarażę i co
        będzie?
      • dronka3 Re: czasem mam już dość... 20.02.07, 11:25
        mimi282
        dzięki. Ty przynajmniej wiesz na czym stoisz. wiesz, co Cię czeka, zaplanowałaś... ja dalej nie wiem co będzie.
        wiem, że nie jestem tu sama, że dziewczyny czasem mają gorzej ode mnie. te wszystki nieudane zabiegi, to ponowne oczekiwanie. to wszystko jeszcze przede mną, a ja już się załamuję...
        przepraszam, że swoim humorem dobijam jeszcze innych
    • spinka791 Re: czasem mam już dość... 20.02.07, 20:30
      Ja sama sie sobie dziwię skąd mam tyle siły i wiary,że będzie dobrze i że też
      będę w ciąży. Dziś moja koleżanka urodziła śliczną córcię. Właśnie wróciłam od
      niej ze szpitala. I wiecie co, ciesze sie jej szczęściem, naprawdę. I mocno
      wierzę ,że nasze Radość juz jest nad nami, tylko musimy ją mocno złapać za
      nóżkismilesmilesmile
      • dronka3 Re: czasem mam już dość... 21.02.07, 08:24
        to są wspaniałe chwile. ja ostatnio odwiedziłam moją koleżankę z dwutygodniową córeczką, czeka mnie jeszcze jedna taka wizyta u kolejnej koleżanki. na początku bardzo się bałam. myślałam o tym jak będę się zachowywać. jedną wizytę przeżyłam - nie było źle...
        czasem boję się swoich reakcji...
    • anna.p1 Re: czasem mam już dość... 21.02.07, 17:01
      ...ja też już nie miałam sił, nadzei i wiary (4 lata)... a teraz w nosidełku
      przy mnie śpi córeczka, a w pokoju obok w swoim łóżeczku synek...dasz radę
      kobieto. nie poddawaj się. naprawdę warto czekać.
      • dronka3 Re: czasem mam już dość... 22.02.07, 06:58
        no i rozpłakałam się... tym razem ze wzruszenia. tak bardzo czekam na taką chwilę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka