Wczoraj byłam u gina na usg po pregnylu.
Więc pęcherzyk dominujący nie pękł wręcz przeciwnie rośnie i miał wczoraj
31 mm

za to lekarz powiedział że po prawej stronie jest płyn dauglasa
czyli musiał inny pęknąć. Był taki dość "niewyględny" pęcherzyk (lekarz nawet
nie myślał że on mógłby pęknąć) i nie wiem czy teraz jest zapadniety czy
wcześniej był (nie zrozumiałam) i prawdopodobnie on pękł - oczywiście czekamy
teraz czy się udało czy nie. Ja raczej wątpię, nic mnie nie boli , nawet
piersi tylko z prawej strony czasami czuję takie kłucie jajnika (ale to
prawdopodobnie jest 2 dni po owulacji)- chyba przez hormony.
W każdym bądź razie w kwietniu mam mieć laparoskopie

umrę chyba zanim się
czemuś takiemu poddam

Zastanawiam się tylko dlaczego nie kazał mi zbadać męża przed czymś takim. Od
razu by mnie kroił
Nie mam żadnych torbieli, mięśniaków, cysty, sam lekarz powiedział że macica
czyściutka.
Z tego co wychodziło po monitoringach to mi nie pękały pęcherzyki no i może
trochę wolno rosły

W tym cyklu pierwszy raz brałam CLO , teraz już jestem po owulacji i biorę
duphaston, oczywiście na wszelki wypadek.
Myślicie że ta laparo jest już konieczna?? Leczę sie jakieś pół roku,
pierwsze 3 m-ce stosowałam same testy owu,
czwarty m-c zwykły monitoring bez leków
piaty m-c monitoring i clo, pregnyl oi duphaston- wynik owulacja była.
Ja jak widze chocby igłe to jestem już jedną nogą na tamtym swiecie

,
jestem straszną panikarą...